Nasze rozmowy stanowią swoiste kompendium wiedzy, gotowy poradnik jak być szczęśliwym, bezpiecznym, kochającym i kochanym. Zazwyczaj szukamy skomplikowanych, wymyślnych rozwiązań, całkowicie bagatelizując i pomijając najprostsze prawdy. Rozmowy z prof Sławomirą Anną Gruszewską odkrywają, permanentnie poszukiwany przez nas psychologiczny klucz do szczęścia, kielich Graala.  Dziś dowiemy się czym jest IQ miłości. Zapraszamy do lektury.

AB: PANI PROFESOR, JESTEŚMY JUŻ PO KILKU ROZMOWACH, A MNIE INTRYGUJE JESZCZE JEDEN TEMAT. SŁYSZAŁAM, ŻE PROWADZIŁA PANI WYKŁAD DLA MŁODZIEŻY O IQ MIŁOŚCI. JEST COŚ TAKIEGO, JAK IQ MIŁOŚCI?

S.A.G: Jest wtedy, gdy się umówimy, że takim właśnie symbolem „IQ MIŁOŚCI” będziemy oznaczać pewną umiejętność radzenia sobie z różnymi sytuacjami w związku partnerskim. Innymi słowy mówiąc jest to gotowość, a także zdolność uchwycenia różnicy w zachowaniu ( partnera/partnerki), na etapie przejścia od fascynacji do codzienności funkcjonowania w związku. Oba te etapy, bardzo się od siebie różnią. Brak znalezienia dla nich wspólnego mianownika najczęściej skutkuje rozstaniem. Utrzymanie związku i cieszenie się bliskością i obecnością w naszym życiu kochanej osoby, to twórcze wykorzystanie naszych emocjonalnych zasobów, pasji, potrzeb, przyzwyczajeń, ale także niepewności, lęku i ograniczeń. To wspólna transformacja w spełnienie, które daje nam poczucie bezpieczeństwa, przynależności i szczęścia.

AB: ALE, DLACZEGO TEN STAN ZAUROCZENIA NIE TRWA?

S.A.G: No cóż! Natura jest zainteresowana utrzymaniem gatunku, a nie związku! (śmiech). O związek musimy zadbać sami. Etap fascynacji, z motylkami w brzuchu kończy się dość szybko, po około 1,5 roku. Natomiast ten drugi etap, chcielibyśmy zatrzymać do końca życia, a to już jest wielkie wyzwanie. Bo, czy nam się to uda, czy nie zależy właśnie od owego umownego” IQ”. Każdy związek ma swoją własną dynamikę, która transformuje wraz z naszym rozwojem, pasjami, oczekiwaniami i pomysłami na nudę. W pierwszej fazie odpowiadamy na każdy telefon, natychmiast odpisujemy na każdego esemesa, czy e-maila. Potem częstotliwość naszych reakcji spada, lub całkowicie zanika.

AB: Z CZEGO TO WYNIKA?

S.A.G: Oczywiście z różnic (w zachowaniu, interpretacji i postrzeganiu świata) dzielących obie płcie i indywidualnego systemu wartości, każdego z partnerów. Najwięcej błędów popełniamy właśnie w tym pierwszym okresie znajomości, akceptujemy wszystkie zachowania ujawniane przez partnera. Nie sygnalizujemy żadnej naszej dezaprobaty: wszystko się nam podoba, wszystko jest idealne etc. Nie ujawniamy, że czegoś nie jesteśmy w stanie zaakceptować, czegoś nie rozumiemy, coś nam się nie podoba. Nie mówimy też, jakie są nasze oczekiwania w stosunku do partnera. Liczymy, że się domyśli. Ale on się nie domyśli, bo nie zrobi, nie zaproponuje czegoś, o czym nie wie, że właśnie na to najbardziej czekamy, tego najbardziej potrzebujemy. Ale najwięcej błędów popełniamy wtedy, kiedy nasz związek przechodzi z etapu fascynacji, na kolejny etap: codzienności. Za wszelką cenę, wbrew naturze, ignorujemy tę konieczną transformację i próbujemy zatrzymać pierwszy etap. Im bardziej aktywnie to czynimy, tym szybciej związek przechodzi do historii, tym szybciej się rozstajemy.

AB: NO TAK, ALE CO MOŻEMY Z TYM ZROBIĆ?

S.A.G: Nad wszystkim popracować w pierwszym etapie. Nie wpadać w panikę, że już nie jesteśmy adorowane i kochane, bo on nie zawsze odbiera nasze telefony. Ale ustalić, jak reagujemy (oboje) na taką sytuację. Partner powinien wiedzieć, że brak reakcji z jego strony, tym bardziej jeśli ona się odracza w czasie, może nas niepokoić. Powinien wyjaśnić, dlaczego zwleka z odpowiedzią, czasem zapomina o niej, a czasem zwyczajnie nie chce jej udzielić. Musimy również mieć świadomość, że będąc w związku nie wszystko, nie zawsze i nie wszędzie będziemy robić razem i nie dlatego, że nie chcemy, ale dlatego, że tego nie potrzebujemy. Jeśli nie mogę czegoś zaakceptować, to mówię o tym. Jeśli to coś okaże się nawykiem nie do zmiany, to oczekiwanie kompromisu jest bez sensu. Wtedy musimy sobie odpowiedzieć na pytanie: „ czy tego rodzaju zachowanie wytrzymam i nie będzie ono wywoływało we mnie agresji ?” Jeśli uznamy, że damy sobie z tym radę, będzie to dowód na naszą umiejętność korzystania z tzw. IQ miłości. Nie możemy na siebie ( czasem z zupełnie błahych powodów) napadać i wzajemnie się osaczać.

AB: A CO DEFINITYWNIE MOŻE PRZEKREŚLIĆ ZWIĄZEK?

S.A.G: Bycie w związku nie może naruszać strefy wolności, żadnego z partnerów. Partnera nie można ignorować, zaniedbywać, czy lekceważyć. Nie może też dominować w związku kontrola, osaczanie, czy zazdrość. Jeśli tak się dzieje, to jest to dowód na to, że więź partnerska pozbawiona jest zaufania, szczerości i wzajemnego zachwytu. W związku nie może również dochodzić do agresywnej rywalizacji pomiędzy partnerami, ani przemocy. Kontrolowana „przemoc” dopuszczalna jest jedynie w grze erotycznej, za zgodą obojga. Może być akceptowana tylko w ściśle określonych (przez partnerów warunkach) i trwać w konkretnym interwale czasowym. Stosowana z zaskoczenia, jako kara, która ma partnera upokorzyć i zmusić do cierpienia, jest tylko dowodem na głupotę, brak czułości i empatii, a także na emocjonalny analfabetyzm. Jeśli u kogoś z partnerów często pojawiają się takie zachowania, to dezaktualizujemy związek. A forma w jakiej się z niego wyplączemy zależy od naszego systemu wartości, naszej odpowiedzialności i naszego IQ miłości.

AB: POWIEDZIAŁABYM, ŻE TO BARDZO RADYKALNE.

S.A.G: Jeśli zsynchronizują się wszystkie elementy, które wymieniłam przed chwilą, nie ma powodu, aby przedłużać bycie z kimś, kogo wnętrze jest puste, jak łupina po włoskim orzechu.

Oczywiście można starać się hodować róże na śmietniku, tylko po co? Trzeba umieć podjąć decyzję, o zamknięciu (i podziękowaniu) tego, co było w naszych wspólnych chwilach piękne i nie dopuścić do tego aby zmutowało, w ból, rozpacz i tęsknotę.

Dziękujemy więc za wszystko co piękne, oświadczając jednocześnie, ze w chwili obecnej nasi partnerzy nie mają dla nas już nic, czym bylibyśmy zainteresowani.

AB: A CO MOGĄ ZROBIĆ NA PRZYKŁAD RODZICE, GDY ICH NASTOLETNIE POCIECHY NAGLE SIĘ ZAKOCHAJĄ?

S.A.G: Rodzice, w tym przypadku powinni pełnić funkcję strażników, ale w żadnym wypadku nie dyktatorów!

Nie oceniać tego związku, nie straszyć, nie szantażować, a przede wszystkim nie zabraniać i nigdy nie ośmieszać osoby, którą dziecko się zachwyca. Każda próba separacji latorośli od obiektu jej emocjonalnych uniesień skończy się niepowodzeniem. I żeby tylko! Często dołącza agresja, kara, zemsta i odrzucenie, nie wybranka, tylko rodzica, przynajmniej na jakiś czas. Rodzic wtedy traci status autorytetu i musi zadowolić się byciem tylko dawcą genów. Nie polecam takiej drogi, bo to boli i to bardzo.

Ale nastolatka nie można pozostawić samemu sobie. Należy ujawnić swoje zainteresowanie sytuacją, w której i rodzic i dziecko razem uczestniczą. Pytać o odczucia dziecka, o jego przeżycia i tęsknotę za czymś tak rewelacyjnym, jak miłość. I wciąż i wciąż okazywać mu swoją uwagę, skierowaną na tę nową sytuację i o niej rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać…

AB: WIELU Z NAS, BĘDĄC DZIEĆMI PRZEŻYŁO WIELKĄ MIŁOŚĆ I … BRAK ROZMOWY Z RODZICEM

S.A.G: Dla dziecka pierwsza miłość jest czymś tak niesamowitym, że nic poza nią nie jest ważne. Wszyscy, którzy mają z nastolatkiem kontakt, powinni ją traktować bardzo poważnie i wspierać go, jednocześnie informując, że to uczucie, nie może sprzyjać i doprowadzać do żadnych zaniedbań obowiązków szkolnych, lub innych zajęć. Miłość nas wzmacnia, ale również udoskonala, nie może więc być przyczyną naszych niepowodzeń i kłopotów. To ona prowokuje nas do znalezienia i zastosowania nowej strategii działania, która spowoduje, że staniemy się lepsi, wrażliwsi i mądrzejsi. Bo tylko wtedy jest prawdziwa.

AB: TO BARDZO TRUDNA SYTUACJA I DLA DZIECKA I DLA RODZICA.

S.A.G: Jedyne, co musimy wiedzieć to to, że na żadnym etapie rozwoju tego fascynującego uczucia nie możemy nastolatka łamać, poniżać, ani tym bardziej zmuszać do porzucenia, odstąpienia lub negacji tego, co w danym momencie przeżywa.

Bo takim zachowaniem doprowadzamy do wystąpienia kilku rodzajów kryzysów równocześnie, takich jak: kryzys lęku, tożsamości i wiary we własne możliwości. Prócz tego wzniecimy w nim: złość, agresję, rozgoryczenie, żal i poczucie krzywdy. Musimy nauczyć nastolatki szacunku do siebie samych. Szacunek do samego siebie, chroni przed niebezpiecznym przekraczaniem granic, chroni przed abnegacją ze strony innych.

Młody człowiek musi wiedzieć, że niezależnie jak silne jest jego uczucie, którym kogoś obdarza, musi włączyć swoją uważność, aby darzyć się lojalnością, która chroni przed rozmienianiem siebie na drobne, dlatego, że ani życie, ani miłość nie są na sprzedaż. Nie rozdajemy swoich uczuć innym po kawałku, kierujemy je do tej osoby, która na nie czeka i chce je od nas przyjąć, dając w zamian swoje.

AB: MOŻE NIEADEKWATNE REAGOWANIE RODZICÓW WYNIKA Z TEGO, ŻE SAMI NIE MAJĄ ODPOWIEDNIEJ WIEDZY? NIKT NAS NIE NAUCZYŁ JAK ZAREAGOWAĆ. DLATEGO UCIEKAMY, BO CO MAMY POWIEDZIEĆ WŁASNEMU DZIECKU? NAWET GDY WYSŁUCHAM, USIĄDĘ, PRZYTULĘ, TO CZĘSTO NIE UMIEM POWIEDZIEĆ, CO DALEJ, JAK MA SOBIE Z CZYMŚ RADZIĆ. SAMA TEGO NIE WIEM, JAKO RODZIC. TO TROCHĘ JAK ZAMKNIĘTE KOŁO. I CHYBA CZASEM POTRZEBNA JEST POMOC Z ZEWNĄTRZ.

S.A.G: Dlatego też przygotowuję podręcznik dla dzieci, rodziców i nauczycieli, aby pokazać im inne możliwości, wynikające z nowej strategii komunikacji. Będzie to tym bardziej przydatne, kiedy czeka nas wiele zmian w szkolnictwie. Proponowane przeze mnie techniki mają na celu szybsze zauważenie i skatalogowanie emocji u dziecka, aby ułatwić mu funkcjonowanie w grupie rówieśniczej i przyzwyczaić do pokonywania różnego rodzaju trudności. Natomiast dorośli poznają strategie rozwiazywania problemów dziecka, z trochę innej perspektywy niż do tej pory. Będą mogli nie bać się odstąpienia, od ograniczania dziecku przeżywania porażek i tym samym nie skazywać go na nieśmiałość i przeciętność. Bowiem im wcześniej dziecko pozna smak porażki i sposoby jej pokonywania, tym szybciej wykształci równowagę emocjonalną, niezbędną przy pokonywaniu kryzysów, które na każdym etapie życia są nieuchronne.

AB: NIEUCHRONNE, ALE I KONIECZNE.

S.A.G: Oczywiście, są konieczne, bo dzięki nim wciąż się czegoś uczymy, wciąż się rozwijamy. Gdybyśmy nie opuszczali własnej strefy komfortu, to byśmy byli tacy sami, to byłoby strasznie nudne i przygnębiające. Jeśli zarzucimy własny rozwój, to staniemy się przeźroczyści, niewidoczni i przeciętni.

AB: MYŚLI PANI, ŻE KAŻDY MA POTRZEBĘ BYCIA NIEPRZEŹROCZYSTYM?

S.A.G: Tak, jeśli to wynika z wewnętrznej potrzeby. Natomiast, jeśli sprawia nam satysfakcję, pozostawanie w strefie przeciętności i szarości, bo jest nam tak wygodnie, to nic i nikt nas nie przekona, ani tym bardziej nie zmusi do jej opuszczenia.  Jednak jeśli w niej pozostaniemy, to nigdy nie dowiemy się jak byśmy się czuli, kim byśmy byli i co byśmy robili, gdybyśmy podjęli ryzyko wyjścia z niej.

AB: TRUDNA I DŁUGA DROGA PRZED NAMI, ZWAŻAJĄC NA TO, JAKIE KOMPETENCJE MAJĄ NIEKTÓRZY NP NAUCZYCIELE. CHYBA NIE KAŻDY POWINIEN NIM BYĆ, PRAWDA?

S.A.G: Mogą być wszyscy, którzy chcą, ale muszą być otwarci na zmiany, na ciągłe doskonalenie swoich umiejętności, na ustawiczny trening genialnych strategii. Taką nową techniką są wprowadzone do procesów komunikacyjnych moje emocjonalne transportery. Trzeba tylko chcieć je poznać, a potem oswoić i nieustannie ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć…

AB: CZY TE WŁAŚNIE ELEMENTY POWINNY OBLIGATORYJNIE ZNALEŹĆ SIĘ W PROGRAMACH NAUCZANIA PRZYSZŁYCH PEDAGOGÓW?

S.A.G: Tak, jeśli ja prowadzę zajęcia, to tak.

AB: TO RZECZYWIŚCIE NIEZWYKLE ISTOTNA WIEDZA. ZATEM ŻYCZMY SOBIE, ŻEBY PANI BYŁA WSZĘDZIE, CHOĆ REALNIE PEWNIE TAK SIĘ NIE DA. BARDZO DZIEKUJĘ ZA TĘ ROZMOWĘ

S.A.G: Dziękuję.

Sławomira Anna Gruszewska – prof US, dr hab. psycholog, etyk, filozof związana z Uniwersytetem Szczecińskim. Uczestniczka wielu staży naukowych w kraju i za granicą, między innymi w Kijowie, Taszkiencie i Paryżu. Zajmuje się psychologią społeczną, psychologia twórczości, neuropsychologią i psycholingwistyką. Wykłada na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Szczecińskiego, w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, Szczecińskiej Szkole Wyższej Collegium Balticum. Współpracuje z wieloma uczelniami w kraju i za granicą. Konsultantka ds. kryzysów w Instytucie Socjologii Ukraińskiej Akademii Nauk w Kijowie. Fascynuje się sztuką i podróżami.