KP: Tatiana Staroń, nauczyciel akademicki, kanclerz Szczecińskiej Uczelni Wyższej Collegium Balticum, nauczyciel akademicki, mediator, pedagog, dyrektor szkół policealnych, dyrektor ośrodka doskonalenia nauczycieli do niedawna wiceprezes spółki i kanclerz uczelni w Stargardzie…. uff mam nadzieję, że niczego nie pominęłam. Tyle zawodowo, a prywatnie?

TS: Zawodowo nie jest tak ciężko, tym bardziej, że większość funkcji pełniłam w ramach działalności jednej grupy kapitałowej, dlatego nie musiałam biegać z jeden pracy do drugiej, wszystko mam na miejscu, wszystkie moje aktywności zawodowe łączą się ze sobą, jedna wypływa z drugiej – także – bez przesady nie jestem robotem (śmiech). A prywatnie… to taki szeroki temat, nie wiedziałabym od czego zacząć. Chodzi pani o moje role życiowe i społeczne?

KP:Tak.

TS: Żona, „matka czworga” (śmiech), mam przyjemność być mamą Michała, Natalii, Igora i Leny. W kontekście rodzinnym – kobieta spełniona, w sferze rozwoju osobistego i zawodowego – kobieta poszukująca nowych ścieżek, nowych wyzwań, otwarta na wiedzę i zmiany.

KP: Jak Pani godzi życie zawodowe, karierę z rolą mamy i żony?

TS: Kariera…to takie wszechobecne teraz słowo i konieczne jeśli mówimy o kimś, kto odnosi sukcesy. Ja zwyczajnie bardzo lubię swoją pracę, ludzi z którymi pracuję – przyjaźnimy się i wspieramy, poza tym pracuję z mężem i w takim wypadku nie ma potrzeby „godzenia”, jedno wypływa z drugiego. Natomiast bardzo pilnuję żeby mieć czas dla rodziny, celebrować nasze chwile – być razem po prostu. Czasami jest to zwyczajnie trudne technicznie, starszy syn i córka nie mieszkają już z nami – studiują i pracują, mają swoje życie – musiałam to zaakceptować i przyzwyczaić się, że od jakiegoś czasu nie ma ich przy mnie w codziennym, zwykłym życiu. Ale to mądrzy, bardzo inteligentni ludzie – mogę na nich polegać, mam nadzieję, że oni też mnie tak odbierają. Ich postawy życiowe są w pewnym sensie odzwierciedleniem tego jak radziłam sobie z procesem wychowania ich, i tego jak moja osobowość w tym procesie wpłynęła na ich podejście do życia, wartości jakie teraz wyznają. Mogę tylko powiedzieć, że jestem z nich dumna. Kiedy widzę jak sobie radzą w dorosłym życiu, widzę przede wszystkim, że są pięknymi wewnętrznie młodymi ludźmi – choć bardzo od siebie różnymi. Rola mamy młodszych? Trochę inaczej podchodzę do wychowania dzieci teraz, to raczej wspieranie w dorastaniu i poznawaniu przez dzieci samych siebie, swoich możliwości, dawanie im dużej swobody w tym procesie – a taki proces wymaga od rodzica zaangażowania i odwagi i zaufania do tego, że dziecko wie czego mu potrzeba, czego potrzebuje.

Skłamałabym gdybym powiedziała, że jest łatwo i bezproblemowo. Nie jest (śmiech). Jak na ironię losu prowadzę przedmiot Teoretyczne podstawy wychowania – czyli powinnam być przygotowana na każdą sytuację wychowawczą. Często po zajęciach podchodzą do mnie studenci i pytają jak wybrnąć z tego czy innego problemu z wychowankiem, własnym dzieckiem, cóż w teorii i z daleka wszystko jest prostsze. Chcę przez to powiedzieć, że życie niesie swoje wyzwania, scenariusze – nie da się na wszystko przygotować, nie wszystko idzie „gładko”.

Naznaczona błędami wychowawczymi jakie popełniałam w stosunku do starszych dzieci i błędami wyniesionymi z pierwszego małżeństwa – mam teraz trochę łatwiej, mogę czerpać z wiedzy o sobie z przeszłości, dokonałam gruntownej oceny swojej osobowości, swoich reakcji i swoich interakcji z innymi – jestem starsza i trochę jednak mądrzejsza – jest mi łatwiej niż kiedyś…Więc gdy myślę o swojej rodzinie i aktywności zawodowej teraz, łącznie, kiedy myślę o swoich rolach w tym wszystkich – mogę określić swój stan Szczęściem – proszę tylko zauważyć, że to z mojej strony bardzo egoistyczne podsumowanie, bo o to jak mi to godzenie życia zawodowego z prywatnym wychodzi w praktyce trzeba zapytać mojego męża i dzieci (śmiech) – żartuję sobie trochę – staramy się wszyscy, to praca „całego zespołu rodzinnego”. Znają mnie dobrze, a ja znam ich, staramy się wspierać wzajemnie, wybaczać, ale przede wszystkim poświęcać sobie czas i bardzo kochać.

KP: Ścieżka kariery zawodowej przypomina amerykański sen. Czy wszystko przebiegało jak bajce?

Zaskoczyła mnie Pani tym pytaniem – nigdy wcześniej tak o tym nie myślałam. Ma Pani rację – tak było! Zależy tylko o jakiej bajce mówimy. W moim przypadku to raczej oklepany scenariusz na tragikomedie o kobiecie, która poznaje swoją wartość i na 10649641_319115084933111_1755332817974625392_nkońcu wygrywa z przeciwnościami losu (śmiech). Na początku byłam buntowniczą nastolatką, popełniałam typowe grzechy młodości i zaniechania, szybko weszłam w dorosłe życie. Jednak spotkałam się z ogromnym wsparciem ze strony rodziców, spotkałam na swojej drodze wspaniałych ludzi dzięki, którym uczyłam się na własnych błędach, uwierzyłam w siebie. Trochę później od rówieśników skończyłam szkołę (przy dwójce malutkich dzieci), poszłam na studia, dostałam pierwszą pracę. Od tego się zaczęło – od wiary w to, że dam sobie radę. Podejmowałam nowe wyzwania, dzięki ciężkiej pracy, pewnym szczęśliwym zbiegom okoliczności i przede wszystkim dzięki wspierającym przyjaciołom znalazłam się w miejscu w którym jestem teraz. Nie była to łatwa droga, czasami przypominała dramat psychologiczny, ale był taki moment, że „scenariusz” z tego okresu przypominał thriller. Skoczyło się dobrze – dobro wygrało, wspólnie z przyjaciółmi pokonaliśmy Mordor (śmiech).

KP: W Pani przypadku nasuwa się pytanie: co z tzw wypaleniem zawodowym, motywacją? Czy przychodzą chwile słabości, zwątpienia we własne możliwości? Jak sobie Pani z nimi radzi?

TS: Moja aktywność zawodowa to składowa kilku funkcji, niby niezależnych od siebie, a jednak zmierzających do wspólnego celu.

Mam ogromne szczęście, pracuję na uczelni, nie jest to typowa firma czy korporacja – misja i strategia takiego miejsca opiera się o, nazwijmy to – idee wyższe, to praca dla ludzi, to dbałość o ich rozwój, samoświadomość, uczestnictwo w procesie budowania ich poczucia własnej wartości, odnajdywania swojego miejsca w życiu, to w końcu – źle powiedziałam – to przede wszystkim – współpracownicy – zgrany zespół dla których praca ze studentami, słuchaczami to prawdziwa przyjemność a podbudową wartości którymi kierują się w codziennej pracy są wysokie normy etyczne. Czy przychodzą chwile słabości I zwątpienia? Nie nazwałabym tak tego. Oczywiście, rynek edukacyjny to “ciężki kawałek chleba”, niż demograficzny, dewaluacja wartości wykształcenia…to wyzwania z którymi przychodzi mierzyć się codziennie, ale nie traktuję tych przeciwności osobiście, osobiście natomiast staram się nastawiać do podejmowania wyzwań, podnosić samej sobie poprzeczkę i starać się ją przeskoczyć bez porażki. Nie sposób więc mówić o wypaleniu – co najwyżej o zmęczeniu i oczywistej konieczności “resetu”, odpoczynku.

KP: Jak to bywa z ludźmi sukcesu, nietrudno znaleźć oponentów, czy zwyczajnie zazdrośników. Kobietom zajmującym wysokie pozycje zawodowe często odmawia się kompetencji na rzecz urody, protekcji, nepotyzmu. Panią też spotkało wiele przykrości w tym względzie. Co powie Pani kobietom, które mogłyby wiele zawodowo osiągnąć ale rezygnują, bojąc się obmawiania, nieuczciwej krytyki, intryg?

TS: Powiem: odwagi, powiem: nie zwracajcie uwagi na to co myślą o was inni, ważne jest to co myślicie o sobie same, w co wierzycie, co potraficie – zaufajcie sobie.

Powiem też: nie będzie kolorowo, sukces w tym przedziwnym miejscu, w którym przyszło nam żyć – rodzi zawiść. Jest to jednak zawiść ludzi małych, albo takich którzy nie potrafią niczego zrobić z własnym życiem, więc muszą znaleźć cel w swoim życiu, a tym celem jest analiza cudzego życia – popatrzcie na nich – to bardzo smutne, zostawcie ich, nic się z nimi nie da „zrobić”, idźcie dalej swoją drogą.

KP: Jesteśmy przy kobietach. W myśl maksymy naszych babć „lepiej mieć jednego dobrego kolegę niż sto koleżanek” mówi się że podobno lepiej i zdrowiej pracować z płcią przeciwną. Jak to jest Pani zdaniem. Czy płeć ma dla Pani znaczenie w kontaktach zawodowych?

TS: Lubię pracę z ludźmi w ogóle, nie postrzegam jej w kategoriach: praca z mężczyzną, praca z kobietą…to raczej praca z różnymi typami charakteru i osobowości, a dojrzała osobowość to najczęściej wynik wielu zgromadzonych w ciągu życia doświadczeń – płeć oczywiście ma tu pewną rolę do odegrania – ale temat jest bardzo szeroki i nie mamy tyle czasu aby go omówić. Mówmy zatem o kobietach. Pracuję z pięknymi wewnętrznie i zewnętrznie paniami, ciekawymi siebie i innych. Tak się składa, że wszystkie mają różnorodne, silne osobowości – co jest dużą zaletą, ale także wyzwaniem – oznacza to, że do każdej z nich trzeba podchodzić indywidualnie, wyznaczać inne cele, inaczej motywować do pracy, oceniać tę pracę. Pracując z nimi, jako z zespołem, mam pełną świadomość tego, muszę na każdą z nich patrzeć indywidualnie, gdyż każda z osobna jest kimś zupełnie wyjątkowym. A teraz pół żartem, pół serio,

….dla mnie kobiety są pięknymi istotami: skupiają na sobie uwagę innych, przyciągają, intrygują. Częściej to właśnie kobiety określamy jako fascynujące, mające wewnętrzną siłę pozwalającą przetrwać każdą przeciwność losu a przy tym jest w nich też delikatność, pokłady empatii, jakaś pradawna tajemnica i niewytłumaczalne piękno.

KP: Przygotowując pytania do naszej rozmowy spotkałam się z zarzutem: co ma wspólnego „robienie” studiów, doktoratu, awansowanie i rodzenie dzieci z przedsiębiorczością? Może trzeba wyjaśnić niektórym, na czym co do zasady polega bycie kobietą w pracy i w domu?

TS: Co mam na to odpowiedzieć? (śmiech), każda kobieta – i nie musi koniecznie pracować zawodowo – wie, że trzeba wykazać się pewną przedsiębiorczością, aby połączyć wszystkie życiowe role i zadania.

KP: Na koniec, gdy już znajdzie Pani wolną chwilę dla siebie, na co ja Pani przeznacza? Jak odpoczywa żona, 11425237_439196879591597_2553871511795672196_nmama czwórki dzieci, kanclerz uczelni?

TS: Nie zaskoczę Pani, nie mam też żadnego z modnych teraz hobby. Odpoczywam z dala od miasta, nie lubię go, nie lubię zatłoczonych miejsc. Ponieważ przebywam ciągle z ludźmi – nawet z tymi których bardzo lubię i cenię – w wolnych kiedy mam odpocząć, szukam wyciszenia w miejscach bezludnych. Na co dzień wystarczy mi odseparowanie się od innych książką, lub kiedy jestem zdenerwowana uciekam w maniakalne sprzątanie lub przestawianie mebli (śmiech), natomiast gdy mam czas natychmiast ciągnie mnie „za miasto”, sprawiają mi ogromną przyjemność wędrówki: po lesie, po górach – odpoczywam wtedy, czerpię energię, która drzemie w takich miejscach, wierzę, że daje siłę i moc.

KP: Dziękuję za rozmowę

TS: Dziękuję.