Powracamy do „rozmowy w czasach pandemii”. Tym razem Marek Pietrasik i Szymon Kucharski zastanawiają się, jak wyjaśniać dzieciom trudne sytuacje i jakie wartości możemy wynieść z obecnego kryzysu.

Barbara Popiel: Mówiliśmy o tym, jak w związkach rozmawiać o emocjach. Jak w takim razie rozmawiać o nich  z dziećmi, z nastolatkami, które częściej odbierają to, co się dzieje, jako niewiadomą albo robienie na złość? Też się pojawia strach, niepewność, poczucie lekkiego „załamania” świata.

Szymon Kucharski: Można się wspomóc bajkoterapią. Spróbować opowiadać dzieciom historie, na przykład: „Pewnego dnia, zanim wyszedłem z domu, wyobraziłem sobie, że niebo powinno być zawsze różowe, i od tamtej pory kiedy wychodzę z domu, a niebo nie jest tego koloru, zawsze się smucę”.  Po co taki zabieg? Bo tę samą bajkę można przekładać na wszystkie inne mechanizmy dziecięce, aby tłumaczyć różne okoliczności, na przykład że zdarza się tak, że dziecko nastawiło się na coś, ale zwyczajnie zapomniało powiedzieć mamie, tacie, po prostu pomyślało sobie i wobec tego ma oczekiwania. W takiej sytuacji trzeba dziecku jasno uzmysłowić: „Słuchaj, jeśli chcesz, by coś się wydarzyło, to trzeba to zaplanować w czasie i zwyczajnie powiedzieć”. To uczy dziecko, żeby artykułowało, na co ma ochotę, bo może się okazać, że szereg z tych rzeczy jest tak naprawdę do zrealizowania, tylko trzeba je po prostu racjonalnie wspólnie zaplanować i wpisać w kalendarz.

BP: A jeżeli to jest teraz? Odnieśmy się do naszego „dzisiaj”. Załóżmy, że dzieci miały gdzieś jechać i się dobrze bawić, miały wyprawić urodziny… Aktualnie nie mogą wyjść swobodnie na zewnątrz i spędzać czasu z kolegami. Albo weźmy pod uwagę inną sytuację: teraz rodzic jest stale w domu, wcześniej był tylko w weekendy i wtedy mógł z dzieckiem spędzać czas na zabawie. Dziś jest bardziej „dostępny”, a jednocześnie mniej, bo od tej do tej godziny musi pracować i dziecko ma wrażenie, że ta praca jest ważniejsza niż ono, czuje się odtrącone… Jak sobie z tym poradzić?

SK: Myślę, że na takie mechanizmy lęku dziecięcego pomaga informacja. Jeżeli rodzic podzieli się nią w sposób konkretny, może odwołać się do zaplecza historycznego, na przykład powie: „Słuchaj, były już takie trudne czasy w Polsce. Na przykład był stan wojenny, było wojsko na ulicach, a żywność była na kartki. Nie straszę cię, tylko ci po prostu opowiadam, że mieliśmy taki moment w historii, że było nam trudno, także czuliśmy ograniczenia, to chwilę potrwało, a potem wszystko wróciło do normalności” – to dziecko łapie szerszą świadomość: „aha, czyli to tak jest i minie”. Gdy rodzice nie urządzają paniki, nie straszą dziecka, to tym samym pokazują, że po prostu musimy się teraz dostosować, bo są takie zalecenia, a dziecko jest tym samym spokojniejsze.

Jeśli rodzice zrobią w domu aferę: „Nie pojedziemy na wycieczkę, siedem tysięcy stracone! Zapłaciłam za Egipt, a jeszcze coś zamówiłem… i jeszcze tam nie pojedziemy” i taka wyliczanka nie zna granic, a rodzic robi z tego dramat, to dziecko na pewno odczuje to jako sytuację trudną i tym samym będzie się lękało. Więc tutaj odpowiedzialność spoczywa na rodzicach, którzy powinni powiedzieć: „Panuje pandemia na całym świecie, nie tylko w naszym kraju. Ale my w domu wiemy, że wszyscy jesteśmy zdrowi i bezpieczni. Z czasem, powoli wszystko wróci do normy i nikomu z nas nic się nie stanie, tylko musimy zachować ostrożność i przestrzegać zaleceń, a są one takie i takie”.

Marek Pietrasik: Lęki rodziców przenoszą się na dzieci i niestety przybierają potężniejszą formę, niż nam się wydaje.

Przeczytałem ostatnio coś, co wydawało się niemożliwością: dzieci zaczęły tęsknić za szkołą. Ba, nauczyciele też tęsknią za szkołą i uczniami, chcą normalnych zajęć.

SK: Psycholodzy tęsknią za pacjentami!

MP: Boję się jednego: że gdy to wszystko minie, to świat szybko wskoczy na stare tory. I zapomni. Jedyne, co będzie o tym przypominało, to podwyższone kredyty, zmiana pracy, jakieś opowiadania o lękach, tak jak się opowiada o czasach wojny. Ale wskoczymy w te stare schematy: „bo trzeba, bo muszę” i tak dalej…

BP: Co zrobić, żeby tego uniknąć? Żeby pozostała nam jakaś sensowna refleksja w życiu? Jak to wykorzystać, jak o to zadbać?

MP: Po pierwsze, trzeba będzie się do tego odwoływać. Gdy już będzie inaczej, warto pokazywać, co się zyskało lub odzyskało i jak to nas wzbogaciło. Na przykład weźmy pod uwagę młodzież, która często nie lubi chodzić z rodzicami na spacer, bo to „siara”. A w dobie koronawirusa? Wspólnie o tym marzyliśmy. Warto dziecku wskazać takie drobiazgi, żeby zaczęło doceniać. Powinniśmy także pokazać wartość obcowania z innymi ludźmi w kontakcie bezpośrednim.  Bo nie wiadomo, co może się jeszcze nam przydarzyć. Tu jest rola rodziców i szkoły, dlatego uważam, że rodzice powinni bardziej współpracować z nauczycielami, a nauczyciele z rodzicami, ponieważ jeżeli będziemy mówić jednym głosem, to dzieciaki przyjmą to jako normę. Efekty wychowawczo-edukacyjne będą zdecydowanie lepsze. Nie osiągniemy porozumienia, nie znajdziemy wspólnego mianownika, jeżeli rodzic ośmiesza instytucję, szkołę, nauczyciela, a nauczyciel z kolei operuje komunikatem pejoratywnym i lekceważącym: „jakiego ty tam masz rodzica”. W takiej sytuacji dziecko jest w chaosie, a z tego chaosu tworzy się lęk, z lęku – agresja i w końcowym rozrachunku – ATAK. Ja często mawiam: „Jak się boję, to się zbroję, jak się zbroję, to atakuję, bo się boję”. Ale wracając do meritum: nie możemy jeszcze przejść do porządku dziennego i uznać, że już wszystko możemy z powrotem. Myślę, że wyciągniemy z tego, co się dzieje, odpowiednie wnioski. A przyszłe spotkania, wszystkie wizyty u przyjaciół nabiorą głębszego wymiaru. Życzyłbym sobie, żeby nie przybrały one znów formuły obgadywania jakiegoś polityka, sąsiadki, skarżenia się na ceny, na bliskich. Nie po to się zbieramy. Miejmy świadomość, że ZNÓW możemy tę naszą wolność utracić – bo nie wiadomo, kiedy będzie drugi, trzeci rzut pandemii takiej czy innej. Nie wiadomo także, co jeszcze nas czeka w życiu, ale jeśli wykorzystamy to doświadczenie, przemyślimy, to w jakimś stopniu uodpornimy się na to, co może przyjść.

SK: Aronson mówił, że „człowiek to zwierzę stadne, nie wychowywać w samotności, bo umierają”. To pokazuje, że dla nas podstawą odporności jest dobry kontakt z drugim człowiekiem. Czyli to bycie musi być rozwojowe, żebyśmy się w tym dobrze czuli. To jest podstawa odporności: jeżeli jestem w dobrych relacjach, to raczej nie zachoruję.

MP: Sam przyznasz, że jeśli odczuwam nienawiść, to komu szkodzę? Sobie, prawda?

SK: Powiem tak: gdy idę do mojego znajomego na oddział zakaźny, to idę tam z nastawieniem, że wypiję pyszną kawę oraz spotkam się z ciekawym i dobrym człowiekiem. Gdyby mi się to nastawienie zmieniło na przekonanie i obawy, że się zarażę, to w życiu bym nie przekroczył furtki tego szpitala. Dlaczego? Bo wiem, że wtedy moja odporność byłaby mocno zachwiana, a może i zerowa. Ja tam idę na dobre spotkanie, spędzić miło czas. Gdy spotykam tysiące ludzi na ulicach, czy w maseczkach, czy bez, to jestem do nich optymistycznie nastawiony.

BP: Na zakończenie – chciałabym Was poprosić o krótką refleksję. Co chcecie przekazać odbiorom naszej rozmowy? Jaka jest wasza rada, aby wstać rano i mieć poczucie, że ten dzień w pandemii będzie dobry?

SK: Ja powiem bardzo krótko: życie to film, a Ty jesteś reżyserem, więc nie spieprz tego! Naprawdę! Do wieczora można zrobić niezły komediodramat, a jak się postarasz, to taką komedię, że Oskar gwarantowany. Nie idź w stronę dramatu, horroru, thrillera – i nie dołuj się, bo to od Ciebie zależy, jaki będzie Twój film. Możesz zaprosić inne osoby, zrobić scenariusz, wypowiadać zdania, jakie chcesz, ale baw się do wieczora, jak najlepiej potrafisz.

MP: Zacznijmy siebie słuchać. Tak naprawdę! To, co jest tęsknotą serca i to, co jest w głębi nas – a w każdym jest dużo dobra – trzeba po prostu wydobyć i dzielić się tym. Wsłuchać się w siebie, a także w to, co mówią najbliżsi – to nie jest łatwe, nie zawsze wychodzi, ale warto. Prawdą jest to, że każdy z nas potrzebuje być kochanym, po prostu – za nic. Jeśli tego nie zrozumiem – nigdy nie będę szczęśliwy.

BP: Dziękuję Wam za rozmowę!

 

rozmawiali:

mgr Szymon Kucharski, psycholog, socjolog, mediator, doradca zawodowy

Centrum Psychoedukacji: http://centrumpsychoedukacji.pl/

mgr Marek Pietrasik, pedagog, terapeuta, mediator, prezes Fundacji Porozumienia Społecznego i Integracji IMPULS

Fundacja IMPULS: http://mediacje-impuls.pl/

opracowanie wywiadu: dr Barbara Popiel

Autorka:

dr Barbara Popieldr Barbara Popiel

Prorektor ds. jakości kształcenia
Szczecińskiej Szkoły Wyższej
Collegium Balticum

 

 

 

 

Patron działu Wiedza i edukacja