Aleksandra Lwowa, ludziom ze środowiska gór przedstawiać nie trzeba, ale z pewnością powinni go poznać wszyscy Ci, którzy dopiero zamierzają rozpocząć swoją przygodę z górami. Znakomitą ku temu okazją była zaprezentowana w Szczecinie w ramach 7 Przeglądu Filmów Górskich O!Góry, wystawa w Książnicy Szczecińskiej – „Aleksander Lwow. 45 lat w górach świata” Oprócz unikalnych fotografii z prywatnych zbiorów zobaczyliśmy także stroje i osprzęt w jakich zdobywano góry w minionych dekadach, osobiste dokumenty i pamiątki. A całości dopełniło spotkanie z głównym bohaterem oraz pełne humoru i anegdot opowieści.

 

Fot. Dominik Wiśniewski

 

 

Mocną stroną Aleksandra Lwowa jest z pewnością dewiza, że większą sztuką jest w górach przeżyć, niż być martwym zdobywcą ośmiotysięczników.

 

 

 

Bo w istocie, śmierć w górach przecież w jakimś sensie przekreśla nasze dotychczasowe dokonania i dlatego przeżycie jest warunkiem koniecznym, by mieć jakieś stałe osiągnięcia w górach, móc nimi się chwalić jako osiągnięciami, a nie porażkami

Jak zauważył sam bohater  spotkanie było tylko próbą ogarnięcia swoich 45 lat w górach w ciągu 45 minut, czyli minuta na rok, a to zdecydowanie za mało, bo byłoby o czym opowiadać znacznie dłużej.

 

Rozpoczynając swoją prelekcję  Aleksander Lwow odniósł się krótko do aktualnej wyprawy na K2 i związanych z nią wydarzeń i obciążeń jakie będą nam towarzyszyć podczas spotkania. Doświadczył tej atmosfery dokładnie 30-lat temu, jako uczestnik  zimowej wyprawy na K2 . W sezonie 1987/1988 –  polsko-kanadyjsko-brytyjski zespół , kierowany przez Andrzeja Zawadę zaplanował zdobycie K2 od  strony pakistańskiej. W wyprawie wzięło udział 13 Polaków, 7 Kanadyjczyków i 4 Brytyjczyków.

 

Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy

 

Wówczas, 2 marca 1988 r, udało się dotrzeć tylko Krzysztofowi Wielickiemu i Leszkowi Cichemu,  do wysokości 7300 m n.p.n. i założyć tam obóz III. Kolejne wyprawy na K2 nie odniosły także oczekiwanego sukcesu.

 

 

 

Aleksander Lwow swoją alpinistyczną karierę rozpoczął od kursu grotołazów, w Sokolikach, niedaleko Jeleniej Góry, tu zdobywał swoje pierwsze umiejętności, to był 1970 rok, nie wszystko od razu układało się świetnie, „o mało nie umarłem tam na górze„,  ale doping instruktora i pierwsze trudne momenty tylko wzmocniły jego hart ducha. Dzięki swojej determinacji i możliwości obcowania z doświadczonymi starszymi kolegami, postępy były bardzo szybkie.

Aleksander Lwow był liderem w szybkościowym bieganiu w pionie”  jak to określił . Jeżdżenie w skałki było tylko przygotowaniem do kolejnego etapu, czymś  naturalnym, dla  ówczesnego pokolenia wspinaczy wychowanego na literaturze Bonattiego, Długosza, Tygrysów Himalajów, naturalnym marzeniem były Tatry, które stanowiły odskocznię do gór prawdziwych, każdy marzył o wschodniej ścianie Mnicha, o Kazalnicy po naszej stronie Tatr, przyjeżdżało się zimą, a śnieg łoił jak za dawnych dobrych lat, więc graliśmy w pokera na drobne…

 

 

Życie towarzyskie było fantastyczne, nie było wiele innego do roboty w tym czasie, rzeczywistość była przaśna, dziewczyny piękne i młode, a my jeszcze młodsi, jeszcze piękniejsi…

 

 

 

Pierwsze lodowce alpejskie, zdobywał min. z Wojtkiem Kurtyką. Po Alpach pełnych szczelin, seraków, lawin, przyszedł czas na wspinanie wysokościowe, czyli zdobycie pierwszych najwyższych szczytów w stylu alpejskim, bez wspomagania, w sposób klasyczny. Tak rozpoczęła się historia zimowych narodowych wypraw  w najwyższe góry świata. Takiej prasy jaką wówczas mieli polscy alpiniści mogli by dzisiejsi, komercyjni zdobywcy pozazdrościć.

W tym czasie jedną z klubowych koleżanek, czym jak podkreślił do końca życia, zawsze będzie się chwalił, była Wanda Rutkiewicz.

„ Wanda Rutkiewicz jak wiadomo, jako pierwsza Europejka i trzecia kobieta na świecie, weszła na najwyższą górę świata, ale jakby tego było mało, ona dokonała tego jako pierwszy Polak, zwracam uwagę, jako pierwszy Polak, a przecież najlepsi na świecie alpiniści to kto ?  My mężczyźni, Polacy, a Wandzia nam Everest odebrała sprzed nosa, ale jakby tego było mało, Wandzia jako pierwszy Polak, wlazła na K2 – a na dodatek była pierwszą kobietą na świecie”

Wchodząc w świat męskiej przygody szczególnie wsłuchiwaliśmy się w słowa jakie padają pod adresem „babskich” konkurentek i tu Aleksander Lwow, jak zawsze z humorem, ale też z pełnym szacunkiem do babskich historii się odnosił.

„ Wandę, często my mężczyźni, nazywaliśmy babcią, śmiejąc się przy tym do rozpuku, bo kiedy osiągała swoje największe sukcesy miała już trochę lat ,  ale nie wynikało to z zazdrości, czy zawiści wobec jej osiągnięć, my byśmy chcieli to zrobić, my mężczyźni,  ja, moi koledzy, ale zrobiła to Wandzia, dlatego należą jej się za te osiągnięcia pomniki”

Doczekaliśmy się także odpowiedzi na zasadnicze pytanie. stawiane często w takich sytuacjach, a mianowicie po co właściwie tacy ludzie jak Aleksander Lwow się wspinają ?

 

Fot. Dominik Wiśniewski

Czas spotkania minął zdecydowanie za szybko, na szczęście Aleksander Lwow potrafi też ciekawie pisać. Jego kolejne wydanie książki pod wymownym tytułem Zwyciężyć znaczy przeżyć i aktualnym podtytułem Ćwierć wieku później, właśnie się ukaże, tym razem wzbogacone o kolorowe fotografie. To klasyka gatunku, jak od lat mówią znawcy tematu, prawdziwa opowieść o ludziach gór, skrząca się dowcipem charakterystycznym dla autora i pozbawiona zbędnego patosu. Prosty męski świat pełen prawd życiowych. To historia nie tylko własnych doświadczeń ale także pełna wydarzeń i ludzi zaliczanych do kategorii polskiego alpinizmu. O poprzednim wydaniu Martyna Wojciechowska napisała- Alek Lwow jest rzadką w przyrodzie mieszanką wiedzy, doświadczenia, charyzmy i poczucia humoru, co sprawia,że artykuły i książki pisze znakomite. […] Ta książka była dla mnie jak Biblia, wychowałam się na niej.

 

Fot. Dominik Wiśniewski

Aleksander Lwow – polski alpinista i himalaista, swoją przygodę z górami rozpoczął w 1970 roku w „Sokolikach” i Karkonoszach. W 1971 był już członkiem Klubu Wysokogórskiego we Wrocławiu. Był także wydawcą i redaktor miesięcznika „Góry i Alpinizm” ( 1994-2004 ). Był uczestnikiem wielu  wysokogórskich ekspedycji, m.in.: Mount Everest (zima 1979/80, 1986, 1991), K2 – 8611 m (1982 i zima 1987/88), Broad Peak – 8047 m (zima 1987/88), Dhaulagiri – 8167 m (1983, 1985), Yalung Kang – 8505 m (zima 1988/89). Do jego sukcesów można zaliczyć zdobyte ośmiotysięczniki: Manaslu – 8163 m (1984, nową drogą), Lhotse – 8516 m (1986, w stylu alpejskim), Cho Oyu – 8201 m (1987, nową drogą w stylu alpejskim) i Gasherbrum II – 8035 m oraz Pumori – 7161 m które zdobył jako pierwszy Polak i jak dotąd nikt nie pobił jego szybkości w osiągnięciu szczytu (7 godzin, samotnie).

Uhonorowany dwukrotnie złotymi medalami „Za wybitne osiągnięcia sportowe”: Everest 1979/80 i za wytyczenie nowej drogi (razem z Krzysztofem Wielickim) na wschodniej ścianie Manaslu w 1984 roku. Jest także laureatem Kolosa, za narodową wyprawę zimową na Everest. Honorowy Członkiem PZA od 2013 roku.

 Góry dają nam przeżycia najwspanialsze, ale i najcięższe, a czasem nawet pozwalają zerknąć poza granicę życia nie odbierając go

Wanda Rutkiewicz, zdobyła Mount Everest ( najwyższy szczyt Ziemi,8848 m n.p.m.) w 16 października 1978 roku, a K2, drugi co do wysokości szczyt Ziemi, 23 czerwca 1986 roku, jako pierwsza kobieta i pierwsza Polka. Wanda Rutkiewicz zaginęła w maju 1992 podczas ataku szczytowego na Kanczendzongę.

Oprac. Red. BMW

Foto.Dominik Wiśniewski