Fajnie, fajnie, ale co ja niby mam zrobić, aby stać się finansowo niezależna i co to właściwie oznacza?” Pytanie ‘po co być niezależnym finansowo?’ jest tak samo głupim pytaniem jak pytanie: ‘po co oddychać?’. Jeżeli jeszcze się nad tym zastanawiasz, to znajdujesz się w światowej czołówce naiwnych kobiet, które same siebie oszukują.

cześć pierwsza TUTAJ

Pierwszym krokiem do niezależności finansowej jest uświadomienie sobie, gdzie w danej chwili jesteśmy (czyli jakie są nasze źródła przychodu) i dostarczenie sobie brakującej wiedzy na temat budowania niezależności finansowej. Kolejnym krokiem jest rozpoczęcie działania (tak, tak – samo się nie zbuduje!) we właściwym kierunku, ale o tym będzie już w następnych odcinkach.

Krok 1. Określ swój typ 🙂

Odwrotnością wolności finansowej, częściej praktykowaną w naszym społeczeństwie, jest niestety ‘Niewola Finansowa’. Wśród polskich kobiet znajdziemy prawdziwy wachlarz odmian Niewoli Finansowej, występujący w dwóch kategoriach. Właściwie w trzech.

Kategoria ‘Zniewolenie Przez Najbliższe Otoczenie’:

Typ 1. Świadome poddaństwo patriarchalne w imię górnolotnie brzmiących frazesów, czyli bogini ogniska domowego, matka i żona idealna. Stworzona do pichcenia, rodzenia, wychowywania, pielęgnowania i na starość do opieki nad wnukami oraz nad swym umierającym mężem. Biegła w przynajmniej 18 zawodach: od sprzątaczki, po kucharkę, pielęgniarkę, przedszkolankę, psychologa i budowlańca. Na zewnątrz uśmiechnięta, w środku ruina psychiczna i fizyczna. Po 20 latach tyrania na 18 etatach najchętniej uciekłaby z młodym kochankiem gdzie pieprz rośnie.

Typ 2. Pseudopartnerskie poddaństwo patriarchalne, czyli kobieta przedsiębiorcza, która całe życie pracuje na sukces swojego męża, jednocześnie zajmując się domem, dziećmi i mężem. Podsuwa mu pomysły, prowadzi w jego firmie księgowość i przy okazji sekretariat skrzyżowany z działem rozwoju produktu. Oczywiście tylko tak dla rozrywki, pomiędzy obowiązkami domowymi, bo w końcu nie jest zatrudniona na żadnym etacie, żeby nie trzeba było płacić ZUS-u.

Typ 3. Świadoma prostytucja z elementami domatorstwa, czyli kobieta wyglądająca, zachwycająca i pachnąca, nieskalana zarabianiem pieniędzy nigdy. Jednocześnie na tyle inteligentna, że w fazie swojego ‘prime time’ zaobrączkowała swoją dojną krowę i wydaje jej się, że jest bezpieczna. Zajmuje się shoppingiem oraz testowaniem kosmetyków odmładzających i ujędrniających. Czasami zrobi jakiś obiad, ale generalnie woli, żeby Misiu, Rysiu, czy John wziął ją na miasto do knajpy przetestować nowe szpilki od Gucci’ego w warunkach polowych, (bo już wie, że w sypialni prezentują się świetnie). Uwielbia się kochać rano, wieczór i w południe, bo w końcu jest do tego stworzona, niekoniecznie z Właścicielem Drugiej Obrączki (w skrócie WDO).

Kategoria ‘Zniewolenie Korporacyjne’

Typ 4. Nieświadome poddaństwo feudalne z elementami masochizmu, czyli kobieta młoda, gniewna i ambitna, lekko niebezpieczna, bo naiwna. Wierzy w głębszy sens organizacji społecznej, jaką jest firma, która zapewni jej świetlaną przyszłość i karierę po grób. Zatrudnienie w firmie uważa za swój największy sukces życiowy. Z uwielbieniem spogląda na swoich szefów i ich fajne służbowe fury oraz inne interesujące gadżety. Świata poza firmą nie widzi, najchętniej spałaby pod biurkiem, byleby ktoś ją zauważył i wysłał w jakąś zagraniczną delegację. Faceta na stałe nie posiada, bo by ją rozpraszał w domu, gdy siedzi nad projektem dla szefa.

Typ 5. Świadome poddaństwo feudalne, czyli wyedukowana wzorowa mrówka pracownica, tak zwany pracownik idealny. Nie doje, nie dośpi, ale zrobi co trzeba i jeszcze raporcik trzaśnie dla szefa kolorowy, żeby nawet idiota zrozumiał. Szczęśliwa, że ma ciekawą i wyzywającą pracę w świetnej firmie dającej możliwości rozwoju, z których nie bardzo wie, jak skorzystać przez co najmniej 20 lat. Szefa traktuje z szacunkiem i wyrozumiałością a współpracowników jako wartościowe zasoby firmy. Życie rodzinne jakoś godzi z pracą i ma takiego męża, że nawet się nie wkurza, jak pracę do domu przynosi na weekend.

Typ 6. Świadome kombinatorstwo agresywne, czyli suka biurowa, która zrobi wszystko dla podwyżki i awansu. Wszyscy są potencjalnymi dawcami pomysłów, które dzięki odpowiedniej manipulacji faktami mogą posłużyć do szybkiej promocji lub wypłaty premii. Firma jest na tyle dobra, na ile da się wydoić. Jak przestanie zaspokajać rosnące suki potrzeby, to trzeba zmienić firmę. W drodze do awansu nie przebiera w środkach – powszechne jest spanie z wpływowymi przełożonymi w pracy i późniejsze wykorzystywanie zażyłości. Na kolegów na swoim szczeblu nawet nie spojrzy, bo po co.

Typ 7. Świadome kombinatorstwo pasywne, czyli kobieta znająca swoją wartość i niesprzedająca się tanio. Robi, co do niej należy, ale bez przemęczania się, bo życie się na firmie nie kończy. Ma swoje pasje, którym próbuje się oddawać w czasie pracy, jak nikt nie patrzy. Szefa traktuje jak zło konieczne i najchętniej nie chce odpowiadać za nikogo prócz siebie, czyli sama szefem dla innych być nie chce. Firmę traktuje jako miejsce do spędzania w miarę mile czasu i gdy przestaje być miło zmienia ją bez większego sentymentu.

Jakby nie patrzeć wszystkie te typy – choć bardzo różne – mają jedną istotną część wspólną: brak czasu na to, co się tak naprawdę chce w życiu robić. A życie jest tylko jedno.

Szara Strefa

Są oczywiście kobiety, które i owszem, przeczytały powyższe z ironicznym uśmiechem na twarzy i automatycznie utwierdziły się w przekonaniu, że to nie o nich mowa.

Jest tu typ kobiety równouprawnionej, wykształconej, świadomej swojej wartości, która uważa, że jej to nie dotyczy, ponieważ w małżeństwie wszystko jest wspólne, a szczególnie dotyczy to przychodu jej prywatnego męża i wszystkiego, co za ten przychód można nabyć. Poza tym ona się z pewnością realizuje w roli żony i matki i rozwija. Ma już doktorat z crème brûlée i robi drugi fakultet ze zwijania sushi. Dzieci zapisane są do równie rozwojowych kółek zainteresowań, na które nasza postępowa mama zawozi je wypasioną bryką.

Drugi typ kobiety w szarej strefie to kobieta w domu ciężko pracująca, która uważa, że pieniądze męża należą jej się jak psu buda, bo jasno określiła ze swoim mężem zakres obowiązków i tyle. Jasne jest jak słońce, że on pracuje w świecie zewnętrznym, ona w świecie rodzinnym. Jakby mąż zaczął podskakiwać lub zwiększać jej zakres obowiązków, to już ona potrafi sobie z tym świetnie poradzić, choćby eskalując problem do organów nadrzędnych jakimi są ‘teściowa’ lub ‘mamusia’, które pacyfikują potencjalne konflikty.

Świetnie, fajnie, praca jak każda, tylko trzeba sobie realnie zdać sprawę z tego, że:

crème brûlée to bardziej kaloryczny, zapiekany budyń;makowce z ryżu można się nauczyć skręcać w godzinę; pracownika na etacie domowym można wymienić na lepszego;teściowa i mamusia mają ograniczony do świata rodzinnego zakres działania;

…a Twój przychód nadal płynie ze źródła zewnętrznego, na które nie masz żadnego wpływu.

Możemy żyć w błogiej nieświadomości, aż do momentu, kiedy nasz generator przychodu (czyli mąż) straci dobrze płatną pracę, życie lub zainteresowanie naszą osobą. Lub, kiedy Ty stracisz zainteresowanie jego osobą i wspólnym z nim życiem. Świadoma swej wartości kobieta powinna zadać chociaż pytanie na temat rodzaju przychodu swojego męża i określić ryzyka z tym związane. Bo ‘jak bieda drzwiami zagląda to miłość kominem ulata’.

Wizja w zderzeniu z rzeczywistością

Podobno do wszystkiego, co się robi w życiu, trzeba mieć wizję upragnionego wyniku końcowego. Inaczej rzecz ujmując trzeba wiedzieć, dokąd zmierzamy, żeby móc wyjść z domu i skręcić we właściwą drogę. Oczywiście czasami się gubimy, ale wiedząc gdzie mamy dojść, przynajmniej wiemy, że się zgubiliśmy. I możemy skorygować kurs. Brak wizji oznacza permanentne błądzenie, co może być dosyć frustrujące.
Zaczynając pisać o niezależności finansowej nakreśliłam sobie w punktach dokładny plan tego jak to ma wyglądać i od razu powiem, żeby była jasność – lekko nie będzie.  Trzeba będzie zadać sobie kilka niewygodnych pytań i zarejestrować niewygodne odpowiedzi. Trzeba będzie przyznać się do kilku niezbyt chwalebnych zachowań i realnie ocenić swoje szanse w przyszłości. Trzeba będzie wypisać swoje ograniczające przekonania i z nimi zawalczyć. Dlatego też poniższa wizja ma być czymś w rodzaju deski ratunkowej, światełkiem w tunelu, pokrzepieniem serca, ciastkiem czekoladowym we wkurzający dzień. Innymi słowy, gdy ogarną Was drogie Panie wątpliwości po prostu wrócicie do tego odcinka i z nowymi siłami stawicie czoła rzeczywistości.

Czy w dzisiejszym skomercjalizowanym i wycenionym świecie wolność finansowa nie oznacza wolności po prostu? Czy kiedykolwiek zastanawiałaś się jakby to było gdybyś niczego nie musiała? A każde Twoje działanie w każdej minucie zgodne było z Twoją wolą?

Wyobraź sobie, że otwierasz oczy w przepełnionej słońcem sypialni. Jest ciepły, słoneczny dzień. Z lekko uchylonego okna przez koronkowe firanki wieje pachnące lasem powietrze zachęcając do wyjścia. Patrzysz na zegarek – jest 9 rano. Przed Tobą jest cały długi dzień, który możesz wykorzystać totalnie dowolnie. Od Ciebie zależy, co to będzie. Założymy więc, że wstajesz z lóżka i udajesz się do łazienki. Myjesz zęby i wskakujesz na wagę – stwierdzasz z rosnącą satysfakcją, że masz pół kilo mniej. Ubierasz się w ciuszki do biegania, w których wyglądasz rewelacyjnie i wychodzisz przez swój cudowny, zadbany ogród do lasu pobiegać (witając się uprzejmie ze swoim dobrze zbudowanym i jednocześnie pracowitym ogrodnikiem). Biega się wprost wspaniale. Masz świetną kondycję, więc się nie męczysz. Pląsasz delikatnie po leśnych ścieżkach obserwując dziką przyrodę (tu jeż, tu sarenka, a tam dzięcioł stuka). Po godzince wracasz do swojego ślicznego domu, który z pomocą profesjonalnego architekta zaprojektowałaś, i bierzesz szybki prysznic w wykładanej włoskim marmurem łazience. Następnie w miękkim białym szlafroku udajesz się do słonecznej kuchni, gdzie Twoja gosposia przygotowała już dla Ciebie lekką owocową sałatkę i gorącego, pełnoziarnistego tosta. Sama parzysz sobie kawę w swoim wypasionym ekspresie do kawy, żeby była dokładnie taka jak lubisz – mocna, aromatyczna, z delikatną mleczną pianką. Gdy wszystko jest gotowe, zasiadasz do śniadania na tarasie i z przyjemnością, bez pośpiechu się nim cieszysz. Do śniadanka przeglądasz sobie jakąś ciekawą prasę, gdzie znowu napisali o Twojej firmie w samych superlatywach i zamieścili Twoje zdjęcie, na którym wyjątkowo dobrze wyszłaś. O 11-tej spotykasz się ze swoją osobistą, bardzo kompetentną asystentką, która przedstawia Ci rewelacyjne wyniki finansowe Twoich inwestycji i biznesów i omawiacie plan dnia. Masz dzisiaj jedno spotkanie biznesowe na temat nowej linii produktów przed lanczem (w zasadzie nie musisz tam być, bo Twoja wykwalifikowana kadra sobie świetnie poradzi, ale lubisz patrzeć jak Twoje świetne pomysły są wdrażane w życie – sprawia to wiele radości). Później jesz lancz ze swoją przyjaciółką od serca. Po lanczu drugie spotkanie biznesowe z zarządem Twojej firmy, żeby im przypomnieć, kto tu rządzi przed jutrzejszym wyjazdem na trzy tygodnie na Seszele i od 16-tej prywatne, indywidualne lekcje tańca przez 2 godziny. Wieczorem masz randkę, wiec Twoja stylistka wybrała dla Ciebie przepiękną sukienkę, która podkreśla Twoje jędrne, pozbawione cellulitu pośladki. Jeszcze tylko fryzjer i wizażystka – i jesteś gotowa na wielkie wyjście. Razem ze swoim wymarzonym facetem idziecie na otwarcie nowej wystawy w galerii i później do trendy restauracji na kolację. Po kolacji krótki, romantyczny spacer i wracacie do Twojego domu, gdzie… (wstaw dalej sama, już wiesz, o co chodzi).

Uaaaa, trochę mnie poniosło, przyznaje. Te sarenki, dobrze zbudowani ogrodnicy i na pewno przystojny jak jasna cholera instruktor tanga. No i pewnie zaraz pojawi się problem, bo z wizji została wycięta opieka nad dzieckiem, za to został maksymalny egoizm. Nic na to nie poradzę, że akurat do tego opisu nie pasowało mi wybieranie kupy, spomiędzy szczebelków kojca, którą moje obudzone o 5:30 rano dziecko się wymazało w akcie kreatywności. Jeżeli już, to w moim opisie to intrygujące zajęcie byłoby zlecone do wykonania wykwalifikowanej niani, która traktuje kupę mojego dziecka jak kupę własnego. Jakby na to nie patrzeć, wybieranie kupy spomiędzy czegokolwiek nie jest zajęciem rozwijającym. W każdym razie nie dla mnie. Więc ciach!

Pytanie ‘po co być niezależnym finansowo?’ jest tak samo głupim pytaniem jak pytanie: ‘po co oddychać?’. Jeżeli jeszcze się nad tym zastanawiasz, to znajdujesz się w światowej czołówce naiwnych kobiet, które same siebie oszukują.

Jeżeli należysz do kategorii ‘Zniewolonych Przez Najbliższe Otoczenie’ i naprawdę jeszcze nie rozumiesz, po co być niezależną finansowo, to spójrz na poniższy scenariusz.

Mam znajomą, która powinna dostać Oscara za przekonującą grę aktorską każdego dnia. Nie tylko jej facet jest kretynem, ale jeszcze gburem i arogantem nadającym się do izolacji społecznej. Jakim cudem z tak przydatnymi w biznesie cechami przynosi do domu pieniądze – naprawdę nie wiem. Ona z 6 – miesięcznym dzieckiem w domu musi mieć posprzątane i ugotowane na przyjście Pana. Dodatkowo musi świetnie wyglądać i radośnie zajmować go rozmową po ciężkim dniu pracy, aby potwierdzić jak bardzo jest z nim szczęśliwa. Fakt, że skończyła prawo i ucząc się w przerwie między swymi radosnymi obowiązkami domowymi zdała na aplikację adwokacką, pozostał jakby niezauważony. Za to ostatnio usłyszała, że go już nie podnieca, bo przytyła po ciąży i nie można ją złapać za wystające kości biodrowe od tyłu tak jak kiedyś. Jak myślicie, dlaczego ta zdolna, pracowita dziewczyna pozostaje w takim układzie?  Znacie takie kobiety?

Po co być niezależną finansowo? Między innymi po to, żeby nie musieć niczego udawać przed swoim Sponsorem, lub jeśli wolisz bardziej neutralne określenie: Inwestorem.

Mam na myśli udawanie, że wszystko jest w porządku, gdy nie jest. Udawanie, że jesteśmy bardzo szczęśliwe i spełnione przy takim super mężczyźnie, jakim jest nasz partner, czyli przy skrzyżowaniu Chucka Norrisa z Bradem Pittem i Rockeffelerem – kiedy nie jesteśmy.

Przeczuwam nadchodzące kolejne oburzenie – ale jakim Sponsorem czy Inwestorem! Drogie Panie, nie bójmy się nazwać rzeczy po imieniu. Ktoś, kto płaci za Wasze waciki, za Wasze kaprysy mniejsze lub większe, lub za rzeczy podstawowe, jak zakupy spożywcze, przedszkole Waszych dzieci i wspólne wakacje, z punktu widzenia finansowego jest Waszym Sponsorem lub Inwestorem. Można go też nazwać Pracodawcą. Istoty sprawy to nie zmienia.

Lubisz wspierać swojego mężczyznę, gotować mu jego ulubione dania, przynosić kapcie i podbudowywać jego ego, gdy mu tego potrzeba? Świetnie! Pod warunkiem, że takie właśnie wspieranie swojego mężczyzny jest zgodne z Twoją wolą i dla Ciebie satysfakcjonujące, że robisz to z własnej inicjatywy i z przyjemnością, a nie z lęku, co się stanie, jeżeli przestaniesz to robić.

Czasy się zmieniły. Równie skutecznie lub skuteczniej można wspierać swojego mężczyznę, gdy się nie zależy od jego pieniędzy. I wtedy to jest związek PARTNERSKI. W takim związku, w każdej minucie jego trwania, jesteś dlatego, że chcesz, a nie dlatego, że nie masz innego wyjścia. W takim związku nie musisz się z nikim kochać nie mając na to ochoty i kropka. I to jest tak zwany ‘bottom line’, czyli sedno sprawy obrane z konwenansów.

No dobrze, a jak się ma do tego Szara Strefa i Zniewolenie Korporacyjne? Ano, tak samo. Wbrew pozorom sedno sprowadza się do tego samego. Do wolności robienia w życiu tego, na co masz ochotę i spędzenia tego życia w miejscach i z ludźmi, którzy są tego warci. Jest to naprawdę, naprawdę warta rozważenia alternatywa do ryzkownego lifestyle’u zwanego popularnie „niesieniem swojego krzyża”.

Co mam w takim razie zrobić?

Dla niektórych kobiet z pierwszej kategorii (Zniewolonych przez Najbliższe Otoczenie), pierwszym krokiem do wolności finansowej jest uwolnienie się z niewoli finansowej po prostu poprzez pójście do pracy i zaczęcie zarabiania swoich pieniędzy, które będą wpływały na własne, lub ewentualnie wspólnie konto. Jest to duży krok i czasem trudno się na niego odważyć, ale nie można przed tym uciekać. Nie jesteśmy niezastąpione w domu. Są panie do pomocy w sprzątaniu, którym się płaci za godziny, są nianie i przedszkola. Oczywiście decyzja o pozostaniu z dzieckiem w domu przez określony czas jest bardzo indywidualna, ale zastanówmy się, do którego roku życia można używać takiej wymówki ukrywając swoje lęki? No, chyba nie do 18-tego? Więc gdy już jesteśmy mentalnie gotowe do rozpoczęcia pracy, to im wcześniej się za to zabierzemy tym lepiej. (Istnieje też droga na skróty z pierwszej kategorii do wolności finansowej, o której będę pisała w późniejszych odcinkach).

Dla kobiet Zniewolonych Korporacyjnie wolność finansowa będzie oznaczała pożegnanie się z etatem i przejściem z przychodu aktywnego na przychód pasywny. Łatwo powiedzieć – trudniej zrobić.

Co to jest przychód aktywny?
Jest to przychód z pensji za wykonywaną pracę najemną, czyli pracę dla kogoś. Jak sama nazwa wskazuje, musimy aktywnie, czyli osobiście się na niego narobić i poświęcać swój drogocenny czas w zamian za z góry ustaloną pensję, czyli stawkę godzinową. Jak dobrze z taczką biegamy to może zostanie to ocenione i dostaniemy od czasu do czasu niewielką podwyżkę, zupełnie niewspółmierną do wartości dodanej, która dla firmy wypracowałyśmy w danym czasie. Problem z przychodem aktywnym jest taki, że niestety doba ma 24 godziny a stawka godzinowa ma swoje maksimum. Dobrze jest znać swoje ograniczenia, wiec jakby nie patrzeć najwyższej klasy specjaliści konsultanci pobierają za godzinę pracy około 2000 PLN. Niby źle nie jest, ale przy takim podejściu nigdy nie będziesz milionerką i kropka.

Kolejnym krokiem w wolności finansowej jest stworzenie przychodu pasywnego. Jest to taki przychód, który płynie na Twoje konto bez względu na to, czy codziennie poświęcasz na niego swój czas czy nie, bo jest generowany z aktywów, które posiadasz i które pracują na Ciebie. Przychód pasywny to różnego rodzaju odsetki i dywidendy, przychody z inwestycji w nieruchomości (najmu lub dzierżawy), przychody z inwestycji w przedsięwzięcia i własne biznesy, przychody z tantiemów, udzielonych licencji, praw autorskich i praw patentowych. Przychód pasywny nie wymaga od nas świadczenia pracy, ale musimy sprawdzać i weryfikować rentowność naszych aktywów na bieżąco.

Istnieje jeszcze przychód z portfela inwestycyjnego, otrzymywany z aktywów, którymi są papiery wartościowe takie jak akcje, obligacje i certyfikaty inwestycyjne, ale według mnie zarządzanie takim portfelem wymaga stanowczo za dużo naszego czasu (i bardzo dużej wiedzy i informacji bieżących), żeby był rentowny i pozwolił osiągnąć prawdziwą wolność finansową.

Niezależność finansowa to właśnie stan, w którym osiągamy przychody pasywne z własnych aktywów i możemy swój cenny czas i energię poświęcać na to, co nam się żywnie podoba. Może być na opiekę nad dzieckiem czy mężem, jeżeli taka jest nasza wola :).

Aby stać się finansowo niezależną musisz zacząć tworzyć wartość dodaną, czyli budować aktywa, które będą generowały dla Ciebie przychód pasywny – proste! I uwierz mi, każda kobieta posiada naturalną zdolność do generowania wartości dodanej. Jeżeli masz wątpliwości, to popatrz na swoje dziecko…

$prytna Kobieta

W następnym odcinku:
„Przepowiednia przyszłości, czyli wróżka z ZUS’u”


$prytna Kobieta dla http://www.nowamatkapolka.pl/

źródło: Artelis.pl.