woman-593134_1920To był naprawdę dobry dzień, pierwszy tak dobry od wielu, wielu tygodni. W pracy budziła wielkie zainteresowanie i to nie tylko męskiej części personelu. Schlebiało jej to. Wreszcie zaczęła dostrzegać, że to jak się sama zachowuje wpływa na to jak jest odbierana przez innych. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Dodało jej to większej śmiałości i pewności siebie. Po powrocie do domu zabrała się za pieczenie ciasta, co również ją samą zaskoczyło. Miała w sobie tyle energii… Kolejne tygodnie przynosiły coraz więcej pozytywnych dni. Niby nic szczególnego się nie działo, a jednak Monika czuła bardzo głęboko, że troska o siebie i pozwolenie na robienie czegoś tylko dla siebie jest balsamem dla jej duszy. Cotygodniowe spotkania z Beatą dawały jej motywację i chęci. Otrzymywała wciąż nowe trudne pytania, które powolutku prowadziły ją do poznania samej siebie.
Marek jak to w każdą środę wrócił późno do domu. Monika leżała już w łóżku i czytała książkę. Gdy wszedł do sypialni, spojrzała na zmęczoną twarz swojego męża i poczuła niepokój połączony z nieprzyjemnym ściskiem w żołądku. Co się dzieje? Co to za emocje? Gdzie je czuję? Jakie one są? Co je wywołało? – pomyślała zdenerwowana Monika. Od kiedy pierwszy raz na sesji została poproszona na „zatrzymanie się w chwili i odnalezienie się w tu i teraz”, bardzo intensywnie wdrożyła program kontaktowania się ze sobą gdy tylko czuje, że pojawia się emocja. Przez pierwsze 4 dni korzystała z pomocniczej tabeli odczuć, aby precyzyjnie móc nazwać wszystko co działo się w jej wnętrzu. Szybko przyznała, że takie zatrzymywanie się i nazywanie swoich stanów pozwala jej rozumieć siebie, a im bardziej była świadoma swoich emocji, tym coraz częściej odczuwała całą sobą co w życiu wyjątkowo jej służy lub nie służy, co zabiera energię życiową, a co dodaje „kopa” do działania. Zaczęła to lubić w sobie, bo ta nawiązana współpraca pomiędzy jej sercem, ciałem i rozumem prowadziła ją do dobrego samopoczucia. Wreszcie zaczęła podejmować decyzje samodzielnie i niegrassland-1425427_1920 potrzebowała rad innych. Najbardziej zdziwił ją fakt, że przychodziło jej to z łatwością. No i teraz Marek. Tego się nie spodziewała. Co to ma znaczyć? Wydawało się jej, że ostatnio jest ok. Nie żeby od razu wielka miłość, ale chociaż przestali się kłócić. Wprawdzie nie rozmawiali ze sobą za dużo, oprócz przyziemnych spraw dotyczących domu i dziecka, ale za to wreszcie Marek przestał na nią krzyczeć. Dla niej to było dużo i tak miało zostać. Do dziś.
Marek wyszedł z łazienki, zajrzał do pokoju Majki i z zamiarem szybkiego zaśnięcia wskoczył do łóżka. Jeszcze odwrócił się w stronę żony, by pocałować ją na dobranoc, gdy po chwili słychać już było tylko jego ciche chrapanie. Monika bezszelestnie wyszła do kuchni, nastawiła wodę na herbatę i włączyła swój komputer. Sprawdziła pocztę, zrobiła zaległe przelewy i zaczęła pisać.
„ Beata,
Jesteśmy umówione dopiero na poniedziałek, a ja jestem w wielkim niepokoju i nie bardzo wiem co on może oznaczać. Piszę, bo chcę „usłyszeć” wszystkie swoje myśli i proszę żebyś po odczytaniu tego maila zadała mi kilka pytań, które zaprowadzą mnie do rozwiązania.
Chodzi o Marka. Mówiłam Ci ostatnio, że zaczyna być dobrze. To moje „dobrze” oznaczało, że w domu jest spokojniej, bez uszczypliwych uwag, kłótni, złośliwości i… tylko tyle, a dla mnie aż tyle. Choć nasze domowe życie przypomina raczej dwóch sublokatorów, którzy przy okazji opiekują się dzieckiem, nie oczekiwałam więcej, bo już od dawna nie ma w nas czułości, namiętnych spojrzeń i bliskości. To się skończyło kilka lat temu. Potem doszły żale, pretensje, jego tajemnice, telefony od niby klientek późnym wieczorem i kłótnie. Te awantury i wzajemne oskarżenia zdarzały się niemal codziennie. W pewnym momencie już nie miałam siły walczyć, przestałam wierzyć w siebie. Marek dokuczał mi i czepiał się niemal wszystkiego. Więc jak widzisz to moje stwierdzenie, że jest dobrze po tym co już przeszłam, dla mnie było prawdziwe. Tylko dziś coś się zmieniło. To „dobrze” dziś już nie oznacza „dobrze”. Moje ciało krzyczy, dusza krzyczy, że to nie tak powinno być. Nie chcę takiego związku. Cała jestem na „nie” i nie wiem co z tym zrobić dalej.
Uściski
M.”
Chwilę później Monika kliknęła „wyślij”, wyłączyła komputer i poszła spać.
Gdy tylko rano przebudziła się, pobiegła ściągnąć pocztę. Wiedziała, że Beata pracuje często do późnych godzin, więc liczyła, że znajdzie od niej odpowiedź. Nie myliła się.
„Moniko – pisze Beata – wygląda to tak jakbyś dojrzała do swoich oczekiwań. Do tej pory nie wymagałaś, tylko zadowalałaś się tym co masz- czy tak? Jak mocno było to związane z twoim niskim poczuciem własnej wartości? Ty się zmieniasz, zauważasz siebie w relacjach, a do tej pory siebie nie widziałaś. Nie byłaś dla siebie ważna. Winę za wszystko co się działo niedobrego brałaś na siebie. Piszesz, że „dobrze” nie oznacza już „dobrze”. To jak jest teraz? Czego oczekujesz? Jak powinno być?
Pozdrawiam
B.”
„Właśnie. Ciągle czułam się winna i gdy mój mąż przejawiał chwilowe zainteresowanie mną i nie krzyczał to ja byłam już wdzięczna za to, że raczył dziś nie krzyczeć. Taki stan rzeczy nazywałam „jest dobrze”. Pewnie, że to było mocno związane z moją niską samooceną, a na pewno z tym, że w moim mniemaniu nie zasługiwałam na lepsze traktowanie. Dziś tak nie myślę. Dziś myślę, że należy mi się szacunek. Taka relacja w domu już mi nie odpowiada. Dwoje ludzi chcąc tworzyć dom powinni tego przede wszystkim chcieć, a my, przynajmniej ja, już tego nie chcę”
Do poniedziałku.
M.”

część pierwsza tutaj

część druga tutaj