Dzwoni telefon:

– pixabay-phone-1639222_1920Dzień dobry, ile ma Pan lajków na wszystkich profilach?

-Niech pomyślę…. mam kilka profili na rożnych portalach, to łącznie może będę mieć około kilku tysięcy.

-Łał! To świetnie! Organizujemy konferencję, będziemy mówić o wyższości dzrew liściastych nad iglastymi ale musimy wpleść trochę materiału sponsora – producenta papieru toaletowego. Musimy to powiązać. Poszukujemy eksperta. Pisze się Pan na to?

-Tak, co prawda specjalizuję się w wizażu, ale douczę się i wplotę jeszcze temat kosmetyków naturalnych, na bazie żywicy. Zaraz zmienię swoją nazwę na profilu i dodam: „eksperta ds. drzew”. Poproszę moich tysiąc dwustu znajomych o polajkowanie. W zamian też polajkuję ich nowe tytuły naukowe. Zrobimy sobie historię i będzie dobrze…

-Świetnie! Im więcej sponsorów tym lepiej, może dodamy też panel o gotowaniu na gazie? Mamy sponsora z Rosji.

-Bardzo słusznie, w tym także się specjalizuję. Skończyłem Wyższą Szkołę Gotowania Na Gazie – to był dwugodzinny kurs online ale mam bardzo ładny certyfikat.

-Rewelacyjnie, wpisuję pana na listę prelegentów. Ile sekund będzie pan mówił o papierze toaletowym? Na tej podstawie wyliczymy prowizję od sponsora.

-Jeśli ma być to profesjonalny blok tematyczny,  zalecałbym dodać warsztaty wraz z pokazaniem jak praktycznie i oszczędnie zarządzać papierem toaletowym w zależności od grubości listka. I tu możemy płynnie przejść do  drzew…

pixabay-toilet-paper-1230149_1920Otrzymałem propozycję wystąpienia podczas cyklu konferencji jako prelegent. Podziękowałem grzecznie i zapytałem od czego mam być tym ekspertem. Zobaczymy – usłyszałem – to zależy od tematyki i doboru paneli, ale coś wymyślimy…. Odmówiłem. Taka sytuacja, potrzebni tzw. eksperci dygresyjni, czyli ad hoc.  Jest temat, szukamy eksperta, piszesz się? Dziś można śmiało pomyśleć o otwarciu agencji eksperckiej, coś na wzór agencji modelingowej. Z portfolio, zamiast prężących się wdzięcznie modelek i modeli, będą na nas bystrze zerkali eksperci. Pod fotografiami (w tle wiadomo, atrybuty erudycji – biblioteka, globus, może wskaźnik) krótka notka w formie ptaszków: w jakiej dziedzinie ów autorytet się specjalizuje a jakiej jeszcze się może ewentualnie douczyć – za dopłatą.

Ostatnimi czasy namnożyło nam się wszelkiej maści ekspertów, a już zwłaszcza tzw. wizerunkowych. Brzmi bardzo buńczucznie i …. dziwacznie. Czasy się zmieniają rzecz jasna, słowa nabierają innych barw i znaczeń. Językoznawcy co rusz borykają się z tzw normą językową. Czymże ona jest i czy jest nietykalna. Otóż okazało się, że jak wszystko inne język żyje, jest elastyczny i nie możemy za bardzo przyzwyczajać się do znaczeń, bo za kilka lat stracą one swą moc.

Obecnie słowo „autorytet” nabiera mocno nieokiełznanej treści.

Mamy ekspertów od wizerunku sportowego,  biznesowego, politycznego, lifestylowego itd.

Co to oznacza? Czytając definicję rodem z SJP  „wizerunek” to:

1. «czyjaś podobizna na rysunku, obrazie, zdjęciu itp.»
2. «sposób, w jaki dana osoba lub rzecz jest postrzegana i przedstawiana»

natomiast słowo ekspert z tego samego źródła:

ekspert
1. «specjalista powoływany do wydania orzeczenia lub opinii w sprawach spornych»
2. «osoba uznawana za autorytet w jakiejś dziedzinie»

Idąc dalej tropem:

autorytet
1. «uznanie jakim obdarzana jest dana osoba w jakiejś grupie»
2. «osoba, instytucja, pismo itp. cieszące się szczególnym uznaniem»

Matko kochana! Zatem ekspert ds. wizerunku sportowego jest poważanym, doświadczonym specjalistą od tego jak ma być postrzegany sportowiec. Dotychczas w sporcie wystarczało (sic!) mieć osiągnięcia w swojej dziedzinie i tyle. Biegasz, skaczesz, kopiesz rób to najlepiej jak potrafisz! Wyniki mówią o tobie.

Zestawiając owe definicje i łącząc je chociażby ze światem sportu, nasuwa się pytanie czy w sporcie obok tradycyjnych form doradczych obejmujących istotę sportu a m.in medycynę, treningi, psychologię jest miejsce dla eksperta ds. wizerunku? Może zwyczajnie wystarczyłoby nazwanie takiej osoby doradcą wizerunkowym? No właśnie, ale czy doradca jest już ekspertem?  Odnosi się wrażenie, że nadużywając pewnych tytułow, nazw, słów spełniamy swe pragnienia i  kreujemy „nibyrzeczywistość” . Przepraszam bardzo ale muszę Wam coś zdradzić.  To nie działa…. To znaczy działa ale tylko chwilę. Po dopisaniu na wizytówce, w nazwie profilu FB czy innych publikowanych i dystrybuowanych nośnikach baśni dochodzi do konfrontacji tej bajki z życiem. I wówczas niestety prawdziwy/realny ekspert powie „sprawdzam”. Tylko kto  go wysłucha?

pixabay-child-216974_1280Problemem dla mnie jest nie tylko nadużywanie pewnych sformułowań. Targa mną wewnętrzny konflikt: czy pogodzić się z dewaluacją autorytetów, czy jednak uprzejmie zauważyć, że  świat  stanął na głowie i próbować przywrócić normalność. Obecnie wizerunek jest ważniejszy niż prawda. Bo przecież często jedno z drugim, nad czym ubolewam nie ma nic wspólnego. Owszem ważne jest to, jak jesteśmy odbierani ale musimy zaraz kłamać, naciągać, zamylać i ściemniać? Dziś niestety domorosły ekspert od siedmiu boleści mówi nam to za co dostanie kasę.

Jestem za tradycyjnym podejściem do autorytetu i eksperta. W mojej skromnej ocenie, na te określenia zasługują naprawdę nieliczni. Nawet nieliczni z nielicznych. Prawdą jest, że i oni błądzą dając się podejść marketingowcom,  użyczając swój ciężko wypracowany w świecie realnym wizerunek firmom na niego niezasługującym. Cóż, tu także o kasę chodzi, a jej nigdy za wiele.

Nie ufam nikomu kto nazywa się ekspertem, ma 25 lat, bogatą historię w social mediach i miliony nawet lajków. To nie one czynią nas specjalistami czy ekspertami a już na pewno nie AUTORYRETEM.

Jak więc mogłem przyjąć propozycję i stanąć w szeregu specjalistów ds. szeroko pojętego, niczym nieograniczonego ….. lajfu.  Gdzież mi do nich?

S.A.N.C