BYĆ LUDZI FANTAZJĄ

„Być gwiazdą, gwiazdą, ludzi fantazją, wyzwalać zazdrość, ja chcę być gwiazdą” – nucę sobie pod nosem tekst znanego rapera i zastanawiam się – kto tak naprawdę wyzwala teraz zazdrość i jak to robi? Pewna znajoma powiedziała mi, że największą zazdrość czuje, gdy widzi „te wszystkie napompowane lale, które wydają kupę szmalu na zabiegi z użyciem jadu kiełbasianego”.

Nie zazdrości im samych zabiegów, ale tego, z jaką łatwością wydają pieniądze na takie wątpliwe przyjemności. Skoro tak spokojnie potrafią wydać miesięcznie kilkaset do nawet kilku tysięcy złotych, to w takim razie w jakim celu to robią? Bo z pewnością ostrzykiwanie twarzy do przyjemnych nie należy, a dodatkowo ja na widok igły mdleję. A jednak, amatorek takich doznań nie brakuje. Udało mi się określić dwa typy kobiet, które decydują się na tego typu zabiegi. Pierwszy typ to kobieta koło czterdziestki, mężatka, prowadzi firmę z mężem. Jeździ luksusowym samochodem, ma dwójkę dzieci, dom na obrzeżach miasta. Wykształcona, lubi dobre wino i wyjazdy na narty lub do luksusowego spa. Nosi wysokie obcasy i eleganckie sukienki do pracy, wieczorami spotyka się ze znajomymi w modnej restauracji na drinka. Ma młodszego kochanka, prawdopodobnie tak samo jak jej mąż kochankę. Pragnie wyglądać młodo, decyduje się więc na likwidację kilku zmarszczek, tym samym pozbawiając się zdolności do mimiki. Ma to swoje plusy, jej dzieci zwiększą swoją zdolność wyczuwania uczuć, bo nigdy nie potrafią poznać, czy mamusia się złości czy cieszy. Drugi typ kobiety korzystającej z tego typu usług, jakimi są zabiegi estetyczne jest zdecydowanie bardziej intrygujący pod względem motywu działania. Dziewczyna, przedział wieku od osiemnastu lat wzwyż, zabawę z jadem kiełbasianym zaczyna tylko w jednym celu – chce być piękniejsza. Moja babcia zawsze powtarzała – młodość jest twoim atutem. Widać babcia się myliła, gdyż kryteria, dotyczącego tego, co obecnie jest atutem, ustalane są na podstawie brukowych gazet, a nie świeżości cery czy też promiennego uśmiechu. Duże usta, wydatne kości policzkowe, dodatkowo dwurzędowy arsenał doklejanych rzęs, włosy farbowane na kruczoczarny kolor (kilka lat temu platynowy blond propagowany przez królową kiczu, piosenkarkę i skandalistkę Dodę został zdetronizowany przez ciemne pukle gwiazdy reality show i modelki z pism dla dorosłych Natalii Siwiec). Owa dziewczyna ma niskie zarobki, za to ambicje zatrważająco wysokie. Chce osiągnąć dużo, robiąc niewiele. Moje wnioski są proste – przepalona na solarium skóra zagraża jasności umysłu, badań na ten temat jeszcze nie zrobiono, wnioski z obserwacji są jednak w tym przypadku wystarczającymi dowodami. Ten typ dziewczyny jest niesamowicie niebezpieczny – posunie się ona do wszystkiego, aby jej natapirowane włosy albo chociaż powiększona chirurgicznie pupa znalazła się w obiektywie aparatu, nawet jeśli miałby to być redaktor „Życia dzikich”, a ona miałaby skakać po gałęziach pobliskiego parku. Chwila sławy – marzenie, które pragnie spełnić. Może osiągnie to poprzez nagranie swoich łóżkowych wyczynów i „przypadkowe” wrzucenie filmiku do Internetu? Nie, to by było zbyt oklepane, dziś już nikogo nie szokują takie zdarzenia. Trudniej jest znaleźć znaną osobę bez takiego nagrania, stało się to równie modne jak kiedyś nagrania z pierwszej komunii na kasetach VHS. Nie będzie też raczej próbowała dostać się na salony dzięki znanemu narzeczonemu – to ona chce być gwiazdą, a nie grzać się w blasku sławy swojego wybranka. Pisarka Krystyna Kofta powiedziała kiedyś, że jeśli miłość jest ślepa, to kobieta powinna być ślepa tylko na jedno oko. Dziewczyna typu pierwszego widzi wyraźnie, jej trzepoczące rzęsy i soczewki w kolorze błękitnej laguny nie pozwalają nawet na moment przymknąć oka na wybór partnera z niedociągnięciami. Dlatego też na życiowego towarzysza wybiera sobie spokojnego biznesmena. Możliwe, że jest on już mężem kobiety typu pierwszego. Gdy obie spotykają się w poczekalni u kosmetyczki, kiwają głowami na powitanie, przecież kojarzą się z różnych przyjęć i mają wielu wspólnych znajomych. Portret współczesnej rodziny, trochę ponaciągany, trochę napompowany.

Patrząc na to z boku, podziwiamy niczym teatr, a raczej kiepskie przedstawienie, wszystkie aktorki ze spalonego teatru, a błazen skacze między nimi, żonglując kartami kredytowymi jak piłeczkami. Nie potrzeba na to ich botoksowe życie pluć jadem. On sporo kosztuje, a one i tak mają już go w sobie o kilka gramów za dużo.

Anna Bajus

O autorce: Anna Bajus –   absolwentka psychologii klinicznej oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Żyje z pasją i uważnością. Mama żywiołowego dwulatka. Zawodowo zgłębia problematykę „mindfulness”, prywatnie rodzicielstwa bliskości. Odpręża ją lektura książki „Ania z Zielonego Wzgórza” i spacery po lesie.