Dla nikogo nie jest chyba tajemnicą to, że żyjemy w czasach wyjątkowo silnego kultu piękna i wiecznej młodości. Tym, którzy chcieliby w jakiś sposób poprawić swój wygląd, z pomocą przychodzi bardzo obecnie modna medycyna estetyczna. Jej coraz większa popularność wynikać może z faktu, iż jest ona mniej inwazyjna i o wiele mniej kosztowna niż tradycyjna chirurgia plastyczna. Piękna skóra i doskonałe kształty wydają się być więc w zasięgu ręki, jeżeli tylko dysponujemy odpowiednią sumą na doskonalenie swej zewnętrzności. Podekscytowane spodziewanymi efektami często jednak zapominamy, jak wiele zależy od kwalifikacji i umiejętności osoby przeprowadzającej zabieg. Taka beztroska może bowiem kosztować nas bardzo, bardzo wiele. Nie pamiętała o tym – niestety – nasza bohaterka: pani Iwona.
– Wymyśliłam doskonałą niespodziankę na rocznicę ślubu – rozentuzjazmowana pani Iwona relacjonowała przyjaciółce przez telefon swój pomysł. – Zrobię sobie usta, o! W pobliskim salonie kosmetycznym dowiedziała się wszystkiego i skrupulatnie przeliczyła swoje pięciozłotówki systematycznie odkładane do słoika. Przeglądając cennik dostępnych zabiegów, czuła się trochę jak dziecko w sklepie z zabawkami. Prawdę mówiąc, chętnie skorzystałaby z większości dostępnych  usług, lecz zdrowy rozsądek i nieco ograniczony budżet podpowiadały jej jednak konieczny w takiej sytuacji umiar. Choć wahała się pomiędzy redukcją kurzych łapek a powiększaniem ust, ostatecznie wybrała tę drugą opcję. Przecież całe życie marzyła o pełnych wargach.
– Mąż za dwa tygodnie wraca z zagranicy na nasze srebrne wesele,  niechże więc zobaczy, jaką ma ponętną żonkę – usprawiedliwiała przed samą sobą wydatek, jednocześnie umawiając datę zabiegu na najbliższy możliwy termin, czyli za dwa dni. W dniu zabiegu pani Iwona była tak podekscytowana, jak to tylko możliwe. Wcześniej, w internecie, obejrzała jeszcze  zdjęcia obrazujące spektakularne efekty podobnych zabiegów, a będąc urodzoną optymistką, oczekiwała co najmniej tak samo olśniewającego rezultatu. Wszystko trwało stosunkowo krótko, bo niespełna godzinę, a i nawet ból nie był tak nieznośny, jak można byłoby się spodziewać. Po wszystkim nastąpiła szybka zapłata i… do widzenia. Na odchodnym kosmetyczka uprzedziła jeszcze panią Iwonę o możliwości pojawienia się lekkiego zaczerwienienia i delikatnego obrzęku w miejscu wstrzyknięcia kwasu, szybko dodała jednak, że te drobne niedogodności powinny ustąpić w przeciągu 2-3 dni. Następnego dnia zaczął się akurat  weekend i pani Iwona postanowiła spędzić ten czas w domu, by ukazać się światu już z wygojonymi, pełniejszymi ustami. Nie czuła się zresztą zbyt dobrze, bo miejsce iniekcji paliło ją i rwało, a obrzęk miast stopniowo zanikać, zdawał się powiększać i to w niepokojący asymetryczny sposób. Pani Iwona pocieszała się jednak, że to na pewno etap przejściowy i wszystko pięknie się ustabilizuje do przyjazdu męża. Przyjaciółka, która ją odwiedziła w poniedziałek wieczorem, była przerażona.

– Natychmiast dzwoń do tego lekarza, spaprał robotę!
– Ale ja robiłam to u kosmetyczki, a nie u lekarza – powiedziała cicho pani Iwona i wtedy dopiero uświadomiła sobie swoją lekkomyślność.
Kosmetyczka, u której następnego dnia rano, pojawiły się  wraz z przyjaciółką na widok pani Iwony najpierw bardzo się zmartwiła i stwierdziła, że to na pewno efekt złej pielęgnacji skóry ust po zabiegu, zaś później, zapewne pod wpływem wizji ewentualnych kłopotów, zaczęła udawać, że pani Iwony w ogóle nie zna. Przyjaciółka pani Iwony zdążyła jeszcze postraszyć kosmetyczkę odpowiedzialnością prawną, zanim obu paniom z hukiem zatrzaśnięto przed nosem drzwi. Efekt tego był taki, że pani Iwona musiała skorzystać z kosztownej konsultacji i zabiegu podania hialuronidazy u lekarza medycyny estetycznej, a wszystko to w celu rozpuszczenia nieprawidłowo podanego przez kosmetyczkę wypełniacza ust. Lekarz wyjaśnił pani Iwonie, że jej stan jest najprawdopodobniej skutkiem niewłaściwego zaaplikowania kwasu oraz braku dotrzymania procedur, takich jak choćby wywiad przed zabiegiem.  
– Nieźle panią urządziła ta osoba, dobrze, że zdążyła pani z podaniem hialuronidazy, bo mogłoby być naprawdę niewesoło – powiedział ze współczuciem lekarz i dodał jeszcze – a  i nie wiem, czy pani zdaje sobie z tego sprawę, ale kosmetyczka nie miała w ogóle prawa podawać komukolwiek kwasu. Na pani miejscu zawiadomiłbym o tym odpowiednie instytucje.
Rozgoryczona i obolała pani Iwona natychmiast po powrocie do domu zaczęła obmyślać strategię działania mającą na celu ukaranie nieuczciwej kosmetyczki. Ale… jak się do tego zabrać?

– Panie mecenasie, jakie kroki prawne powinna podjąć teraz pani Iwona, jeśli rzeczywiście postanowiła dochodzić swoich roszczeń przed sądem?
           
Większość z popularnych  zabiegów medycyny estetycznej to zabiegi iniekcyjne, oparte na przerwaniu ciągłości tkanki skórnej.  Jak można się domyślić, owe zabiegi nie należą do tanich. Często jednak zdarza się, że można je wykonać okazyjnie – pod względem ceny – np. właśnie u kosmetyczek. Rzecz jasna, praktyka taka oburza środowisko lekarskie. Aby ustalić, jakie uprawnienia przysługują obecnie pechowej pani Iwonie, musimy zatem  rozgraniczyć, jakie zabiegi mogą wykonywać kosmetyczki, jakie kosmetolodzy, a jakie lekarze. Otóż kosmetyczka – czyli  technik usług kosmetycznych – nie ma prawa do wykonywania świadczeń opieki zdrowotnej w podmiotach leczniczych. Podstawa programowa w kształceniu kosmetyczki zawarta jest w rozporządzeniu Ministra Edukacji Narodowej w sprawie podstawy programowej kształcenia w zawodach. Zadania zawodowe takiej osoby są związane ze stosowaniem zabiegów z zakresu kosmetyki pielęgnacyjnej, upiększającej, jak również z udzielaniem porad z zakresu kosmetyki zachowawczej i zdobniczej. Oczywiście musimy też pamiętać o tym, iż mamy współcześnie do czynienia z wolnym rynkiem i tak naprawdę zawód kosmetyczki może wykonywać – zgodnie z prawem, dodajmy – osoba bez jakiegokolwiek formalnego wykształcenia. Kosmetolog natomiast to osoba, która ukończyła studia wyższe pierwszego i drugiego stopnia na kierunku kosmetologia. Kosmetolodzy mogą współpracować z lekarzem w zakresie zleconych im zabiegów, przy czym współpraca ta odbywa się pod kierunkiem lekarza. Obie wyżej wymienione grupy zawodowe nie są, niestety, przygotowane do udzielania świadczeń medycznych. Lekarzem zaś jest absolwent studiów lekarskich i lekarsko-dentystycznych, który w zakresie swoich umiejętności posiada umiejętność wykonywania wstrzyknięć dożylnych, domięśniowych i podskórnych. Ewidentnie zatem podawanie kwasu hialuronowego czy botoksu pozostaje w zakresie kompetencji lekarza. Oczywiście lekarze parający się medycyną estetyczną powinni również kończyć specjalne szkolenia, kursy i zdobywać certyfikaty potwierdzające ich kwalifikacje. Warto też nadmienić, że przykładowo toksyna botulinowa jest preparatem zarejestrowanym jako lek. Jej odbiór nie jest możliwy bez recepty podpisanej i opieczętowanej przez lekarza. Dlatego też zabiegi medycyny estetycznej można wykonać całkiem legalnie tylko u lekarza medycyny lub lekarza dentysty, ale już u kosmetyczki będzie to zabieg wykonany z naruszeniem prawa. Odpowiadając na postawione na początku pytanie, wskazuję, że pani Iwona może spróbować złożyć w najbliższym komisariacie lub w siedzibie właściwej prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Rzecz jasna, może również, niezależnie od powyższego, spróbować dochodzić naprawienia doznanej krzywdy na drodze postępowania sądowego. Zdecydowanie łatwiej jednak byłoby jej dochodzić roszczeń cywilnych, gdyby najpierw zdołała doprowadzić do korzystnego dla niej – czyli skazującego – wyroku karnego.
  
– A jakie konsekwencje prawne może ponieść niefrasobliwa kosmetyczka? 

Zgodnie z art. 58 ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty, osoba udzielająca świadczeń zdrowotnych bez uprawnień do rozpoznawania chorób lub ich leczenia może podlegać karze pozbawienia wolności do roku. Wykonywanie zabiegów kwalifikowanych jako medyczne przez osoby nieposiadające statusu lekarza lub pielęgniarki jest przestępstwem i podlega ściganiu na drodze karnej. Ponadto kosmetyczka, o ile rzecz jasna jej wina zostanie dowiedziona, może ponieść konsekwencje wynikające z prawa cywilnego. Mianowicie Pani Iwona jest potencjalnie uprawniona do tego, aby wystąpić z pozwem o zapłatę na swoją rzecz zadośćuczynienia za doznaną krzywdę i rozstrój zdrowia, a także odszkodowania za poniesione niewątpliwie koszty dodatkowego leczenia.

– Pytanie jednak, jak można  udowodnić jej winę? 

Jest to pytanie, które zawsze powinniśmy sobie zadawać, przystępując do analizy sprawy pod kątem tego, czy rokuje ona pomyślnie, jeżeli chodzi o skierowanie jej na drogę sądową. W przedmiotowej sytuacji kluczowe wydaje się zgromadzenie odpowiedniej dokumentacji i innych dowodów – przykładowo zeznań świadków – którzy potwierdzą, iż Pani Iwona nie była świadoma grożących jej następstw zabiegu przeprowadzonego przez osobę ku temu nieuprawnioną i nie została przez nią odpowiednio pouczona o możliwych powikłaniach. Według mnie jednak, nawet takie uprzednie pouczenie, ustne bądź pisemne, nie usprawiedliwiałoby kosmetyczki, ponieważ ta po prostu – w świetle obowiązującego prawa – nie mogła w żadnym zakresie wykonywać zabiegu wstrzykiwania. Ewentualnie zatem można by mówić o przyczynieniu się działającej nazbyt pochopnie czy wręcz lekkomyślnie Pani Iwony. To ostatnie zagadnienie pozostaje jednak kwestią oceny. Podczas procesu cywilnego z pewnością należałoby też przeprowadzić dowód z odpowiedniego biegłego, czyli lekarza medycyny estetycznej, który oceniłby całą tę sytuację przez pryzmat swojej wiedzy fachowej, zidentyfikowałby wstrzyknięty środek i wypowiedziałby się również na temat dolegliwości, które stały się udziałem Pani Iwony na skutek wadliwie przeprowadzonej iniekcji.

– Jak z prawnego punktu widzenia możemy ustrzec się przed podobnymi  historiami? Kluczowa jest zapewne dokumentacja zabiegu?

Przede wszystkim sugerowałbym wszystkim zainteresowanym takimi zabiegami, by najpierw bardzo dokładnie przeanalizowali, czego tak naprawdę potrzebują i jaki specjalista może im w tym zakresie dopomóc. Raz jeszcze przypomnę, że pewne zabiegi są domeną kosmetyczek i kosmetologów, a inne ma prawo wykonywać wyłącznie lekarz. Nie chodźmy zatem – nieco ironizując – do piekarni, by tam odnaleźć specjalistę z dziedziny naprawy samochodów. Kiedy już wybierzemy osobę lub ośrodek, z jakiego zamierzamy skorzystać, bardzo wnikliwie przeanalizujmy dokumentację informującą nas o planowanym zabiegu i zawczasu postarajmy się wyjaśnić wszelkie wątpliwości. Z kolei po zakończeniu całej procedury medycznej musimy zadbać o to, by dostarczono nam materiały opisujące to, co, kiedy i jaką metodą uczyniono, by poprawić mankamenty naszej urody. Proszę pamiętać o tym, iż błędy w sztuce zdarzają się we wszelkich gałęziach medycyny, ale lekarz nie zawsze jest w stanie uniknąć odpowiedzialności, powołując się wyłącznie na twierdzenie, jakoby pouczył pacjenta o wszelkich hipotetycznych powikłaniach. Istnieją oczywiście typy powikłań wręcz typowych dla konkretnego zabiegu i trwale wpisanych w jego charakterystykę, ale występują i takie, które jasno wskazują na zwykłą niekompetencję wykonawcy. Każdą sprawę należy więc rozpatrywać indywidualnie i pamiętać o tym, że ostatecznie zapewne nie obejdzie się bez pomocy biegłego o odpowiednich kwalifikacjach.

 

Artykuł opracowany przy współpracy z Adwokatem Mateuszem Przybylskim