Bazgrolę. Wiedzą to wszyscy, którzy mnie znają i którzy mieli kiedyś okazję zobaczyć moje pismo. Bazgrolę podobno okropnie i nie da się ze mnie rozczytać, ewentualnie da się, ale z olbrzymim trudem i tylko we fragmentach. Moje zapiski wyglądają jak typowe pismo lekarskie, jak koszmar senny wściekłego abstrakcjonisty albo jak zastygłe smugi farby wylanej przez okno pędzącego samochodu. Porównania są różne, jedno lepsze od drugiego, a konkluzja ta sama: mam potwornie nieczytelne pismo. Po prostu bazgroły do sześcianu.

Lubię te moje bazgroły. Lubię intymność i bezpieczeństwo, jakie mi dają – bo skoro nikt się z nich nie rozczyta, to nie muszę się martwić, że niewłaściwe osoby zobaczą, co napisałam. Lubię też ich wygląd – może to źle świadczy o moim zmyśle estetycznym, ale zwyczajnie podoba mi się ten zestaw kresek i pętli na kartce. A najbardziej w moich bazgrołach lubię to, że są dla mnie ważne. Bo ręczne.

Dobrze mi się myśli, planuje i porządkuje różne sprawy za pomocą ręcznie robionych notatek. Ręcznie spisuję listy planów, notatki w prywatnym dzienniku, pomysły na blogi, artykuły i inne teksty (również na ten felieton i całą rubrykę). Zbędne drukowane notatki często wyrzucam, notatki ręczne nieraz zostawiam – bo jest w nich coś więcej, jakiś element bliskości, który można poczuć.

Przyjęłam swoistą zasadę, może nie do końca przestrzeganą, ale zwykle praktykowaną: bzdur, błahostek i rzeczy zbędnych nie notuję ręcznie. Dla tego, co nieważne, nie ma miejsca w bazgrołach. Jeśli więc coś jest bazgrołem, to najlepszy sygnał, że jest ważne. Dla mnie. Dla innych nie musi – w końcu to mój bazgroł. Mój bazgroł, moja ważność, moja sprawa.

Przyszło mi ostatnio do głowy, że w gruncie rzeczy sporo spraw w życiu to takie bazgroły: na pierwszy rzut oka niepoważne, niepotrzebne lub umiejscowione bardzo nisko w hierarchii czy na liście priorytetów – z reguły według tak zwanych „opinii ogółu”, „potocznego rozumienia” czy „zdrowego rozsądku”. Gdy się jednak przyjrzymy, być może uznamy, że akurat dla nas ten bazgroł – ta niepoważna, niepotrzebna, nisko zhierarchizowana sprawa – jest czymś ważnym. Niekoniecznie dlatego, że pozwala się rozwijać, odkryć coś nowego czy ulepszyć własne/cudze życie; czasem bazgroł będzie ważny tylko i wyłącznie dlatego, że cieszy. Mnie, ciebie, nas. Cieszy, sprawia przyjemność, jest jak tabliczka czekolady i kubek gorącej herbaty w ponury, deszczowy dzień. Bazgroł może być zwyczajny, banalny i prościutki, a jednak w jakimś momencie da więcej niż rzeczy wielkie, ważne i znaczące.

Pod takim kątem pomyślałam o tej rubryce – felietonach, których pisanie zaproponowała mi niedawno pani Agata. Niech to będzie zbiór tekstów o rzeczach, o których chętnie bym nabazgroliła; o rzeczach, które są z jakiegoś powodu ważne, ciekawe, przyjemne lub poruszające – dla mnie i dla osób, które będą to czytać. Czasem poruszane tu sprawy będą miały „rzeczywiste” znaczenie, czasem będą istotne tylko dla garstki osób, a czasem będą takim maleńkim okruszkiem, że tylko felieton zdoła je usprawiedliwić. Felieton dopuszcza drobiny. To doskonałe miejsce dla luźnych bazgrołów o wszystkim i o niczym.

Chciałabym, żeby tu było dużo babskości. Lubię babskość (to temat na osobny tekst). I Szczecina – Szczecin też lubię. A przede wszystkim chciałabym, żeby tu było dużo szukania w życiu takiego „łał”, niekoniecznie wielkiego i rozświetlonego jak fajerwerki na Pyromagic, częściej jak mała świeczka postawiona na parapecie okna dla stworzenia intymnego nastroju. Ciągle się uczę zachwycania się w życiu przede wszystkim drobiazgami. Może uda mi się tym z Wami podzielić.

Trzymam kciuki, by czytanie moich małych bazgrołów sprawiało Wam zwykłą frajdę, poprawiało humor w gorszy dzień lub inspirowało do czegoś ciekawego. Ładnej pogody na dworze zapewnić nie zdołam, za to może z dobrą pogodą ducha pójdzie mi lepiej.

Barbara Popiel

Doktor nauk humanistycznych, pracownik naukowy, edukator, redaktor i korektor, czasem tłumacz polsko-angielsko-niemiecki. Wielbicielka psów, herbat i wysokich obcasów, miłośniczka kryminałów, opowieści grozy i książek dla dzieci. Zainteresowania: tematy genderowe, rozwój osobisty, szeroko rozumiany lifestyle, języki obce, psychologia, blogosfera. Blogerka, która po kilku latach poszukiwań i zmianach adresu znalazła swoją przystań na “Dwóch ćwiartkach” (barbarapopiel.blogspot.com). Czasem nieopanowany Potwór Czekoladowy.

 

Zapraszamy za tydzień.