Nie umiemy podać definicji

Znowu włączyłam kanały sms w mojej komórce. Nie pierwszy i nie ostatni raz, jak z resztą wielu Polaków. Podobno ogłaszają się tam sami zboczeńcy, początkujące, „ekskluzywne” prostytutki chcące zapłaty w kodach doładowujących i faceci mający problemy z utrzymaniem prawidłowego ciśnienia w spodniach.

…Zaglądam tam od prawie roku i muszę się zgodzić z tą opinią, ale nic nie zdoła odwieść mnie od tego, co postanowiłam. Chcę poznać całą prawdę o miłości i to koniecznie od tej bandy degeneratów, myślących jedynie o kolejnym seksualnym maratonie.
Sprawa jest ryzykowna-Polska to dziwny kraj, w którym za publiczne pytanie o miłość można zarobić w łeb od troskliwych współobywateli dbających o to, by podejrzane osobniki zbytnio nie rzucały się w oczy i nie rozprzestrzeniały żadnych wypaczonych wartości. A najgorzej jest z miłością, bo z nią nigdy nic nie wiadomo. Dla własnego bezpieczeństwa i dobra mojej rodziny zmieniam się jak Batman. To nic, że jest dzień i że ktoś podwędził mi stosowną czarną pelerynę. Nawet bez tego nikt nie jest w stanie mnie rozpoznać. W samo południe przeistaczam się w 27 letniego Arka i wkraczam do świata kanałów wysyłając sześć ogłoszeń z pytaniem o istotę największego z uczuć. Jako wabika używam informacji, że pracuję nad materiałem do gazety.

Zaproszę ją na randkę do szpitala

Po piętnastu minutach pełnego napięcia oczekiwania, przypominającego stres ojca czekającego na porodówce, pierwsze z moich sześciu dzieci wynurza się z odmętów łóżkowych fantazji. Wygląda dość mizernie pośród ofert nastolatek handlujących swoimi zdjęciami i szukających odmiany niezbyt wiernych mężów. Przez chwilę wydaje mi się, że umieszczeniem tu mojego anonsu zbrukałam próg świątyni rozpusty i mam ochotę wycofać się z pochyloną nisko głową.
Mijają kolejne sekundy, a pozostała piątka wyskakuje na kolejnych kanałach. Mój humor nieco się poprawił, ale w dalszym ciągu nie mam pewności, jak dalej potoczą się sprawy.
Po dziesięciu minutach jestem już zalewana przez odpowiedzi kanałowiczów.
Okazuje się, że chociaż większość ogłoszeń piszą entuzjaści seksu, to czytają je wszyscy, którym w danej chwili doskwiera samotność, czy też zwyczajnie się nudzą-zawsze istnieje szansa, że ogłosi się ktoś normalny szukający przyjaciół czy ludzi, z którymi mógłby wyskoczyć na kawę. Akurat dzisiaj to ja postanowiłam zostać „normalsem”. W dodatku „czytelni” podoba się pytanie, więc niezmordowanie wałkują ten temat.
Jednym z pierwszych, którzy odpowiedzieli, jest Tomek. Nie wiem, jak naprawdę ma na imię, ale to nie ważne. Wiem za to, że ma 24 lata, mieszka w Kwidzyniu i jest ciężko chory. Po kilku zachwalających miłość wywodach, jakie przeczytałam na samym początku, jego sms podziałał na mnie ożywczo.
– A zastanawiałeś się nad tym, że niektórzy nie mogą mieć miłości, bo są chorzy i muszą sobie radzić bez tej cechy ludzkiej?
– Oczywiście, że tak, to jedno z głównych założeń tego artykułu. W Polsce związki z ludźmi chorymi są rzadkością, ale nie piszę wyłącznie o uczuciu między mężczyzną, a kobietą.
Zapytałam go jeszcze, czym jest dla niego miłość. Przedstawiłam się, a jakże. W końcu jestem mężczyzną i to takim, który potrafi wzbudzić zaufanie.
– Ja miłość mam na myśli ta prawdziwą, która znienacka przychodzi i odchodzi. Trzeba ją szanować i pielęgnować, bo ona jest najważniejsza i bezcenna. Ale że jestem chory, to nie znaczy, że moje poglądy się zmienią. Nie rozumiem miłości kobieta plus kobieta i mężczyzna z mężczyzną. Bóg stworzył mężczyznę, a potem kobietę, żeby ze sobą żyli itd. Zawsze będę sobą.
– Nie to miałem na myśli- wyjaśniłem szybko jako Arek- Chodziło mi też o relacje matka-dziecko, czy więzi między przyjaciółmi. Nikt nie jest przecież zupełnie sam.
– Tak, rodzina wspiera, ale ja nie rozmawiam wcale z rodziną. Przyjaciół nie mam, a jeśli chodzi o rodzinę, to chciałbym mieć tę jedyną, którą mógłbym przytulić, pocałować, powiedzieć „kocham cię”, zaopiekować się nią, a to bardzo boli, jak się nie ma miłości. Ja z wyglądu jestem zwyczajnym 24 latkiem, który jest jednak chory.
Czy próbował swoich sił starając się poderwać jakąś dziewczynę? Okazuje się, że Tomek nawet o tym nie myśli.
– To co, mam powiedzieć jej: cześć, mam na imię…i jak chcesz być ze mną to zaszczep się, albo zaproszę ją na randkę do szpitala i kupię jej prezent- szczepionkę. Uwierz mi, przestraszy się i ucieknie.
Poniosłam klęskę. Na nic zdał się fakt, że jestem o trzy lata starszym, doświadczonym optymistą. Widocznie miłość przegrywa w starciu z chorobą. Mimo to postanowiłam się nie poddawać i szukać odpowiedzi na swoje pytanie.

Do trzydziestki włącznie

Drugą dość wyrazistą postacią, która postanowiła do mnie napisać była Sylwia, lat 23. Pochodzi z Podkarpacia, zajmuje się dzieckiem. Jej pojawienie się umocniło mnie w przekonaniu, że wysnuta przeze mnie teoria ma rację bytu. Ale o co chodzi? Już objaśniam.
Napisało do mnie prawie sto osób. Większość, tak jak prosiłam, umieściła w swoim smsie imię i wiek. Po uważnym prześledzeniu statystyki, którą zaczęłam prowadzić, doszłam do wniosku, że Polacy są romantykami, ale z wiekiem tracimy zdolność do wiary w miłość, zaś trzydziesty rok życia jest rokiem przełomowym. To ostatni miesiące, podczas których poddajemy się władzy Amora.
Sylwia wyrosła już z młodzieńczego, szalonego entuzjazmu i miłości od pierwszego wejrzenia. Dla niej to uczucie weszło w fazę dojrzałą.
– Tylko ludzie, którzy nie umieją myśleć uważają, że miłość to zwykłe uczucie, taka chwila euforii, coś zwykłego. Wszyscy jesteśmy ekspertami w tej dziedzinie, tylko nie umiemy podać definicji.
– Miłości trzeba się uczyć codziennie od początku, bo im bardziej zdajesz sobie sprawę, że ją znasz, tym szybciej cię zaskoczy- dodaje po chwili.
Po przekroczeniu trzydziestki wchodzimy w okres „wielkiej smuty”: wydaje nam się, że historie o wspaniałym, walczącym z przeciwnościami uczuciu tworzą jedynie fabułę do kolejnych reklam „Merci”. Ludzie dorośleją, a ich podejście do miłości zmienia się o 180 stopni.
– Nie ma żadnej prawdziwej miłości. Jest seks, pożądanie i jakieś przywiązanie do drugiej osoby- pisze Ania, 38 lat.
Starszy o rok Maciek stara się rozdzielić swoje uczucia:
– Istnieją różne oblicza miłości: kobieta-mężczyzna, człowiek-zwierzę, miłość do poezji…i wiele innych.
Krzysztof, 37 lat, uważa, że miłość jest przereklamowana, chociaż ukradkiem każdy z nas jej szuka.
Muszę przyznać, że trochę mnie to poruszyło. Sklepy i kwieciarnie znikają pod zwałami pluszowych serc, miśków i walentynek, a tu piszą tak beznamiętnie o wzajemnym międzyludzkim przyciąganiu? Tknięta nagłą myślą zadałam moje pytanie jednej z sąsiadek.
– Moja babcia z dziadkiem przeżyła 65 lat w jednym związku. Czasem kłócili się i wyzywali, ale i tak się kochali, a to miłość- odpowiedziała. Zaraz potem wskazała na całującą się parę nastolatków, skupiając całą uwagę na ściskającą pośladki dziewczyny dłoń chłopaka- A co to ma wspólnego z miłością? To, co tutaj się wyprawia?
Sprawdziłam. Na początku młodzi nie zrozumieli pytania. Stawiam inne, banalne.
– Kochacie się?
Nie od razu uzyskuję odpowiedź. Patrzą na mnie, jakbym była niespełna rozumu i wciąż zerkają na siebie znacząco, nawet wtedy, gdy wyjaśniam im, do czego potrzebuję ich odpowiedzi.
– Jasne, że tak. Ja bym się z obcym facetem nie całowała- odzywa się Magda, 14 lat. Jej chłopak, Łysy, cztery lata starszy długowłosy nastolatek o wyglądzie rockmana, uśmiecha się kpiąco.
– Czyli macie jakąś wiedzę na temat miłości?
– Tego jeszcze nie przerabialiśmy- chichocze Magda i odchodzi na bok, żeby odebrać telefon.
– To jak to z wami jest?- pytam, już nic nie rozumiejąc- Jest między wami miłość, czy jej nie ma?
Łysy nachyla się konspiracyjnie.
– Kochamy się, ale miłość to jeszcze nie jest. Mamy taki etap próbny-jak go zaliczymy, to wtedy będziemy mogli gadać o miłości.
– A dlaczego nie teraz?- naciskam.
Łysy odchyla głowę i wbija wzrok w plecy Magdy. Dziewczyna kończy rozmowę, zaraz do nas podejdzie.
– Bo miłość to cholernie mocne słowo i trzeba uważać, komu się ją daje. Mogę powiedzieć jakiejś dziwce, że ja kocham, a po nocce dać nogę i mieć w dupie to, czy się tym przejmie. Ale jak już kogoś sobie znajdę i nawet nic nie będę musiał mówić, a dziewczyna będzie wiedziała, że mogę dla niej wszystko zrobić, to to będzie miłość.

Problem z Formułą

Po powrocie do domu wzięłam się za pozostałe wiadomości. Trzy z nich były od nastolatków. Monika i Lola mają po 17 lat, Formuła jest od nich o rok starszy. Łączy ich sposób, w jaki myślą o miłości, wskazujący na to, że zaczynają już wkraczać do przedziału „20 lat wzwyż”. Wiedzą, że miłość, jak wszystko, co naprawdę wartościowe, nie przychodzi w łatwy i prosty sposób. Nie zawsze jest przyjemnie, o czym na własnej skórze przekonał się Formuła.
– Miłość…Wiele osób o niej mówi, ale myślę, że niewiele wie, co to prawdziwa miłość. W dzisiejszym świecie ludzie używając tego słowa zbyt często i pochopnie, zatracili jego prawdziwe znaczenie.
Czytając jego wypowiedzi nie odnoszę wrażenia, by jakimkolwiek stopniu różnił się od swoich rówieśników. Szybko jednak wyprowadza mnie z błędu, przyznając się do biseksualizmu.
– Mogę ci napisać, jak przekonania wyniesione z rodzinnego domu i religia potrafią zniszczyć prawdziwą i szczerą miłość. Jestem bi i mam tylko 18 lat, ale wierz mi, że w tym temacie mam dużo do powiedzenia.
Formuła nie odpisuje na kolejne smsy. Pora na konsultację z Damianem, ekspertem od problemów w rodzinie.
Damian jest gejem, jego matce wciąż trudno zapomnieć o tym, że jeden z jej synów nigdy się nie ożeni. Wyjdzie za mąż, to i owszem, ale u jego boku nie stanie dziewczyna w długiej białej sukni. Razem zastanawiamy się nad milczeniem Formuły.
– Może myśli, że mieszkasz gdzieś blisko i że stanowisz dla niego jakieś zagrożenie, bo możesz łatwo dowiedzieć się, kim jest ta „lewa” Formuła. Chociaż to i tak nic takiego, nie ma takiego problemu jak geje czy lesbijki, nikt nie będzie go prześladował.
Dochodzimy do wniosku, że trzeba wybadać, co myślą na ten temat inni. Stawiamy kolejne pytania. Czy religia ogranicza waszą miłość? Czy geje i lesbijki mają prawo kochać?
Problem Formuły stał się problemem ogółu kanałowiczów.
W przypływie natchnienia przypominam sobie o Tomku.
A co z osobami chorymi?- dopisuję i znów wysyłam swoje ogłoszenia.

Wielki szum

Tym razem nie czekałam długo na odpowiedzi, a było ich tak wiele, że z trudem nadążałam z odpisywaniem. Wychodzi na to, że Polacy uwielbiają takie tematy, za to z dezaprobatą wypowiadają się na temat Kościoła i orientacji innej niż hetero.
Gej wciąż pozostaje pedałem i pedofilem, każdy najchętniej roztrzaskał by mu głowę o chodnik. Okrzyk: ”Do piachu z nimi!” pojawił się wielokrotnie. Homoseksualizm to choroba, zaburzenia hormonalne, nie ma tu miejsca na miłość. Między lesbijkami nie rodzi się żadne uczucie, to tylko hormony „oszukują ludzki umysł”.
– Każdy ma prawo kochać bez względu na wyznanie czy kolor skóry!- napisał ktoś. Zapytałam go, czy myślał również o orientacji seksualnej. Nie otrzymałam odpowiedzi.
Czytając soczyste wypowiedzi na temat Kościoła z trudem powstrzymywałam się od wyobrażania go sobie pod postacią dwugłowego Hitlero-Stalina. Narzuca nam sposób miłości, myślenia o miłości, mówienia o miłości i jakichkolwiek form z nią związanych. I znów, w większym stopniu niż młodzi, przeklina go starsze pokolenie, mające największą wiedzę na temat fenomenu księdza Popiełuszki czy Jana Pawła II.
– Dobre pytania zadałeś- przeczytałam wieczorem- Odpowiem ci na jedno z nich, co do choroby. Ludzie tylko mówią, że kochają , są tolerancyjni i takie tam. Ja chodziłem z pewną dziewczyną i jak jej powiedziałem, że mam epilepsję, to jej miłość przeszła. Powiem jedno: miłości nie ma.
Niespodziewanie odezwał się Tomek.
– Powiem tobie, co z ludźmi chorymi: nic. Co będzie, to będzie, ale na pewno się nic nie poprawi.
Kanałowicze pytają, kim jestem i co mam za to, że wysyłam ogłoszenia. Jak na razie nic. Może niewielką satysfakcję, bo w końcu ludzie mnie nie zlekceważyli, ale poza tym nic.
Mam poparcie wśród gejów i lesbijek. Piszą, że wszyscy starają się lekceważyć ich uczucia. Jarek, rozmawiając ze swoim partnerem w restauracji o szczegółach modernizacji ich wspólnego mieszkania, usłyszał od siedzącej przy sąsiednim stoliku kobiety, że to niesmaczne.
– Zwróciłem jej uwagę, że przecież nasza rozmowa nie jest kolejną pozycją w menu- odpisuje- Dla nas to trudna sytuacja, kiedy nie możemy całować się na ulicach jak pozostałe pary, trzymać się za rękę, czy nawet rozmawiać o naszym życiu jako pary. Według większości społeczeństwa, nie tylko w Polsce, homoseksualiści są nadal ludźmi drugiej kategorii, a więc nie mają prawa do miłości.
Zuza, mieszkanka wsi, myśli podobnie.
– To, że ty jesteś hetero, a ja homo, niczego nie zmienia. Obydwoje kochamy tak samo. Miłość jest tylko jedna, choć ma różne oblicza i ludzie różnie się do niej zabierają.
Wielki szum trwa w dalszym ciągu. Teraz do głosu dochodzą ludzie, którzy mają coś do powiedzenia na temat innych rodzajów miłości. Karolina z Warszawy starała mi się wytłumaczyć istotę najbardziej bolesnego aspektu tego uczucia.

Pokój był już gotowy

Wyobrażam ją sobie jako szczupłą, szarooką blondynkę o długich, związanych gumką włosach. Tak właśnie mi się opisała. Całe życie zajmowała się opieką nad cudzymi dziećmi, sama nie trzymała w rękach swojego maleństwa. Miała kiedyś dziecko, synka, ale teraz nie chce nawet myśleć o tym, by starać się o kolejnego potomka. Przez takie podejście wybuchają ciągłe konflikty między nią, a jej mężem.
– Mój synek ma na imię Piotruś. Ma, nie miał- zastrzega- Byłby taki jak pozostałe dzieci, zdrowy i szczęśliwy. Wszyscy tutaj bardzo na niego czekali.
Piotruś nie urodził się jednak tak jak inne noworodki. Podczas porodu wystąpiły pewne komplikacje, które dla małego człowieka okazały się być śmiertelne w skutkach. Karolina nie obarcza jednak nikogo winą za śmierć syna. Twierdzi, że przeszła przez żałobę bez szukania winnych. Podobno rodzina udzieliła jej największego wsparcia.
– Nie wyobrażam sobie, żebym miała normalnie funkcjonować bez pomocy mamy czy siostry. Mój mąż też bardzo się starał, chociaż on sam bardzo przeżywał śmierć dziecka.
Pytam ją, ile czasu minęło od tamtej tragedii. Karolina bez wahania podaje dokładną datę: trzy lata, pięć miesięcy i jedenaście dni. Codziennie zapisuje to sobie w kalendarzu.
– Bo o czymś takim trudno zapomnieć. Nosisz kogoś w sobie dziewięć miesięcy i czekasz na niego, a potem słyszysz tylko: bardzo mi przykro, ale dziecka nie będzie. To tak jakbyś poszedł do sklepu z pytaniem o kanapę i dowiedział się, że tej linii już nie produkują. Jak obuchem w łeb. Świat się wali.
Widzę, że nie jest zbyt zainteresowana tym, co dzieje się wokół niej. Dla Karoliny istnieją jedynie dwa światy: przed i z Piotrusiem. Świat, w którym go nie ma, jest czymś nierealnym.
– Ja kocham mojego synka, nawet jak go nie ma. Mąż chce mieć jeszcze dzieci, ale ja powiedziałam, że się nie zgadzam. Mamy przecież Piotrusia, więc jego kochajmy. Trzasnął drzwiami i wyszedł.
Karolina często przesiaduje w pokoiku, który wyremontowali z mężem i który urządzili dla dziecka. Na półkach siedzą misie, na drewnianych samochodzikach nie ma śladu kurzu. Kremy i pieluszki ciągle zmieniają miejsce, tak samo jak zabawki w kojcu. Tylko łóżeczko wciąż jest puste. Nikt nigdy w nim nie zaśnie, nikt nie obudzi się w nim z płaczem.
– Chciałam mieć dziecko, niech pan nie myśli, że nie. I ja mam to dziecko. Leży na cmentarzu, ale jest moje. Mój Piotruś. Ja go kocham ponad życie, bo bardziej go już teraz nie mogę.
Po kilkudziesięciu minutach od końca naszej smsowej rozmowy, nadchodzi kolejna wiadomość od Karoliny. Nie spodziewałam się, że jeszcze do mnie napisze.
– Ja jestem przede wszystkim matką. Żoną już mniej, bo męża zaniedbuję, ale matką będę zawsze. Bo są matki, które kochają swoje dzieci chore, brzydkie, umierające, takie co nikt by ich nie chciał. Ja kocham mojego synka, co już umarł. A miłość matki, to wielka miłość, już nic silniejszego od niej nie ma, nawet w małżeństwie. Bo ja rozwodzę się z mężem, proszę pana. Bo on sobie kogoś znalazł i teraz będzie ojcem i zapomni już o Piotrusiu.

Samotność pana Bogusława

Następnego dnia otrzymuję kilka smsów. Jeden z nich jest od Małgorzaty, która starła się zmierzyć z postawionym przeze mnie pytaniem.
– Temat podjęty przez ciebie na kanałach jest ciekawy-oblicze miłości. Czym jest miłość? Hmm…Jest miłość rodzicielska…Do partnera…Do rodzeństwa…Do sztuki…itp. Jest wiele jej obliczy- ważne, co je łączy. Bezinteresowność- przecież kochamy za nic. Za to, że druga osoba istnieje- poświęcamy się, zapominając o sobie. Żyjemy dla innych nie żądając nic w zamian…I każde oblicze miłości ma wiele odcieni, ale warto dla niej żyć-bo czym byłoby życie bez miłości?…
Pan Bogusław zgadza się z tym zdaniem, choć jego miłość różni się od innych tym, że jest jednostronna i…papierowa. Dla niego miłością w najczystszej postaci zawsze była i jest poezja. Kocha utwory polskich romantyków, wiele z nich zna na pamięć, sam również tworzy przepełnione niezwykłą atmosferą wiersze i ballady. Najbardziej jednak kocha poezję Lechonia, nazywanego przez niego „starszym bratem”.
Mój rozmówca nie szuka miłości, a tą, z jaką ma styczność w prawdziwym życiu, uznaje za odduchowioną serię westchnięć, mlaśnięć i potępieńczych jęków. Dziwi mnie to, w jaki sposób postrzega ją miłośnik i znawca poezji miłosnej.
– A co to jest miłość?- zwraca się do mnie za pośrednictwem komórki- Miłość, to niegasnący żar uczuć buzujących w dwóch bliskich sobie duszach. To stan duchowy, najwyższy, ulotny. Natomiast większość ludzi, kiedy tylko poczuje żar, postanawia go zmniejszyć: z dwóch dusz przechodzą na bliskość cielesną i ten żar gaszą. Rozmowa serc traci przewagę na rzecz kilku ruchów bioder. Co w tym wspaniałego?
Okazuje się, że poezja oferuje to samo. Po przeczytaniu kilku erotyków, czy chociażby XIII części „Pana Tadeusza”, która też, bądź co bądź, jest przykładem trzynastozgłoskowca, otrzymujemy podobną dawkę emocji co podczas oglądania całującej się namiętnie pary.
Pan Bogusław nie uważa, by tego typu utwory mogły w negatywny sposób wpłynąć na wykreowany przez poetów wizerunek miłości. Dodają mu tylko pikanterii, czegoś, co z pewnością umacnia więź między kochankami.
– Polacy stosują tą zasadę w codziennym życiu. Dlaczego więc uważa pan, że prawdziwa miłość istnieje tylko w świecie liryki?
– Ponieważ poezja przedstawia ją w lepszy sposób.
Pytany o to, czy kiedyś kogoś pokochał, pan Bogusław długo milczy. W reszcie pytam go, czy planuje się jeszcze zakochać.
– Nie- stwierdza krótko- Ani w kobiecie, ani w mężczyźnie, ani w psie, w nikim. Wystarczy, że sięgnę po ballady Mickiewicza i już mam zapewnioną dzienną dawkę uczuć.

Przypadkowi kochankowie

Na kanałach przeważają ogłoszenia o poszukiwaniu kochanków, czasem jednego, a czasem dwóch, do trójkąta. Ludzie podają swoje wymagania co do wyglądu, ceny, częstotliwości i miejsca spotkań, a także ewentualnych umiejętności, które powinien posiadać „zastępczy małżonek”.
Dlaczego szukamy aż takiej odmiany? Czy posiadanie kochanki ma o czymś świadczyć?
Kiedyś już na pierwszy rzut oka można było rozpoznać zakochanych i małżeństwa. Teraz zastanawiamy się, czy mijających nas par nie tworzą kochankowie, czy znajomi na jedną noc, bo ta, czy inna dziewczyna jest ubrana w wyzywający sposób, a idący po drugiej stronie ulicy mężczyzna ściska lubieżnie swoją partnerkę.
– Wystarczy sobie te kanały poczytać. W głowie się nie mieści, jakie ludzie mają pomysły, ilu żonatych szuka kochanek. Albo te dzieciaki, co się same zgłaszają, że mogą nią dla kogoś zostać. No, chłopacy też się zgłaszają, do tych biznes woman szczególnie. Niektórzy to tłumaczą tym, że życie jest krótkie i trzeba z niego korzystać- napisała do mnie 24 latka z dużego miasta.
Zapytałam ją, co by zrobiła, gdyby zdradził ją mężczyzna jej życia.
– Nie wiem. Na razie mogę przypuszczać, że jeśli zdradzi, to znaczy, że nie kocha, a po co wybaczać i żyć z myślą, czy nie zrobi tego znowu?
Nikt nie potrafi mi odpowiedzieć, czy w związku między kochankami poznanymi na kanałach istnieje miłość. Wszyscy skupiają się głównie na tym, jakie zyski czerpią z tej znajomości obie strony: bo tak, facet-sponsor ma swój wymarzony seks, taki jaki chce, kiedy chce i, po zaakceptowaniu dziewczyny, z kim chce; dziewczyna natomiast zyskuje opiekuna, zapłatę za kilka godzin pracy i okazyjne nagrody za dobrze wykonane zadanie. Czasami też towarzyszy swojemu kochankowi w podróżach po kraju, więc i zwiedzi trochę świata i wypocznie za darmo.

Historia pewnej miłości

Po południu tego samego dnia otrzymuję kolejne smsy od Formuły. Damian radzi mi, by spróbować zapytać go o jego historię. Mam być autentyczna, jak na dziennikarza przystało. Nie podszywam się pod geja.
Formuła dzieli się ze mną swoimi przeżyciami, opisuje pierwsze fazy odkrywania własnej orientacji.
– A więc w bardzo wielkim skrócie tak to wygląda. Mając 14 lat zakochałem się w kumplu, który akurat przeniósł się do mojej klasy. Wtedy, tak jak napisałem, miałem tylko 14 lat i nie wiedziałem, że to, co do niego czuję, to miłość.
– Zaczęliśmy wszędzie razem chodzić i spędzać cały wolny czas ze sobą. Ja, dzieciak, który był wychowywany w katolickiej rodzinie i w ogóle, jak to się mówi, z porządnego domu, kochałem go platoniczną miłością, inną uznając za grzech i zło. Skończyło się tak, że on zerwał ze mną kontakt, myśląc pewnie, ze skoro mu tego nie okazuję, nie mogę go kochać.
– Często mijamy się w drodze- pisze dalej- Mieszkamy na tym samym osiedlu. Teraz, gdy jestem trochę starszy i zrozumiałem pewne rzeczy, nie mogę sobie wybaczyć, że zniszczyłem coś, co było najpiękniejsze w moim życiu. On nie wie, jak bardzo go kochałem, kocham i będę kochał.
Historia Formuły nie jest odosobnionym przypadkiem. Często na przeszkodzie miłości stają wyniesione z rodzinnego domu i szkoły przekonania czy uprzedzenia. Boimy się kochać, bo wiemy, co pomyśleliby o nas inni, gdyby dowiedzieli się o targających nami uczuciach. Boimy się odrzucenia i poświęcamy własne szczęście, by zachować powszechną akceptację najbliższego otoczenia. Wreszcie boimy się sami przed sobą przyznać się do miłości. Wiemy, że często wymaga ona poświęceń i nie jesteśmy pewni, czy jesteśmy na nie gotowi, czy tez ryzykujemy zbyt wiele dla związku, który nie ma racji bytu.
Formuła twierdzi, że teraz, będąc starszym i bogatszym w doświadczenia, potrafiłby sprzeciwić się religijnym przekonaniom i przyznać się do swoich uczuć. Przyznaje, że wiele by dał za możliwość cofnięcia czasu i naprawy dawnych błędów.
Co z jego najbliższym otoczeniem? Czy rodzina i przyjaciele wiedzą o jego orientacji?
– Niektórzy przyjaciele wiedzą. Rodzina nie i pewnie nigdy się nie dowie. Powiedziałem o tym osobom, które były w stanie to zrozumieć i zaakceptować, a moi rodzice nie potrafiliby tego zrobić.
Jak dotąd Formuła jedynie gratuluje tym, którzy mieli odwagę, by się ujawnić. Sam ma do tego trochę inny stosunek- uważa, że nie ma sensu mówić o swojej orientacji ludziom, o których wiemy, że nie poprą naszego wyboru. To tylko zrodzi niepotrzebny konflikt i sprawi ból nam i, przede wszystkim, osobie, której o tym powiedzieliśmy.
Historia Formuły dobiegła końca…A może dopiero się zaczyna?
– Gdyby czytała to osoba, o której mówiłem, to proszę, żeby się ze mną skontaktowała. Bo chociaż nigdy jej tego nie powiedziałem, ani nie dałem odczuć, nadal bardzo ją kocham.

Koniec bajki

Ludzie ciągle piszą. O dzieciach, psach, znajomych, o sobie, gejach i księżach, którzy są jedynymi porządnymi, jakich znają. Piszą samotni i ci, którzy planują już kolejne związki. Samotne matki prześcigają się z równie samotnymi ojcami w tworzeniu obrazu idealnej miłości. Nie chcą tylko, żeby przypominała opis z jakiejś reklamy, czy kolorowej gazety. Ma być prawdziwa i idylliczna zarazem. Trzydziestolatkowie wymagają od nich trzeźwego myślenia. Dla nich bajka skończyła się kilka lat temu.
– Jeśli mogę, to każdy ma prawo kochać i religia nie ma prawa nam nic narzucać. A osoby chore tym bardziej powinny być kochane, bo one by żyć potrzebują miłości. Ale ja się zastanawiam, po co pan to akurat tutaj pisze, bo na te kanały mało normalnych ludzi pisze.
Proszę pani, bo ja kocham trudne zadania. Bo dla mnie normalni ludzie są nudni i nie mają już nic do ukrycia. Bo ja wyszukuję tych, którzy nawet w tłumie są samotni i szukają swojego miejsca tam, gdzie z pewnością go nie ma. Bo interesuje mnie, za kim płacze sąsiadka z naprzeciwka, która chodzi tylko do sklepu i kościoła i czasami tylko pokuśtyka do apteki. Bo ciekawi mnie, czyj pocałunek wydawał się być najważniejszym dla dziewczyny, która kocha się w piłkarzach. Bo chcę wiedzieć, czy ta blondynka, nad którą młody urzędnik niesie parasol jest tą samą, co w zeszłym tygodniu i czy pan pracujący w kiosku ma do kogo wracać, gdy zegar wybije piątą.
Po prostu kocham ludzi, proszę pani, a miłość to naprawdę silne uczucie. We wszystkich postaciach.
WICCA

 

Autor: Agnieszka Skrzypczak

źródło: Artelis.pl.

A.D 2008