Macie swoje poranne rytuały?  Zdrowe zielone smoothie lub aromatyczne espresso na rozkręcenie dnia, a później obowiązkowa wizyta na fejsbuku czy kilka minutek na znanym portalu plotkarskim? A może… filmiki z kotami? Nie ma się czego wstydzić, wszak ich amatorami jest znakomita większość z nas i to niezależnie od wieku, statusu i płci.

Filmy z kotami są ponoć numerem jeden wśród odtworzeń na popularnym serwisie youtube. I najpopularniejszym „czasoumilaczem” lub „przerywnikiem” pracy czy to studenta, czy poważnego profesora. To chyba mówi samo za siebie.
Wśród użytkowników sieci chyba nie ma już takich, którzy choć raz w życiu (lub miesiącu) nie zetknęliby się z kocimi produkcjami filmowymi. Część z nich posiada fabułę, część nie. Kot kłócący się z drugim kotem, gonitwa za laserkiem, kocie porządki, czyli zrzucanie wszystkiego z biurka, kocia fascynacja drukarką, kocia kąpiel, bezkompromisowe zasiedlanie pustych pudełek i bezczelne kocie ataki na psy.
To tylko część z najpopularniejszych w kultowych filmikach motywów. Niby nic ambitnego, ale jednak uśmiechamy się, obserwując te kocie harce i psoty. Możemy wybierać pośród filmów utrwalających realne mruczki, a możemy również sięgnąć po ich nieco starsze odpowiedniki – kocie kreskówki, których główni bohaterowie jako stereotypowe koty są łasuchami i nieco złośliwymi indywidualistami (Simon Cat, Garfield). Część z kocich gwiazd sieci zdążyła zyskać miano prawdziwych celebrytów i zapewnić swoim właścicielom oprócz nieprzewidywalnych atrakcji, będących udziałem każdego posiadacza kota, także dostatnie życie. Warto bowiem zauważyć, że kocie biznesy związane z realnym bądź rysunkowym wąsaczem to często prawdziwe samograje. Kultowe koty takie jak rysunkowy Simon’s Cat, komiksowy Business Cat czy realna nadąsana kotka Grumpy to już odrębne marki, wypuszczające na rynek dedykowane swoim fanom gadżety, filmy i ubrania.
Klientów zainteresowanych tymi produktami wcale nie brakuje.
Sceptycy mogą powiedzieć, że fenomen kota w internecie jest odzwierciedleniem naszych smutnych czasów, w których zamiast realnego miauczącego i wymagającego opieki kota wybieramy atrakcyjnie podany wirtualny obraz zwierzęcia, bo tak jest nam wygodniej. Myślę jednak, że nie można postrzegać tego w ten sposób, choćby dlatego że wielu oglądających owe filmiki to w domowym zaciszu posiadacze zwierząt niewirtualnych, zaś inni mogą przekonać się do pomysłu opieki nad zwierzęciem właśnie dzięki tym niepoważnym filmikom. Pozostawiając te kwestie na boku, napiszę jeszcze, że nawet zdaniem poważnych naukowców gapienie się na słodkie mruczki  nie jest wcale li tylko bezproduktywnym zajęciem. Filmy o kotach łączy bowiem jedno – mają za zadanie odprężyć i odciągnąć myśli widza od codziennych problemów. Według ankietowanych amatorów mruczków w sieci, efektem kocich seansów jest szybka poprawa humoru i wzrost energii do działania. We współczesnym, zabieganym świecie taka rozrywka, choć może wydawać się ona niepoważna i dziecinna, praktykowana choćby od czasu do czasu, jest znakomitą formą relaksu. Warto przy tym jednak pamiętać, że podobne i o wiele większe korzyści zapewnia posiadanie własnego realnego kota-terapeuty. Poza udowodnionymi już naukowo pozytywnym wpływem na psychikę, podniesieniem ogólnej odporności organizmu i obniżeniem ciśnienia krwi, a także potencjalnym wydłużeniem życia właściciela, kocie mruczenie  może również  pozytywnie wpływać na gęstość kości, będąc remedium dla cierpiących z powodu osteoporozy. Ot, domowa felinoterapia.
Z czego wynika tak ogromna popularność wąsatych czworonogów w sieci? Współczesnych ludzi, chyba bardziej niż kiedyś, fascynuje kot jako taki. Tajemnicze zwierzątko, który w przeciwieństwie do nas, skrępowanych ekonomicznymi zależnościami, dress codem, bon tonem oraz fit modą, może sobie pozwolić na bycie kapryśnym, szalonym, nieznośnym, łakomym, a czasem niezwykle upartym i aspołecznym. Wszystkie te cechy dopełnia nieprzeciętna kocia uroda, wielkie, mieniące się, okrągłe oczy, słodki pyszczek, spiczaste uszka, zabawne małe łapki i niesforny ogonek plus głębokie, uspokajające mruczenie. Mieszanka wybuchowa. I jak tu nie kochać kotów i kocich filmików?

Daria Woszczatyńska-Przybylska