Edyta Majewska Gargula – nauczycielka, była dyrektor Publicznego Gimnazjum w Przecławiu (gmina Kołbaskowo, woj. Zachodniopomorskie), prezes stowarzyszenia. Każda z tych funkcji, była wynikową pozornie nic nieznaczących wydarzeń, czyichś planów, które na końcu ułożyły się jak złowrogie puzzle w jedną całość. Ostatnie kilka lat to wzloty, upadki, załamania, walka, w końcu wielka wygrana. Dziś wie co ma robić, zna swój cel, twardo do niego dąży. Nie było różowo, ale co najważniejsze, pomimo, że czuje się wykorzystana, zmanipulowana przez wydawało się osobę zaufaną i bliską nadal jest ufna, uśmiechnięta i radosna, przy czym twardo stąpa po ziemi Czy to możliwe?

Agata Baryła: Dlaczego dobrze oceniana dyrektor, z dnia na dzień stała się niewiarygodna, niewygodna?

Edyta Majewska Gargula: Gdy zostałam dyrektorem Publicznego Gimnazjum w Przecławiu, współpraca z ówczesną i obecną wójt Gminy Kołbaskowo układała się dobrze i była dobrze oceniana zarówno przez organ prowadzący w jej osobie, jak i przeze mnie. Pani wójt zawsze mnie ceniła za to, że mam swoje zdanie i jestem skrupulatną i pracowitą osobą. To ona zaproponowała mi, abym ukończyła studia podyplomowe z „Organizacji i zarządzania oświatą”. Uważała, że jestem dobrą kandydatką na dyrektora szkoły.

W tamtym okresie każdą decyzję dotyczącą szkoły, w tym decyzje personalne, konsultowałam z panią wójt. Zanim złożyłam w Urzędzie Gminy arkusz organizacyjny na dany rok szkolny, pojawiałam się u pani wójt z arkuszem „wstępnym”. Przedstawiając go nanosiłam wszystkie jej sugestie, po czym oficjalny arkusz – zawierający zmiany zgodne z sugestiami – przedkładałam w Urzędzie Gminy. Na sporządzanych przeze mnie arkuszach, pani wójt nanosiła poprawki, które dotyczyły przydzielania godzin nauczycielom. Czułam się z tym źle, miedzy młotem a kowadłem. Z jednej strony osoba będąca jednocześnie przełożoną i długoletnią zaufaną (wydawało się) koleżanką, z drugiej niesprawiedliwe traktowanie moich podwładnych, wynikające z decyzji pani wójt. Zrozumiałam, że nie powinna ingerować w decyzje dyrektora, a w szczególności personalne”. Nie wiem jakimi względami kierowała się pani wójt przedstawiając swoje propozycje dotyczące nauczycieli gimnazjum. Mogę tylko podejrzewać jakie były motywy. Wójt znała każdego nauczyciela Gimnazjum, ponieważ była jedną z nas. Zanim została wójtem pracowała w naszym Gimnazjum jako nauczycielka.

Po jakimś czasie zauważyłam, że to, co wcześniej uzgadniane było z panią wójt, zaczęła wykorzystywać przeciwko mnie. Stawiało mnie to w bardzo niekorzystnym świetle, nie tylko jako dyrektora, ale przede wszystkim człowieka. Wówczas powiedziałam: dość! Przeprosiłam wszystkich nauczycieli, których dotyczyły kontrowersyjne decyzje kadrowe. Miałam oczywiście świadomość, że wójt będzie dążyła do odwołania mnie, ale mimo to, nie chciałam spełniać jej oczekiwań, których konsekwencją była krzywda ludzka.

Zrozumiałam, że dyrektorem się bywa, a człowiekiem się jest.

Zdecydowanie zmieniłam politykę kadrową i co oczywiste, wójt przestała to akceptować. Nagle, na jej polecenie, zaczęły pojawiać się w szkole kontrole, po których zostałam przez nią odwołana z funkcji dyrektora. Dopóki zgadzałam się na jej ingerowanie w organizację pracy szkoły – co oczywiście nie należy do jej kompetencji – uważała, że praca ze mną jako dyrektorem układa się bardzo dobrze. Kiedy doszło do różnicy zdań między nami, w szczególności co do decyzji personalnych, pani wójt oficjalnie dokonała negatywnej oceny realizowania przeze mnie zadań dyrektora. W zasadzie z dnia na dzień stałam się zupełnie innym dyrektorem z perspektywy organu prowadzącego. Stałam się niewygodna, ponieważ nie byłam sterowalna.

AB: W takich chwilach jak nigdy potrzebne jest nam wsparcie. Czuła Pani, że jest na kim polegać.

Oprócz wsparcia ze strony najbliższych, ogromną pomoc, w tym trudnym dla mnie czasie otrzymałam ze strony Rady Rodziców, uczniów, nauczycieli oraz pozostałych pracowników szkoły.

AB: Doszło jednak do procesu. Pani wójt nie zreflektowała się by inaczej rozwiązać problem, zaproponować kompromis, w końcu łączyły Was także relacje poza służbowe?

W październiku 2015 r. straciłam stanowisko dyrektora Publicznego Gimnazjum w Przecławiu. Procedura odwołania ze stanowiska, przeprowadzona z inicjatywy wójt Gminy Kołbaskowo, była bardzo wątpliwej jakości prawnej, a cała sprawa podejrzana od podszewki. Postanowiłam więc walczyć o swoje racje. Skierowałam sprawę do sądu pracy. Zaznaczyłam jednocześnie, że nie chcę wracać na stanowisko dyrektora szkoły. Musiałabym wówczas znów być skazana na niełaskę organu prowadzącego w osobie wójt Gminy Kołbaskowo. Postanowiłam zażądać odszkodowania za takie praktyki i przed sądem udowodniłam, że stawiane mi zarzuty nie znalazły potwierdzenia w faktach.

9 września 2015 r. sporządzona została przez Wójta Gminy Kołbaskowo karta oceny wykonywania zadań dyrektora ustalająca ocenę negatywną. Co ciekawe, przed sporządzeniem karty, wójt uzyskała opinię Rady Pedagogicznej Gimnazjum dotyczącą mojej pracy na stanowisku dyrektora. Opinia ta była pozytywna. Opinię pozytywną wydały również, działające w Gimnazjum związki zawodowe. Złożyłam w Urzędzie Gminy w Kołbaskowie wniosek o ponowne ustalenie oceny pracy. We wniosku tym obszernie odniosłam się do poszczególnych kwestii, określonych jako nieprawidłowości w dokonanej ocenie. Wygrałam sprawę w sądzie pracy, ponieważ zostałam odwołana przez wójt nieprawidłowo, co rodzi po stronie pracodawcy odpowiedzialność odszkodowawczą przy odpowiednim zastosowaniu przepisów kodeksu pracy. 27 kwietnia 2017 r. na moją rzecz zasądzono około 20 000 złotych wraz z ustawowymi odsetkami za opóźnienie od 21 stycznia 2016 r.

AB: Krzywdy po części zostały wynagrodzone, choć martwi fakt, że za błędne, by nie powiedzieć bezprawne decyzje urzędnika państwowego zapłacą podatnicy. Wkrótce po tym powstały dwa stowarzyszenia. Dlaczego, po co?

Rzeczywiście, kolejnym i wydaje się dziś się, że naturalnym krokiem było założenie Stowarzyszenia „Tym Razem Razem”. Po niedługim czasie okazało się jednak, że miałam odmienną wizję działania w ramach stowarzyszenia jako jego członek oraz działania samego stowarzyszenia jako takiego.

Zrezygnowałam więc z funkcji prezesa, wystąpiłam z jego szeregów. Jednocześnie założyłam nowe stowarzyszenie, którego celem są działania przede wszystkim pozytywne – nie tylko obserwowanie poczynań włodarzy, ale również współpraca z nimi dla dobra mieszkańców Gminy Kołbaskowo, a przede wszystkim działania w szerokim tego słowa znaczeniu, na rzecz lokalnej społeczności

Te z gruntu konstruktywne cele, odzwierciedla nazwa nowego stowarzyszenia: „Stowarzyszenie Dobrych Działań dla Gminy Kołbaskowo”, ponieważ to właśnie dobre działania zgodne są z wizją, o której wspomniałam na początku. Zamiast niszczyć, wolimy budować pozytywne relacje. Dlatego – jako stowarzyszenie – jesteśmy otwarci na współpracę. Stowarzyszenie powstało po to, by podejmować współpracę ze wszystkimi, którym tak jak nam zależy, aby pozytywnie zmieniać otaczającą nas rzeczywistość (praktycznie we wszystkich dziedzinach życia). Sama nazwa stowarzyszenia definiuje sposób naszego działania. Cele Stowarzyszenia chcemy realizować przez wspieranie inicjatyw na rzecz zagospodarowania czasu wolnego dzieci i młodzieży, organizowanie imprez integracyjnych, kulturalnych i edukacyjnych, promocję zdrowia i zdrowego stylu życia w jak najszerszym rozumieniu tych pojęć, podejmowanie działań, które bezpośrednio lub pośrednio wiążą się z podstawowymi celami Stowarzyszenia. Jednym z członków naszego stowarzyszenia jest radny Gminy Kołbaskowo Ryszard Wierzbicki, który jako jedyny niejednokrotnie popierał prośby mieszkańców w wielu ważnych dla nich sprawach. Jednak odosobniony głos ginie i niewiele może, to jest największy problem. Brakuje licznej, prężnej opozycji w Radzie, która stanowiłaby odpowiednio mocną przeciwwagę dla pomysłów jednej, monolitycznej, grupy.

AB: Przeszła Pani rzeczywiście piekło, rozstrój nerwowy, batalię sądową, sprawdzenie kto jest przyjacielem kto już nie, a wszystko „dzięki” osobie, która kiedyś była Pani przyjaciółką. To może złamać na długo. Jednak nie zmieniła Pani podejścia do ludzi, co niektórych może dziwić. Proszę zatem o receptę uniwersum, bo przecież takie historie dotykają wiele z nas.

DMG: Chcę powiedzieć, że wszystko, co nas spotyka w życiu pojawia się po coś. Może to banał ale naprawdę tak jest. Gdybym tego nie przeszła, nie sprawdziła kto jest kim na własnej skórze nie byłam dziś w tym miejscu. Dzięki tej całej trudnej sytuacji, która spotkała mnie i moich najbliższych, miałam możliwość poznania moich koleżanek i kolegów z pracy z tej dobrej strony. Przekonałam się też, że pani wójt nigdy nie była moją przyjaciółką, za którą ją uważałam.

Wyciągnęłam wnioski. Stałam się jeszcze bardziej twardą kobietą. I paradoksalnie dalej i jeszcze bardziej lubię ludzi. Ludzie potrafią być tak samo dobrzy jak i źli.

To jacy jesteśmy, zależy od sytuacji – czasem dobrzy, czasem źli, ale zdecydowanie uważam, że warto być dobrym. Dlatego nie żałuję swojej decyzji. Gdybym miała ponownie wybierać między funkcją dyrektora, a dobrem ludzi – wybrałabym dobro ludzi.

AB: Dziękuję za rozmowę, życzę wytrwałości i nie schodzenia z dobrego kursu

EMG: Dziękuję i pozdrawiam serdecznie wszystkie czytelniczki Kobiecej Sprawy.

 

foto: archiwum prywatne

Wszelkie dokumenty potwierdzające autentyczność historii do wglądu w redakcji.

Kontakt do stowarzyszenia na FB