Po Bożemu czy po swojemu?

Coraz większa liczba rodziców podejmuje decyzję o nie chrzczeniu swoich dzieci, argumentując to pozostawieniem wyboru dziecku, gdy będzie na tyle dojrzałe, by samo o tym stanowić. Skąd taki trend w państwie, w którym wg danych statystycznych prawie 90% obywateli należy do Kościoła Katolickiego?

Jak podaje Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego w raporcie na rok 2016, zmalała liczba uczestników mszy świętych oraz przyjmujących sakramenty. Część rodziców zaczyna bardziej świadomie podchodzić do sakramentu chrztu, przestając go traktować jako nic nie znaczący rytuał czy też jedynie okazję do rodzinnego spotkania, jak to często bywało w latach wcześniejszych, dostrzegając tym samym, że jest to poważna decyzja, którą to podejmując przyrzekają wychowywać dziecko według zasad kościoła katolickiego, jednocześnie zapisując go w rejestr osób wierzących – dziecko już całe życie będzie widniało w księgach parafialnych, nawet jeśli w przyszłości będzie chciało dokonać apostazji, czyli wystąpienia z kościoła. Znaczna część rodziców zaczyna też zauważać, że jeśli sami nie pojawiają się na mszach i nie przyjmują sakramentów, czy jest sens zapisywać do grona wiernych własne dziecko? Często taka decyzja o braku sakramentu nie spotyka się jednak z aprobatą rodziny, szczególnie starszego pokolenia, dla których chrzest jest oczywistym krokiem, który należy podjąć przy wychowywaniu dziecka, a decyzja o jego braku wywołuje szok i niedowierzanie.

Przykład idzie z góry

Marcin, ojciec trójki dzieci -„Przez ostatnie lata wielu księży nie daje dobrego przykładu i nie żyje zgodnie z pozytywnymi naukami, które można wyciągnąć z Biblii, przez co w oczach społeczeństwa cały kościół traci wiarygodność w swej misji nauczania, jak być lepszym człowiekiem.” Marcin, wychowany w rodzinie katolickiej i pełniący kiedyś funkcję ministranta, obecnie wierzy w wartości uniwersalne, racjonalne myślenie oraz naukowe dochodzenie do prawdy, co stoi w sprzeczności z religijnym myśleniem- według niego to właśnie brak logiki w teologii oraz wspomniane wcześniej zepsucie panoszące się wśród księży są głównymi czynnikami prowadzącymi do sekularyzacji społeczeństwa. Nie określa siebie jako wojującego ateisty, jedynie zauważa, że to kościół sam sobie tworzy wrogów, nie zachowując spójności w nauczaniu i dawaniu pozytywnego świadectwa.

Nie każde dziecko mile widziane?

Jednak nie tylko brak wiary w Boga czy też oddalenie się od praktyk religijnych wpływają na decyzję o nie chrzczeniu dzieci. W obecnych czasach coraz większa część osób żyje w związkach nieformalnych lub z różnych przyczyn zawiera tylko małżeństwa cywilne, a chrzest dzieci z takich związków może być problemem. Zdarzają się parafie, które kategorycznie odmawiają przyjęcia takiego dziecka do grona wiernych, argumentując to prawem kanonicznym, kanon 868: w przypadku braku uzasadnionej nadziei, że dziecko będzie wychowane w wierze katolickiej – chrzest należy odłożyć. Powszechniejszym zwyczajem jest jednak chrzczenie dzieci z niesakramentalnych związków w dni powszednie lub po mszy, a nie jak to zwykle bywa w czasie mszy w niedzielę – jest to przeważnie w gestii, a więc zdane na dobrą wolę lub nie proboszcza danej parafii. Magda z Podlasia, mama kilkuletniego chłopca, porzuciła z tego powodu chęć ochrzczenia synka, argumentując to tym, że skoro jej dziecko ma być napiętnowane z powodu braku ślubu kościelnego rodziców, to nie chce brać w tym w ogóle udziału, gdyż jest to uwłaczające zarówno dla niej, jak i dla jej dziecka.

Bez Boga ani do proga?

Nierzadko spotykane są także konflikty z rodziną na tle religijnym. Bliscy często nie potrafią pogodzić się z decyzją młodych rodziców w kwestii wychowania ich dzieci w wierze lub jej braku. Tomasz z Warszawy, ojciec trzech nieochrzczonych synów, przekonuje, że najważniejsze jest stanowcze postawienie sprawy, jeśli napotyka się opór rodziny względem braku chrztu. W szkole, do której uczęszczają jego dzieci, zdarzały się sporadyczne epizody dokuczania, jednak, jak podkreśla Tomasz, ważne jest,  by wzmacniać poczucie wartości u dzieci i jasno opowiadać im o swoim zdaniu na temat różnych religii – jeśli synowie będą kiedyś chcieli wstąpić do kościoła, pozostawia to ich decyzji. Jednak, jak mówi, na wszelkie próby indoktrynacji dzieci z zewnątrz, czy to ze strony rodziny czy szkoły, reaguje stanowczo. Zwraca uwagę na fakt, że jako mieszkaniec stolicy może być mu łatwiej poradzić sobie z presją otoczenia niż ma to miejsce w mniejszych miejscowościach. Zauważa to również Hanna, mieszkająca w miejscowości Czerwonak koło Poznania – jej rodzinie bardzo trudno było pogodzić się z decyzją o braku chrztu jej dzieci, i jak twierdzi Hanna, jej mama, pełniąca kierownicze stanowisko w placówce oświatowej wstydziła się, że ma wnuka bez sakramentu, w dodatku z nieformalnego związku. Hanna po jakimś czasie dowiedziała się, że mama wraz z bratem po kryjomu chcieli ochrzcić jej dziecko, jedynie strach przed jej reakcją na takie wydarzenie powstrzymał ich zapędy. Straszyli ją także, że bez chrztu dziecko będzie „źle się chować”, oraz nie będzie dobrze spać w nocy.

Jak nie po dobroci, to groźbą!

Krystyna, która chce pozostać anonimowa, wspomina, że poza standardowymi argumentami rodziny nakłaniającymi do chrztu, pojawiły się także argumenty, że dziecko będzie wykluczone z grupy rówieśniczej, bo nie otrzyma prezentów na komunię. Krystyna nazywa to dosadnie – hipokryzja ze strony rodziny oraz materialistyczne podejście do tematu, który z założenia powinien opierać się na wyższych wartościach. Wielu osób zaczyna zauważać panującą wśród części Polaków predyspozycję do pokazywania się, wręcz „szpanowania” wystawnymi obiadami czy też prezentami z okazji przyjmowania sakramentów przez dzieci. Zdarzały się sytuacje, że ludzie brali kredyty tylko po to, żeby móc zaprosić całą rodzinę i znajomych na poczęstunek z okazji chrztu, bo nie wypada zrobić inaczej. Także Justyna z Krakowa, mama dwóch chłopców, wspomina, że czas po narodzinach jej pierwszego dziecka był trudny dla całej rodziny – mieszkali wtedy wspólnie z teściową, która usilnie namawiała na chrzest, a także ślub kościelny, pojawiły się nawet namowy, w których obiecywała dobra materialne w zamian za zmianę decyzji Justyny i jej partnera odnośnie tych kwestii. Justyna wspomina, że głównym argumentem było „co ludzie powiedzą”.  Jednak nie tylko teściowa naciskała na zmianę decyzji. Także starsze pokolenie, czyli babcie, nagabywały o chrzest, posuwając się do obrażania, szantażowania wydziedziczeniem oraz symulowania chorób, co miało nakłonić młodych na chrzest dziecka przed ich śmiercią. Justyna obawiała się także potajemnego ochrzczenia dziecka, przez co musiała pilnować babć na każdym kroku. Pomogło dopiero ochłodzenie kontaktów na kilka lat, rodzina powoli pogodziła się z myślą, że decyzje dotyczące dziecka należą wyłącznie do rodziców. Niestety wiele osób ulega presji otoczenia, i mimo, że sami chcieliby postąpić inaczej, decydują się na zmianę swojej decyzji, by zadowolić otoczenie.

Wątpliwości

Czasem jednak zdarza się, że sami rodzice nie są pewni, czy ich decyzja nie wpłynie negatywnie na późniejsze życie dzieci. Daria z Gdańska wspomina, że nie pochodzi z wierzącej rodziny, jednak zarówno ona jak i jej siostry zostały ochrzczone, gdyż rodzice bali się, że córki będą „inne”, odstające od reszty rówieśników. Z tego też powodu Daria ochrzciła swoje starsze dziecko – nie chciała, by czuło się wykluczone z grupy. Zmieniła jednak szybko zdanie po kilku lekcjach katechezy dla przedszkolaków, podczas których córka była straszona ogniem piekielnym – od tego czasu definitywnie zakończyli etap „udawania” wierzących, młodszej córki już nie ochrzcili, a starsza nie uczęszcza na religię. Obawy, które mieli na początku, okazały się bezpodstawne – obie córki świetnie odnajdują się wśród swoich kolegów i koleżanek, rodzice nie widzą negatywnych skutków swojej decyzji.

Powolne zmiany

Większa świadomość rodziców wpływa na podejmowanie bardziej przemyślanych decyzji dotyczących tego, jak wychowywać. Z roku na rok coraz więcej młodych ludzi stara się podejmować samodzielne decyzje, nie ulegając wpływowi rodziny czy też nie patrząc na „tradycję”, wiedząc, że z przystąpieniem dziecka do chrztu łączą się konsekwencje, których na chwilę obecną nie są w stanie jako rodzice podjąć lub też zwyczajnie nie chcą obarczać tym dziecka. Asertywne podejście do sprawy ułatwia przekonanie, że o wiele łatwiej będzie przyjąć chrzest jako dorosły człowiek, niż wypisać się z kręgów kościoła. Kiedyś silniejszą funkcję pełniły autorytety – czy to starszy w rodzinie, czy też duchowny wskazujący, co jest moralne, a co nie. Najnowsze badanie CBOS ze stycznia 2017 r. wskazują na to, że coraz więcej osób zawierza wychowanie dziecka swojej ocenie, niekoniecznie potrzebując do tego drogowskazów z otoczenia. Aż 69 proc. badanych zgadza się z opinią „to, czym jest dobro i zło, powinno być przede wszystkim wewnętrzną sprawą każdego człowieka”. To o ponad 20 punktów procentowych więcej niż 10 lat temu. A zwiększenie pewności siebie w osądach moralności wpływa równocześnie na większą świadomość i tolerancję na granice innych – stąd też wielu rodziców woli poczekać, aż dziecko samo dorośnie do decyzji odnośnie swojej wiary, nawet jeśli miałoby się to spotkać z krytyką osób z zewnątrz.

Autorka: Anna Bajus

Absolwentka psychologii klinicznej oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Żyje z pasją i uważnością. Mama żywiołowego dwulatka. Zawodowo zgłębia problematykę „mindfulness”, prywatnie rodzicielstwa bliskości. Odpręża ją lektura książki „Ania z Zielonego Wzgórza” i spacery po lesie.