Artykuł sponsorowany

Rozmawiam z dr Tomaszem Ordysińskim, właścicielem szczecińskiej firmy Consultoris.pl, wykładowcą na Wydziale Nauk Humanistycznych i Społecznych SSW Collegium Balticum w Szczecinie. Prowadzi przedmioty w ramach studiów I i II stopnia, podyplomowych oraz MBA. Jest twórcą innowacyjnych kierunków programistycznych, prywatnie tata trzech córek, szczęśliwy mąż i krzewiciel kultury ….. informatycznej, bez względu na wiek i płeć.  Chcę wiedzieć, czy kobiety powinny iść w tę stronę…

A.B: Dlaczego przyszły student powinien wybrać ten kierunek i dlaczego właśnie na Collegium Balticum? To nowy kierunek na tej uczelni?
 
T.O: Niezupełnie nowy, bo dotychczas był realizowany na naszej uczelni w Stargardzie. Teraz przenieśliśmy ten kierunek do Szczecina. Kładziemy nacisk na to, żeby to były studia praktyczne Dlaczego licealiści mają nas wybrać?

Ponieważ na rynku szczecińskim brakuje aż 30 procent informatyków. Ściąga się więc ludzi z Ukrainy, ściąga się ludzi z Niemiec i podkupuje się ludzi z innych firm, taka w tej chwili jest praktyka.

Gdy jest duży projekt w jakiejś firmie w Szczecinie, rozpoczyna się proceder podkupywania ludzi z innych firm. Brakuje rąk do pracy w tej branży.

A.B: To jest dobra informacja… dla studentów.

T.O: To jest bardzo dobra informacja. Jedyny warunek: ludzie, którzy pójdą na ten kierunek nazwijmy to ścisły umysł ale i muszą chcieć się nieustannie uczyć, bo to nie jest branża, w której nauczysz się raz na zawsze i do końca życia będziesz na tym „jechał’. W ciągu każdego roku, absolwent powinien aktualizować swoją wiedzę, doszkalać się. Zmieniają się technologie, zmieniają się języki programowania, to wszystko się rozwija i trzeba nadążać. Jak to się mówi lifelong learning…

A.B: Trochę może odstraszać ta nieustanna praca nad sobą?

T.O: Tak, ale też pensja jest adekwatna do tej pracy.

A.B: Jakie są w Szczecinie średnie zarobki absolwenta wychodzącego na rynek, zaczynającego pracę?

T.O: Na stażach można zarobić ok 1000 złotych miesięcznie za sam fakt, że człowiek się tylko uczy, nic innego nie robi, przy statusie Juniora to jest kwota nawet do 4 tysięcy, a senior zarobi nawet od 7 do 15 tysięcy.

A.B: Mamy specyficzną sytuację geograficzną, bardzo blisko znajduje się wielka światowa metropolia – Berlin. Słyszy się, że tamtejsze firmy ściągają naszych programistów. Jak Pan to widzi?

T.O: To jest sytuacja dla nas, jeżeli chodzi o położenie Szczecina, idealna. Jesteśmy w takim miejscu, że koszty produkcji są niższe w Polsce niż w Niemczech i dlatego wiele firm zleca wykonanie części projektów właśnie u nas albo zakłada firmy „córki” w Zachodniopomorskim i to widać na rynku.

A,B: Czyli dobre wieści dla studenta i miasta.

T.O: Tak, jeżeli jeszcze student będzie chciał nauczyć się języka niemieckiego, to będzie w ogóle świetnie. Chociaż z tym jest kłopot.

A.B: Kłopot z niemieckim? Bardziej angielski? 

T.O: …z językiem angielskim także jest niestety kłopot.

A.B: Z angielskim, naprawdę?

T.O: Niestety tak, proszę przejść naszymi ulicami, zapytać napotkanego, młodego człowieka o cokolwiek w języku angielskim…

A.B: Odarł mnie pan ze złudzeń, bo spodziewałam się, że język angielski wśród młodych ludzi jest prawie ich językiem ojczystym…
 
T.O: Powiem szczerze: kiedyś dawno prowadziłem na innej uczelni kierunek angielskojęzyczny, gdzie studenci mieli możliwość uczenia się informatyki w języku angielskim za darmo i z roku na rok było coraz mniej chętnych. Kiedy w końcu nie mogłem utworzyć kolejnej grupy osób chętnych, to zacząłem pytać ludzi, dlaczego tak jest? A oni stwierdzili – „Wie pan co? Nie dość, że musimy się uczyć, to jeszcze po angielsku”… Za coś takiego się normalnie płaci, tu była oferta za darmo i nie było zainteresowania…

A.B: To przygnębiające…Mówi się, że gdy coś jest za darmo, niedostatecznie jest doceniane…

T.O: To widać po szkoleniach unijnych, które były organizowane. Była świetna pula szkoleń dla informatyków, każdy kto chciał, korzystał. Ale  zapisywało się dwadzieścia osób, a chodziło dziesięć, osiem. Reszta oceniła, że skoro jest for free, to nie jest warte ich cennego czasu. Myślą: „Nie tracę na tym, że nie pójdę”. A tracili tak naprawdę bardzo wiele. To była ogromna szansa, która raczej się nie powtórzy. Obecnie jest coraz mniej dofinansowań.

A.B: A jakie wsparcie będzie dostępne?

T.O: Teraz będą szkolenia informatyczne dla osób bezrobotnych, w celu przekwalifikowania się. Utworzyło się też kilka inicjatyw, jeśli chodzi o programistów. W Szczecinie także są plany by utworzyć jednostkę szkolącą komercyjnie. Mówiąc prostym językiem: „Ty wykładasz kasę, uczysz się, a te pieniądze zwracają się w przeciągu dwóch miesięcy pracy jako junior programista”.

Udało mi się pozyskać jako wykładowców osoby, które są rekruterami w firmach informatycznych. Czyli gwarancja zatrudnienia jest, pod warunkiem, że będzie chęć nauki.

A,B: To jest jeden z niewielu kierunków, gdzie ta gwarancja jest rzeczywiście i gdzie zarobki są bardzo atrakcyjne w zestawieniu ze średnią krajową.

T.O: Gdy się wychodzi na rynek pracy po kierunku ekonomia czy zarządzanie jest zdecydowanie trudniej. Oczywiście niczego nie umniejszam innym kierunkom, bo można być świetnym ekonomistą czy zarządzającym i świetnie zarabiać, chodzi tu raczej o łatwość pozyskania w krótkim czasie naprawdę dobrej posady.

A.B: Na rynku pracy obserwuje się swoistą nadprodukcję wielu specjalizacji. Mamy nadwyżkę osób z wyższym wykształceniem, ale brakiem warsztatu. Odnotowuje się obecnie dotkliwy deficyt rzemieślników. Jako „laik programistyczny”, zapytam o taką rzecz: czy można dzisiaj nazwać programistę swego rodzaju rzemieślnikiem? 
 
T.O: Są koderzy, i są programiści/deweloperzy, to się troszkę różni. Koder jest osobą, która dostaje pseudokod, czyli inaczej musi przepisać pewne instrukcje w danym języku programowania. Natomiast deweloper, jest programistą typowym: oprócz tego, że typowo programuje czyli koduje, powinien mieć szersze spojrzenie, czyli powinien znać dziedzinę, w której będzie to programowanie działało, nie musi znać jej dogłębnie, ale ogólne pojęcie mieć powinien. Zatem, owszem można być przysłowiowym rzemieślnikiem, ale takich rzemieślników mamy w Chinach i Indiach na potęgę. Jest taniej, ale gorzej jakościowo.

A.B: Ja postrzegam rzemieślnika jako, powiedzmy wersję poszukiwanego pracownika VIP. Mamy za to teraz bardzo dużo tzw. teoretyków…

T.O: Od programisty do kodera to jest wciąż jedna branża i wciąż te same zarobki, bo potrzebni są ludzie na każdy etap prac. Start finansowy, myślę, że jest dwukrotnie lepszy niż w jakimkolwiek innym zawodzie tuz po studiach.

A.B: Ten zawód jawi się kobietom, jako zajęcie niedostępne dla nich. Stereotypowo postrzegamy te branżę jako męską. Chociaż spotykam się z wieloma kobietami, które albo programują, albo projektują i zajmują się tematyką gier komputerowych. Jednak nadal pokutuje pogląd, że to nie zawód dla kobiet.

T.O: Są w Szczecinie inicjatywy w Klastrze IT, współpracujemy z nimi jak najbardziej, jestem tam członkiem jako firma (Consultoris.pl), jako uczelnia mamy w nich partnera dla naszych działań. Są inicjatywy dla pań, które uczą się programować, czy doszkalają się programistycznie, znam parę dziewczyn, które programują i świetnie sobie radzą. Natomiast, jeśli kogoś nie ciągnie do programowania, nie czuje tego, bo gdzieś jest to dla nich nieosiągalne, to panie świetnie się sprawdzają w roli testerów.

Jeśli miałbym wybierać testera mężczyznę i kobietę, to zdecydowanie wybiorę kobietę. Są absolutnie lepsze w tzw. szukaniu dziur w systemie. Są bardziej szczegółowe i bystre w tej kwestii. Śmieję się, że gdy patrzy facet widzi ogół, panie patrząc widzą szczegół.

A.B: Kobieta znajdzie dziurę w całym…?

T.O: Tak, a o to właśnie chodzi w testowaniu, żeby tę dziurę znaleźć, a najlepiej kilka, bo jak nie, to ona wyjdzie na produkcji, gdy ten program już sprzedamy, Gdy nie będzie działał u klienta to rzeczywiście mamy problem.

A.B: Czyli jest jakaś nadzieja dla nas?

T.O: Tak, oczywiście ( śmiech). Mamy taką specjalność.

A.B: Czy kwalifikacje powiedzmy twarde, ścisłe, matematyczne są niezbędne?
 
T.O: Absolutnie, minimalne podstawy programowania powinny być. Są testerzy użytkowi, którzy tylko mówiąc kolokwialnie: klepią sprawdzając funkcjowanie aplikacji w branży, dla której została ona napisana. Te osoby muszą mieć specjalistyczną wiedzę z danej dziedziny.  Jest to tzw> średnia półka, do której specjalistyczne studia informatyczne nie są potrzebne. Chcąc jednak stać się na dalszym etapie specjalistą, trzeba znać podstawy programowania, chociażby po to, aby zautomatyzować proces testowania. Do tego potrzebne są właśnie studia. Oferujemy kierunek „Tester oprogramowania”, współpracujemy w tym obszarze z firmami BrightONE, Tieto, Globallogic ze Szczecina, które mają działy testerskie i poszukują pracowników.

A.B: Jak przekonać kobiety, by czuły się zaproszone i rzeczywiście pomyślały: tak to jest dla mnie?

T.O: Taka ciekawostka, 2007 rok – udało mi się na poprzedniej uczelni zorganizować spotkanie z firmami, które potrzebowały testerów, Przyjechała jedna zaprzyjaźniona firma z Warszawy, zapotrzebowanie było ogromne. Dzięki współpracy udało mi się też ściągnąć jeszcze wtedy 4 firmy niemieckie. I one powiedziały na wejściu jedną rzecz:

„…nie potrzebujemy informatyków, potrzebujemy dobrych księgowych, dobrych ekonomistów, dobrych finansistów. Bo my potrzebujemy testować oprogramowanie z punktu widzenia użytkownika. Czyli lekkie przekwalifikowanie plus wiedza branżowa i już mogę być testerem. Im więcej tego przekwalifikowania będzie, będę mógł testować na zasadzie pisania skryptów, rozumienia idei tego oprogramowania to wtedy będę lepszy. Jeśli wiec nie chcą Panie być typowym programista jest wiele innych obszarów, gdzie czekają na nie dobrze płatne miejsca pracy po ukończeniu naszej uczelni…”

A.B: Czyli synergia humanistyki z powiedzmy, ścisłymi kompetencjami?

T.O: Tak, bo trzeba choć troszkę rozumieć branżę, której dotyczy programowanie, inaczej to nie ma sensu.

A.B: Wróćmy jeszcze do tego, dlaczego abiturient ma wybrać ten kierunek właśnie na SSW Collegium Balticum, a nie gdzieś indziej w Szczecinie, na innej uczelni?

Przede wszystkim stawiamy na praktyczność. Czyli studia 7 semestralne, inżynierskie, poparte solidnymi partnerami dla każdej specjalności, pochwalić możemy się też, że w jednej ze specjalności naszym partnerem jest Microsoft i jest to jedyna taka specjalność w Polsce, mówię tu o „cloud administratorach”, czyli osobach, które będą się zajmować administrowaniem systemów w chmurze. Krótko mówiąc firmy odchodzą od tego, że podstawą infrastruktury jest własny serwer stający w piwnicy, gdzie siedzi zarządzający nim administrator. Outsourcing infrastruktury i traktowanie jej jako usługi generuje zapotrzebowanie na zupełnie nowych specjalistów, którymi staną się właśnie nasi studenci.

Trwają rozmowy z partnerami obecnymi i nowymi, oni wszyscy są zainteresowani programistami i testerami. Dziś jeśli produkujemy cokolwiek,  trzeba to oprogramować a potem przetestować. W związku z tym wracamy także do kształcenia tzw. typowego programisty, którego będziemy uczyli pod konkretną firmę.

A.B: Czyli indywidualne kształcenie, pod konkretne zamówienie?

T.O: Trochę tak. Rozwiązaliśmy to systemowo, porozumieliśmy się z potencjalnymi pracodawcami, znamy więc ich potrzeby. Polega to na tym, że programiści, którzy prowadzą rekrutacje w tych firmach, będą prowadzili u nas zajęcia. Może nie całościowo, choć mam nadzieję, że też to się uda, ale przynajmniej modułowo. Podczas zajęć zatem już więc będzie trwał proces rekrutacji. Mam plan, aby moi studenci pracowali już na IV semestrze w tych właśnie firmach.

A.B: Stawiacie więc na regularne zatrudnienie, nie staże?

T.O: Staże, praktyki, jak najbardziej są dostępne, natomiast w mojej ocenie, na rynku jest tak duże zapotrzebowanie, że po takim stażu 2-3 miesięcznym praca będzie gwarantowana.

A.B: Czy student wybierający Waszą ofertę może liczyć na gwarancję zatrudnienia, czy zależy to jednak od jego wyników? Czy mogę więc zawrzeć z wami umowę, że jeżeli będę miała średnią, np 5.0, mam pracę?

T.O:  Nie, nie. To zależy od tego, jak ten student będzie postrzegany przez naszych partnerów biznesowych, ja oczywiście będę rekomendował ludzi, którzy będą się wyróżniali, natomiast oni też będą mieli możliwość wejścia na zajęcia, poprowadzenia ich, oceny kompetencji zawodowych studentów, kto chce się uczyć, kto się wykazuje chęciami.

A.B: Zajęcia ze studentami jako proces rekrutacyjny, będzie mobilizował studentów i pracodawców?

T.O: Jesteśmy przekonani, że biznes będzie zainteresowany wejściem na uczelnię, dotarciem do źródła. Zainwestowanie w oddelegowanie swoich ludzi do pracy na uczelni, w kontekście tradycyjnej rekrutacji wychodzi kosztowo dużo korzystniej i jest bardziej efektywne.

A.B: U źródła zatem najtaniej?

T.O: Tak, dotychczas było tak, że ludzie kończyli studia, szli do pracy i przez ten rok czy półtora pracodawca inwestował i kształcił pracownika. My proponujemy ten rok wkomponować w studia, czyli semestr IV,V,VI,VII. Po to, żeby sobie pracodawca, jeżeli będzie chętny do współpracy, wykształcił pracownika na studiach, a potem go „przejął” od razu po studiach lub jeszcze w trakcie.

A.B: Jak wyglądają formalności z tym związane? Czy student będzie musiał podpisać np tzw. lojalkę?

T.O: Nie, myślę, że po prostu zarobki i chęć rozwoju same pokierują ludźmi. Nie zawsze zarobki są jedynym wymiarem dla młodych ludzi, coraz częściej obok zarobków ceni się prestiż, możliwość rozwoju, ciekawe wyzwania. Obecnie, gdy człowiek nie jest „obciążony” jeszcze życiowymi zobowiązaniami typu kredyty, dzieci, rodzina itp. może sobie działać spokojnie, zmieniać pracę w miarę często. Taka jest dziś rzeczywistość. Dziś nie jest już tak, jak mieli nasi rodzice. Poszli do pierwszej pracy i bardzo często zostawali w niej do emerytury.

A.B: Cały czas zastanawiam się, kto miał lepiej?

T.O: Ja zmieniałem pracę już 5 razy i myślę, że to nie jest koniec. Sądzę, że moje dzieci będą zmieniały tę pracę 10-12 razy w ciągu życia i nie ma w tym nic nienormalnego. Trzeba się przebranżowić, pójść  i podjąć nowe wyzwanie, bo człowiek też  się trochę wypala.

A.B: Ale i świat też inaczej żyje,  trochę szybciej….

T.O: Wszystko pędzi i wciąż się zmienia, zwłaszcza technologie, co pół roku, jak nie częściej pojawia się coś nowego. Dotyczy to każdego innego obszaru naszego życia. Trzeba się w końcu nauczyć żyć po nowemu, spodziewać się w każdym wieku, momentu na przebranżowienie. Wówczas zapraszamy do nas (śmiech)

A.B: Dziękuję za rozmowę

T.O: Również dziękuję.

 

Biuro Rekrutacji Collegium Balticum
ul. Mieszka I 61 c,
71-011 Szczecin
tel. 91 48 38 171
e-mail: rekrutacja@cb.szczecin.pl

Wydział Zamiejscowy w Stargardzie
ul. Kazimierza Wielkiego 17,
73-110 Stargard
tel. 91 577 83 60
e-mail: rekrutacja.stargard@cb.szczecin.pl