Oddzielenie polityki od religii jest jednym z tematów, który wzbudza wśród ludzi największe kontrowersje. Jedni uważają, że nie da się oddzielić boga od ojczyzny, drudzy natomiast traktują religie jako zbędny element nie mający wpływu na funkcjonowanie państwa. Patrząc na współczesny Iran w którym islam stara się oddziaływać na każdą dziedzinę życia trudno uwierzyć w to, że jeszcze 40 lat temu było to w pełni świeckie państwo.

 

 

Lata 70-te XX wieku to okres zimnej wojny w którym z jednej strony dogasały płomienie wojny w Wietnamie, a z drugiej (za sprawą konfliktu arabsko-izraelskiego) rozgorzał świeży kryzys paliwowy. Areną walki o cenne surowce miał stać się bliski wschód i państwa sympatyzujące z głównymi graczami po obu stronach żelaznej kurtyny.

 

Fakt ten wykorzystywał powoli Związek Radziecki, który stopniowo zacieśniał współpracę z ważniejszymi bliskowschodnimi państwami położonymi nad Zatoką Perską. Jak grzyby po deszczu na irackich nadbrzeżach powstawały porty z których mogły korzystać radzieckie okręty, a na defiladach coraz częściej można było zobaczyć sprzęt radzieckiej proweniencji. To samo tyczyło się Jemenu, Egiptu, Syrii – bliskowschodniej osi wspieranej przez ZSRR. Gra toczyła się o cenny surowiec: ropę.

Jednym z ostatnich krajów, który stosował politykę neutralności, a który nie został jeszcze „rozegrany” między światowymi mocarstwami był graniczący z ówczesnym Związkiem Radzieckim Iran.

 

Gwałtowna ekspansja ZSRR była solą w oku Stanów Zjednoczonych, które obawiały się odcięcia od cennego surowca. Wojna arabsko-izraelska jasno określiła podział politycznych sympatii. Izrael wspierały USA i państwa Europy zachodniej; jego arabskich oponentów: ZSRR i pozostałe państwa Układu Warszawskiego. Niekorzystna sytuacja na bliskim wschodzie sprawiała, że roponośne złoża coraz bardziej wymykały się z amerykańskich rąk.

Ratunkiem na gwałtowny wzrost cen benzyny wydawał się Iran – duże i bogate w złoża państwo, które dotychczas stało z boku nie angażując się zbytnio w międzynarodowe konflikty.

 

Państwo (przez wielu błędnie uznawane za arabskie) ówcześnie rządzone było przez monarchę Mohammada Rezę Pahlwiego, który irański tytuł szacha otrzymał w 1941 roku, stając się następcą swojego ojca – Rezy Szaha Pahlawiego. Co ciekawe, głównym powodem koronacji młodego księcia były wcześniejsze naciski Brytyjczyków zarzucających Iranowi fałszywą neutralność, stopniowo zmierzającą w stronę nazistowskich Niemiec.

Ojciec Pahlawiego zapoczątkował w Iranie szereg zmian dążących do zbudowania silnego i nowoczesnego państwa. Nie udało się to w pełni, choć poczyniono znaczne postępy w szkolnictwie i medycynie. Schedę po ojcu przejął jego syn, co dało początek tzw. białej rewolucji – polityki mającej wprowadzić Iran na arenę międzynarodową.

 

Idealną sposobnością ku temu okazał się wspomniany kryzys paliwowy; dzięki któremu do Teheranu płynęły miliardy petrodolarów. Szach Pahlawi nie pozostawał samolubnym władcą i postanowił podzielić się wpływami ze swym ludem. Ulice irańskich miast stopniowo wypełniały się zachodnimi butikami i snack barami. Drogi przemierzały amerykańskie samochody i europejskie motocykle.

Irańskie kobiety stroiły się na zachodnią modę korzystając z jej najnowszych trendów: minispódniczek i pięknej biżuterii. Sprzyjała temu gwałtowna emancypacja dająca im możliwość pracy na uczelniach, w szpitalach czy zajmowaniu wysokich urzędniczych stanowisk. Za wzór służyła im żona szacha – Farah.

To samo tyczyło się kwestii obyczajowej; nikogo nie obchodziły psychoseksualne wybory irańskich obywateli – świeckie państwo gwarantowało wolność wyznaniową i obyczajową.

Warto nadmienić, że mieszkańcy dzisiejszej Turcji i Egiptu wspominają ówczesne Iranki jako piękne kobiety, które były zawsze lekko i modnie ubrane.

 

Rozwój pędził niczym ekspres, a to miał być dopiero początek… w planach szacha był ogromny krok naprzód w dziedzinie energetyki; zaczęto plan budowy wdrażania elektrowni atomowych.

Wydawać by się mogło, że idylla będzie trwać wiecznie, lecz w pewnym momencie nastąpił zgrzyt, który powoli łamał tryby irańskiej gospodarki.

Gwałtowne zakupy zachodnich technologii zderzyły się z fatalnym zarządzaniem ówczesnego rządu, który zamiast zając się infrastrukturą i przeszkoleniem pracowników mających opanować nowinki techniczne, zaczął szaleńczo sprowadzać maszyny które miesiącami zalegały na lotniskach i w portach.

Nowo wybudowane elektrownie wskutek braku odpowiedniej obsługi coraz częściej robiły przerwy w dostawach prądu. Najpierw na kilka minut, potem kilka godzin, aż w końcu na kilka dni co było niezwykle irytujące dla irańskich obywateli.

 

Te negatywne informacje nie docierały do Pahlawiego aż do chwili kiedy zaczęły się pierwsze protesty. Konserwatywnym obywatelom nie podobały się zmiany jakie zaczął przeprowadzać ich król. Wychowani w szyizmie negatywnie odnosili się do wolności obyczajowej i seksualnej. Gardzili zachodnim i nowoczesnym stylem życia.

Ich zacietrzewienie wykorzystał przebywający na emigracji ajatollah Ruhollah Chomeini, który już w latach 60-tych organizował protesty przeciwko obyczajowym reformom szacha. Za swe działania został skazany na rok więzienia i tuż po odbyciu kary został wydalony z kraju szukając schronienia w Iraku. Nie zagrzał tam długo miejsca. Tamtejszy dyktator – Saddam Husajn słusznie widział w nim twórcę kłopotów. A chcąc w tym czasie jeszcze utrzymywać dobre stosunki z sąsiadami w 1978 roku wydalił go ze swojego kraju.

 

Chomeini po krótkiej tułaczce osiedlił się pod Paryżem skąd grzmiał do niezadowolonych Irańczyków:

„Szach jest uosobieniem ciemnoty i szatana. Swoim imperialistycznym zachowaniem zrujnował naszą gospodarkę a dochody ze sprzedaży ropy naftowej przeznaczył na zakup wojskowych zabawek. Szach musi odejść! Iran musi stań się Republiką Islamską!”

Te słowa trafiały na podatny grunt. Oczywiście ich odbiorcom nie przeszkadzało to, iż ajatollah wygłasza je z bogatej i bezpiecznej willi… z bardzo daleka. Irańskie media podległe władcy próbowały zdyskredytować jego autorytet nazywając go starym zidiociałym homoseksualistą, lecz kłamliwy i propagandowy zabieg odniósł skutek odwrotny od zamierzonego.

 

Ludzie coraz częściej okazywali niechęć wobec szacha, który chcąc zdławić wszelkie punkty oporu zdał się na działania irańskiej służby bezpieczeństwa – SAVAKU. Był to swoisty akt desperacji mający siłą załagodzić społecznie niezadowolenie.

Pomysł ów okazał się nietrafiony. Przypominało to bowiem leczenie złamanej ręki… przy pomocy młotka. Całej sytuacji bacznie przyglądały się Stany Zjednoczone z którymi Iran zawarł w 1975 roku niezwykle korzystną umowę na 15 mld dolarów. Głównie chodziło tu o zakup broni oraz technologii tzw. fabryki domów i wyposażenia szpitali w sprzęt amerykańskiej produkcji.

Ówczesny prezydent USA, Jimmy Carter, doskonale zdawał sobie sprawę z tego co dzieje się w Teheranie, lecz zerwanie wszelkich stosunków dyplomatycznych z Iranem mogło popsuć tłusty kontrakt podlany ropą. SAVAK rozpoczął swe żniwo…

 

SAVAK prócz inwigilacji środowisk muzułmańskich, studentów i prostych obywateli miał drugie, mroczne oblicze. W kazamatach budynków należących do irańskich służb bezpieczeństwa urządzono prawdziwe katownie, w których przypalanie, łamanie kończyn i wyrywanie paznokci było zaledwie niewielkim ułamkiem całego bestialstwa jakim operował SAVAK.

Jak można się domyślać, przemoc nie była najlepszym rozwiązaniem. Przyczyniała się tylko do rozprzestrzeniania coraz to większej fali nienawiści, a kierowane do ludu gromkie słowa Chomeiniego sprawiały, że strach przed służbą bezpieczeństwa słabł.

Sytuacja wymknęła się szachowi z rąk. Zdawał sobie z tego sprawę, że zaprzepaścił spuściznę swego ojca. Na początku stycznia 1979 roku prawdziwej oliwy do ognia dolały stłumione krwawo demonstracje – tego było już za wiele. Pahlawi nie mógł dłużej znieść psychicznej presji jaką wywierali na nim niezadowoleni poddani i postanowił zbiec z kraju. Lud zapamiętał jego rządy jako pasmo krzywd, a jego osobę jako tchórzliwego tyrana zasłaniającego się służbą bezpieczeństwa.

 

Nie była to jego pierwsza ucieczka. W 1953 roku zbiegł gdy do doszło do konfliktu pomiędzy nim a premierem Mohammadem Mossadeghem, który sprzeciwiał się sprzedaży irańskich szybów naftowych. Już wówczas irańskie służby bezpieczeństwa działały bardzo prężnie, lecz dopiero 20 lat później osiągnęły apogeum swojego bestialstwa.

16 stycznia 1979 roku szach odleciał do Egiptu. Sprawujący w jego imieniu rządy, premier Shapour Bahtiar chcąc załagodzić trochę sytuację nakazał zwolnić wszystkich więźniów politycznych. Po tej decyzji Iran ogarnęła fala radości. Na ulice wyległy tysiące obywateli skandujących imię Chomeiniego.

Ajatollah powrócił tryumfalnie z emigracji 1 lutego 1979 roku. Amerykański rząd widząc niekorzystną dla siebie sytuację postanowił interweniować zapewniając, iż chce kontynuować współpracę z nowym irańskim rządem. Wyrazem zmian w polityce była niechęć w udzieleniu pomocy szachowi gdy ten poprosił ich o azyl. Sytuacja w ojczyźnie i postępująca choroba nowotworowa wycieńczyła organizm szacha, który niedługo potem zmarł w Egipcie.

 

W Iranie nastały zmiany… lud niezadowolony z faktu, iż nie dało mu się ująć człowieka, którego obwiniali za trudności gospodarcze i terror, postanowił zwrócić swą furię  przeciwko zachodowi, lecz ich pierwszą ofiarą stali się niedawni oprawcy – SAVAK.

Agenci SAVAKU byli wieszani na budowlanych dźwigach i masakrowani przez rozwścieczony tłum. Jedna agresja zastępowała drugą po raz kolejny zacierając granice pomiędzy człowieczeństwem a zezwierzęceniem.

Młodzi Irańczycy coraz częściej demonstrowali swoją niechęć wobec Amerykanów, czego wyrazem było zajęcie ambasady USA. Jimmy Carter widząc iż irański sojusznik przepadł zgodził się na odbicie zakładników. Niestety wskutek katastrofy do jakiej doszło na irańskiej pustyni cała akcja zakończyła się fiaskiem. Amerykanie utracili sprzęt i ludzi zdradzając tym samym swoje zamiary Irańczykom.

 

Dla nowych irańskich władz stanowiło to pretekst do jeszcze większej izolacji i przeciwstawieniu się „imperialistycznym” zabiegom Ameryki. Na większe szczęście mogli liczyć zakładnicy – dzięki międzynarodowym naciskom zwolniono ich w 1980 roku.

Islamska Rewolucja trwała w najlepsze. Chomeini przyglądał się wszystkiemu z zadowoleniem. To co zachodnie, w jego oczach uchodziło za zgniłe i niemoralne. Jako twórca muzułmańskich praw, który otrzymywał „znaki od Boga” zakazał kobietom noszenia europejskich strojów na rzecz ascetycznych hidżabów i burek.

Z dnia na dzień zniesiono równouprawnienie. Od tej chwili islamiczne prawo karne dopuszczało wobec nich kamienowanie za takie przewinienia jak cudzołóstwo czy „nieobyczajne obnoszenie się”. Kobiety pozbawiono praw wyborczych czyniąc z nich niewolnice Islamskiej Republiki.

 

Nastał nowy terror w którym władze duchowe sprawiały nadzór nad świeckimi urzędnikami i w zasadzie nad każdą dziedziną życia. Nie obyło się to bez gospodarczych konsekwencji w postaci sankcji nałożonych na Iran.

Nowe islamskie państwo nie mogło kupować broni czy eksportować ropy. Pierwszy punkt był omijany przez różne państwa (głównie bloku wschodniego oraz Chiny) uzależniając Iran od zewnętrznych dostawców podstawowych artykułów… również tych bardziej ofensywnych. Całą sytuację dało się odczuć również w amerykańskiej popkulturze, gdzie w początkowej scenie filmu „Naga broń” aktor Leslie Nielsen walczy z ówczesnymi światowymi dyktatorami, wśród których znajdował się również Chomeini.

Co ciekawe, w komedii nie było postaci Saddama Husajna, który wówczas był odbierany jako sojusznik USA – głównie za sprawą prowadzonej wojny z Iranem.

 

Chomeini sprawował władzę absolutną do 1989 roku. Wtedy to śmierć ajatollaha uchyliła nieco furtkę do lepszego życia.

Rewolucja islamska pokazuje w jakie skrajności może popaść kraj gdy nie jest odpowiednio zarządzany – od rozdmuchanego boomu gospodarczego i wolności obyczajowej do absolutnej izolacji i zasad rodem ze średniowiecza.

Zarówno jeden jak i drugi system nie oferował zdroworozsądkowego podejścia do gospodarki i polityki, choć szach Pahlawi miał dobre zamiary zrobienia z Iranu nowoczesnego i świeckiego państwa. Niestety niekiedy same dobre chęci to za mało; potrzeba również odpowiedzialnego i przyszłościowego myślenia, któremu nie sprzyja krótkowzroczność. Tych błędów nie zmyje strach i terror.

 

Jak to wygląda obecnie? Współczesnemu Iranowi wciąż daleko do standardów krajów wysokorozwiniętych, choć sytuacja po śmierci ajatollaha uległa znaczącej zmianie.

Polepszyła się też sytuacja kobiet. Osłabły wprawdzie wpływy szyizmu – kobiety nie są zmuszane do noszenia hidżabów. Za pewne czyny nie grożą im dotkliwe konsekwencje, lecz wciąż daleko im do czasów emancypacji w których władzę sprawował szach.

 

Światowe media wciąż obiegają informację o brutalnych egzekucjach, lecz trudno rozpoznać na ile są one prawdą, a na ile zmanipulowaną wiadomością.

Wielu turystów odwiedzających Iran jest zaskoczonych tym co zastało – ponure obrazy z TV kontrastują z (aczkolwiek lekko ostrożną) serdecznością i otwartością miejscowych.

Zniesiono także nałożone wcześniej  sankcje. USA i UE zezwoliły na irański eksport oraz rynek walutowy.

Nikomu już nie przeszkadza irański program atomowy zapoczątkowany jeszcze przez szacha, a później rozdmuchany przez zachód do zamiarów produkcji własnej bomby…

 

Czyżby po raz kolejny zadecydował o tym zapach ropy? W końcu od tego wszystko się zaczęło.

 

Autor: Dominik Wiśniewski

 

Dominik Wiśniewski – dziennikarz i fotograf.  Fan motoryzacji i historii wojskowości. Nie obca mu literatura i sztuka – zarówno tych wyższych jak i niższych lotów. Czasami szyderczy i lekko stronniczy. Niepoprawnie polityczny kinomaniak i miłośnik podróży wszelakich.