No i stało się, to co nie powinno mieć absolutnie miejsca, rozłożyło mnie jakieś wstętne choróbsko na łopatki. Tak zupełnie, kompletnie, całkowicie. Położyłam się spać w formie, a obudziłam, nie mając glosu i nie mogąc się ruszyć z łóżka. Zadziwiające ale wydaje mi się, że w czasach, gdzie kalendarz jest zaplanowany i zapełniony po brzegi, również chorobę powinno się z jakimś uprzedzeniem w niego wpasować.
Zadzwoniłam do przychodni, chcąc umówić się na wizytę, jednak okazało się, że tam też trzeba zachorować, współpracując z kalendarzem Pań w rejestracji.
Pytam zatem, kto w obecnej sytuacji, ma czelność i czas, żeby sobie tak po prostu pochorować? Tak bez uprzedzenia jakiejś gry wstepnej, tylko od razu, ciach nóż w plecy i leżysz.
Ależ jestem zuchwała! Oto ja, matka dwójki dzieci, tytan pracy zaniemógł i padł. Zanim jednak wywiesił białą flagę, podjął rękawicę i chciał powstać. Bo przecież kto leży – słabym jest, a słabymi się gardzi w świecie wojowników. Po próbie odrodzenia, rękawice i garda jednak opadły. Wojowniczka leży i … się wścieka.

Nie ma chyba dla wojownika nic bardziej deprymującego niż bezsilność. No właśnie, to że fizycznie zaniemógł, nie znaczy, że jego głowa nie pracuje. Natychmiast ustala priorytety zadań…

W pierwszej kolejności, dzieci. Tak, trzeba ogarnąć dzieci, trzeba im dać coś jeść, syropy, inhalacje, przygotować strój na bal karnawałowy i wyprawić w drogę. Przecież zwolnienie lekarskie nie obowiązuje w przypadku opieki nad dziećmi. Nie uda się ich na czas choroby jakoś cudownie za-hibernować by w tle nie słychać było: mamo, mamo, mamo…

Przykładowy poranny dialog z moim sześciolatkiem:
– Mamo – jest dziś weekend?
– Nie synku, dziś wtorek, a dlaczego pytasz?
– Mamo bo nic mi się nie zgadza…
– Dlaczego? – pytam.
– Jest wtorek 7.30, a Ty jesteś jeszcze nie ubrana?
– Jestem chora synku – potulnie odpowiadam.
– Ale jak to, nie idziesz do pracy??? Przecież zawsze wstajesz pierwsza, budzisz mnie już ubrana i zawsze chodzisz do pracy!
– Synku, muszę zostać w domu, nie mam dziś zwyczajnie siły pracować.
– O to super! Czyli jak wrócę z przedszkola, to będziesz w domu?
– Tak –  odpowiadam –  nigdzie się dziś nie wybieram.

– A to w końcu będziemy mogli się długo bawić, skoro jesteś w domu?
– Tak synku, będziemy się bawić, o niczym innym nie marzę…
Tymczasem w równoległym świecie zawodowym, zwrotka na mailu informująca o chorobie, przekierowany telefon, również nie zwalnia z obowiązków. Kalendarz był przecież ustawiony, spotkania zaplanowane – i co teraz? Wyznaczanie osób do wykonania moich zadań, a zaraz potem dyskusje pod sitcom-owym tytułem: „dlaczego ja?”, na które w takiej sytuacji nie ma się ochoty.
Tym bardziej, że w innej części mózgu odbywa się już operacja pt. „minimalizacja strat”- czyli zamartwianie się, czy ktoś mozolenie przeze mnie przygotowywanych tematów, zwyczajnie ich nieodwracalnie nie spieprzy. Na dodatek dzwoni szef?
Po informacji o mojej niedyspozycji słyszę:
– A wiesz, głos masz całkiem dobry, nie słychać, byś była taka bardzo chora, jutro już będziesz normalnie?
Kurtyna…
– Eee raczej nie będe, mam umówionego lekarza…
– Aha, słyszę wzdychnięcie, ech to szkoda, bo wiesz akurat mamy zamknięcie miesiąca i kilku projektów to nie jest dobry termin na chorobę….
Na koniec słyszę: No nic – kuruj się i odpoczywaj w spokoju… – w głowie już chciałam dodać – na wieki wieków – amen.

I po takiej rozmowie, zastanawiam się, kto spieprzył? Kto tak ewidentnie spieprzył oprogramowanie w mojej głowie. Dlaczego w moich myślach pojawiły się jeszcze większe wyrzuty sumienia i ogromne poczucie beznadziei i słabości. Oczywiście chwilę później, pojawia się również złość i gniew, na osobnika w postaci szefa. Za moment kolejna myśl, że to jednak moja wina. Przecież przez lata przyzwyczaiłam wszystkich i siebie, że jestem zawsze sprawna, nawet chora z wydajnością niemalże zerową i na tzw ostatnich nogach ale jestem w pracy i mam kontrolę, bo przecież to na mnie spoczywa odpowiedzialność.
Myślę, że to my kobiety same gotujemy sobie taki marny los. Ja na pewno za swój odpowiadam i staram się odganiać natarczywie wracające myśli automatyczne, związane z wyrzutami sumienia.
Przykładowe myśli:
– Inni pracują, a ja gniję bezużytecznie w łóżku, a mogłabym pomóc…
– Jestem w domu, wokół mnie balagan, a ja nie sprzątam, a mogłabym mieć czysto…
– Obiad trzeba zrobić, pusto w lodówce, pranie do zrobienia…i wiele innych…
A może tak skupić się na sobie. Ja zaczęłam właśnie od dziś:
W obszarze zawodowym:
Wyłączyłam telefon i zamknęłam komputer po ówcześniejszym oddelegowaniu zadań. Zobaczymy co zastanę gdy wrócę. Może zaskakująco wyłoni się jakiś lider, chcący wziąć odpowiedzialność, któremu nie zostawiałam dotychczas zbyt dużego pola do popisu.
W domowym:
Bałaganu nie widzę, poczeka nie ucieknie…
Obiad zamówię
Dzieci pograją lub poogladają telewizję, nic im się nie stanie…
Cóż wgrywam natychmiast nowe oprogramowanie. Nawet ajfony, potrzebują się wyłączyć aby wgrać aktualizację. Mój osobisty stwierdzam, był absolutnie wadliwy, zatem należy bezwłocznie wprowadzić zmiany i udogodnienia. Aktualizację czas zacząć:)
Miłego chorowania: dziewczyny, matki, kobiety pracy.

Kobieta