DZIECKO W CHUŚCIE – czy warto i jak się za to zabrać?

Chustomama i chustonoszenie – pojęcia te od jakiegoś czasu zaczęły pojawiać się w mediach. Chusta – długi kawałek materiału, w który mama owija dziecko i przytwierdza do siebie. O co tyle hałasu? Skąd to nagła moda na noszenie swoich dzieci? I czy faktycznie dopiero teraz kobiety zaczęły nosić dzieci?

Historia noszenia

„Nie noś, bo przyzwyczaisz” – takie hasła były głoszone i czasem nadal są przez starsze pokolenia. Okazuje się jednak, że tym razem mądrości ludowe nie są słuszne. Człowiek jako gatunek homo sapiens należy do grona noszeniaków – tak jak małpy – niemowlęta, które nie są zdolne do samodzielnego przemieszczania się, są noszone przez dorosłe osobniki. Można to zauważyć także wśród plemion, które żyją w zgodzie z naturą np. w Afryce lub Azji – tam dzieci od wieków są noszone przez rodziców przy pomocy różnego rodzaju materiałów. Za chustonoszeniem można przekazać jeszcze jeden argument – w brzuchu matki dziecko jest bujane, więc jeśli już, to można go od noszenia odzwyczaić, a nie go tego nauczyć.
Wpływ chustowania na dzieci

Eliza z Warszawy, obecnie mama dwójki dzieci, Ksawerego i Tymona, wspomina, że pierwszy synek był egzemplarzem „nieodkładalnym”, dla którego chusta okazała się wybawieniem. Odkryła magiczną moc chusty, która pomagała w codziennym funkcjonowaniu, świetnie sprawdzała się zarówno podczas gotowania obiadu, gdy dziecko mogło spać przytulone do brzucha mamy, jak i podczas spacerów – wolne ręce bez konieczności pchania wózka są marzeniem niejednego rodzica –spacery w wózku i tak często kończyły się z dzieckiem na rękach, chusta rozwiązywała ten problem. Chusta sprawdziła się także podczas opieki nad innym dzieckiem, którego była nianią – jej mała podopieczna była wymagającym dzieckiem, które nie potrafiło zasnąć bez mamy – chusta okazała się wybawieniem, działała uspokajająco i usypiająco jednocześnie, pomogła także przejść przez okres adaptacji dziewczynki w nowym miejscu, była lekiem na tęsknotę za mamą. Brytyjska psycholożka dziecięca, autorka wielu książek na temat rozwoju dzieci, Margot Sunderland powiedziała, że „im więcej dotyku człowiek doświadcza w okresie dzieciństwa, tym będzie spokojniejszy w życiu dorosłym”. I faktycznie, noszenie dzieci, tak samo jak ich przytulanie, wpływa pozytywnie na ich rozwój zarówno psychiczny, jak i fizyczny. Potrzeby bliskości dziecka są zaspokojone, dzięki czemu może śmiało eksplorować świat, czując bezpieczną więź z rodzicem – mając rodzica w pobliżu, nie skupia się na podstawowej funkcji, jaką jest zapewnienie sobie bezpieczeństwa i schronienia, jego zmysły są nastawione na poznawanie nowych rzeczy. Poza tym, zdarzają się często przypadki „nieodkładalnych” dzieci, którym dokuczają kolki, gazy, a także które po prostu potrzebują trochę więcej bliskości niż inne – zdesperowany rodzic godzinami potrafi nosić dziecko na rękach, gdyż tylko w ten sposób może je uspokoić.

Chusta a kręgosłup

 

Noszenie dzieci w chuście jest polecane także dla ich rozwoju fizycznego, postawy ciała oraz krzywizny kręgosłupa. Młodym niewprawionym rodzicom często zdarza się noszenie swoich pociech w nieprawidłowej pozycji na rękach, co źle oddziałuje na obie strony. Wielu fizjoterapeutów wręcz zaleca chustę po to, by odciążyć rodziców – prawidłowo zawiązana chusta rozkłada ciężar dziecka równomiernie na całe plecy i ciało, natomiast noszenie na rękach naraża kręgosłup na nadwyrężenie, więc korzysta na tym zarówno niemowlę, jak i opiekun. Istotne jest jednak by wiedzieć, że nie bez znaczenia jest fakt, w czym nosimy dziecko. W większości fizjoterapeuci nie zalecają stosowania nosideł u dzieci, które nie utrzymują samodzielnie pozycji siedzącej – dla takich bobasów polecana jest jedynie chusta. Natalia ze Szczecina, mama Piotrusia wspomina, że na kontrolnej wizycie u ortopedy z synkiem została pochwalona za noszenie w chuście, gdyż wpłynęło to lepiej na lekką asymetrię bioderek u dziecka niż powszechnie polecane szerokie pieluchowanie.
Nosidło a „wisiadło”

Samodzielnie siedzące niemowlę możemy nosić zarówno w chuście, jak i w nosidłe – pamiętając jednak o różnicy między nosidłem ergonomicznym a „wisiadłem” – w tym pierwszym zachowana jest naturalna pozycja dziecka, gdyż ciężar jego ciała rozkłada się równomiernie od kolanka do kolanka, a plecy układają się w fizjologiczny sposób. W „wisiadle” natomiast dziecko niemalże wisi na kroczu, cały ciężar ciała opiera się na małym kawałku materiału, przez co kręgosłup jest narażony na duże obciążenie i skrzywienie. Jest to szczególnie niebezpiecznie u malutkich bobasów, które bez prawidłowego podparcia wiszą bezwładnie niczym lalka, a ich główki pozostają bez żadnego podparcia.

Nie przodem do świata!

Ostatnią ważną kwestią jest to, by dziecko noszone czy to w chuście, czy nosidle, zawsze znajdowało się przodem do rodzica – nigdy przodem do świata! Pozycja dziecka ustawionego przodem do świata naraża je na nadmierny wyprost kręgosłupa, nie jest zachowana fizjologiczna pozycja pleców, a nóżki wiszą bezwładnie z przodu, nie mając pozycji „żabki”, zalecanej dla niemowląt. Maluch będący przodem do rodzica może obserwować świat, a gdy się zmęczy od nadmiaru bodźców, może odpocząć składając główkę na rodzicu i np. zasnąć – znajdując się przodem do świata takiej możliwości już nie ma, przez co narażony jest na nadmierną stymulację oraz przebodźcowanie, co może wpłynąć negatywnie na jego późniejszy rozwój psychiczny.
Rodzaje chust

Znając już plusy noszenia w chuście, rodzic nadal jednak może czuć się zagubiony. Na rynku można znaleźć tysiące chust, które różnią się długością, rodzajem materiału, kolorami, a także, co istotne, ceną. Zaczynając od początku – długość chusty tkanej zależy od rozmiaru osoby, która będzie nosić dziecko, a nie od wielkości dziecka. Dla początkujących w noszeniu rodziców polecane są chusty o długościach 4,2 (przy niższych osobach) lub 4,6m, jeśli opiekun jest wyższy/większy gabarytowo, gdyż właśnie taka długość umożliwia noszenie dziecka w podstawowych wiązaniach. Chusty wykonane są z bawełny i czasem mogą być utkane z domieszką czegoś innego, np. lnu, konopii. Dla początkujących zdecydowanie polecane są chusty z samej bawełny, o splocie skośno-krzyżowym. Cena chusty uzależniona jest od wielu czynników – najtańsze chusty zaczynają się od około stu złotych, natomiast najdroższe mogą kosztować nawet kilka tysięcy – te często są np. z limitowanej edycji, białe kruki wśród chust, których jest tylko kilka na świecie, lub zawierają rzadko spotykane domieszki. Na początek warto wybrać coś tańszego, w czym będziemy mogli nauczyć się podstaw noszenia – wtedy wydanie kilkuset złotych na chustę nie wyda się już tak szalonym pomysłem. Chusta idealna nie istnieje – dla każdego będzie pasować co innego, dobrze więc najpierw sprawdzić, co nam najbardziej odpowiada. Warto także rozważyć zakup chusty używanej –cena nie będzie wiele różnić się od chusty nowej, a jest to polecane dla nowochustujących – używana chusta łatwiej pracuje, „mota się” w prostszy sposób, gdyż jest już „wyrobiona”, jak to mówią chustomamy – wykochana. O sprzedaż również nie trzeba się martwić – przeważnie udaje się sprzedać chustę w cenie zakupu.

Wiązanie chusty

W Internecie można odnaleźć mnóstwo stron oraz filmików, jak prawidłowo zawiązać chustę. Różnorakie wiązania mogą przysporzyć o zawrót głowy, a także zniechęcić do noszenia, jeśli sprawiają wrażenie skomplikowanych. Warto rozważyć skorzystanie z pomocy doradcy chustowego – jest to wykwalifikowana osoba, która pomoże w nauce wiązania, doradzi także przy wyborze chusty. Doradców jest coraz więcej w całej Polsce, przeważnie dojeżdżają do domu chętnych na naukę rodziców i krok po kroku pokazują, że nie ma nic trudnego w chustonoszeniu. Chociaż początkowo zawiązanie chusty może trwać długo, odrobina praktyki pozwoli w krótkim czasie nauczyć się „wrzucenia” dziecka na siebie w ciągu kilku sekund. A korzyści, które uzyskamy dzięki bliskości z własnym dzieckiem, są ogromne, przekonać się o tym może tylko ten, kto już „chustuje”.

Autorka: Anna Bajus

O autorce: Anna Bajus –   absolwentka psychologii klinicznej oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Żyje z pasją i uważnością. Mama żywiołowego dwulatka. Zawodowo zgłębia problematykę „mindfulness”, prywatnie rodzicielstwa bliskości. Odpręża ją lektura książki „Ania z Zielonego Wzgórza” i spacery po lesie.

 

 

Foto By [w.jakubas] – Own work, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=4908062

Infografika: www.hipdysplasia.org