Arleta Górecka-Przybycień. członek Zarządu Towarzystwa Naukowego Organizacji i Kierownictwa, Coach z akredytacją ICF (ACC), Trener, Wykładowca. Żona, mama. Rozmawiamy poruszaniu się koleinami naszych rodziców, z których nie zawsze możemy się wyrwać, o pasji, zawodach, późnym macierzyństwie i życiu, gdy wydaje się, że wszystko już nam się przydarzyło.  

A.B.: Przeważnie na początku rozmowy o to pytam. To może banalny ale jednak akuratni wstęp do rozmowy o życiu. Czy wszystko, co się do tej pory w Pani życiu wydarzyło, jest zgodne z planami, jakie kiedyś tliły się w duszy?

A.G.P.: Niezupełnie. Miałam zwariowane pomysły na życie. Marzyłam o tym, aby mieć fascynującą pracę, podróżować po świecie. Nie planowałam życia rodzinnego.

A.B.: To raczej niespotykane. Wywodzimy się z pokolenia dziewczynek, które uczono konkretnej roli w życiu. Jesteśmy kulturowo ukształtowane by dbać o dom, najbliższych i temu się poświęcić…

A.G.P.: Zawsze bałam się małżeństwa. Przede wszystkim uważałam, że jedynym porządnym człowiekiem na świecie jest mój tata i na pewno nie znajdę już nikogo tak fajnego. Ponadto małżeństwo zawsze kojarzyło mi się z klatką I obowiązkami dla kobiet. Kompletnie nie rozumiałam, dlaczego kobiety chcą wychodzić za mąż. Przecież jest im o wiele lepiej bez męża, dzieci i tych wszystkich obowiązków. Uważałam, że kobieta w małżeństwie zmuszona jest dawać innym nie tylko siebie ale …i czas i pieniądze . Tego nie chciałam.

A.B.: Czyli nie poszło zgodnie planem. Wyszła Pani za mąż, ale zamążpójście nie przeszkodziło w realizowaniu siebie. Czy było to trudne?

A.G.P.: Okazało się, że mój tata nie był jedynym najfajniejszym mężczyzną na świecie. Mój mąż nie tylko nie zamknął mnie w żadnej klatce. Nigdy nie był zaborczy, ani mnie nie ograniczał, przeciwnie – zachęcał do działania. Kiedy miałam jakiś pomysł, to mówił: ”Zrealizuj go” . Przykład – gdy chciałam iść na studia MBA, to nie tylko popierał mój pomysł, ale też zachęcał mnie do tego. Akceptował każde moje decyzje. Zawsze we mnie wierzył.

A.B.: Nie walczył zazdrośnie lub z przymrużeniem oka z Pani ambicjami?

A.G.P.: Nigdy. Wręcz przeciwnie. Ponad dwa lata temu postanowiłam założyć fundację na rzecz aktywnego rozwoju telemedycyny i e-zdrowia w Polsce „E-medycyna”. Powiedziałam o tym pomyśle mężowi. Za jakiś czas znowu o tym wspomniałam. Gdy ponownie poruszyłam ten temat, mąż powiedział: ”Zrób to w końcu. Na razie tylko gadasz i nic nie robisz”. Ubodło mnie to wówczas. Spięłam się i założyłam fundację. Pamiętam, że w marcu złożyłam wniosek w KRS-ie a w maju była już fundacja.

A.B.: To faktycznie, ekspresowo.

A.G.P.: Od razu zakasałam rękawy i zaczęłam działać w fundacji.

A.B.: O współpracy kobiet z kobietami krążą obligatoryjnie dwie opinie. Albo absolutnie źle, bo lepiej z mężczyznami, albo chwalą się współpracą z kobietami. Jakie jest Pani zdanie?

A.G.P.: Nie dzielę ludzi na kobiety i mężczyzn. Albo ktoś mnie kupuje i ja tę osobę też, albo nie. Nie ma znaczenia, czy to jest kobieta czy mężczyzna. Mam wieloletnie doświadczenie we współpracy z kobietami, jak i z mężczyznami. Czasami po prostu trafiamy na człowieka, z którym nam nie wychodzi i tyle.

A.B.: A jakie jest Pani zdanie na temat tzw. „szklanych sufitów”, zjawiska – jak nazwa wskazuje – niewidzialnego, gdy kobietom jest trudniej przecierać szlaki kariery. Czy to tylko stereotyp, czy nadal funkcjonuje?

A.G.P.: Byłam wychowywana przez rodziców w stereotypie, że dziewczynka ma być grzeczna i poukładana. Pewnych rzeczy mi nie wypadało. Musiałam pamiętać czyje nazwisko nosze, by nie przynieść wstydu rodzinie. Mój brat był już inaczej wychowywany. Jemu było wolno dużo więcej. Na przykład – tata często opowiadał, że z dumą zapłaci za pierwszą wybitą szybę przez swojego syna. No i przyszedł ten dzień. Mój brat wybił swoja pierwszą szybę … w samochodzie. Natomiast później, w moim dorosłym życiu, rodzice nadal chcieli włożyć mnie w pewne ramy ,szczególnie moja mama. Miałam wyjść za mąż i pracować, najlepiej na etacie. Chciała, abym była bezpieczna, w domu, z mężem.

A.B.: Bezpieczna przystań, męskie ramiona…

A.G.P.: Dokładnie. Żebym była zaopiekowana i bezpieczna.

A.B.: Mama pracowała zawodowo?

A.G.P.: Tak, pracowała w banku. Była bardzo samodzielną kobietą. Przyjechała do Szczecina w latach 80-tych, które nie były łatwe. Z dala od rodziny, z małymi dziećmi w czasach, gdy wszędzie były kolejki i wszystko było na kartki. Może chciała mnie ochronić przed trudami życia. Chciała, żebym miała lepsze życie… dostatnie i spokojne. Ja jednak, w mojej pracy na 8 godzin czułam się nie na swoim miejscu. Do tej bajki zostałam włożona przez swoją mamę … i źle się tam czułam. To właśnie mój mąż wciąż powtarzał: ”Masz tylko jedno życie. Żyj po swojemu – z pasją”, ale ja nie wiem dlaczego tkwiłam w tej swojej „strefie komfortu”. Odnoszę wrażenie, że właśnie po to, by zadowolić mamę…

A.B.: Całe życie podświadomie staramy się zadowolić najbliższych…

A.G.P.: Rodziców, teściów i wszystkich dookoła. Zobaczcie jaką jestem dobrą żoną. Mieszkanie posprzątane, koszule wyprasowane, obiad mężowi podany i tak dalej. Taki stereotyp. Najśmieszniejsze było to, że mój mąż, dla którego miedzy innymi to robiłam, nie wymagał tego ode mnie. On chciał mieć przy swoim boku szczęśliwą , realizującą się kobietę.

A.B.: A w pracy, jak było z tą kobiecością? Przeszkadzała w relacjach, czy pomagała?

A.G.P.: Nigdy nie miałam sytuacji kryzysowych z tego powodu bycia kobietą. Raczej problemy powodowane były tym, że byłam młodym pracownikiem. Prędzej to ja myślałam, że zachowania pracowników wobec mnie powinny być inne, bo właśnie jestem kobietą. Na przykład przeklinanie, czy palenie papierosów w pokoju, co dwadzieścia lat temu było normą po prostu. Nie chciałam się na to zgodzić, a że byłam najmłodsza, to nie miałam prawa dyktować warunków, to że byłam kobietą było na drugim planie.

A.B.: A jak wychowuje Pani córkę? Mówiłyśmy o mamie, o Pani. Jak będzie z następnym pokoleniem?

A.G.P.: Wszystko, co jej dotyczy jest dla mnie ważne. Może zawsze liczyć na wsparcie z mojej, jak i męża strony. Uczymy ją również samodzielności. Staramy się jej wpoić, że problemy należy rozwiązywać a nie uciekać przed nimi. Kiedy ma jakiś problem, traktujemy to poważnie. Rozmawiamy jak go rozwiązać, ale później Ona sama musi sobie z nim poradzić. My jesteśmy jakby z tyłu. Uczę ją również, że to co mamy jest wynikiem tego, o czym marzymy, czego pragniemy. A marzenia należy spełniać, to jest ważne. Taki przykład. Słuchałyśmy kiedyś wspólnie książki Nicka Vujicica: „Bez nóg, bez rąk , bez ograniczeń”. Córka była zafascynowania tą postacią…Jak skończyłyśmy słuchać tej książki, to Ania chciała tego Nicka poznać osobiście. Stało się to jej marzeniem. Wkrótce okazało się, ze w Krakowie wystąpi Nick Vujicic w ramach programu „Życie bez ograniczeń”. Gdy się o tym dowiedziała, przybiegła do mnie, prosiła bym kupiła bilet i nie odeszła do czasu, aż go tego nie zrobiłam. Pojechaliśmy tam całą rodzina. To było jej wielkie marzenie, które się spełniło.

A.B.: I proszę nie mówić, że nie można.

A.G.P.: Można. Życie samo pokazało, że marzenia są w zasięgu ręki. Ale warunkiem jest do nich dążyć, a my dorośli musimy dzieci w tym wspierać.

A.B.: Przejdźmy do obecnej pasji. Kiedy znajduje Pani czas na doktorat?

A.G.P.: Moim zdaniem, jak się czegoś chce, to znajdzie się na to czas. Bardzo lubię sentencję: „jak czegoś pragniesz, znajdziesz sposób, aby to zrobić a jak czegoś nie pragniesz, znajdziesz powód, by tego nie zrobić”. Ile osób traci cenny czas na przykład, na oglądanie tv. Wszystko to kwestia ułożenia sobie planu dnia. Małymi kroczkami i systematycznie można osiągnąć każdy cel. Wiadomo, że w miesiąc doktoratu się nie napisze, potrzeba czasu na zebranie materiałów.

A.B.: Łamie Pani stereotypy. Nie mamy po 30 lat…to dobra informacja dla kobiet, które myślą że po 40-ce kończy się życie zawodowe i rozwój. Okazuje się ,że to dopiero początek…

A.G.P.: Dla mnie życie zaczęło się po 40-ce. Nagle okazało się, że wszystko mogę. A myślałam, że jestem na takim etapie życia, że mi się już nic nie wydarzy. Nic bardziej mylnego. Dopiero po 40-stce zaczęłam w pełni smakować życia i w pełni świadomie korzystać z jego uroków. Przede wszystkim zaczęłam się realizować na wielu płaszczyznach, zarówno zawodowych, jak i rodzinnych.

A.B.: W domu wszystko na dobrej drodze, więc przejdźmy do życia zawodowego. Skąd pomysł na telemedycynę? Czym właściwie jest?

A.G.P.: Telemedycyna to pomysł sprzed 20 lat. To była końcówka lat dziewięćdziesiątych. Mój mąż był wówczas młodym kardiologiem, przyszedł i opowiedział o innowacyjnym na tamte czasy telekardiomedzie i badaniach ekg na odległość. Wtedy dla mnie to był kosmos. Natomiast On był tym zafascynowany. Prekursorką telemedycyny w Szczecinie i inicjatorką wdrożenia projektu TeleCardio była prof. Zdzisława Kornacewicz-Jach.
Stosowanie systemu TeleCardio, pozwala na efektywne skrócenie czasu od początku objawów chorobowych zauważonych przez pacjenta, do podjęcia kwalifikowanej pomocy lekarskiej. Walka z czasem w pierwszych minutach nagłych zdarzeń kardiologicznych, głównie w zawale serca, może spowodować zmniejszenie obszaru uszkodzenia serca – dzięki wcześniejszemu rozpoczęciu leczenia – a w perspektywie zwiększa szansę na przeżycie chorego. Obecnie telemedycyna jest szeroko wykorzystywana w kardiologii, już od etapu stawiania diagnozy. Pacjenci, u których tradycyjne metody diagnostyczne tj. próba wysiłkowa, echo serca, czy Holter EKG, nie wykryły przyczyny niepokojących objawów, mogą odnieść znaczące korzyści ze stosowania urządzeń służących do monitoringu pracy serca. Na świecie urządzenia te są skutecznie stosowane od wielu lat. W Polsce ta procedura nadal nie jest szeroko rozpowszechniona, chociaż elektroniczne przesyłanie danych, pozwala na skrócenie czasu od wykrycia epizodu do rozpoczęcia terapii, do kilku godzin.

A.B.: Jak to funkcjonuje? Jak działa ? Ile to kosztuje?

A.G.P.: Obecnie oferujemy naszym pacjentom usługę analogową lub cyfrową. Usługa analogowa polega na stałe,j całodobowej teleopiece kardiologicznej, wraz z możliwością wykonywania i przesyłania badań EKG przez telefon, 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu, z dowolnego miejsca na świecie. W ramach usługi, pacjent wyposażany jest w przenośny aparat EKG, umożliwiający przesyłanie badań na odległość. Aparat EKG można zabrać ze sobą w podróż, na wakacje – również zagraniczne – i kontrolować stan swojego serca. Miesięczny abonament dla rencisty, czy emeryta to koszt 37 zł. Osoby, które pracują, płacą 55 zł. Liczba połączeń jest nieograniczona. To często znacznie mniej, niż abonament telefoniczny.
Wykonanie badania EKG, tak jak obsługa samego aparatu, są bardzo proste. Podczas przyjmowania pacjenta do systemu, lekarz kardiolog zbiera szczegółowy wywiad i wpisuje dane do komputerowej bazy. Następnie, pielęgniarka przeprowadza szczegółowe szkolenie krok po kroku, jak prawidłowo wykonać badanie. Dodatkowo, pacjent otrzymuje od pracownika TeleCardio krótką i prostą instrukcję. Instrukcja taka znajduje się również na urządzeniu do przekazywania sygnału. Po powrocie do domu, pacjent proszony jest o wykonanie badania próbnego, aby samodzielnie w zaciszu domowym, bez stresu mógł je spokojnie wykonać. Wszystko po to, aby zapewnić najwyższą jakość obsługi i profesjonalną pomoc pacjentom. Wprowadzenie danych do systemu może się też odbyć telefonicznie.

A.B.: Nie trzeba wielkich umiejętności, to fakt.

A.G.P.: W przypadkach pacjentów cierpiących na rzadko i nieregularnie występujące zaburzenia kardiologiczne, u których klasyczne metody diagnostyczne typu Holter nie odniosły skutku, polecamy urządzenia typu Event-Holter, które mogą być użytkowane przez nich przez bardzo długi okres czasu, aż do skutecznego zarejestrowania zapisu EKG zaburzeniami/incydentami. Lekarz wypożycza pacjentowi małe, mobilne urządzenie, który ten, nosi cały czas przy sobie. W przypadku gorszego samopoczucia, np. w momencie odczuwania bólu, kołatania serca lub arytmii, pacjent wciska jeden przycisk na urządzeniu. Badanie on-line trafia na Platformę Telemedyczną, gdzie jest dostępne dla lekarza kardiologa. Pozwala to na niezwykle skuteczne wykrywanie bardzo rzadkich i sporadycznych zaburzeń kardiologicznych. Po wykryciu nieprawidłowości, lekarz i pacjent otrzymują wiarygodny materiał, na podstawie którego można zastosować skuteczną metodę leczenia. Platforma Telemedyczna pozwala na integrację pacjenta i lekarza, gromadzenie danych medycznych i dostęp do nich z dowolnego miejsca na świecie oraz monitorowanie wybranych parametrów medycznych.

A.B: To jest przyszłość, w kontekście łatwej i natychmiastowej dostępności do kluczowych specjalistów. Kardiolog na telefon.

A.G.P.: To jest teraźniejszość. To małe urządzenie, pozwala zrobić badanie w każdym miejscu. Pacjent ma swój login, hasło i dostęp przez cały czas, zarówno do usługi, jak i wszystkich swoich badań i danych.

A.B.: I mieści się w torebce…

A.G.P.: Otóż to, jak szminka czy portfel.

A.B.: Bardzo dziękuję za rozmowę. Mam nadzieję, że wkrótce będziemy mogły przedstawić czytelniczkom więcej szczegółów na temat tej usługi.

A.G.P.: I znów kolejny dowód na to, że marzenia się spełniają. Również dziękuję i serdecznie pozdrawiam czytelniczki Kobiecej Sprawy!

 

Więcej o działalności fundacji na stronie www.emedycyna.org