Blog2019-09-09T15:54:17+01:00

Pusta widownia? Czuję swoistą nierealność, materializację tego, co złe w świecie artystycznym, a także dogłębną pustkę w każdym wymiarze tego słowa

30 listopada, 2020|JA KOBIETA|

Opera na Zamku w Szczecinie kontynuuje cykl rozmów z artystami na tematy związane z pandemią, jej skutkami w świecie kultury i w prywatnym życiu. Artyści dzielą się swoimi refleksjami dotyczącymi tego, jaką lekcję daje światu artystycznemu Covid-19 i ludziom w ogóle oraz jak zmieni się według nich rzeczywistość, gdy wreszcie wrócimy do normalnego życia.  Zapraszamy do lektury rozmowy z Joanną Tylkowską-Drożdż – sopranistką Opery na Zamku w Szczecinie.

Co Pani czuje patrząc na pustą widownię?

Joanna Tylkowska-Drożdż:

Swoistą nierealność, materializację tego, co złe w świecie artystycznym, a także dogłębną pustkę w każdym wymiarze tego słowa. Artyści żyją dzięki i dla swojej widowni. To widz daje poczucie spełnienia artystycznego, to widz stanowi jedyną obiektywną krytykę poczynań artystycznych, wreszcie to widz dopełnia magiczną relację pomiędzy twórcą a odbiorcą. Bez widowni wszelkie działania artystyczne pozbawione są sensu, bo jest ona nie tyle tłem co rezonatorem całości emocji, pasji, zaangażowania artystów w kreację dzieła.

 

Jak zmienił się Pani świat po wiosennym lockdownie?

W różny sposób pojmując świat, można stwierdzić, że zmiany dokonały się w wielu aspektach. Świat codzienny domowy, stał się dla mnie wolniejszy i bardziej wielobarwny. Dzięki przymusowej izolacji, odkryłam rzeczy, na które w normalnych warunkach zabieganego życia nie ma dostatecznego czasu. Udaje mi się bardziej docenić spotkania z najbliższą rodziną, wspólne posiłki, poobiednią lekturę na tarasie czy oglądanie nowych i klasycznych dzieł kinematografii. Nasz ogród także zdecydowanie zyskał, z uwagi na fakt, że znajduję czas na dodatkowe zabiegi pielęgnacyjne dla żyjącej w nim roślinności.

Z drugiej strony brakuje mi radości podróżowania, poznawania nowych miejsc i ludzi, odkrywania tego, co przypadkowe i nieoczywiste, a jednak często bardzo piękne i wzmacniające.

W świecie zawodowym także nastąpiły znaczące zmiany. Koniecznością stało się prowadzenie zajęć ze studentami w formie zdalnej, co dało mi możliwość przysposobienia wiedzy z zakresu użytkowania nowoczesnych narzędzi komunikacji, a także pozwoliło wypracować nowe standardy prowadzenia wykładów i zajęć indywidualnych, tak aby moi podopieczni na Akademii Sztuki w jak najmniejszym stopniu odczuwali niedostatek osobistego kontaktu ze swoim pedagogiem.

 

Jak pandemia według Pani zmieniła świat artystyczny? 

Podobnie jak w świecie naukowym, także w świecie artystycznym pandemia sprawiła, że zdecydowanie przyspieszyła rewolucja technologiczna w zakresie komunikowania się i udostępniania efektów swojej działalności: czy to naukowej czy artystycznej za pomocą Internetu. Dziś powszechnie możemy jako odbiorcy korzystać z transmisji wydarzeń artystycznych, a twórcy coraz częściej sięgają po nowoczesne formy przekazu efektów swojej pracy artystycznej. Gdyby nie pandemia, ten proces z pewnością byłby rozłożony w czasie.

Odrębną kwestią jest pogorszenie warunków życia artystów, szczególnie tych działających na własny rachunek. Zdecydowanie trudniej jest materializować swoją kreatywność artystyczną, gdy zagrożone jest zabezpieczenie podstawowych potrzeb bytowych. To bardzo duże wyzwanie dla całego społeczeństwa, aby w tych trudnych czasach, w miarę możliwości wspierać świat artystyczny. Nie od dziś wiadomo, że w krajach rozwiniętych cywilizacyjnie, kultura i sztuka jest nieodzowna dla prawidłowego funkcjonowania wszystkich sfer życia. Także u nas można dostrzec przejawy wsparcia i ludzkiej życzliwości ze strony naszych widzów, dzięki czemu serca artystów rosną. Dlatego, chciałabym serdecznie podziękować wszystkim Przyjaciołom Opery na Zamku, za każdy przejaw solidarności z nami. Jesteśmy bardzo wdzięczni i zobowiązani.

 

Jak ten czas zmienił Pani własny świat artystyczny? 

Obecny mój świat artystyczny to pilnowanie dyscypliny w zakresie systematyczności ćwiczeń wokalnych, to poszukiwanie nowych wyzwań artystycznych poprzez studiowanie literatury muzycznej, tej nie do końca powszechnej i popularnej, to wreszcie nauka nowych pieśni i arii, której mam nadzieję zwieńczenie nastąpi w postaci nowej płyty. Jest to świat zupełnie różny od zabieganego świata sprzed pandemii, co nie znaczy że mniej inspirujący czy też bardziej nudny. Głęboko wierzę, że nakłady pracy poniesione w obecnych czasach, będą skutkować satysfakcją artystyczną w czasie po pandemii. Jednocześnie wydaje mi się, że powrót do tamtego świata będzie dla wszystkich bardzo utrudniony, a nowe realia dzisiejszej codzienności na stałe odcisną piętno w przyszłym świecie artystycznym.

 

Czego według Pani pandemia nas uczy – jako ludzi i jako artystów?

To, co można zaobserwować, dotyczy wszystkich ludzi. Z pewnością uczy nas cierpliwości i wytrwałości. I to w każdej dziedzinie życia i niezależnie od wykonywanego zawodu, wieku czy pozycji społecznej. Wszyscy musimy cierpliwie znosić ograniczenia naszego codziennego życia, wykonując w odmienny sposób swoje pasje i obowiązki, wytrwale wierząc, że niebawem nadejdzie lepsze jutro.

W tych czasach postrzegamy też, jak ważne są dobre, bliskie relacje z rodziną i przyjaciółmi, jaką radością jest móc pomagać i dawać tym, którzy w obecnej sytuacji, nie ze swojej winy, mają utrudnioną egzystencję. Mam na myśli nie tylko potrzeby materialne czy pomoc w codziennych obowiązkach, ale także wsparcie słowem, dobrą radą czy pocieszeniem. Drobne gesty czy z pozoru błaha rozmowa telefoniczna mogą sprawić drugiej osobie wiele radości lub podnieść ją na duchu. Zatem pandemia uczy nas solidarności i nieodzowności bycia w bliskości z drugim człowiekiem, wbrew fizycznej izolacji, która jest jej skutkiem.

 

Czy i jak zmieni się świat, kiedy wreszcie wrócimy do normalności?

Świat sprzed pandemii był światem bardzo mobilnym, o bardzo szybkim tempie życia. Myślę, że w miarę szybko powrócimy do tych przyzwyczajeń, tym bardziej że będzie potrzeba nadgonienia strat na polu gospodarczym, a z drugiej strony większość z nas będzie odczuwać potrzebę podróżowania jako rekompensatę za miesiące spędzone w przymusowej izolacji. Sama przeglądając różne kanały podróżnicze, w marzeniach planuję już dalekie i bliższe podróże do cudownych miejsc, których jeszcze nie widziałam lub tych, za którymi tęsknię. Miejmy nadzieję, że już niedługo Polacy będą mogli spokojnie wyruszyć na „podbój świata”, nie obawiając się zarażenia wirusem.

To, co pozostanie po pandemii, to większe przyzwolenie na pracę zdalną, zarówno zawodową jak i naukową oraz szersze korzystanie z zakupów i usług internetowych. Mam nadzieję, że stałym efektem będzie także większa dbałość o własne zdrowie oraz większa troska o najbliższych, szczególnie tych którym potrzebne jest wsparcie.

 

A świat artystyczny?  

Świat artystyczny musi przetrwać! A potem odrodzić się z jeszcze większą kreatywnością i mocą! Chociaż będzie to świat, który w większej niż przed pandemią skali korzystać będzie z przestrzeni wirtualnej, to z pewnością zachowany zostanie bezpośredni kontakt twórcy z odbiorcą, dając tym samym energię artystom. Magia teatru, opery, muzyki jest niezmienna i niezależna od czasów.

Z głębi serca życzę wszystkim, Koleżankom Artystkom, Kolegom Artystom, Ukochanej Publiczności cierpliwości i wytrwałości, z wielką i pewną nadzieją na nieodległe spotkania w przestrzeni Opery! Pozdrawiam wszystkich Państwa bardzo serdecznie!

 

*Joanna Tylkowska-Drożdż – sopran

Związana z Operą na Zamku od 2005 r. jako śpiewak-solista. Absolwentka Wydziału Wokalno-Aktorskiego Akademii Muzycznej w Bydgoszczy oraz studiów podyplomowych z zakresu Historii Sztuki Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od 2010 r.  jest pedagogiem Akademii Sztuki w Szczecinie, w 2012 r. obroniła pracę doktorską na temat postaci kobiecych w operach Mozarta. Kunszt wokalny doskonaliła uczestnicząc w międzynarodowych kursach mistrzowskich prowadzonych przez prof. R. Karczykowskiego, prof. A. Pearce, prof. Ch. Elssnera, a także Festiwalach Muzycznych (m.in. Kangasniemi Music Festival – Finlandia, Międzynarodowy Festival Muzyki Wiedeńskiej – Wrocław, Festival „Dotknięcie Żywiołów” – Kraków, organizowany przez Europäische Festspielinitiative. W 2003 r. Joanna Tylkowska-Drożdż debiutowała w szczecińskiej Operze na Zamku partią Paminy w „Czarodziejskim flecie” W.A. Mozarta. Od roku 2005 jest solistką tej Opery. Współpracuje również z Operą Krakowską  („Traviata” G. Verdiego, „Rigoletto” G. Verdiego, „Halka” S. Moniuszki, „Orfeusz i Eurydyka” G.W. Glucka ) oraz Teatrem Wielkim w Poznaniu („Paria” S. Moniuszki). Od czasu debiutu w 2003 r. Joanna Tylkowska-Drożdż wzięła udział w wielu ważnych projektach koncertowych (m.in. gali „Opera Night” w Szanghaju, gdzie wystąpiła z solistami Shanghai Grand Theatre), spektaklach operowych oraz operetkowych. Z zespołem Opery na Zamku odbyła kilkukrotne zagraniczne tournée po krajach Europy, m.in. w Belgii i Holandii („Wesele Figara” W.A. Mozarta, „Lunatyczka” V. Belliniego, „Fidelio” L. van Beethovena), w Hiszpanii („Kawaler Srebrnej Róży” R. Straussa) oraz w Niemczech („Wiedeńska krew” J. Straussa, „La serva padrona” G.B. Pergolesiego). W 2009 r. artystka gościła we Włoszech, w sycylijskim Teatro San Giorgio, gdzie wykonała partię solową w „Requiem dla pewnej Polki” i „Good Night” H.M. Góreckiego. Niezwykle znacząca była również możliwość zadebiutowania na scenie Opery Narodowej w Warszawie podczas prestiżowego koncertu „Opera Narodowa na rzecz Domu Muzyka Seniora” w 2008 r. W roku 2012 Joanna Tylkowska-Drożdż otrzymała nominację do nagrody Bursztynowego Pierścienia dla najlepszego aktora roku za rolę Rosalindy w „Zemście nietoperza” J. Straussa.

 

Fot. S. Pińczuk©Opera na Zamku

źródło: Biuro prasowe Opera na zamku w Szczecinie

 

Prawo analogii w języku

30 listopada, 2020|WIEDZA I EDUKACJA|

Wydaje się, że prawo analogii jest w nas jakby wrodzone, jest właściwością naszego umysłu, a w języku po prostu przejawia się jego działanie. Jest więc ono bardziej prawem psychologicznym niż językowym. Jednak efekty jego działania występują we wszystkich językach. Prawo to polega na przenoszeniu pewnych cech czy zjawisk z jednych form na inne na podstawie podobieństw i skojarzeń. Często są to skojarzenia zupełnie swobodne, naiwne, subiektywne, nienaukowe. Przyczyniają się one z jednej strony do powstawania wielu błędów językowych lub form niepoprawnych. Z drugiej strony prowadzą także do trwałych zmian w normach poprawnościowych danego języka oraz do pozbywania się z niego form trudnych i kłopotliwych.

 

Przykłady prawa analogii

Prawo analogii wyraża tendencję ludzkiego mózgu do logicznego porządkowanie materiału językowego. Dzięki niemu z upływem lat zanika w językach wiele form wyjątkowych i nieregularnych. Natomiast zapożyczenia z języków obcych upodabniają się do form języka docelowego, np. pod względem wymowy bądź odmiany, tak iż zaczynają być powszechnie postrzegane jako rodzime, a nie obce. I tak nieodmienne słowo obcego pochodzenia “kakao” zaczyna być w języku polskim coraz częściej w mowie potocznej odmieniane przez przypadki i liczby, przy użyciu takich form, jak: “kakaa”, “kakau”, “kakaem”, “kakale”, “kakaami”, “kakaach”, które w pisowni wielu z nas jeszcze rażą, ale pewnie z upływem lat przestaną, gdyż działa tutaj analogia do odmiany innych rzeczowników rodzaju nijakiego.

Innym ciekawym przykładem działania analogii w języku polskim jest bardzo rozpowszechnione w mowie potocznej słowo “deko”, oznaczające dekagram. Mówimy np. “dziesięć deko sera”, “dwadzieścia deko szynki”. Pojawiła się nawet żartobliwie-potoczna forma zdrobniała “deczko”, często używana w znaczeniu “trochę” (np. “deczko się zdrzemnę”). Użycie wyrazu “deko” wydaje się zupełnie nielogiczne. Przecież przedrostek greckiego pochodzenia, oznaczający dziesięć, brzmi “deka-“, a nie “deko-“. Jedynym sensownym wyjaśnieniem w tym wypadku jest działanie prawa analogii, poprzez skojarzenie z “kilo” (potoczny skrót od “kilogram”). Polacy w pewnym momencie doszli do wniosku, świadomie lub podświadomie, że skoro jest “pięć kilo”, to powinno też być “pięć deko”, bo tak lepiej brzmi, zwłaszcza że oba określenia często występują razem i w tym samym kontekście, związanym z ważeniem przedmiotów.

W języku włoskim bezokoliczniki w formie niedokonanej (infinito presente) kończą się na “-re”. Jest to pozostałość po języku łacińskim, w którym tak się kończyła większość bezokoliczników w czasie teraźniejszym i stronie czynnej (infinitivus praesentis activi). Jednakże w łacinie to “-re” powstało z dawnego “-se”. Zaszło tu bowiem w głębokiej starożytności zjawisko rotacyzmu, polegające na przemianie głoski “s” w “r” między samogłoskami. W czasowniku “esse” o znaczeniu “być” rotacyzm nie zaszedł, gdyż drugie “s” było po spółgłosce. Tak powstał wyjątek, który ostał się w łacinie klasycznej i późniejszej. Innymi wyjątkami były czasowniki pochodne od “esse”, powstałe przez dodanie przedrostków: “abesse”, “adesse”, “deesse”, “inesse”, “interesse”, “praeesse”, “obesse”, “superesse” i “subesse”. Kiedy zaczął się kształtować język włoski, to wyjątki te raziły Włochów tak bardzo, że się ich w końcu pozbyli. Działając podświadomie pod wpływem prawa analogii, dodali oni do “esse” dodatkowe “-re”, tak iż obecnie “być” po włosku to “essere”. Łacińskie “interesse” (“uczestniczyć”) zostało przekształcone we włoskie “interessare” (“interesować”). Z pozostałymi wyjątkami Włosi poradzili sobie jeszcze bardziej radykalnie, zastępując je całkowicie innymi wyrazami.

W języku angielskim liczbę mnogą zdecydowanej większości rzeczowników tworzy się przez dodanie “-s” (wymawianego “s” lub “z”) do formy liczby pojedynczej. Przykładem zadziałania prawa analogii w stosunku do tej reguły jest rzeczownik oznaczający groch – w liczbie pojedynczej “pea”, a w mnogiej “peas”. W średniowiecznej angielszczyźnie to forma “peas”, pisana zgodnie z ówczesną ortografią “pease”, pełniła funkcję liczby pojedynczej. Forma mnoga brzmiała wówczas “peasen”, a gdy z czasem zanikła, “pease” zaczęło pełnić funkcję obu liczb. Ponieważ na końcu było słychać “s” lub “z”, jak w większości form liczby mnogiej innych wyrazów, to formę tę Anglicy zaczęli z czasem postrzegać jako liczbę mnogą, a na zasadzie prawa analogii utworzyli sobie nieistniejącą nigdy wcześniej formę liczby pojedynczej “pea”, oznaczającą jedno ziarnko grochu.

 

Fałszywi przyjaciele tłumacza

Nazwą tą określamy wyrazy, które w innym języku brzmią bardzo podobnie lub wręcz identycznie, jak wyrazy rodzime, ale znaczą coś zupełnie innego. Po angielsku “fabric” to wcale nie fabryka, ale tkanina. “Caravan” to nie karawan, tylko przyczepa kempingowa. “Dress” nie oznacza dresu lecz sukienkę, a “pathetic” to nie patetyczny, lecz żałosny. Rosyjskie słowo “диван” to nie dywan, lecz kanapa. “Глаз” to nie głaz, tylko oko, a “шина” to nie szyna, ale opona. Po włosku “cosa” to nie koza, ale rzecz, “lato” oznacza bok, “cena” – kolację, a “colazione” to śniadanie. Kojarzymy je błędnie na podstawie analogii z własnym językiem, która w tym wypadku nas zawodzi.

Czytałem kiedyś książkę o programowaniu komputerów, tłumaczoną z angielskiego. W pewnym momencie pojawiło się w niej porównanie działanie funkcji obsługi zdarzeń w języku C++ do gry o nazwie “zabij mola”, w której mól ukazuje się nieoczekiwanie w jednym z kilku otworów. Programista zaś był porównany do człowieka, który ma tam czekać na niego z młotkiem w ręku. Cały kontekst wskazywał na to, że w oryginale nie było wcale żadnego mola, tylko kret – po angielsku “mole”, a tłumacz zrobił pomyłkę, sugerując się podobnym brzmieniem słowa. Opis wskazuje raczej dość wyraźnie na popularny niegdyś automat do gry o nazwie “Whac-A-Mole”, mający pięć otworów i wyskakujące z nich plastikowe figurki kretów, które należało trafiać rodzajem miękkiego młotka.

Co ciekawe, w trakcie pisania tego artykułu podobny błąd wykryłem w programie Tłumacz Google. O ile samo angielskie słowo “mole” tłumaczy on na polski prawidłowo jako “kret”, to już w przypadku zwrotu “whack a mole” (“walić/walnij kreta”) tworzy całkowicie błędne i nieco humorystyczne tłumaczenie “walić mola”. Przy okazji dodam, że prawdziwego mola określa się zwykle po angielsku słowem “moth”. Trzeba przy tym uważać na kontekst, gdyż ten sam wyraz może też oznaczać ćmę.

 

Uproszczenia w języku

Zachodzące pod wpływem prawa analogii uproszczenia w języku można podzielić na dwa główne rodzaje. Jedne z nich mają charakter bardziej uniwersalny i trwały, obejmują całą społeczność użytkowników danego języka lub ich znaczną część. Często polegają one na usunięciu z języka różnych wyjątków oraz trudniejszych form i reguł. W ten sposób w języku włoskim, hiszpańskim i francuskim zanikły bardzo rozbudowane łacińskie deklinacje. W większości języków indoeuropejskich zanikła liczba podwójna, poza szczątkowymi jej formami. W angielszczyźnie amerykańskiej niektóre czasowniki nieregularne, takie jak “burn”, “dream”, “learn”, stały się regularnymi.

Drugi rodzaj uproszczeń to te robione przez małe dzieci, uczące się dopiero swojego języka ojczystego. Dzieci zwykle najpierw odgadują i opanowują ogólne reguły, a dopiero później uczą się wyjątków. Dlatego też mogą mówić np. “człowieki” zamiast “ludzie”, “roki” zamiast “lata”, przez analogię do wcześniej poznanych form regularnych. Podobnie zachowują się też osoby, również dorosłe, uczące się języka obcego. Uczeń, który poznał zasadę tworzenia regularnych form czasu przeszłego w języku angielskim przed dodanie końcówki “-ed” lub “-d”, będzie miał tendencję do tego, by zastosować ją analogicznie do wszystkich czasowników, również (błędnie) do nieregularnych. Dlatego może on mówić lub pisać “begined” zamiast “began”, “buyed” zamiast “bought”, czy “taked” zamiast “took”.

 

Interferencja językowa

Oprócz tworzenia uproszczeń w ramach tego samego języka, prawo analogii działa też pomiędzy różnymi językami. Efekty jego działania nazywamy wtedy zwykle interferencją językową. Najczęściej polega ona na wpływie języka ojczystego lub innego już znanego na język nowo poznawany. Jednym z jej przejawów jest nasza podatność na mylenie opisanych wyżej wyrazów, zwanych “fałszywymi przyjaciółmi tłumacza”. Kolejnym – tzw. kalki językowe, czyli rażące i często błędne przenoszenie do drugiego języka całych związków frazeologicznych, szyku wyrazów i innych kategorii gramatycznych (liczby, rodzaju itp.), np. niepoprawne powiedzenie po angielsku “informations” zamiast “(pieces/items of) information” pod wpływem polskiej liczby mnogiej “informacje”.

Jeszcze innym przejawem interferencji językowej jest niewłaściwe użycie słów, spowodowane innym zakresem użycia ich odpowiedników w drugim języku. Polak będzie miał tendencję do wyrażenia po angielsku pojęcia “dzisiaj” słowem “today”, nawet mówiąc o wydarzeniu odbywającym się późnym wieczorem. Anglik lub Amerykanin w takiej sytuacji powie “tonight”. Może się też zdarzyć, że polski uczeń powie “Can you borrow me your book?” (“Czy możesz mi pożyczyć swoją książkę?”) zamiast “Can you lend me your book?” (“borrow” po angielsku oznacza wprawdzie “pożyczyć”, ale od kogoś, a nie komuś).

Interferencja językowa może też działać w drugą stronę, jako wpływ języka obcego na ojczysty. Szczególnie często zdarza się to u osób przebywających od wielu lat za granicą. Od Polaka mieszkającego w kraju rosyjskojęzycznym słyszałem np. “gazowa płyta” zamiast “kuchenka gazowa” (ros. “газовая плита”), czy “jadę się zaprawić” zamiast “jadę zatankować paliwo” (ros. “заправиться”). Polak w kraju angielskojęzycznym mówił z kolei o “baterii” do samochodu, mając na myśli akumulator (ang. “battery”).

Oczywiście, samo pojęcie interferencji językowej jest znacznie szersze. Obejmuje ono bowiem nie tylko aspekty psychologiczne i pamięciowe, które możemy zaklasyfikować pod prawo analogii, ale również np. zagadnienia fizjologiczno-artykulacyjne, związane z przystosowaniem naszych narządów mowy do systemu fonetycznego języka ojczystego, co sprawia, że w języku obcym mówimy zwykle ze specyficznym, mniej lub bardziej wyraźnym akcentem.

Zawarte w tym artykule informacje na temat prawa analogii w języku w żadnym wypadku nie wyczerpują tematu, a jedynie go ogólnie zarysowują. Zachęcam wszystkich czytelników, aby będąc świadomymi istnienia takiego prawa, spróbowali aktywnie wyszukiwać przejawy jego działania w wypowiedziach innych osób, a także w swoich własnych. Osoby uczące się języków obcych chciałbym szczególnie uwrażliwić na istnienie negatywnej interferencji językowej, aby starały się w miarę możliwości świadomie jej przeciwdziałać, np. przez sprawdzanie poprawności w wielu wiarygodnych źródłach.

źródło: Artelis.pl.

Patron działu Wiedza i edukacja

 

Urządź wnętrze zgodnie ze sobą. Niech dom czy biuro będą Twoją enklawą!

25 listopada, 2020|PUBLICYSTYCZNIE|

Milena Oryga

Zamknięci w domach zaczynamy dostrzegać otaczające sprzęty,  bibeloty.  Nagle zauważamy jak bardzo każdy element  wystroju wnętrza wpływa na nasze samopoczucie. Ważne jest więc uczynić je przyjaznymi, ciepłymi, takimi o jakich zawsze marzyliśmy. Taką misję mają właścicielki sklepu on-line A&M HOME, Anna Barnaś i Milena Oryga. Dzielą się z innymi radością jakiej dziś nam potrzeba bardziej niż zwykle. Dlatego zajęły się dystrybucją … dobrych emocji. Bo czym innym jest upiększanie domu i wnętrz, w których przebywamy na codzień?

Anna Barnaś

 

POLUB A&M HOME NA FACEBOOKU

 

Kobieca Sprawa: Skąd pomysł na otwarcie właśnie teraz A&M HOME? Nie jest to łatwy czas na nowe biznesy?

Milena Oryga: To marzenie kiełkowało w nas już długo. Jednak jak to w życiu bywa, natłok bieżących spraw i zawodowych zobowiązań oddalał nas od realizacji. W końcu powiedziałyśmy sobie jak nie teraz to kiedy? Pierwotnie zamierzałyśmy otworzyć sklep stacjonarny, wtedy „wybuchło” to wszystko, czego dziś doświadczamy. Naturalną decyzją było wystartować online.

K.S.: Asortyment, który proponujecie zapiera dech w piersiach, oczu nie można oderwać tak od przepięknych bibelotów jak i autorskich aranżacji. Pięknie, ciepło, luksusowo!

Anna Barnaś: Pracując zdalnie spędzamy w domu mnóstwo czasu, dużo więcej niż dotychczas. To co nas otacza jest równie ważne jak to co jemy, czytamy, odczuwamy wszelkimi zmysłami. Ważne są kolory, kształty, faktury, bryły, światło i jego odbicie. To wszystko ma znaczenie i wpływ na nasze codzienne nastroje.

K.S: Specjaliści radzą by dziś szczególnie zadbać o swoje otoczenie, cieszyć się drobiazgami, powtarzają jak mantrę, że kolor ścian, zasłon czy bieżnika na stole inspiruje nas i nasze emocje. Jak to zrobić by było nam dobrze we własnych domach?

Milena Oryga: Zupełnie inaczej odczujemy życzliwość, dobrą książkę, przytulenie, zrozumienie dla drugiej osoby, czy nawet efekt dobrego gotowania, gdy zadbamy o pomieszczenia, w których przebywamy. One powinny być takie nasze, po prostu. Przytulne, przyjazne, a przede wszystkim nastrajające nas pozytywnie. Czasem wystarczy jeden świecznik, czasem gruntowna zmiana aranżacji. Nasi klienci mówią, że często od dawna nosili się zamiarem zmian lub choćby wniesienia namiastki siebie, swoich upodobań, marzeń jednak nie mieli czasu by o tym pomysleć a i tak nie bardzo wiedzieliby od czego zacząć. I tu właśnie zaczyna się nasza misja. Misja tworzenia dobrego nastroju.

K.S: Jak więc stworzyć ten niepowtarzalny, indywidualny, przyjazny nam nastrój?

Milena Oryga: Żyjemy w świecie eklektycznym, wielu gatunków, wpływu wielu kultur, łatwo się w tym pogubić i przesadzić. W ofercie mamy produkty w różnorodnych stylach takich jak: glamour, styl nowojorski, hampton, skandynawski, nowoczesny i boho ( linki do poszczególnych zdjęc na FB). Przy tak bogatym asortymencie niezbędne jest fachowe i życzliwe doradztwo, wiedza, wyczucie i  zrozumienie potrzeb i preferencji klienta. Istotny jest umiar i zmysł, nie każdy to ma. Naszym celem jest zapewnić dopracowany w najmniejszych szczegółach asortyment, pomóc stworzyć wnętrza tak by nastały: upragniony spokój, radość, własny, indywidualny styl. Wszystko dopieszczamy szczyptą dyskretnej elegancji. W domu czy biurze powinno nam być przyjemnie i dobrze. Tak to rozumiemy i taka jest nasza filozofia. Stawiamy na klasyczne produkty, które cechują się ponadczasowym pięknem i zawsze się będą dobrze prezentować, ale szukamy też nowości, dzięki którym można odświeżyć wnętrza i nadać im nowy wymiar. Na bieżąco uaktualniamy asortyment i wiedzę o trendach.

K.S.: Oglądając zdjęcia z Waszych aranżacji i produktów myśli się nie tylko o zbliżających się świętach?

Milena Oryga: To prawda. Naszym marzeniem jest sprawianie by odświętny nastrój trwał cały rok. Marka A&M HOME jest tożsama z dobrym gustem, pasją, magią, która ubarwi naszą codzienność. Chcemy aby tak się kojarzyła naszym odbiorcom. Zgodnie z naszą obietnicą tworzymy nastrój, dobry nastrój.

K.S.: Jak Was znaleźć?

Anna Barnaś: Do tej pory działałyśmy w offline w Szczecinie i okolicach. Widząc zainteresowanie od niedawna nasz asortyment i usługi dostępne są online na Facebooku, a wkrótce otwieramy wymarzony sklep online. Serdecznie zapraszamy życząc zdrowych spokojnych i nastrojowych świąt, a my w tym jak najbardziej pomożemy!

Zakupu mogą Państwo dokonać wysyłając wiadomość prywatną na adres: sklep.amhome@gmail.com
lub dzwoniąc pod nr. 601 224 774
 
 
Materiał sponsorowany

ZOBACZ JAKIE TO PIĘKNE!

 

 

Black week – 20%

hasło: Kobieca Sprawa

Spraw sobie dobry nastrój!

 

 

 

Dr Pustułka o polaryzacji poglądów: trudne rozmowy warto prowadzić także w rodzinach

25 listopada, 2020|WIEDZA I EDUKACJA|

Za sprawą mediów, m.in. społecznościowych, kwestie światopoglądowe, które były dawniej prywatną sprawą, wchodzą do sfery publicznej, a polaryzacja opinii jest widoczna również w rodzinach. “Mam nadzieję, że jest tam przestrzeń na dyskusję o sprawach trudnych” – mówi dr Paula Pustułka z Uniwersytetu SWPS.

PAP: Czy to tylko wrażenie, czy w ostatnich latach polaryzacja poglądów to w Polsce coraz powszechniejszy problem? Pewnie wiele rodzin ma takie tematy, które w rozmowach omija, aby nie doszło do kłótni. A po ostatnich protestach po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego słychać głosy, że konflikty w niektórych rodzinach nasiliły się i zdarza się np., że rodzice zrywają kontakt z dziećmi z powodu różnic w poglądach politycznych.

Dr Paula Pustułka z Instytutu Nauk Społecznych Uniwersytetu SWPS: Napięcia międzypokoleniowe, które były obecne zawsze, we współczesnej Polsce są szczególnie widoczne. Dzisiejsi młodzi dorośli są wychowani w innego typu rodzinach, niż ich rodzice. Bardzo zmieniła się np. kategoria szacunku wobec starszych. Dawniej elementem wychowania był “kult” skierowany wobec rodziców, wobec dziadków. A przejawem tego szacunku było reprodukowanie – lub brak otwartego kontestowania – wzorców moralnych, wartości i norm poprzednich pokoleń. Teraz jednak wzory socjalizacyjne nie zawierają takiej hierarchii. Dystans między rodzicami i dziećmi bardzo się skrócił, a dzieci są zachęcane do ekspresji, indywidualizmu i krytycznego spojrzenia na świat. Młodzi dorośli wychowani są w poczuciu, że ich poglądy to ich wybór.

Problem pojawia się na przecięciu oczekiwań: z jednej strony osoby starsze oczekują, że ich dzieci będą powielać ich własne podejście do różnych kwestii. Z drugiej strony osoby młode uważają, że powinny akcentować swoje indywidualne poglądy, a rodziców nie powinno to ani dziwić, czy tym bardziej oburzać.

PAP: Ale czy zawsze było tak, że ta oś walki politycznej przebiegała przez środek rodzin?

P.P.: Rodzina zawsze była miejscem ścierania się tradycji i innowacji czy nowoczesności. W cyklu rozwojowym jednostki bunt młodzieńczy, a później wchodzenie w dorosłość, to jest właśnie dojrzewanie jednostki do autonomii poprzez akcentowanie swojej odmienności wobec rodziny pochodzenia. Często myślimy o dojrzałości i autonomii w kategoriach klasycznych – jako wyprowadzka z domu, zdobycie pracy i samodzielności finansowej. Choć te są ważne, współczesne teorie socjologiczne duży nacisk kładą jednak na moralną dojrzałość jednostki i akcentowanie jej autonomii – poglądów politycznych, partycypacji społecznej, zaangażowania. Te “nowe” obszary uzyskiwania autonomii wprowadziły politykę bardzo mocno do międzypokoleniowych relacji rodzinnych.

PAP: W przestrzeni publicznej poruszanych jest jednak wiele tematów, które zyskują status konfliktów na tle politycznym i stają się nowymi źródłami niezgody. Ocena działań polityków, Kościoła katolickiego, podejście do pandemii, noszenia maseczek, szczepień, zmian klimatu, aborcji, mniejszości seksualnych…

P.P.: W poprzednim systemie politycznym był jeden wróg i to wobec niego stawiano się w opozycji, a wzorce przynależności politycznej były dziedziczone. Nie było też przestrzeni, aby rozmawiać na wiele trudnych tematów. Wtedy uważało się, że poglądy to sprawa osobista. A dziś w związku z szerokim dostępem do mediów – również społecznościowych, te przemilczane konflikty zostały przerzucone do sfery publicznej. Następuje tzw. detabuizacja tematów, które kiedyś uważalibyśmy za sprawy prywatne.

Dawniej wychodzono z założenia, że tylko kwestie ważne dla większości społecznej pojawiają się w sferze publicznej – co oznaczało, że każdy ma sobie sam z danym konfliktem radzić niejako “prywatnie”. Teraz włączamy do debaty życia publicznego i politycznego grupy wcześniej marginalizowane, które nie miały wcześniej możliwości wyrażenia swoich interesów i poglądów na daną kwestię. Dziś rozmawiamy na trudne tematy. Z punktu widzenia demokracji i społeczeństwa to dobre zjawisko, które jednak na poziomie rodzin czy niewielkich grup powoduje trudności, może kończyć się konfliktami i problemami w relacjach.

PAP: W niektórych rodzinach jednak polityka staje się ważniejsza niż rodzina. Co zrobić, żeby łagodzić tam konflikty światopoglądowe?

P.P.: W Polsce mamy ogromne pokłady solidarności rodzinnej. W badaniach międzynarodowych – na przykład cyklicznego European Values Study (badanie wartości Europejczyków https://europeanvaluesstudy.eu/) – wypadamy zwykle na bardzo rodzinnych. Deklarujemy, że rodzina jest najważniejsza i to ma przełożenie na praktykę. Z jednej strony odznaczamy się znaczną solidarnością rodzinną: Polacy w rodzinie sobie pomagają, udzielają wsparcia finansowego, relacyjnego, opiekują się sobą. Z drugiej jednak strony coraz więcej osób wybiera model “rodziny z wyboru”, kiedy to przyjaciele stają się ważniejsi niż krewni, jeśli chodzi o pomoc relacyjną czy emocjonalną. Nie jest to zmiana uniwersalna. W wielu rodzinach relacje pozostają tradycyjne i według mnie nie będzie tak, że młodzi ludzie zaczną się masowo od rodziców odcinać. Myślę jednak, że będzie wzrastać odsetek osób, które poza rodziną będą szukać solidarności – w tym wsparcia emocjonalnego i potwierdzenia politycznego.

PAP: Czy efekt baniek informacyjnych w mediach społecznościowych i to, że każdy ma wyrobione zdanie w każdej sprawie – da się odwrócić?

P.P.: Myślę, że nie. Pytanie tylko, co rodziny z tym zrobią. Czy różne pokolenia w rodzinie będą w stanie porozmawiać o jakichś sprawach i funkcjonować pomimo różnic, czy może w rodzinach nastąpią przewartościowania na podstawie wzajemnych doświadczeń. Myślę, że warto, aby ludzie dyskutowali ze sobą i tłumaczyli, skąd wynikają ich poglądy i ich przekonania.

PAP: A czy Polacy łatwo zmieniają przekonania?

P.P.: Różni ludzie w różnych okresach różnie myślą o takich tematach, jak na przykład religia, seksualność czy reprodukcja. Wiek i doświadczenie grają tu ważną rolę. Polacy są znani z tego, że są kapryśnymi wyborcami – wystarczy spojrzeć na to, jak ugrupowania polityczne pojawiają się, stają się ekspresowo popularne, a potem równie szybko tracą na znaczeniu na scenie politycznej. W świetle badań CBOS czy Polskiego Generalnego Studium Wyborczego trudno mówić o żelaznych elektoratach czy stałych „na zawsze” poglądach.

Skoro zatem zmieniamy poglądy, jeśli chodzi o poparcie dla partii politycznych, to wydaje mi się, że jest jeszcze przestrzeń na dyskusję o sprawach trudnych, także w rodzinie. Takie rozmowy powinny się w rodzinach odbywać, bo to przygotowanie do życia w społeczeństwie obywatelskim. Zanim zaczniemy się z kimś sprzeczać na arenie politycznej, warto swoje argumenty przetestować w środowisku rodzinnym.

PAP: Tendencję do polaryzacji postaw widać chyba nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach…

P.P.: Polaryzacja opinii nie jest zjawiskiem ani charakterystycznym dla Polski, ani historycznie i społecznie czymś nowym. Ta polaryzacja może się nam jednak wydawać w czasach pandemii bardziej dotkliwa. Nie spotykamy się z wieloma ludźmi, więc mamy potrzebę wynajdowania nowych sposobów artykułowania swoich poglądów. I tu mamy do dyspozycji media społecznościowe.

Ekrany zabiegające wiecznie o naszą uwagę potęgują i nasilają – w naszej percepcji – te zjawiska polaryzacji. Nie da się wejść na żadną stronę informacyjną bez czytania o napięciach i konfliktach. Te konflikty stają się więc naszym udziałem. Tematy, w których mamy dychotomie tych co „za” i tych co „przeciw” są tak powszechnie obecne, że chcąc nie chcąc musimy się do każdego z nich ustosunkowywać. Nie jest to złe, ale jest to trudne dla jednostek.

PAP: Wróćmy jeszcze do tematu detabuizacji i włączania do debaty publicznej grup, które wcześniej w niej nie uczestniczyły. Skutkiem tego zjawiska jest również to, że na całym świecie zaczyna być słychać głosy zwolenników teorii pseudonaukowych. A w ten sposób dziwne, niemające żadnego poparcia w faktach pomysły pojedynczych osób znajdują sobie rzesze zwolenników.

P.P.: Historycznie w sferze publicznej dominowała narracja elit – dyskursy osób, które miały władzę, ale zwykle również wiedzę. Teraz do głosu docierają grupy marginalizowane. A wśród nich są choćby kobiety, mniejszości seksualne, etniczne czy osoby z niepełnosprawnościami. To zjawisko pozytywne.

Na to jednak nakłada się drugie, negatywne zjawisko – globalne zjawisko śmierci ekspertyzy (opisywane chociażby przez Toma Nicholsa, Stuarta Ritchie, a w Polsce przez Łukasza Lamżę). Upraszczając, sarkastycznie można powiedzieć, że każdy Polak jest ekspertem od alpinizmu, ale też szczepionek czy globalnego ocieplenia, a ostatnio od epidemiologii i początku człowieczeństwa. Chodzi o to, że przeczytamy jedną rzecz i wydaje nam się, że jesteśmy ekspertem. Uważamy, że my mamy rację, a specjaliści tak naprawdę wcale się nie znają albo – co jeszcze niebezpieczne – próbują nas okłamywać, bo działają w ramach jakiejś „agendy”.

PAP: Żyjemy więc w czasach, kiedy głosy osób, którym tylko się wydaje, że rozumieją jakieś zjawisko, stają się słyszalne. A niestety niektórzy odbiorcy traktują te wypowiedzi tak samo, jak głosy prawdziwych ekspertów, a więc osób, które poświęciły na badanie tego zjawiska wiele lat i mają w tej dziedzinie rzetelną wiedzę…

P.P.: Jeśli chodzi możliwości korzystania z nowych technologii, to nastąpił szybko duży przeskok. A my podczas tego przeskoku nie zdążyliśmy nabyć kompetencji, by sobie radzić z fake newsami, fact checkingiem. Nie nauczyliśmy się jeszcze, jak odróżnić dobre źródło od źródła fałszywego.

Rozmawiała: Ludwika Tomala 

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl

Patron działu “Wiedza i edukacja”

 
SZKOLENIE DLA POCZĄTKUJĄCYCH
TWOI KLIENCI SĄ W INTERNECIE
0
0
0
0
Days
0
0
Hours
0
0
Minutes
0
0
Seconds

ZAPISZ SIĘ I ZACZNIJ MONETYZOWAĆ SWOJE PASJE!

Co ma wspólnego psychika z odżywianiem i umiejętnością świadomego karmienia zmysłów. Rozmowa z lek. n. med. Magdaleną Kotowicz – Kilian – lekarzem, psychoterapeutką

20 listopada, 2020|WIEDZA I EDUKACJA|

O jedzeniu z głową czyli tym tym, co ma wspólnego psychika z odżywianiem i umiejętnością świadomego karmienia zmysłów porozmawialiśmy z lek. n. med. Magdaleną Kotowicz – Kilian – lekarzem, psychoterapeutką, lekarzem do leczenia otyłości certyfikowanym przez Polskie Towarzystwo Badań nad otyłością.

Czym zajmuje się neurodietetyka? Czy ma coś wspólnego z  wpływem psychiki na zmianę sposobu odżywiania i odwrotnie?

Zacznijmy od faktu, że problem otyłości przybrał we współczesnym świecie formę kolejnej epidemii. Problem narastał w szybkim tempie, a epidemia w znacznym stopniu to nasiliła. W związku z powyższym pojawiło się nowe spojrzenie na chorobę otyłości i co za tym idzie, poszukiwanie możliwości skutecznego leczenia. Okazuje się bowiem, że zagadnienie otyłości ma znacznie szerszy wymiar, niż do tej pory myślano. Okazuje się, że choroba ta wymaga wielopłaszczyznowego leczenia. Mówi się o leczeniu farmakologicznym, psychoterapeutycznym a my podjęliśmy wyzwanie na poziomie neuroterapii.

Co to oznacza?

Najprościej można by ująć, że interesuje nas biologiczne oddziaływanie naszego mózgu na jedzenie w sprzężeniu zwrotnym – czyli neuro kontakt z jedzeniem. Pytanie jak zmienia się umysł, zdrowie fizyczne i psychiczne w procesie zmiany odżywania i odwrotnie, jak zmienia się nasz styl odżywania w procesie zmiany myślenia, świadomość, to proces, który kryje się pod hasłem: neurodietetyka.  Jak działa umysł – najprościej można to zdefiniować, że to przepływ energii i informacji. Przepływają one w samym mózgu, ale też między mózgami. Neuronauka rozwija sprawdzalne hipotezy i teorie ułatwiające zrozumienie działania mózgu i neuronów wywołujące procesy umysłu. Patrząc na to z innej strony, to jakiekolwiek podejmujemy działanie naszym celem jest włączenie do tego umysłu, który jest wynikiem pracy naszego mózgu. Ten proces umożliwia nam świadome działanie i kontrolę swobodnego wyboru. I choć nie możemy zobaczyć umysłu to jest on tak samo prawdziwy jak procesy zachodzące w nerkach, płucach czy wątrobie. Z całą pewnością można stwierdzić, że na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat radykalnie zmienia się nasza dieta, ale również nasz stosunek do jedzenia, jego ranga, a co za tym idzie powstaje nowy, w wielu przypadkach niesprzyjających zdrowiu, neurokontakt z jedzeniem. Odpowiadając na kolejną część pytania, to również, choć nie tylko, zmiana naszego myślenia o odżywianiu. To też wpływ diety na mózg i odwrotnie. Wpływ psychiki na jedzenie – tu bardzo ważna jest kontrola, ponieważ duży odsetek osób chorujących na otyłość kompensuje emocje poprzez jedzenie i tu podkreślmy, że  jest to zaburzenie behawioralne. Kończąc wypowiedz neurodietetyka – to karmienie zmysłów i umiejętność świadomego ich karmienia.

Dlaczego Collegium Balticum postanowiło zająć się neurodietetyką?

Bo to bardzo ważny i aktualny temat na świecie, zwłaszcza w krajach Europy i innych szybko rozwijających się krajach świata. Oceniamy i dostrzegamy powagę tego zjawiska, do którego należy również supersizing. Chcemy podkreślić, że mamy pełną świadomość potrzeby edukowania w zakresie zdrowego i racjonalnego żywienia, więc wychodzimy naprzeciw nowym wyzwaniom.

Kto może zostać studentem studiów podyplomowych z zakresu neurodietetyki?

Zapraszamy wszystkich, którym bliski jest problem tego ważnego i powszechnego zjawiska, jakim jest choroba otyłości, niosąca groźne dla życia powikłania. Choroba, która w wielu przypadkach skraca życie a nawet doprowadza do śmierci. Zapraszamy osoby z wyższym wykształceniem: lekarzy, dietetyków, pielęgniarki, fizjoterapeutów, pedagogów, sportowców, trenerów personalnych Aplikacje na ten kierunek osób nieposiadających dyplomu ukończenia studiów, natomiast mających świadectwo maturalne i/lub doświadczenie zawodowe z dziedzinach pokrewnych będą rozpatrywane indywidualnie i otrzymają certyfikat ukończenia kursu z wyszczególnienie realizowanych modułów.

Jakie umiejętności można uzyskać po ukończeniu tego kierunku?

Chcemy zagwarantować rzetelną wiedzę teoretyczną, ale oczywiście także praktyczną od specjalistów z wieloletnim doświadczeniem w zajmowaniu się problematyką otyłości (lekarzy psychoterapeutów, dietetyków, fizjoterapeutów. Mamy zaplanowane szkolenia i warsztaty praktyczne, dzięki którym pokażemy jak teoretyczna wiedza ma być wykorzystywana w codzienne praktyce zawodowej. Są to studia zwiększające wiedzę i nabyte kompetencje.

Gdzie absolwenci neurodietetyki mogą znaleźć zatrudnienie?

Mamy nadzieję, że ogrom potrzeb społecznych w tej dziedzinie sprawi, że rozwinie się w szybkim tempie poradnictwo, edukacja i leczenie. Wszędzie tam widzimy możliwości pracy wykwalifikowanego i gotowego do praktycznego działania personelu.

Jak stosować neurodietetykę w praktyce?

To bardzo szeroki temat, ale gdybym miała powiedzieć najkrócej jak można to: należy obudzić mózg do działania i myślenia, przy każdym kontakcie z jedzeniem, który jest przecież niezbędnym elementem naszego życia. Żeby się dowiedzieć jak to zrobić zapraszamy na studia podyplomowe do szczecińskiej Szkoły Wyższej Collegium Balticum.

Dział rekrutacji: tel. 91 48 38 172

Zapisy online na www.cb.szczecin.pl

rozmawiał: Dariusz Staniewski / foto: materiały prasowe CB

materiał publikowany pierwotnie w: Prestiż magazyn szczeciński

 

Patron działu wiedza i edukacja

 

DYSKRYMINACJA KOBIET W SZKOLNICTWIE WYŻSZYM I NAUCE

18 listopada, 2020|WIEDZA I EDUKACJA|

Równość płci jest nie tylko kwestią różnorodności i sprawiedliwości społecznej, ale także warunkiem wstępnym do osiągnięcia celów trwałego wzrostu gospodarczego, zatrudnienia, konkurencyjności i spójności społecznej

Sprawozdanie Komisji dla Rady, Parlamentu Europejskiego, Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego i Komitetu Regionów, {SEK (2009) 1706}, Bruksela dnia 18.12.2009 KOM(2009)694 wersja ostateczna, s. 7–8.

 

“Z jednej strony powszechne jest na świecie, w Europie i w Polsce zjawisko nadreprezentacji kobiet wśród studiujących, z drugiej – utrzymujące się pod względem płci zróżnicowanie struktury kształcenia i awansu naukowego według dziedzin nauki oraz niedoreprezentowanie kobiet wśród wyższej kadry akademickiej i kadry zarządzającej szkół wyższych” pisze w swoim opracowaniu “Równość płci w szkolnictwie wyższym i nauce – teoria i praktyka”, Agnieszka Idczak Foltyn/Uniwersytet Łódzki

Czyż niewątpliwie jest to argument przemawiający na rzecz tezy o dyskryminacji kobiet w szkolnictwie wyższym?

Jak zaznacza naukowczyni, sukces kobiet w szkolnictwie wyższym rozpatrywany jest w kontekście dewaluacji wyższego wykształcenia. Obserwuje się zjawisko ustępowania kobietom miejsca przez mężczyzn, którzy znajdują dla siebie bardziej korzystną strategię adaptacyjną.  Przyjmują one w tym kontekście rolę „wygranych wśród przegranych” 

Agnieszka Idczak Foltyn stawia pytanie: dlaczego kobiety zdobywając uniwersytety jednocześnie wciąż są przypisane do „kobiecych” dziedzin naukowych, rzadko wkraczając w obszary zarezerwowane od lat przez mężczyzn? Czy wciąż mają nad głowami „szklany sufit” utrudniający im prawdziwą karierę w sferze naukowej i administracyjnej? Czy przyczyn tego stanu rzeczy należy doszukiwać się w czynnikach instytucjonalnych, czy raczej kulturowych?

Paradoksalnie  z racji tego, że szkolnictwo wyższe jako sektor jest słabo finansowany, staje się naturalnym polem większej aktywności kobiet niż mężczyzn, podobnie jak jest nią cała sfera edukacji czy ochrony zdrowia i pomocy społecznej.

Sytuacja zawodowa kobiet i mężczyzn w szkolnictwie wyższym jest być może jedynie odwzorowaniem sytuacji kobiet i mężczyzn (i związanych z nimi stereotypów) w całym społeczeństwie, wnioskuje naukowczyni. 

Szerszy dostęp do edukacji wyższej, nie niweluje nierówności w strukturze szkolnictwa wyższego. Płeć wciąż stanowi czynnik różnicujący postępy w karierze naukowej i udział we władzy w strukturach uczelnianych, podobnie jak ma to miejsce w przypadku awansu zawodowego i udziału we władzy w innych obszarach życia społeczno-gospodarczego. Jednak prognozy statystyków pokazują, że sytuacja zmieniać się będzie na korzyść kobiet. Optymistycznie zakładając, powinno to z kolei wpłynąć na wzmocnienie pozycji kobiet na rynku pracy i w strukturach władzy. Pojawia się w tym kontekście pytanie, czy sukces kobiet na uczelniach można potraktować jako zwiastun pewnych zmian o charakterze strukturalnym? Czy sektor szkolnictwa wyższego jest swoistym prekursorem, a w przyszłości ma szansę stać się liderem, równych szans? Badanie przeprowadzono kilka lat temu, a jak sytuacja ma się dziś?

DOSTĘP DO PEŁNEGO OPRACOWANIA 

Branżowa Dyskryminacja kobiet

Dr hab. Agata Włodkowska-Bagan, autorka raportu „Kobiety w polskiej politologii”, zbadała 22 uczelnie publiczne. W 2019 roku podczas konferencji „Dyskryminacja ze względu na płeć na uczelniach” ze smutkiem przedstawiła wnioski.  Nie jest wesoło ani nawet poprawnie.

– Politolożki są traktowane jak paprotki, mają być ładnym dodatkiem do komisji i delegacji. 62 proc. badanych twierdzi, że obowiązki przydziela im się w oparciu o stereotypy.

Są „bardziej staranne i obowiązkowe”, więc siedzą nad tabelkami sprawozdaniami. W wyniku stają się nieformalnym zapleczem administracyjnym.

Kobieta to  oczach kolegów ni uczona, ni matka, ni żona. Tu pada dowcip  jednego z profesorów, który miał zapytać: jaka jest różnica między świnką morską a kobietą? Ano taka, że naukowiec płci żeńskiej, to tak jak świnka morska – ani świnka, ani morska.

Badaczki są notorycznie infantylizowane.

 (…) profesor Kowalski, profesor Iksiński i nasza Agatka (…)

Bywa, że badaczki zmagają się z syndromem oszustki, nie przyjmują zaproszeń do stacji radiowych i telewizyjnych, gorzej oceniają swoją pracę… A nierzadko: rezygnują w toku przewodu. Gdy juz zostaną, przetrą szlak i nawet ukonstytuują się wyżej w hierarchii akademickiej, zazdrośnie strzegą swoich przyczółków, nie dopuszczając innych akademiczek do władzy na uczelni.

W piekle jest specjalne miejsce dla kobiet, które nie pomagają innym kobietom.- powiedziała z mównicy Dr hab. Agata Włodkowska – Bagan, cytując Madeleine Albright

Tego typu praktyki obserwuje się w wielu branżach, także poza akademickich. 

Dostęp do pełnego raportu

KOBIETY W POLSKIEJ POLITOLOGII OD DIAGNOZY DO WSPÓŁPRACY

Sytuacja kobiet na uczelniach artystycznych – raport „Marne szanse na awanse. Raport z badania na temat obecności kobiet na państwowych uczelniach artystycznych w Polsce” ”

Anna Gromada, socjolożka raportu Fundacji Katarzyny Kozyry przeprowadziła badania, którymi objęto 9 najważniejszych ośrodków oferujących studia na kierunkach sztuk plastycznych. Wyniki? Kobiety stanowią 77 proc. studentów, 35 proc. pracowników naukowych i już tylko 17 proc. profesorów zwyczajnych.

W raporcie czytamy m.in :

“Niska reprezentacja kobiet na samym szczycie struktur akademickich nie jest cechą wyłącznie uczelni plastycznych. Pierwsza kobieta na stanowisku rektorskim w Polsce, prof. Maria Radomska, została wybrana dopiero w latach 80. W połowie lat 90. wydała książkę, której tytuł Byłam rektorem. 1981–1987 miał podkreślać niezwykłość tego faktu. Precedens nie przełożył się jednak na istotny wzrost liczby kobiet na tym stanowisku: przez 15 lat po odejściu Radomskiej na stanowisku rektorskim w szkołach publicznych nie obsadzono ani jednej kobiety. Stanowisko rektora uczelni plastycznej pierwsza kobieta objęła dopiero w 2008 roku – w Gdańsku. W2014 roku kobiety stanowiły 5 z 28 rektorów i prorektorów na uczelniach plastycznych. Żadna z uczelni plastycznych nie miała w tym samym czasie więcej niż jednej kobiety w pozycji władzy (na stanowiskach rektora i prorektorów)

Autorki stawiają szereg hipotez na temat trzech grup czynników utrudniających kobietom awans zawodowy na uczelniach plastycznych. Wyróżnione czynniki to aspiracje i priorytety studiujących, ich cechy psychologiczne oraz relacje z kadrą akademicką.

 

Autor: Anna Gromada, Dorka Budacz, Juta Kawalerowicz, Anna Walewska

Rok wydania raportu: 2015

Finansowanie: Katarzyna Kozyra Foundation, MKiDN

 

 

DOSTĘP DO PEŁNEGO RAPORTU

Na tym tle mocno zastanawia skład Zespołu Koordynacyjnego ds. ewaluacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce:
 
prof. dr hab. Michał Jerzy Zasada, Wiceprzewodniczący KRASP – Koordynator Zespołu
2. prof. dr hab. Andrzej Sokala, Przewodniczący Komisji ds. Organizacyjnych i Legislacyjnych KRASP
3. prof. dr hab. Waldemar Tłokiński, Przewodniczący KRZaSP
4. dr hab. Dariusz Surowik, prof. PWSIiP, Przewodniczący KRePUZ
5. prof. dr hab. inż. Roman Słowiński, Wiceprezes PAN
6. prof. dr hab. Zbigniew Marciniak, Przewodniczący RGNiSW
7. prof. dr hab. inż. Jerzy Woźnicki, Prezes FRP, Przewodniczący Komisji ds. Strategicznych Problemów Szkolnictwa Wyższego KRASP
8. dr hab. Łukasz Niesiołowski-Spanò, Przedstawiciel FNP
9. Aleksy Borówka, Przewodniczący KRD
10. Dominik Leżański, Przewodniczący PSRP
 
Skład został powołany na podstawie Deklaracji o współpracy w zakresie ewaluacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce z 13 listopada 2020 r., której sygnatariuszami są:
 
– Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich
– Konferencja Rektorów Zawodowych Szkół Polskich
– Konferencja Rektorów Publicznych Uczelni Zawodowych
– Polska Akademia Nauk
– Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego
– Fundacja Rektorów Polskich
– Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej
– Krajowa Reprezentacja Doktorantów
– Parlament Studentów Rzeczypospolitej Polskiej

LINK do strony źródłowej

źródło foto główne: https://pl.freepik.com/zdjecia/budynek’>Budynek

zdjęcie utworzone przez pereslavtseva – pl.freepik.com</a>

 

Patron działu wiedza i edukacja:

 

 

Check our latest Videos

KOBIECY DYSKURS inaczej czas Kobiet!

Tworzymy dla siebie i Ciebie, dla kobiet. Uczymy się od kobiet, bo kto lepiej zrozumie kobietę niż druga kobieta?

W programach, artykułach, Live’ach otrzymasz sprawdzoną, merytoryczną i przyjaźnie podaną wiedzę, potwierdzoną wieloletnim doświadczeniem.

Oglądaj nas!