CZASAMI CHCĘ BYĆ NIEDŹWIEDZIEM

To nie jest życzliwa pora roku. Zimno, mokro, buro i ponuro, szybko się robi ciemno, a w ramach niespodziewajki, o którą nie prosiłam, wyskakuje śnieg. Mało energii na cokolwiek, za to dużo pokasływania, kichania, podziębiania się; zmęczenie trzyma człowieka mocno i nie chce odpuścić, energia ucieka z prędkością ciepła wylatującego przez uchylone drzwi.

To jest ten okres w roku, gdy wcale nie chcę być sobą. Chcę być niedźwiedziem.

Być niedźwiedziem! Miśkiem w ciepłym, grubym futrze, miśkiem z grubym brzuchem, miśkiem wylegującym się na legowisku i przesypiającym całą zimę! Czemu muszę należeć do ludzkiej cywilizacji, która postanowiła okiełznać pogodę i – zamiast też spokojnie spać – wymyśliła elektrykę, by światło było nawet wtedy, gdy słońce już zajdzie, wymyśliła komunikację prywatną i publiczną, by nic nie przeszkadzało szybkiemu przemieszczaniu się z punktu A do punktu B, wymyśliła końcoworoczne rozliczenia, sprawozdania, zamykania budżetów i inne takie cuda na kiju, by człowiek po prostu musiał wstać z leża i ruszyć na dalszy podbój świata i okolic? Czemu, no czemu? A mogłabym być miśkiem…

Jadłabym za trzech niedźwiedzi i miałabym głęboko w krótkim ogonku kwestię bycia fit. Fitniedźwiedź, słyszał ktoś podobną bzdurę? Niedźwiedź nie ma być fit. Niedźwiedź ma być najedzony po brzegi. Och, niedźwiedziu, jak ja cię rozumiem.

Miałabym futro, które nie wymaga ani prania, ani prasowania, ani pralni chemicznej, ani golenia, ani czesania, ani prowadzenia do fryzjerki. Miałabym futro i mogłabym się w nie wtulić, tak jak mój pies wtula pyszczek w swój ogon w czasie snu. Miałabym jedno futro, które samo by się zmieniało i robiło remanent sierści, i nie musiałabym się przejmować, czy to modne, ekologiczne, dopasowane do figury albo czy w razie czego plama się spierze.

O, byłabym ekologiczna! Nie spotkałam się dotąd z zarzutami „nie jesteś ekologiczny” kierowanymi do miśków. Nie musiałabym segregować śmieci, oszczędzać wody, wyłączać co chwila światła, wybierać między plastikową reklamówką a materiałową torbą (lub torbą papierową, której szczyt ekologiczności polega na jednorazowości). Obce byłoby mi poszukiwanie śmietnika na zużyte baterie oraz noszenie starych ubrań do odpowiednich kontenerów. Byłabym ekologiczna przez sam fakt swojego istnienia – w końcu byłabym niedźwiedziem.

Spałabym do oporu. Dla dobra środowiska naturalnego i ludzkiego, oczywiście. W końcu niewyspany niedźwiedź to groźny niedźwiedź. Wprawdzie również niewyspany człowiek to groźny człowiek, ale jakoś ciągle o tym zapominamy, zwłaszcza gdy ustalamy służbowe zebranie na ósmą rano. Albo kolokwium zaliczeniowe. Albo podjęcie ważnej życiowej decyzji. A łóżko płacze z tęsknoty.

Jako niedźwiedziowi nie groziłaby mi śmierć z powodu stresu. Moje stresy nadal miałyby atawistyczny charakter, więc uciekałabym przed zagrożeniem życia, a poza tym – luzik. Dedlajny, rachunki, sprawozdania, korki, remonty, fochy znajomych? Do dziupli z tym, ja tu mam miodek!

(No dobrze, sprawdziłam, co jedzą niedźwiedzie brunatne – bo byłabym brunatnym, polarny odpada, przymierzyłam kiedyś blond perukę i uwierzcie, wyglądałam jak przypalony tost otoczony bitą śmietaną. Sprawdziłam więc i widzę, że poza miodem są jeszcze w niedźwiedzim menu ryby, ssaki, ptaki, owoce, a nawet robaki. Hm. Byłabym zatem wybrednym niedźwiedziem i pozostałabym przy miodku wzbogacanym rybami i owocami. Robaki odpadają. Niedźwiedzie nie jedzą sushi).

Nikt by mi nie wchodził w drogę – nikt by nie miał odwagi. Byłabym przecież wielka, ciężka, wyposażona w groźne zęby i ostre pazury. Nikt nie chciałby ryzykować zaczepki. Mogłabym kraść koszyki piknikowe niczym słynący z tego kreskówkowy niedźwiedź – i uchodziłoby mi to na sucho. Przecież niestraszne byłyby mi jakieś tam mandaty, listy polecone z upomnieniami, nagana z wpisem do akt.

Korki na ulicy? Kolejki w sklepach? Przeceny, które wychodzą bokiem? Hałaśliwe towarzystwo wokół, wypełnianie wielostronicowych sprawozdań? Nic by mnie to nie obchodziło, to nie byłaby moja rzeczywistość. Poza tym wystarczyłby jeden porządny niedźwiedzi ryk, jedno machnięcie uzbrojoną w pazury łapą, jedno pokazanie zębisk połączone z warczeniem – i już cały świat uciekałby w podskokach. Cudowna władza futrzanego olbrzyma – jak to kusi…

Szczególnie zaś – nigdy więcej niewyspania! Nigdy więcej nocy zarwanych przez pracę (albo przez rozrywki, bo za dnia nie było na nie czasu), nigdy więcej wstawania o barbarzyńskich porach, nigdy więcej snucia się półprzytomnie wokół. I nigdy więcej – zimy!

Otóż to, dochodzimy do kluczowej sprawy: nigdy więcej zimy! Nigdy więcej znoszenia ponurej, pluchowatej, zimnej, szybko zmierzchającej, atakującej deszczem lub śniegiem, przeziębiającej i wyziębiającej człowieka pory roku. Koniec ze wstawaniem, gdy jeszcze jest ciemno, i wracaniem do domu, gdy już jest ciemno. Koniec śledzenia, jak bardzo spadnie jutro temperatura. Żegnajcie, zimowe opony, o których trzeba pamiętać. Pa, pa, szuflo od odśnieżania podjazdu, pocałuj się w rączkę. Spadajcie w podskokach, oblodzone uliczki, które trzeba posypywać piaskiem, bo inaczej człowiek zamieni się w sanki i zwyczajnie pojeździ sam na własnych nogach, plecach czy pośladkach. Och, miło było, ale się skończyło, zapominane lub gubione rękawiczki, upchnięte gdzieś szaliki, często sprawiające problemy i nieraz zupełnie niepasujące do stroju kozaki, irytujące czapki, mało ochraniające berety, opadające na oczy i zasłaniające widoczność kaptury. I ciao, wszelkiego rodzaju aktywności umysłowe i fizyczne, na które człowiek w zimie zwyczajnie nie ma ochoty. Jest zima, a ja jestem niedźwiedziem – więc idę spać. Prześpię te kilka nieżyczliwych miesięcy, z dużym brzuchem pełnym smakołyków, z ogrzewającym mnie futrem, w ukryciu, do którego nikt się nie dopuka, nie dodzwoni, nie domailuje, nie dopeemkuje na fejsie, nie doesemesuje. Żaden GPS mnie nie namierzy, lokalizacja Google’a zapłacze się z bezsilności, a wszyscy, którzy mają do mnie sprawy na jak najszybciej, na cito, na wczoraj – będą musieli poczekać do wiosny. Asapy, dedlajny, fokusy, czeklisty, stendbaje, meetingi i inne niech piszą na Berdyczów. Jest zima, jestem niedźwiedziem, śpię i nawet ogonka nie wystawię z legowiska.

Czy czegoś by mi brakowało w tym niedźwiedzim zimowaniu? Może… Na pewno obecności psa. Jednak własne futro to nie to samo, co futro psie, które można głaskać bez końca. Na pewno książek – skoro spałabym kilka miesięcy, o czytaniu musiałabym zapomnieć. Na pewno niektórych ludzi – podejrzewam, że najbliższe koleżanki nie byłyby zachwycone perspektywą babskiego spotkania w niedźwiedziej gawrze, już sobie wyobrażam to marudzenie na temat braku parkingu, braku ogrzewania i braku oświetlenia na drodze. Niewykluczone, że brakowałoby mi – mimo wszystko – pewnych zimowych rozrywek, jak choćby jazdy na łyżwach czy obsypywania psiska śniegiem. I pracy, zwłaszcza momentów, gdy mogę się zaszyć w swoim gabinecie, włączyć oba grzejniki, zaparzyć herbatę i spokojnie pomyśleć. O, herbaty i czekolady brakowałoby mi ogromnie. I własnego, nowego laptopa, na którym ciągle coś wystukuję. Pisania felietonów też by mi brakowało (swoją drogą, co powiedziałaby Redakcja na moje: „Felietony zimują, więc do wiosny ich nie będzie!”?); i cieszenia się z tych ładniejszych dni; i zachwycania się miękkością oraz przyjaznym ciepłem pościeli, gdy się w niej zanurzam późnym wieczorem z perspektywą kilku godzin wyczekiwanego snu. Szczecina, fochniętego na zimę zupełnie jak ja, również by mi zabrakło.

Nadal uważam, że w zimie bycie niedźwiedziem to najlepsze, co można wymyślić. Nadal z zazdrością myślę o tych wszystkich niedźwiedziach, które w tej chwili w najlepsze sobie śpią, podczas gdy ja biegnę przez styczniowy poniedziałek do styczniowego wtorku, a przede mną jeszcze spory kawał czasu, nim nadejdzie wiosna. Mimo wszystko jednak… no dobrze, nie zostanę niedźwiedziem. W każdym razie jeszcze nie w tym roku.

Ale plan awaryjny na kolejną zimę mam. Jeśli znów spadnie śnieg, nie ma zmiłuj – zostanę niedźwiedziem!

Barbara Popiel

Barbara Popiel – doktor nauk humanistycznych, pracownik naukowy, dziekan Wydziału Nauk Stosowanych Wyższej Szkoły Humanistycznej TWP w Szczecinie, mediator, edukator, redaktor i korektor, czasem tłumacz polsko-angielsko-niemiecki. Wielbicielka psów, herbat i wysokich obcasów, miłośniczka kryminałów, opowieści grozy i książek dla dzieci. Zainteresowania: tematy genderowe, rozwój osobisty, szeroko rozumiany lifestyle, języki obce, psychologia, blogosfera. Blogerka, która po kilku latach poszukiwań i zmianach adresu znalazła swoją przystań na “Dwóch ćwiartkach” (barbarapopiel.blogspot.com). Czasem nieopanowany Potwór Czekoladowy.