Rozmawiam z Danutą Langowską, właścicielką i dyrektor Centrum Edukacji Zdroje na Prawobrzeżu. Kobieta z pasją, wymagająca od siebie i innych często postrzegana przez współpracowników jako żelazna dama.

Dziś słowo dyrektor wydaje się niewystarczająco pojemne w kontekście zakresu Pani działań. Bardziej pasuje tu określenie menadżer. Mówi się o Pani: surowa ale sprawiedliwa, skuteczna, wymagająca, znakomicie dbająca o wizerunek szkoły.

KP: Skąd pomysł na szkołę? Dlaczego edukacja? Co było przed?

DL: Zanim powstało Centrum Edukacji Zdroje, byłam nauczycielką, przez wiele lat uczyłam w liceum. Jestem absolwentką Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Szczecińskiego. W liceum pracowałam z image001młodzieżą przygotowując ją do matury. Ta praca sprawiała mi satysfakcję i po kilku latach pojawił się pomysł aby stworzyć swoją szkołę. Zebrali się wspaniali ludzie, z którymi współpracuję od 1998 roku, powstał budynek. To były początki. Najpierw były, istniejące do dziś kierunki policealne, liceum dla dorosłych, potem stopniowo rozwijaliśmy ofertę – studium medyczne, ośrodek kształcenia nauczycieli.  Przez ostatnie cztery lata najwięcej czasu poświęcam najnowszemu „dziecku” czyli szkołom młodzieżowym, to m.in technikum informatyczne, technikum fryzjerskie, liceum w tym klasy psychologiczne i klasy wojskowe.

KP: Jak zarządza się szkołą niepubliczną. Z pewnością jest to inny model funkcjonowania niż ten w placówkach finansowanych przez samorządy?

DN: Do niedawna szkoła prywatna kojarzyła się z innowacjami i nowymi pomysłami. Obecnie, przy dużej konkurencji staram aby moje szkoły dzienne miały charakter, były prowadzone z dużą wrażliwością na dobro młodzieży.

Kształtujemy młodych ludzi, którzy nie tylko się uczą w tradycyjnym tego słowa ujęciu ale także rozwijają swoje horyzonty. Nasi informatycy oprócz pracy z komputerem udzielają się artystycznie, społecznie.

Przykładem na zasadność takiego podejścia jest chociażby zajęcie pierwszego miejsca przez  naszych uczniów z kierunków informatycznego i fryzjerskiego w  krajowym internetowym teatrze dla szkół. Co roku organizujemy „Karnawał we włosach” i „Teatralne lato dla młodzieży”. Tak więc bardzo nam zależy aby nie szufladkować uczniów, a raczej ich otwierać na świat.

KP: Szkoła ma status jednostki niepublicznej z uprawnieniami szkoły publicznej?

DL: Tak przy czym szkoły dzienne są szkołami nieodpłatnymi natomiast szkoły policealne w przypadku zawodu fryzjerka, kosmetyczka czy szkół medycznych są odpłatne. Przy tego typu kierunkach aby zadbać o właściwą jakość edukacji należy zapewnić uczniom bardzo dobry sprzęt, a to już jest koszt. Mamy img_7754znakomicie wyposażoną pracownię fryzjerską, kosmetyczną, medyczną, informatyczną. Siłą rzeczy są to nietanie kierunki, a i tak chętnych nie brakuje. W szkolnych gabinetach odbywają się również praktyki, cieszące się wśród klientów  bardzo dużym zainteresowaniem, a najbliższy wolny termin znajdziemy dopiero za kilka miesięcy. Bardzo często mamy tu uczniów już po studiach, którzy wracają do pasji, chcą je kontynuować. Mówią, że pomimo posiadanego już wykształcenie zawsze chcieli być np opiekunem medycznym, kosmetyczką i właśnie u nas mogą to zrealizować marzenia, oddać się pasji.

KP: Czy poza tym, że szkoła zapewnia praktyki na miejscu współpracuje w tym zakresie także z lokalnymi zakładami pracy?

DL: Tak oczywiście w przypadku informatyków współpracujemy z wieloma instytucjami np BrightONE, Tieto,  Szczeciński Park Naukowo-Technologiczny. Uczniowie mają więc możliwość sprawdzenia się na poważnym i docelowym często gruncie. Oswajają się z funkcjonowaniem w dużych organizacjach.

KP: Pani, wraz z mężem, zostaliście uhonorowani za edukacyjne wspieranie niewidomych, mających potrzebę pobierania nauki na różnych szczeblach oraz za coroczne fundowanie stypendiów naukowych. Dlaczego wsparcie akurat tej grupy społecznej?

DL: Bardzo często jest tak, że nowe kierunki powstają w wyniku rozmów z ludźmi i tak też było w tym przypadku. Pojawiła się osoba niewidoma, wcześniej jeszcze spotkałam swoją była uczennicę która właśnie pracuje w Polskim Związku Niewidomych. Pan chciał zdawać maturę. Zdał bardzo dobrze, co więcej był pierwszą osobą w Polsce, która zdał maturę nie znając języka Braille a. Później kontynuował naukę w naszym Studium Medycznym na kierunku technik masażysta kształcąc się na masażystę. Co roku przyjmujemy takie osoby bezpłatnie. Bez względu na wiek kształcą się, rozwijają równie efektywnie i ambitnie. Myślę, że to obopólna korzyść. Praca z niepełnosprawnymi wiele daje obu stronom. To wzajemna, efektywna współpraca i pomoc.

KP: Nie boicie się wyzwań, bo przecież dla placówki kształcenie osób niepełnosprawnych to duże wyzwanie jeśli nie edukacyjne to z pewnością logistyczne.

DL: Są to osoby niewidome, bardzo ambitne i bardzo samodzielne, radzące sobie w życiu. Miałam przykład osoby dorosłej, pana, który stwierdził, że skoro mieszkając kilkadziesiąt kilometrów od Szczecina dojedzie tu, do naszej szkoły to znaczy, że da sobie radę, skończy szkołę. Tak też było. Tych ludzi charakteryzuje duża motywacja.

KP: Poczucie misji, potrzeby pomagania łączy się się z miękkością i swoistą wrażliwością na problemy społeczne, co często nie pasuje w opinii społecznej, do twardego i nieugiętego realizowania celów tzw przyziemnie ekonomicznych. Czy kosztowne emocjonalnie jest łączenie poczucia misji, pomagania, z byciem w wielu aspektach odpornym, twardym, pewnym siebie zarządcą, do tego jeszcze kobietą?

DL: Staram się znaleźć w tej pracy satysfakcję a nie jest to trudne jeśli praca jest pasją. To nie jest zajęcie od 8 do 15. Cały dzień się myśli, przenosi się jak najbardziej te emocje do domu ale jeśli praca jest
img_7751przyjemnością to inaczej się nie da. Skupiam się na tworzeniu wciąż nowych kierunków, dużo rozmawiam, bywam w rożnych miejscach, inspiruję się i motywuję, mam potrzebę rozmowy z młodymi ludźmi, otwartości. Cieszę się każdym zdanym przez nich egzaminem. W tym roku naprawdę osiągnęliśmy bardzo dobre wyniki, dużo przewyższające średnią krajową. Mam tu na myśli np technikum fryzjerskie co jest swoistą nowością, bo nie tylko nauka zawodu ale również matura. Świetnie sobie radzą informatycy. Mamy pierwszych absolwentów, którzy zdali z powodzeniem  maturę i teraz będą studiować na ZUT. Nasi absolwenci dostali się na oblegane kierunki: Informatykę, automatykę., mechatronikę a nawet prawo. Bardzo się cieszę z tych sukcesów Owszem zdarzają się przykre sprawy, kiedy naprawdę zdolne młode osoby nie chcą podchodzić do matury, dalej się uczyć. Wyjeżdżają za granicę i nie wykorzystują w pełni swoich możliwości i zdolności. To jest dla mnie bardzo przykre doświadczenie.

KP: Czy bycie wrażliwą kobietą przeszkadza w zarządzaniu jednak mimo wszystko biznesem? Przecież szkoła jako placówka musi osiągnąć wynik finansowy, zarobić na siebie…

DL: To jest tak, że szkoła ma własny budynek, a wszelkie dostępne dotacje wykorzystujemy maksymalnieimg_7752
efektywnie. W tym roku szkoła jest odnowiona, doposażona w nowe komputery, pracownie, internetowe łącza symetryczne, ale w tej akurat kwestii tu mąż jest fachowcem i na nim polegam. Więc gdzieś tam zawsze będzie potrzebny męski punkt widzenia, myślenie techniczne.

KP: Szkoła ma wiele osiągnięć, uczniowie wygrywają konkursy. Dziś trudno jest inicjować chęć wychodzenia poza niezbędne ramy i obowiązki. Jak robić żeby im się chciało chcieć?

DL: To absolutnie zasługa kadry, ludzi z pasją, którzy lubią to co robią i w naturalny sposób przekazują chciejstwo uczniom.

Jeśli nauczyciel jest dobry, otwarty, wychodzi poza schematy, tworzy klimat, integruje się z uczniami, wówczas łatwiej ich przekonać a nawet nie ma takiej potrzeby, sami chcą. Klimat i grunt do działań tworzą przede wszystkim nauczyciele.

KP: Jak zatem pozyskać taką kadrę, nauczycieli z odpowiednimi kompetencjami, wiedzą, chciejstwem, inteligencją emocjonalną? Budowa tak dobrego zespołu to zapewne żmudny proces?

DL: Dużo rozmawiamy ze sobą, Poświęcamy sporo czasu młodzieży i traktujemy każdego indywidualnie.

Uczeń nie może być traktowany przedmiotowo. Indywidualnie rozpoznajemy jego potrzeby, badamy możliwości. Wiele osób tu pracujących to osoby wrażliwe o wysokiej inteligencji emocjonalnej.

Dla mnie img_7762jest bardzo ważne aby nauczyciel potrafił z uczniem rozmawiać, wiedział z kim ma do czynienia, potrafił zdiagnozować czego od  tego ucznia można oczekiwać i w jaki sposób mógłby się rozwijać. Najważniejsze żeby uczeń nie był anonimowy.  Dobry zespół to osoby z pasją, dla przykładu jeżeli nauczyciel lubi podróżować, zabiera tych młodych ludzi, nie mówi nie mam czasu, nie chce mi się.

Ważna jest także chęć wychodzenia poza obszar dotychczasowych zainteresowań. Kiedy otwieraliśmy kierunki: kosmetologia czy fryzjerstwo jeździłam na targi np do Sieradza na Open Hair aby zobaczyć jak ten świat wygląda, choć jest zupełnie niezgodne z moim wykształceniem. Właśnie tacy ludzie pojawiają się na mojej drodze. To jest sukces.

W pracy nauczyciela nie można myśleć w kategoriach opłacalności. Jeśli jest to jedyny powód, to człowiek męczy się w tym zawodzie.

KP: Wprawny menadżer wie, że aby odnosić sukcesy nie można spocząć na laurach. Jakie są więc zawodowe plany na przyszłość?

DL: Priorytetem na najbliższy czas jest szkoła dzienna i dlatego tak bardzo zależało mi, aby matura wypadła dobrze. Jednak nie zapominam o kierunkach dla dorosłych i nadal będę je urozmaicać, poszerzać ofertę. Z liceów dla dorosłych jestem zadowolona, bo mam sprawdzoną kadrę, są absolwenci którzy wracają do nas. Niektóre z tych szkół są płatne (dla dorosłych przyp.red.), więc przychodzą Ci którzy naprawdę chcą się uczyć

KP: Często w szkołach i na uczelniach wyższych obserwuje się niepokojący trend. Otóż ofertę edukacyjną konstruuje się nie na potrzeby zmieniającego się świata ale ze względu na posiadane zasoby kadrowe, tzn mamy wielu wykładowców danego przedmiotu więc tworzymy taki właśnie kierunek. Co zrobić aby nie ponosić obciążających inwestycji w „odświeżenie” kadry, a jednocześnie być atrakcyjnym dla uczniów?

DL: W szkole działa ośrodek doskonalenia nauczycieli. Chcę uczyć młodych nauczycieli jak pracować, jak dostosowywać się do potrzeb uczniów, jak uatrakcyjniać zajęcia. Niestety nie wszyscy, którzy kończą kierunki pedagogiczne maja zacięcie i pasję. Tym którzy trafili do tego zawodu, lubią młodzież lubią pracę z ludźmi, trzeba pomóc, kierunkować ich, wymieniać się z nimi poglądami i doświadczeniami. Zamierzam ściągnąć do szkoły psychologów czy metodyków w ramach dokształcania samych nauczycieli.

KP: Bycie dyrektorem szkoły jest pracą 24 na dobę. Jak Pani godzi życie rodzinne z zawodowym?

DL: Mąż jako umysł ścisły pomaga mi w prowadzeniu szkoły. Jest absolwentem wydziału nawigacji WSM, przez wiele lat pływał jako kapitan, miałam okazję płynąć z nim parokrotnie, więc trochę świata zwiedziłam Indie, Japonię, Singapur. Wcześniej jeszcze wspólnie pracowaliśmy w Akademickim Radiu img_7757Pomorze. Syn studiuje na Politechnice Warszawskiej, kończy Wydział Mechaniczny Energetyki i Lotnictwa, ale wraca do Szczecina. Jest lokalnym patriotą. Ja się czuję człowiekiem Prawobrzeża, bardzo lubię lokalne otoczenie, Jezioro Szmaragdowe, Puszczę Bukową. To świetne miejsce na ziemi. Praca, dom rodzina, wszystkie te obszary zazębiają się i można to godzić.

KP: Jak Pani spędza czas prywatnie? Co wprawia Panią w dobry nastrój, relaks, pozwala odpocząć?

DL: Samo uczestnictwo w wyjazdach czy spotkaniach z młodzieżą jest jest dla mnie relaksem. Uwielbiam   góry. Ostatni mój urlop spędziła we włoskich Dolomitach, spartańskie warunki, łózko w

SONY DSC

SONY DSC

kilkudziesięcioosobowej sali, prysznic za 5 euro. Można się zmęczyć ale te krajobrazy, niepowtarzalne zachody słońca rekompensują niewygody. Gdy się wchodzi wysoko w góry i na tym poziomie się ogląda świat to jest odpoczynek. Nie ma to nic wspólnego z jednodniowa wycieczka za miasto. Nie wracam na doliny, chodzimy od schroniska do schroniska, wówczas odrywam się od codzienności.

KP: Rozumiem, że telefonów Pani wówczas nie odbiera?

DL: Używam telefonu w górach głównie do robienia zdjęć, choć nie zawsze się udaje nie odebrać połączenia. (śmiech)

KP: Dziękuję za rozmowę

DL: Dziękuję

więcej o szkole tutaj