Nazajutrz Monika obudziła się godzinę wcześniej niż zwykle. Wciąż myślała o wczorajszym popołudniu. Co takiego się stało, że chwila rozmowy zmieniła moje nastawienie? -myślała. Niesamowite, że czasem wystarczy z kimś porozmawiać, z kimś kto tak po prostu słucha i całkiem skupia na tobie uwagę.

Tak dawno nie czuła się słuchana… Niby rozmawiała z koleżankami, ale te rozmowy były takie… jałowe, takie o wszystkim i o niczym.

Czasem lubiła  ploteczki o ciuszkach, dzieciach, facetach, ale ostatnio coraz bardziej ją denerwowały. Potrzebowała czegoś więcej. Buzowały w niej uczucia, w głowie myśli goniły jedna za drugą, i silna potrzeba wygadania się szczerze, głęboko, słuchania przez kogoś bez oceniania, bez dawania rad. Niby to takie proste, a jak rzadkie. Zdecydowanie dostała wczoraj dużo. Możliwość TAKIEJ rozmowy była najważniejszym wydarzeniem wieczoru. Z zamyślenia wyciągnął ją głos małej: „ Mamusiu, jestem głodna, zrób mi płatki.” Z rozczuleniem wzięła córeczkę na ręce, przytuliła mocno. Poczuła się niezwykle szczęśliwa i wdzięczna losowi za to, że ma swojego małego człowieczka, dla którego jest gotowa zrobić wszystko.
Dwie godziny później była już w pracy. Osiem godzin zleciało bardzo szybko. Wizytacja z centrali spowodowała, ze wszyscy dziś dwoili i się i troili, by oddział został pozytywnie oceniony. Monika nie lubiła tego. Nie podobała się jej praca pt. „malowanie trawy”. Ona z pełnym zaangażowaniem oddawała się swoim obowiązkom niezależnie od częstotliwości audytów.
Dzień mijał za dniem. Monika z niecierpliwością czekała na kolejne spotkanie coachingowe.
– Monika, tydzień temu rozmawiałyśmy o tym czego pragniesz i doprecyzowałaś swój cel nad którym chcesz pracować. Przypomnij co to było.
– Chcę pracować nad swoją samooceną, chcę odzyskać siebie.
– Ok, chcesz odzyskać siebie… Rozwiń to
– Chcę znów poczuć „wiatr w żaglach”, chcę poczuć się wolna, szczęśliwa, żyć dla siebie, a nie z oczekiwaniami innych, decydować o sobie i polubić siebie?
– Zadałaś pytanie: polubić siebie? Nad czym się zastanowiłaś?
– Zamyśliłam się nad sformułowaniem: polubić siebie, bo wiesz ja siebie nie lubię, a podobno trzeba siebie lubić, żeby inni też ciebie mogli lubić.
– I jak tak polubisz siebie, podniesiesz swoją samoocenę to co się zmieni?
– Ha ha ha , no chyba zmieni się moje życie
– Ale jak się zmieni?
– Będę zadowolona, będę się akceptować, będę się więcej uśmiechać, no i może dzięki temu odważę się też zmienić pracę, coś osiągnąć…
– Jakbyś miała określić w skali od 1 do 10 jak ten cel jest dla ciebie ważny to dałabyś mu…
– 11 !
– Kiedy chcesz cel osiągnąć?
– Nie wiem, kiedy się uda
– Określ datę, samo się nie uda.
– Ok, za 4 miesiące chcę już być po metamorfozie.
– Za 4 miesiące będzie to 20 listopada. Wyobraź sobie, że jest już dziś 20 listopada. Właśnie się budzisz. Opisz mi bardzo dokładnie swój dzień.
– Budzę się o 6:30 tak jak teraz. Uśmiecham się, idę do Majki do pokoju. Całuję ją w policzek. Marek już prawie wychodzi do pracy, podchodzi do mnie przytula i całuje, a ja idę do kuchni by w dobrym nastroju wypić poranną kawę i potem szykować się do pracy.
– Jaki masz humor, nastrój, emocje?
– Jestem spokojna, bardzo spokojna, uśmiechnięta i wiem, że to będzie dobry dzień.
– Jak twój nastrój wpływa na twoich bliskich?
-Odwzajemniają mi uśmiech, jest serdecznie i tak rodzinnie, ach. Wstaje Mała, potem wychodzimy z domu, wiozę Ją do przedszkola, a sama jadę do pracy.
– Gdzie pracujesz?
-Jestem tu gdzie pracowałam, tylko mam inne stanowisko.
– Kim jesteś w tej pracy?
– Mam swoje nowe biuro, przychodzą wciąż do mnie osoby z mojego działu, ponieważ odpowiadam za projekty wszystkich szkoleń w firmie. Jestem bardzo zadowolona, inni czerpią z mojej wiedzy, pomagam im przygotowywać materiały, radzą się mnie, a ja wiem, że jestem ważnym ogniwem w pracy.
– Kto cię otacza?
– Sami pozytywni ludzie i … moja już była szefowa, zrzędliwa baba, ale ona jakoś wycofała się, nic już nie mówi…
– Co się dzieje potem
– Wracam do domu, jest już mój mąż z córką, czekają na mnie z obiadem, potem idziemy na spacer i miło spędzamy ze sobą czas nie kłócąc się wcale. Majka tak się cieszy. Mój mąż wreszcie widzi we mnie kobietę, tak jak kiedyś. I nastaje wieczór. Piękna wizja.
– Kim jesteś w tej wizji?
– Szczęśliwą i spełnioną kobietą.
– Ok, to powiedz jak jest teraz?
–  Tak jak już ci mówiłam tydzień temu,-  wzdycha Monika – do dupy, mnie w moim życiu nie ma, czuję się niedowartościowana, niezadowolona z życia prywatnego i zawodowego, niedoceniana, jest mi źle i już tak nie chcę dalej żyć.

– Co jest dla ciebie najważniejsze w życiu?
– Spokój pod względem finansowym i psychicznym, moje dziecko, miłość, przyjaźń, szczerość i poczucie bezpieczeństwa.
– Czego nie akceptujesz ?
– Chamstwa i braku szacunku do innych, głupota innych i drwienie i kpienie z innych.
– Gdy o tym mówisz krzywisz się, jesteś zniesmaczona i wyglądasz tak, jakbyś miała coś konkretnego na myśli.
– Ale masz oko. Tak, mój mąż kpi sobie ze mnie, czasem jest wobec mnie chamski i coraz częściej odczuwam ten brak szacunku w domu. Wyobrażasz to sobie? Mój własny mąż.
– Jak na to reagujesz?
– Milczę, jest mi przykro, czasem płaczę, ale jego to jeszcze bardziej złości.  Czasem mówi mi coś miłego
– Czasem mówi coś miłego i…
– i? i nic. Zdarza się, że powie, że ładnie wyglądam, ale ja sama tego nie widzę. On chyba tak mówi, żeby cokolwiek powiedzieć, choć tak nie myśli.
– Skąd o tym wiesz?
– Tak myślę
– Ty tak myślisz, jaką masz pewność, że mąż tak myśli?
– Noooo, nie mam
– Monika, ty tak zakładasz, to twoje przekonanie i tylko przekonanie. Jak konkretnie ono brzmi?
– Trudne, ale ok: Jestem przekonana, że mój mąż, gdy mówi mi coś miłego wcale tak nie myśli.
– Posłuchaj swojej życiowej prawdy: Jestem przekonana, że mój mąż gdy mówi mi coś miłego wcale tak nie myśli. Co daje ci to przekonanie?
– Nic mi nie daje. Tracę humor, tak jakby mówił coś przykrego.
– To co jeszcze tracisz?
– Radość, może też fajny dzień i dobrą relację z Markiem…
Rozmowa jeszcze trwała. Monika postanowiła popracować w najbliższych tygodniach nad swoimi reakcjami, które są konsekwencją jej przekonań.
Nazajutrz rano założyła szpilki, czerwoną sukienkę, pomalowała usta i stojąc przed lustrem zaczęła się do siebie uśmiechać. Marek przyglądał się jej z zaciekawieniem. Monika czując wzrok męża na sobie odwróciła się, spojrzała i ruszyła po torebkę powieszoną na wieszaku. Zadziwiony Marek zwątpił czy aby na pewno ta atrakcyjna kobieta to jego żona, ale gdy Monika podeszła do drzwi nie wytrzymał:
– Czy możesz mi powiedzieć gdzie ty idziesz? Wyglądasz jakbyś wychodziła na randkę.
W Monice już się zagotowało. Nauczona doświadczeniem przygotowywała się na odparcie ataku i już na końcu języka miała przygotowaną złośliwość, która mogła być początkiem kolejnej kłótni, ale przypomniała sobie jaki ma cel. Wzięła głęboki oddech i spokojnie zapytała:
– Podobam ci się?
– Wyglądasz obłędnie – powiedział Marek z uśmiechem próbując się zbliżyć do żony, ale ona rzuciła spojrzeniem i odparła:
– Wiem, bo jestem fajna babka – po czym wyszła z domu.
Markowi opadła przysłowiowa szczęka. Stał jeszcze pięć minut w drzwiach i nie wiedział co ma ze sobą zrobić. „Co u diabła się dzieje? Może ona ma kochanka?”. A Monika… Monika dumna z siebie, choć jeszcze cała rozdygotana zmierzała do garażu. Czuła, że nogi ma jak z waty. Jeszcze się za sobą kilka razy obróciła z niepokojem, szukając czegoś lub kogoś za sobą, jakby popełniła co najmniej przestępstwo pozwalając sobie na docenienie własnego „ja”.

cdn…

Autor: Beata Zięcik

cześć pierwsza tutaj

cześć trzecia tutaj