Moja żona dźwiga dużo więcej niż ja i to jest absolutnie niesprawiedliwe. Uważam, że ona jest dużo inteligentniejszym człowiekiem ode mnie i to nie tylko w kontekście inteligencji emocjonalnej, ale w ogóle w mądrości i wiedzy (mogłaby się teraz obrazić, bo się czasami się o to spieramy). Chęć z jej strony by pozostać 3 lata z każdym dzieckiem w domu (mamy ich trójkę) spowodowała silne ograniczenie perspektyw zawodowych, a chcąc zarobić na rodzinę to ja pracowałem jak najwięcej co spowodowało nieplanowane awanse i doprowadziło do tego, że stałem się tym głównym, utrzymującym rodzinę. To dziś jakby przesuwało ten ciężar; ja mam  sukcesy,  akceptację, mam powody by czuć się świetnie; żona jest w znacznie trudniejszej sytuacji – to pokłosie tego podziału ról, który na siebie wzięliśmy. Rozmowa z Rafałem Zającem, Prezydentem Stargardu.

Agata Baryła: Dzień dobry Panie Prezydencie, wiemy, że będzie pan kandydował w nadchodzących wyborach – jedni się cieszą, inni nie. Rozpocznę klasycznie i zapytam o Pański program, jakie jest Pana plan dla Stargardu?

Prezydent Stargardu Rafał Zając: Uważam, że Stargard jest miastem, które nie powinno mieć żadnych kompleksów. Mimo, że jest miastem średniej wielkości to może być miastem, w którym się dobrze mieszka, pracuje i żyje. Miastem, w którym można sensownie zarobić i pracować w dobrym zakładzie pracy; znaleźć atrakcyjne miejsce zatrudnienia. Miastem, w którym jest atrakcyjna oferta edukacyjna, rekreacyjno – wypoczynkowa oraz dobra oferta kulturalna. Stargard sukcesywnie i zgodnie z założeniem staje się miastem kompletnym, miastem o dobrej przestrzeni publicznej, w której się nam dobrze funkcjonuje. Średniej wielkości miasta mają swoje przewagi – są one w stosunku do potencjału wielkich aglomeracji często niedoceniane. Pamiętam jak kiedyś jeden z moich „mistrzów” mawiał, że w Stargardzie krócej dojeżdża się z punktu A do punktu B niż w dużym mieście idzie się na przystanek autobusowy. To jest miasto, w którym wszędzie jest blisko i pokonywanie tych przestrzeni nie jest tym pożeraczem czasu. Przekłada się to na łatwość życia, którą uzyskujemy.

 

Warunkiem abyśmy w średniej wielkości mieście czuli się dobrze, jest możliwość realizowania lokalnie swoich aspiracji, marzeń, pragnień i potrzeb. Również tych związanych ze swoją aktywnością społeczną i kulturalną. Więc jeśli pani pyta o program, to my ten potencjał chcemy wykorzystać. Chcemy aby Stargard był dobrym miastem do życia i do wypoczynku.

 

A.B.: Jak radzić sobie z trendem wyludniania się miast? Ten problem dotyka również średniej wielkości miasta. Czy dotyczy to także Stargardu?  Jak sobie z nim radzić?

 

R.Z.: Tendencja praktycznie ogólnoeuropejska jest taka, że ze średniej wielkości miast (podobnie jak ze wsi) ludzie wyjeżdżają do aglomeracji ze względu na pewne przewagi, które obserwujemy w dużych miastach. Jest jednak grupa średniej wielkości miast, która idzie wbrew tym tendencjom i w Stargardzie mamy właśnie taką sytuację. Obserwujemy na rynku mieszkaniowym spore wzrosty wskaźnika zakupu mieszkań na potrzeby wynajmu dla pracowników dużych zakładów pracy, które zorganizowały się w naszym mieście. Jestem przekonany, że w przypadku dużej podaży miejsc pracy jesteśmy w stanie przełamać ograniczenia średniego miasta. Dzisiaj mamy taką sytuację, że po przemianach ustrojowych ze Stargardu ubyło ponad 4 tysiące miejsc pracy. W to miejsce stworzyliśmy około 6 tysięcy nowych miejsc, więc my już mamy zwiększoną podaż miejsc pracy w stosunku do ubytku, który był w latach 90-tych.

 

A.B.: I jaki to trend?

 

R.Z.: Trend rosnący, to znaczy, wciąż negocjujemy z nowymi inwestorami, te negocjacje w jakiejś części kończą się sukcesem powstają nowe fabryki, zakłady. Jednocześnie w Stargardzie już funkcjonują potężne korporacje, (Cargotec, Bridgestone, Radiometer Solution, Klippan Safety), które dziś czując się tu dobrze i mając świetną sytuację na rynku reinwestują lokalnie zwiększając swój potencjał zatrudnieniowy. Cargotec z zakładu pracy w początkowej fazie 300 osób obecnie zatrudnia w Stargardzie ponad 1500 pracowników. Przyrost zatrudnienia na przestrzeni kilku lat jest ogromny. To jest największy zakład pracy dzisiaj i dotyczy to wielu innych wymienionych przeze mnie firm. Zaczynając od zatrudnienia po kilkadziesiąt osób, dziś jest to kilkaset – bardzo dynamiczny rozwój. Cały czas prowadzimy negocjacje z kolejnymi markami i inwestorami, którzy szukają odpowiedniej lokalizacji dla siebie. Teraz w zabudowie są dwie duże działki. Na jednej hale na wynajem buduje szczeciński deweloper Waimea Holding, który stawia w Stargardzie Nord-West Logistics Park. Planowane jest zatrudnienie w nich 1200 – 1500 pracowników, jest to więc duży potencjał. Rozpoczyna tu także budowę potężnego centrum dystrybucyjnego na ten region Polski firma Lidl. Planowane jest zatrudnienie 200 pracowników; ta liczba jest niewielka w stosunku do powierzchni zabudowy, lecz wynika to z dużego poziomu automatyzacji pracy. Na pewno w przyszłości nastąpi re-inwestycja także to zatrudnienie jeszcze się zwiększy.

 

A.B.: Mamy już pracodawców, mamy miejsca pracy, teraz potrzebni są pracownicy…

 

R.Z.: Tak, jest i to jest właśnie ta szansa dla nich. Dziś widzimy dynamicznie rozwijającą się mieszkaniówkę, przez lata nie było takiej zabudowy, dziś w które miejsce Stargardu by się nie zajrzało tam powstają budynki wielorodzinne, w dużej części na wynajem, więc my jeszcze nie widzimy tego w tendencji zameldowanych. W tym roku rozpoczęliśmy taka akcję „Płace i Stargard tworzę” żeby próbować przekonać tych, którzy tu planują stworzyć swoje „centrum życiowe”, a jeszcze się nie meldują i rozliczają podatku w Stargardzie. Zobaczymy jak ta akcja się przełoży. Efekty będziemy widzieć dopiero na początku przyszłego roku kiedy będziemy obserwować kolejny rok rozliczeniowy ale szykujemy się już z dużą akcją promocyjną na wschodni region województwa zachodniopomorskiego.  Po badaniach, które prowadziła nam firma zewnętrzna wiemy, że jest szansa na przyciągniecie pracowników z tamtej części województwa. Tamtejsza sytuacja na rynku pracy jest inna, ponieważ jest  wyższe bezrobocie i niższe płace, więc jesteśmy w stanie przyciągnąć atrakcyjną ofertą zatrudnienia nowych pracowników. I to jest szansa dla Stargardu by zwiększyć wzrost liczby mieszkańców, bo wzrost liczby mieszkańców dla takiego miasta jak nasze jest dziś podstawowym wyzwaniem.

Oś rozwojowa opiera się o rozwój gospodarczy i w konsekwencji o rozwój ludnościowy. Jeśli uda nam się to zrobić, będziemy szli analogiczną tendencją jak duże aglomeracje, przy wszystkich przewagach wynikających z życia w średniej wielkości mieście.

 

A.B.: Nasze czytelniczki zapewne będą żywo zainteresowane Pana podejściem do życia kobiet w mieście, na początek spytam między innymi o infrastrukturę przedszkolną, szkolną, edukacyjną, politykę socjalno opiekuńczą? Jak to wygląda obecnie i jakie są perspektywy?

 

R.Z.: Mamy głębokie przekonanie, że dziś młodzi ludzie bardzo patrzą na czas, który poświęcają dzieciom. Jeśli chodzi o warunki zatrudnienia to dużo częściej przewagę dla nich buduje dobra oferta opieki nad dziećmi i dobra organizacja zajęć popołudniowych niż tylko sam dochód. Przemiany społeczne są bardzo widoczne i my te wyzwania absolutnie podejmujemy. W przeciągu ostatnich 4 lat liczba miejsc w przedszkolach publicznych w Stargardzie urosła z 850 miejsc do ponad 1400, łącznie z tym, że na Osiedlu Pyrzyckim wybudowaliśmy zupełnie nowy obiekt szkolno-przedszkolny oddany właśnie we wrześniu tego roku. Nie zatrzymamy się w podaży tych miejsc przedszkolnych ponieważ chcemy zaspakajać te pilne potrzeby. Uważam, że jest to konieczne. Negocjujemy też z bardzo dużymi firmami i jesteśmy na dobrej drodze żeby przy ich udziale wybudować typowe przedszkole zakładowe. Jesteśmy już w dużym porozumieniu. Szykujemy się do opracowania koncepcji, a teren na  inwestycję jest już praktycznie przesądzony. Żeby również ci, którzy przyjeżdżają z innej miejscowości mogli skorzystać z oferty na zasadzie pierwszeństwa, w którym to zakład pracy zapewnia swoim pracownikom liczbę miejsc przedszkolnych to też jest jeden z elementów przyciągających nową kadrę do Stargardu. A jeśli im tu się będzie dobrze żyło to zakładam, że część z nich przeniesie tu swoje centrum życiowe. Ważna jest oferta edukacyjna, oferta zajęć popołudniowych i obecnie nad tym teraz również pracujemy. Wspieramy zarówno działalność klubów sportowych i wspieramy działalność szkoły muzycznej. Udało się nam od września tego roku otworzyć Ogólnokształcącą Muzyczną Szkołę Podstawową pierwszego stopnia, czyli poza państwową szkołą muzyczną, która uczy w systemie popołudniowym,  utworzyliśmy szkołę muzyczną, która uczy w normalnym rytmie lekcyjnym. To trzecia tego typu szkoła w województwie. Pozyskaliśmy środki na budowę Stargardzkiego Centrum Nauki – odniesieniem dla nas jest Centrum Nauki Kopernik, z tym że my chcemy postawić na nauki ścisłe min. przyrodnicze, matematykę, fizykę. Będą motywem przewodnim dla naszego centrum nauki i jednocześnie wzmacniać nasze placówki oświatowe. Do tego ważna jest także oferta rekreacyjna. Szykujemy się do przebudowy pływalni i stale modernizujemy place zabaw.

 

A.B.: Czy szykują się jakieś konkretne inwestycje na najbliższe lata?

 

R.Z.: Tak, budujemy wciąż place zabaw ponieważ mamy duży budżet obywatelski. Systematycznie w parkach miejskich również budujemy place zabaw, aktualnie dwa duże – jeden w pełni dostosowany do potrzeb dzieci niepełnosprawnych, by mogły swobodnie korzystać z obiektów dla nich przeznaczonych, np. wraz z wózkiem wjechać na odpowiednio przygotowaną karuzelę. W swoich deklaracjach wyborczych widzę również potrzebę zbudowania toru rolkarskiego /wrotkarskiego, zadaszenia naszego lodowiska, by w czasie zimowym nasza oferta była atrakcyjna. Najważniejsze to przebudowa naszej pływalni z funkcją aquaparku. Na dziś przygotowujemy dokumentację zamienną. Na początku roku rozpoczniemy przetarg – jest to już w gotowości. Planujemy też wybudować dwie hale typowe do piłki nożnej dla dzieci i młodzieży, bo dziś 400 dzieci trenuje w Akademii Piłkarskiej „Błękitni” w Stargardzie. Ta liczba powoduje, że musimy zapewnić odpowiednie hale, które służą tej części sekcji, tak żeby pozostałe hale mogły służyć innym dyscyplinom. Jeśli już mówimy o przedszkolach to rozbudowujemy opiekę dla dzieci młodszych i sieć żłobkową. Dawniej mieliśmy 140 miejsc w żłobku, dziś mamy około 220, a szykujemy się do budowy nowego budynku komunalnego, w którym parter przeznaczymy na ofertę żłobkową z 60 miejscami. Równocześnie dofinansowujemy niepubliczne żłobki oraz przedszkola i ta sieć w całości zaspokaja potrzeby, ale chcemy aby to oferta publiczna była ofertą dominującą. Oferta edukacyjna plus opiekuńcza to podstawy do tego by młody pracownik, planujący założyć rodzinę czuł się tutaj dobrze.

 

A.B.: Czy ma Pan jako obecny prezydent i jednocześnie kandydat, plan na aktywizację zawodową kobiet, które “wyszły” z rynku pracy i jest im trudno wrócić na zawodowe tory, choćby z powodu urodzenia dziecka, ale również z innych powodów tj. choroba czy wiek?

 

R.Z.: Nie mam przekonania, że rynek sobie poradzi ze wszystkim, absolutnie jestem zwolennikiem gospodarki rynkowej ale z elementem wsparcia państwa i samorządów. Widzę potrzebę wsparcia tych słabszych. Natomiast generalnie najpierw musi być oferta rynkowa. Jeśli panie będą mieć atrakcyjną ofertę pracy to większość z nich poradzi sobie z tym doskonale mając zabezpieczenie w postaci pieczy nad dziećmi. My realizujemy wiele zadań, które mają wspierać, począwszy od  osób długotrwale bezrobotnych, którym bardzo ciężko jest się przekwalifikować. Już przed laty wspólnie z Caritasem Archidiecezji Szczecińskiej wprowadziliśmy narzędzie w postaci Centrum Integracji Społecznej. Jedną z branż, którymi się zajmuje Centrum jest przeszkolenie w opiece nad osobą zależną – jest to typowy element kierowany do kobiet. Warunkiem do podjęcia tej pracy jest długotrwałe bezrobocie połączone nierzadko z pewnym stopniem niepełnosprawności. To jest oferta dla osób, które są w najtrudniejszej sytuacji rodzinnej i materialnej. W CISi e oprócz przeszkolenia w pełnieniu tej pracy jest ogromne wsparcie psychologiczno-społeczne. Każda z tych pań korzysta z terapii grupowej. Ma możliwość  skorzystania z terapeuty d.s uzależnień czy psychoterapeuty jeśli występują tego typu problemy. Dzięki CIS-owi, pań z tego typu problemami mamy coraz mniej. Wpływa na to też program 500+, którego ja nie jestem krytykiem, choć osobiście chciałbym aby miał charakter  aktywizujący a nie bierny. Jestem zwolennikiem redystrybucji dochodów. Nie może być tak, ze niektóre rodziny żyją w skrajnym ubóstwie i państwo jest za to współodpowiedzialne. Co do zasady ten program popieram, natomiast inaczej dysponowałbym tymi pieniędzmi – w sposób bardziej aktywizujący. I tu właśnie nakłada się ten niekorzystny element związany z ugruntowywaniem nieaktywności i pobytu w domu. To jest niedobre zjawisko. W tych sytuacjach słabszych mamy bardzo wiele narzędzi. Mamy przetestowane programy w szkolnictwie zawodowym.

Młode kobiety, które przechodzą przez system szkolnictwa zawodowego wchodzą w programy typu „Masz staż, masz pracę”. Współpracujemy z największymi i nie tylko największymi firmami w Stargardzie, więc te programy stażowe w firmach są chętnie wykorzystywane przez przedsiębiorców.

Praktycznie wszyscy, którzy przechodzą przez te programy mają szansę otrzymać zatrudnienie. Szkolnictwo zawodowe w Stargardzie zostało wyróżnione nie tylko w Polsce ale i również za granicą, ponieważ poziom tego szkolenia w porozumieniu z biznesem mamy już dobrze wypracowany. Spora liczba zakładów pracy stawia na zatrudnienie pań, ponieważ są bardzo lojalnymi pracownikami, które niekoniecznie pracują w typowych zawodach kobiecych. W branży motoryzacyjnej i AGD na taśmach montażowych pracuje bardzo wiele kobiet. 80 czasami 90% pracowników na produkcji to są panie. Są to pracownice bardzo lojalne i skrupulatne, które czasami lepiej się sprawdzają na tych stanowiskach. Efektem tutaj oczekiwanym natomiast powinien być wzrost płac, my musimy mieć dużą podaż nowych miejsc pracy w tych branżach po to żeby panie nie pracowały na najniższych wynagrodzeniach. Dlatego musimy mieć stały dopływ inwestorów. Nie oznacza to jednak, że w Stargardzie nie posiadamy miejsc pracy typowo kobiecych, np. na naszym terenie znajduje się firma Bianco Evento szyjąca suknie ślubne, która szyje je na rynek europejski pod bardzo dobrymi włoskimi markami. Kolejna szwalnia buduje właśnie swój nowy zakład.

 

A.B.: Skoro już o kobietach mówimy… poruszmy kwestię in vitro. Czy uważa Pan, że samorządy powinny finansować tego typu działania?

 

R.Z.: Moim zdaniem nie powinny. Ze względu na to, że w państwie musi być podział kompetencji i on jest. Samorządy w tej chwili mają tak wiele różnych zadań, wspomnieliśmy chociażby o tej pieczy nad dziećmi. Zadania związane z finansowaniem opieki medycznej są zadaniem ministra zdrowia i NFZ oraz składki, którą każdy pracownik płaci. Jako samorządowiec nie znam się na branży medycznej i po prawdzie, nie muszę się znać. Nie chcę tu zatrudniać specjalistów. którzy będą mi mówili czy ta metoda leczenia jest lepsza czy gorsza, czy takie szczepienie jest lepsze czy gorsze.

 

Uważam, że populistyczne wchodzenie samorządów w określone świadczenia zdrowotne jest błędem, ponieważ to nie leży w kwestii samorządów. Samorząd się po prostu na tym nie zna. Jeśli chodzi o samo in vitro to nie jestem od oceny postaw niektórych rodzin. Rozumiem z jakim problemem boryka się rodzina która nie posiada dziecka i tego bardzo pragnie i dziś medycyna powinna wychodzić naprzeciw i oferować takie metody, które będą w stanie im pomóc. Ale czy to będzie akurat ta metoda to osobiście trudno mi powiedzieć, ponieważ nie jestem w tej dziedzinie specjalistą.

 

A.B.: Czy popiera Pan finansowanie szczepień?

 

R.Z.: My w Stargardzie mamy taką ofertę związaną ze szczepieniami, w ramach której pokrywamy koszty szczepień osobom o najniższych dochodach, bo zadaniem gminy jest pomoc społeczna, a tą pomocą jest znoszenie ograniczeń w funkcjonowaniu rodzin słabych ekonomicznie.

 

Dziś uważamy, że szczepienie dziewcząt potencjalnie zagrożonych rakiem szyjki macicy przy koszcie ponad 1000 złotych dla rodzin słabszych ekonomicznie jest barierą nie do pokonania. Nawet szczepienie przeciwko grypie, które jest uznane w wykazie szczepień w naszym kraju.

 

Dla niektórych osób zapłacenie 30 – 60 zł jest wyzwaniem i tu już widzę zadanie samorządu, czyli jeśli jakieś szczepienie jest uznane przez Państwo, to zadaniem samorządu jest pomoc osobom, których nie stać na takie szczepienia. I w naszym systemie prawnym funkcjonuje w Stargardzie system osłonowy, który wspiera osoby słabsze ekonomicznie pokrywając koszty szczepień, ale decyzja o szczepieniu należy wyłącznie do tej rodziny, która chce zaszczepić swoja córkę w wieku 12-lat przeciwko rakowi szyjki macicy i to musi być decyzja podjęta w konsultacji z lekarzem. i  W zależności od swojego dochodu taka rodzina otrzyma pomoc wyższą lub niższą – to jest zadanie samorządu, pomoc słabszym ekonomicznie. Przy czym uważam, że wprowadzenie przez samorząd programów szczepień dla wszystkich dziewcząt za NFZ i za ministerstwo zdrowia byłoby błędem, ponieważ jest to branie odpowiedzialności za to, że to szczepienie jest prawidłowe, potrzebne i najważniejsze, a może szczepienie przeciwko pneumokokom jest  ważniejsze? Ja się po prostu na tym nie znam – do tego są potrzebne odpowiednie kompetencje. Natomiast jeśli ktoś chce się zaszczepić, a przeszkadza mu w tym niski dochód to już jest zadanie samorządu. I my mamy właśnie taki program osłonowy.

 

A.B.; Edukacja seksualna temat w dalszym ciągu marginalizowany, trochę tabu. Są opinie, które mówią, że jest to  absolutnie niezbędne w szkołach, inni z kolei traktują to jako psucie i demoralizację. Czy Pana zdaniem szkoły powinny rzeczywiście wchodzić systemowo w program edukacji seksualnej i na jakim poziomie?

 

R.Z.: Nie unikam odpowiedzi na trudny temat, powiem jednak, że za programy kształcenia w Polsce odpowiada Ministerstwo Edukacji Narodowej. Samorząd nie odpowiada za system kształcenia i nie powinien. Polityka oświatowa mająca charakter lokalny miała już miejsce w Skandynawii i to z bardzo kiepskimi skutkami dla poziomu kształcenia. To państwo powinno ustalać jakość i program kształcenia – tak to jest w Polsce przeprowadzane. Więc nie odpowiadam za to czego nie powinno się uczyć np. na lekcjach historii, ale swoje zdanie na ten temat mogę mieć. I nie odpowiadam za to czy powinno się uczyć edukacji seksualnej, religii czy etyki, aczkolwiek swoje zdanie na ten temat posiadam.

Jako rodzic swoje dzieci staram się edukować również w tym obszarze. Przyznam, bardziej mogę liczyć na moją żonę niż na siebie samego – głównie ze względów czasowych, ale nasze dzieci mogą liczyć na odpowiedź na każde pytanie, nawet bardzo trudne, związane z edukacją seksualną. Oczywiście ta odpowiedź powinna być dostosowana do wieku dziecka. Wydaje mi się, że edukacja seksualna powinna w pierwszym rzędzie objąć dorosłych.

A.B.: Czy i jak miasto zamierza wspierać kobiety, które stały się ofiarą przemocy domowej?

R.Z.: Oczywiście. Posiadamy bogatą pomoc prawną dla kobiet, które stały się ofiarami przemocy. Mamy specjalnie uruchomione schronisko dla kobiet z dziećmi, które są matkami i ofiarami przemocy. Posiadaliśmy również program leczenia sprawców przemocy ale całość nie odniosła takiego skutku jakiego się spodziewano, głównie ze względu na trudność i specyfikę problemu, ale nie rezygnujemy. Mamy rozbudowane programy psychoterapii różnych grup, które mają problemy związane z alkoholizmem, również dzieci alkoholików. Na utrzymanie programu dla osób uzależnionych i współuzależnionych posiadamy fundusze zapewniające kontynuację terapii po tej podstawowej, finansowanej przez NFZ – te formy wsparcia koniecznie należy kontynuować. Posiadamy punkt Monaru. Jest specjalny niebieski pokój, on dziś już jest popularny – stworzyliśmy go jako jedni z pierwszych w Polsce, do dziś funkcjonuje, wykorzystywany m.in przez sądy i prokuraturę. Kładziemy duży nacisk na wsparcie w rozwiązywaniu problemów, zwłaszcza problemów związanych z przemocą.

A.B.: Mogę więc stwierdzić, że Stargard jest miejscem przyjaznym kobietom?

R.Z.: Tak choć, kłopotem jest sam system prawny. Uważam, że pomimo wprowadzania w ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, mechanizmów, które na pozór wyglądają jak modele amerykańskie wciąż nie mamy efektywnego zakazu zbliżania się sprawcy. Mimo tego, że on funkcjonuje w polskim prawie, jest mało efektywny, jak sądzę ze względu na to, że występuje on dopiero na etapie postępowania przygotowawczego; a nie na etapie pierwszego kontaktu czyli służb społecznych czy organów ścigania.

Zakaz zbliżania jest dużo powszechniej stosowany w systemie amerykańskim i on jest tym podstawowym elementem chroniącym kobietę, Jeśli ona zgłasza problem przemocy, natychmiast odsuwa potencjalnego sprawcę przemocy i później dopiero rozpatruje się zasadność. W polskim systemie należy  najpierw wykazać, że kobieta ma … rację. Przy przemocy psychicznej jest to strasznie trudne, bo rzeczywista walka z przemocą domową wymaga wejścia na trochę wyższy poziom ochrony. To jest kwestia prawodawstwa i zajmują się tym mądrzejsi ludzie niż ja, ale mam świadomość, że coś tu do końca nie działa.

Mamy m.in zespół interdyscyplinarny; wszystkie niezbędne narzędzia, ale mam poczucie, że z problemem przemocy nie działamy efektywnie. Chyba brakuje w systemie prawnym tej „kropki nad i” żeby bezwzględne podejrzenie przemocy odsunęło potencjalnego sprawcę, a dopiero później nastąpił proces dowodowy, który ma wskazać istotę konfliktu. Dziś kobieta, która najczęściej jest ofiarą przemocy jest stroną słabszą w polskim systemie prawnym.

A.B.: Na koniec zapytam o rodzinę, o to jak żona odbiera pańskie czasochłonne urzędowanie, jak to Państwo godzicie?

R.Z.: Moja żona dźwiga dużo więcej niż ja i to jest absolutnie niesprawiedliwe. Uważam, że ona jest dużo inteligentniejszym człowiekiem ode mnie i to nie tylko w kontekście inteligencji emocjonalnej, ale w ogóle w mądrości i wiedzy (mogłaby się teraz obrazić, bo się czasami się o to spieramy). Chęć z jej strony by pozostać 3 lata z każdym dzieckiem w domu (mamy ich trójkę) spowodowała silne ograniczenie perspektyw zawodowych, a chcąc zarobić na rodzinę to ja pracowałem jak najwięcej co spowodowało nieplanowane awanse i doprowadziło do tego, że stałem się tym głównym, utrzymującym rodzinę. To dziś jakby przesuwało ten ciężar; ja mam co chwilę sukces,  akceptację, mam powód by czuć się świetnie; żona jest w znacznie trudniejszej sytuacji – to pokłosie tego podziału ról, który na siebie wzięliśmy. Absolutnie z pełnym szacunkiem odnoszę się do roli żony, ponieważ jest ona dużo trudniejsza. Dużo trudniej o akceptację, dużo trudniej jest o to żeby ktoś nosił wieniec laurowy na głowie, a dźwiga dużo większą odpowiedzialność w wielu aspektach. Trudno znaleźć słowa by odpowiednio to wyrazić.

A.B.: Dziękuję bardzo za rozmowę.

R.Z.: Dziękuję serdecznie.