Karnawał dawniej był okresem, którego wypatrywano z prawdziwą niecierpliwością. W Polsce zabawowy czas nazywano zapustami lub… mięsopustem. Nazwa „karnawał” pochodzi od łacińskich słów carne vale – czyli… „żegnaj mięso”. Po okresie karnawału następował bowiem Wielki Post, czyli czas pokuty, wyciszenia oraz wstrzemięźliwości od tłustych przysmaków, alkoholu i zabaw. Do naszego kraju karnawał przywędrował w okolicach wieku XVII. W dawnej Polsce bawiono się chętnie i to niezależnie od sytuacji życiowej. Możni mogli sobie pozwolić na udział w tradycyjnych kuligach lub w wystawnych, nierzadko maskowych balach, zwanych redutami, ubożsi zażywali karnawałowych rozrywek, wesoło tańcząc w gospodzie lub we własnej izdebce. Wszyscy, szczególnie młodzi, byli radzi karnawałowym swawolom, które w przypadku chłopów stanowiły jedną z nielicznych odskoczni od ciężaru codziennego kieratu. Nie należy zapominać również o ważnej funkcji  matrymonialnej karnawałowych zabaw w dawnych czasach. Jakże by inaczej: w końcu w tym okresie „wolno było więcej”, a dziewczęta i chłopcy występowali w swym najlepszym wydaniu, strojąc się w swoje najlepsze ubrania i modnie fryzując.
Ciekawą polską karnawałową tradycją z okresu od XVII do połowy XIX wieku były obchody Tłustego Czwartku, który potocznie nazywano babskim combrem. Zabawę tę szczególnie chętnie kultywowano w ówczesnym Krakowie. Był to prawdziwy dzień kobiet, które w tym jednym dniu jednoczyły swe siły we wspólnym szaleństwie zabawy. Rozśpiewane, rozbawione, a nierzadko też będące pod wpływem procentów niewiasty w niewybredny sposób zaczepiały mężczyzn, bezlitośnie nie dając im chwili spokoju. Często towarzyszyły im kloc drewna służący do… karnego przykuwania kawalerów lub słomiana kukła, symbolizująca mężczyznę. Jako że cały ów dzień był manifestacją kobiecości i świętem psot wszelakich, gwoździem programu babskiego tłustego czwartku było rozszarpanie, zniszczenie owej kukły jako symboliczne zwycięstwo nad płcią przeciwną. Dawniej w karnawale tradycyjnie należało również zdążyć wejść w związek małżeński lub odbyć zrękowiny. Tych dziewcząt, które nadal pozostawały pannami, dotyczyła charakterystyczna dla Wielkopolski Ostatkowa tradycja – tzw. podkoziołka – a zatem koźlej figurki, której podczas wesołych tańców należało wpłacić pieniężny okup za brak zmiany stanu cywilnego. Śmiechom i przekomarzaniom nie było końca. Tego dnia, podobnie  jak i dziś, chętnie spożywano tradycyjne wypieki: faworki i pączki. Dawne pączki przez długi czas nie bardzo przypominały jednak  znanych nam współcześnie puchatych i słodkich kulek. Serwowano je bowiem nie z pomarańczową skórka a ze… skwarkami i słoniną.
Przed nami jeszcze kilka dni karnawału, czyli czasu, któremu tradycyjnie przynależą hulanki swawole i bale. Karnawał to okres prawie dwóch miesięcy, zdawałoby się więc, że czasu na zabawę jest bardzo wiele… Dla wielu z nas jedyną karnawałową imprezą jest jednak… Sylwester. Być może wynika to z tej prostej przyczyny, że we współczesnym zlaicyzowanym społeczeństwie powoli zanika kultywowanie nakazanych niegdyś w danych okresach czynności. A może to zwykłe zmęczenie i nieco lenistwa? Jeśli organizowane  przez domy kultury czy kluby muzyczne bale, potańcówki, dyskoteki z różnych względów nie do końca nam odpowiadają, to może warto we własnych czterech kątach zorganizować karnawałową rozrywkę na mniejszą skalę? Przebieranki, maski, impreza tematyczna, współczesny babski comber z pogaduszkami i plotkami, a może swojska koszyczkowa biesiada? Pomysłów może być na pewno o wiele więcej niż pozostałych nam dni karnawału, trzeba się więc trochę pośpieszyć. Wszak tradycja to rzecz święta. Miłej zabawy!

Daria Woszczatyńska-Przybylska