photo0Rzuciła przyjemną i bezpieczną posadkę, poszła na swoje i ….. dała radę! Dla jasności nie było łatwo i nie od razu. Na początek “pośredniak”, garść szkoleń, bo pomimo sporego doświadczenia w branży kosmetycznej (sprzedaż selektywnej kosmetyki i zapachów premium) to nie to samo, co samodzielne prowadzenie gabinetu kosmetycznego. Rozmawiam z Dorotą Kabacińską, kosmetolożką, właścicielką gabinetu kosmetycznego na Osiedlu Bukowym.

KP: Skąd się wzięłaś na Prawobrzeżu?

DK: Szukając swojego miejsca, mieszkania natrafiliśmy na ogłoszenie lokalizacji w Dąbiu. Nie byłam przekonana, bo oboje z mężem pochodzimy z centrum Szczecina i Prawobrzeże było dla nas końcem świata, sypialnią. Zdecydowaliśmy się jednak i potem już nigdy nie chciałam mieszkać nigdzie indziej. Gdy szukaliśmy większego mieszkania od razu padło na Osiedle Bukowe. Blisko Puszcza Bukowa, trochę dalej od miejskiego zgiełku a jednocześnie blisko miasta.

KP: Dlaczego podjęłaś taką zawodową decyzję? Skąd pomysł na gabinet?

DK: Chyba od zawsze chciałam mieć do czynienia z kosmetykami. Przez 10 lat pracowałam w jednej z pierwszych i chyba jedynej na Prawobrzeżu perfumerii marek selektywnych z tzw wyższej półki. Nabyłam podczas tej pracy bardzo dużo specjalistycznej wiedzy i wiedziałam ze z takim przygotowanie mogę iść dalej w świat kosmetologii. Pomysł na własny gabinet podsunęła mi koleżanka z pracy. “Czuję, że będziesz dobra kosmetyczką, idź w tę stronę” mówiła.  Pomyślałam, że chyba ma rację. Spodobała mi się ta myśl i do tej pory nie znudziła ( śmiech).

KP: To, jak przebiegała Twoja droga zawodowa pokazuje nam, że nasze młodzieńcze postanowienia często nijak się mają do tzw „ dwadzieścia lat później”.

DK: W sumie tak, bo w trakcie pracy zawodowej podejmowałam kolejne wysiłki, aby się dokształcić i posiąść wiedzę kosmetologiczną. Można powiedzieć, że przekwalifikowałam się i jest mi z tym dobrze. To pokazuje, że zawsze jest czas na zmianę zawodu i pójście za pasją.

KP: Jak decyzja o samostanowieniu zawodowym wpłynęła na Twoją rodzinę? Czy był lęk? NieIMG_20150906_000014 miałaś bezpiecznej posadki, sama musiałaś zabiegać o klientów. Krótko mówiąc przez czas niepewności i zmian mogłaś być odbierana przez domowników jako powiedzmy obciążenie i element niepewności finansowej. Czy musiałaś przekonywać rodzinę męża do tego pomysłu?

DK: Nie, nie musiałam przekonywać męża i córki. Rodzina absolutnie nie wtrącała się do tego. Była to moja, autonomiczna, bardzo przemyślana decyzja. Wymyśliłam i wprowadziłam w życie. To był powolny proces. Zwłaszcza, że nie rzuciłam się od razu na głęboką wodę, a realizowałam plan punkt po punkcie. Zwyczajnie chciałam przed czterdziestką być na swoim i pracować dla siebie. Mam nadzieję, że są ze mnie dumni. (śmiech)

KP: Jaki był zatem ten plan, punkty pośrednie?

DK: Generalnie chciałam najpierw nabrać praktyki i pracowałam u tzw kogoś. Wówczas też sprawdziłam czy klient będzie do mnie wracał. Okazało się, że efekty przerosły najśmielsze oczekiwania.

KP: Jak wyglądał proces doboru miejsca?

DK: Szukałam tak naprawdę miejsca, w którym coś poczuję, także na Lewobrzeżu. Miejsce w którym do dziś mam gabinet od razu do mnie przemówiło. Weszłam i wiedziałam ze to będzie to. Tak zostało.

KP: Czy to, że prowadzisz swoją działalność na Prawobrzeżu ma znaczenie dla Twojej klienteli.

DK: Zdecydowanie więcej klientów mam z Prawobrzeża, choć wiele Pań i Panów dojeżdża nie tylko z centrum, ale i z okolicznych miejscowości także Police, Gryfino. Mam też wiele osób tzw dojazdowych, z innych miast, które gdy tylko są w Szczecinie zapisują się na zabiegi. Bardzo sobie cenię to, że chce im się do mnie przyjeżdżać, bo nie dalej jak wczoraj wracałam z Gryfina i nie była to łatwa droga. (śmiech)

KP: Ile czasu zajęło Ci sprawienie, aby działalność była rentowna? Kiedy przyszła, obok satysfakcji niematerialnej ta finansowa?

DK: Nigdy nie dokładałam do gabinetu. Od samego początku, pierwszego miesiąca był jakiś zysk. To sprawiało mi przyjemność. Był początkowo niewielki jednak  tez mi pasował, bo ważne było aby nie dokładać.

KP: Zainwestowałaś własne pieniądze czy wspierałaś kapitałem zewnętrznym?

DK: Część środków była moja a część z dofinansowania. Co roku czynię inwestycje w gabinet i we własne dokształcanie, aby zaskakiwać klienta i być zwyczajnie na bieżąco. W gabinecie mam wymagającego klienta, który lubi niespodzianki. A ja z kolei lubię się rozwijać.

diamond-807979_1280KP: Wcześniej, gdy pracowałaś w perfumerii, dotykałaś wielkiego świata, spotykałaś ludzi z pierwszych stron gazet. Na szkoleniach światowych marek jak m.in. Dior, Chanel czy La prairie miałaś styczność z luksusem. Mało tego, miałaś niejednokrotnie propozycje wejścia głębiej w ten wielki świat. Wybrałaś działalność lokalną. Zamknęłaś się w gabinecie bez tego blichtru i ekskluzywności. Czy odbierasz to jako ograniczenie?

DK: Absolutnie nie! W gabinecie też wiele się dzieje. Jeżdżę na targi, szkolenia, więc mam styczność z tzw wielkim światem, tyle że w trochę innym kontekście. Spotykam inne, powiedzmy wielkie sławy. Osoby, które tworzą nowe receptury, zabiegi. Też się dużo dzieje ciekawego.

KP: Dlaczego nie reklamujesz swoich usług, nie masz fun page czy www?

DK: Chyba nie muszę. Chcę mieć klientki z każdej grupy nie tylko te najbogatsze. Nie chodzi o ilość, ale jakość i to nie tylko w kontekście finansowym. Gabinet kosmetyczny to nie taśma produkcyjna. W swojej pracy cenię kontakt i fakt iż poprzez cielesne zabiegi kosmetyczne docierasz często do duszy, pomagasz im wspierasz itd itp. Kozetka staje się niejednokrotnie sofą psychoterapeutyczną, czy zwyczajnie konfesjonałem (śmiech), w którym panie nie spowiadają się, ale zwierzają z często intymnych dylematów. Taka rozmowa daje dużo obydwu stronom.

Przychodzą do mnie panie, które nie są majętne, a jednak sukcesywnie odkładają niewielkie kwoty, aby przyjść i doprowadzić pewne sprawy do porządku. To mój osobisty sukces i miód na serce, że zwyczajnie edukuję te kobiety. Przekonuję, aby czasem przedłożyły dbałość o siebie ponad wszystko inne, dlatego, że na codzień najczęściej jest odwrotnie.

KP: Czy lubisz to robisz zawodowo? Czy właśnie to jest miarą sukcesu?

DK: Zdecydowanie uważam, że miara sukcesu jest robić to co się lubi i jeszcze z tego żyć. Każdego dnia idę do pracy z tą myślą i jest ona bardzo budująca.

KP: Czy gdybyś mogła cofnąć czas, podjęłabyś jeszcze raz taką samą decyzję zawodową?

DK: Tak, ale podjęłabym ją zdecydowanie wcześniej Za długo czekałam, o jakieś 5 lat aby zrobić ten krok. Nie żałuję ze pracowałam w perfumerii, bo to było dla mnie ogromne doświadczenie i wspaniale przeżycie.Myślę, że zbyt długo dojrzewałam do tego, brakowało mi pewności, że dam radę sama. U mnie wszystko długo dojrzewa, ale gdy już dojrzeje to nie ma odwrotu. Jak nie teraz to kiedy? Tak sobie powiedziałam.20150903_124100

KP: Jak Ci się mieszka na Prawobrzeżu?

DK: Świetnie, bliskość Puszczy, ten zapach. Nie zamieniłabym tego na centrum.

KP: A czy coś byś tu zmieniła?

DK: Tak. Wysokość  czynszów ( śmiech)

KP: Dziękuję za rozmowę

DK: Dziękuję.

Gdzie znajdziecie naszą bohaterkę?

Studio Urody Layla,

(przy salonie fryzjerskim “Klaudyna”)

ul.Seledynowa 95

os. Bukowe
70-781 Szczecin
Zachodniopomorskie

telefon (91) 463-48-27