Audrey Hepburn-ikona stylu
 
Sarniooka piękność w eleganckim koku, czarnej sukni i naszyjniku z pereł, tak właśnie uwieczniono ją na jednym z najczęściej reprodukowanych na świecie filmowych fotosów. Wystarczy ten krótki opis i wszystkie Czytelniczki już wiedzą, o kim mowa. Mimo upływu lat jej wizerunek nie starzeje się, zaś ona sama trafiła do panteonu ikon stylu i piękna.

Audrey Hepburn przyszła na świat 4 maja 1929 w Ixelles w Belgii jako Audrey Kathleen Ruston. Jej rodzicami byli pochodząca z Holandii arystokratka oraz brytyjski bankier. Audrey niezbyt długo mogła cieszyć się ciepłem domowego ogniska, jej ojciec porzucił bowiem rodzinę, gdy dziewczynka miała zaledwie sześć lat. Baronessa Ella van Heemstra musiała więc w tej nowej i niełatwej sytuacji życiowej poświęcić się samotnemu wychowywaniu Audrey oraz  dwójki synów z poprzedniego związku. Arystokratka imała się ponoć przeróżnych zajęć, by zapewnić godziwy byt swoim dzieciom. Dzięki swej zaradności stać ją było nawet na opłacenie lekcji baletu dla córki. Syn Audrey wspomina swoją babcię jako twardą i pozornie bardzo chłodną kobietę, która była jednak zdolna do wielu poświęceń w imię miłości i potrafiła robić bliskim znakomite prezenty. Dużo wody i trochę cebulek… tulipanów. Tak miała wyglądać walka Audrey i innych mieszkańców Holandii  z widmem śmierci głodowej podczas okupacji. Ten trudny okres intensywnie odbił się na zdrowiu naszej bohaterki, która cierpiała m.in. na  anemię, astmę oraz niedowagę,  zaś w dorosłym życiu bardzo trudno jej było zajść w upragnioną ciążę: aktorka przeszła kilka poronień, które wspominała zawsze jako niezwykle tragiczne wydarzenia.

Po wojnie eteryczna piękność o arystokratycznych rysach pracowała w charakterze modelki i aktorki-epizodystki, a także próbowała  swoich sił w balecie. Filmowa kariera Audrey zaczęła się na dobre od pierwszoplanowej roli Lindy Farrel w komedii „Monte Carlo Baby”. Potem przyszły tak  kultowe filmowe kreacje Audrey jak nagrodzona Oscarem księżniczka Anna w „Rzymskich wakacjach”, urocza córka szofera w „Sabrinie”, a także fotogeniczna Jo Stockton w „Zabawnej buzi”. Najsłynniejszą jest jednak chyba rola przedsiębiorczej Holly Golightly w „Śniadaniu u Tiffany’ego”. Warto dodać, że kultowe kreacje Audrey pochodzące z tego filmu są dziełem Huberta de Givenchy, uznanego francuskiego projektanta, który prywatnie przyjaźnił się blisko z Audrey, a  nawet określał ją mianem swojej muzy. Choć gra aktorska Audrey zdobywała i zdobywa nawet współcześnie dość wysokie noty krytyków i widzów, to wśród kreowanych przez nią bohaterek filmowych niestety trochę brak różnorodności – Audrey jako aktorka jest przeważnie po prostu dziewczęca, słodka i zabawna, wyjątek może stanowić mroczny obraz „Doczekać zmroku”, w którym Audrey w roli niewidomej kobiety przypadkowo wplątanej w bezlitosną walkę z przestępcami narkotykowymi jest po prostu zjawiskiem, intryguje i zachwyca kunsztem gry aktorskiej; Hepburn za tę rolę otrzymała nominację do Oscara i udowodniła niedowiarkom, że potrafi zagrać postać jakże odmienną od słodkich i nieco naiwnych ślicznotek.

Spełnieniem marzeń Audrey była jednak nie tyle sława i pieniądze, co pełna, kochająca się rodzina. Niestety, oprócz wspomnianych zdrowotnych problemów związanych z niemożnością donoszenia ciąży, oddzielną kwestią były dwa nieudane małżeństwa aktorki. Audrey jako dwudziestotrzylatka po raz pierwszy wyszła za mąż za aktora, reżysera i producenta filmowego Mela Ferrera. Związek ten przetrwał czternaście lat, a jego owocem był syn Sean. Podobno główną przyczyną rozpadu pierwszego małżeństwa aktorki miał być niełatwy, bardzo zaborczy charakter jej męża, kilkukrotnego rozwodnika, który nie potrafił pozostawać w cieniu zdobywającej coraz większą popularność młodej i pięknej Audrey. W wieku trzydziestu dziewięciu lat aktorka ślubowała jednak ponownie, tym razem włoskiemu psychiatrze, doktorowi Dotti. Jej wybranek był młodszy od niej 9 lat, a jego kariera lekarska nabierała właśnie rozpędu. I choć był on zauroczony piękną aktorką, to podobno raczej nie rozumiał domatorskich ciągot Audrey, która w relacji szukała już głównie wyciszenia i stabilizacji. Pokłosiem tego niezrozumienia miały być jego zdrady i ostateczny rozpad związku. Owocem ich wspólnego życia był syn o imieniu Luca.
Okres, jaki sama Audrey określiła mianem najważniejszej życiowej roli, rozpoczął się, odkąd została Ambasadorką Dobrej Woli UNICEF-u. Aż do tej chwili, choć może być trudno nam w to uwierzyć, aktorka nie była bowiem świadoma mocy swojego nazwiska i siły własnej popularności, ponieważ prywatnie pozostawała niezwykle skromną osobą. Pracując dla UNICEF-u, wykorzystała swoją popularność po raz pierwszy i to w sposób najlepszy z możliwych. Jej zaangażowanie w niesienie pomocy nie polegało jednak jedynie na użyczeniu swojego wizerunku. Poruszona ciężką sytuacją Bangladeszu, sama bardzo aktywnie włączała się w pozyskiwanie funduszy dla najuboższych.

Postać Audrey niezmiennie fascynuje i skłania do prób opisania jej życia. Wydanych zostało już mnóstwo książek i opracowań poświęconych tej ikonie piękna. Biografowie i czytelnicy spierają się nawet czasem o to, czy eteryczna Hepburn nie cierpiała przypadkiem z powodu zaburzeń odżywiania, a także próbują dociec, czy prywatnie charakter aktorki nie odbiegał jednak  nieco od wykreowanego przez pop kulturę jej anielskiego, kryształowego wizerunku. Czy takie sensacje rodem z brukowca są nam jednak naprawdę potrzebne?

Dla wszystkich, którzy nie gonią za takimi wątpliwymi rewelacjami, ciekawą i godną polecenia pozycją książkową jest ta autorstwa młodszego syna Hepburn – Luca Dottiego. Książka zatytułowana „Audrey w domu. Wspomnienia o mojej mamie” ukazuje Audrey jako miłośniczkę kuchni, która nie należała do dietetycznych (makaron, czekolada) i zwyczajną troskliwą matkę poświęcającą się pełnemu miłości prowadzeniu domu, matkę, której syn przez długi czas nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, że jest ona sławną aktorką.

„Rzymskie wakacje”, „Sabrina” czy „Śniadanie u Tiffany’ego” to klasyki kina, stanowiące idealny na długie jesienne wieczory pogodny repertuar  ku poprawieniu humoru. Oglądając na ekranie różne wcielenia eterycznej Audrey, pamiętajmy o jej słowach „Uwielbiam dostawać listy od ludzi, którzy mówią, że mieli kiepski dzień, (…) zobaczyli jeden z moich filmów, a on całkowicie zmienił ich humor”.

Pogodnego tygodnia!

Daria Woszczatyńska-Przybylska

foto Pixabay