„Ja tu nic niepokojącego nie widzę. Czy Pani teraz coś zauważa u córki?” – mówi do mnie Pani Doktor po godzinnej obserwacji serca pod aparaturą na oddziale pediatrycznym, na który trafiłyśmy rano karetką z powodu nasilającego się bólu w klatce piersiowej . „Poczekamy jeszcze na wyniki z krwi, ale najprawdopodobniej są to nerwobóle. Czy coś ostatnio szczególnego działo się w życiu córki?”

Dużo testów, sprawdzianów, mnóstwo nauki do późnej nocy…. Córka wybrała sobie gimnazjum językowe o bardzo wysokim poziomie nauczania i czasem ma chwile przemęczenia i zwątpienia – mówię i gdy sama się słyszę myślę: „Matko jedyna, ona ma dopiero 15 lat, a już ma bóle stresowe? Zawsze była dzieckiem wrażliwym, przeżyła rozpad rodziny, traumatyczny rozwód rodziców, przeprowadzkę, mojego drugiego męża, urodzenie swojej siostry przyrodniej, konflikt z partnerką ojca… i można wymieniać jeszcze wiele innych trudnych spraw, spraw, z którymi mierzyła mając zaledwie 8, 9, 10 lat.”  Zawsze chciałam ją chronić. Robiłam wszystko, by jak najmniej cierpiała z powodu mojego rozstania z jej tatą. Z perspektywy czasu teraz uważam, że popełniłam po drodze wiele błędów. Moje zaburzone poczucie wartości, trudny rozwód, kłótnie odbijały się na dziecku. Niestety nie zawsze udało się ukryć łzy i ogromne cierpienie jakiego doświadczałam. Pamiętam ten dzień, gdy weszliśmy wieczorem do pokoju małej, ostatni raz razem. Leżała już w łóżeczku. Czekała żeby przed snem jak zawsze ukochać mamusię i tatusia, a my zaserwowaliśmy jej wtedy petardę. Tatuś powiedział, że się wyprowadza do kolegi, żeby nie kłócić się z mamusią. Nigdy nie zapomnę widoku jej łez w oczkach, nic nierozumiejących.

Serce mi krwawiło. Ach, jak bardzo go wtedy nienawidziłam za to, że ta mała księżniczka płacze i za tę zdradę i za to, że potrafi odejść bez wyrzutów sumienia, że te łzy dziecięce nic dla niego nie znaczą. Potem zaczął o nią walczyć, straszyć mnie, że mi ją odbierze, zmuszać dziecko do spotkań z jego partnerką, przychodzić do domu z policją i nawet psycholog nie był w stanie mu wytłumaczyć, że dla dziecka to za wcześnie, że potrzebuje czasu, by odnaleźć się w nowej sytuacji. Mała pomimo zapewnień, że kochamy ją oboje, straciła zaufanie do ojca, czuła się porzucona przez niego jak ja. Nie wiem, czy na pewno wszystko zrobiłam, co mogłam, żeby tak tego nie odbierała. Starałam się…, ale sama byłam w rozsypce i myślę, że popełniłam wiele błędów, które być może dziś są również powodem nerwobólu, z którym trafiłyśmy do szpitala. Wiele razy zastanawiałam się, czy to co przeżyła, a w opinii psychologów poradziła sobie z sytuacją bardzo dobrze, odbije się w przyszłości, czy będzie miała problemy w relacji z mężczyznami, czy pomimo ciężkiej pracy nad jej dowartościowaniem dojdzie do tego, by wierzyć w siebie. Dziś jest cudowną, piękną, mądrą, ambitną i obowiązkową dziewczyną, baaaardzo czułą, wrażliwą, empatyczną i wciąż z niskim poczuciem własnej wartości. Wciąż uważa, że jest niewystarczająco dobra. Jest mi ogromnie smutno i mam wyrzuty sumienia, że coś zrobiłam źle, że nie dałam jej wsparcia, takiego jakiego potrzebowała, że nawet teraz zbyt mało czasu jej poświęcam.

W końcu pomimo tego, że mamy cudowny dom, to jednak dzieli go z ojczymem, a nie z prawdziwym ojcem, a ja pracując zawodowo, też nie zawsze jestem w domu popołudniami i weekendami. A może właśnie to, że długo przez te trudne sytuacje w naszym życiu po prostu ją chroniłam za bardzo? Otoczyłam ją parasolem ochronnym, byle tylko uchronić ją przed jakąkolwiek przykrością. I może to był błąd? Może dziś mając 15 lat nie radzi sobie z pewnymi emocjami, bo nadopiekuńcza mamuśka ją osłaniała?

Mam już mętlik w głowie. Samotne macierzyństwo jest trudne…

Kobieta