Gdy kobieta zachodzi w ciążę, nagle w magiczny sposób zmienia się traktowanie jej przez osoby bliższe i dalsze. Każda znajoma przekazuje ciężarnej złote rady, w jaki sposób powinna się odżywiać, w co ubierać, a już na pewno zaznaczy, czego nie należy robić. Z wielką chęcią oznajmi je „nosicielce” dzidziusia, przeważnie nieproszona o takową poradę – przecież to z dobrego serca!

 

Czy naprawdę to, że ze osobnego bytu stałam się inkubatorkiem dla niewielkiego osobnika lub osobniczki daje komuś prawo do uważania mnie za „dobro wspólne”, o które trzeba nachalnie dbać nie zważając na moje zdanie, a tym bardziej moje chęci wysłuchiwania takowych rad? Każda przyszła matka doświadczy prędzej czy później. Ludzie powoli przestają zwracać się do ciebie, a mówią tylko do brzucha, tak jakby nagle wyrosły mi tam oczy i usta. Wszystko rozumiem, każdy zachwyca się cudem życia, małą istotką  w brzuchu, ale mimo wszystko przynajmniej do czasu porodu to ode mnie można uzyskać bardziej złożoną odpowiedź na zadane pytanie „jak się czujemy” niż od rzeczonego brzuszka.

 

Inną kwestią jest zmiana w sposobie myślenia ciężarnej, czyli to, że same sobie robimy pod górkę. Pieluszkowe zapalenie mózgu – czy ten termin jest wam znany? Symptomy tej choroby są widoczne już na samym początku ciąży, rozkwitają natomiast w pełni po urodzeniu dziecka. Początkowo niegroźne, z każdym dniem przybierają na sile – matka zaczyna myśleć i skupiać się tylko na temacie „dzieciowym”, powoli zupełnie zatracając się w krainie wiecznej matkowatości, wypełnionej pieluszkami, smoczkami i wózkami. Jeśli znajdzie się ktoś, kto faktycznie zapragnie z taką ciężarną porozmawiać na inny temat niż niemowlę i jego akcesoria, kobieta dotknięta tą przypadłością robi wielkie oczy i oburza się, jak można w ogóle zawracać jej głowę czymś tak nieistotnym jak np. sytuacja polityczna kraju czy też pogoda za oknem, o obiedzie i kosmetykach nie wspominając – chyba, że są to hipoekodermofantastyczne nowe posypki do pupy noworodka tudzież orzechy do prania przeżute i strawione przez stado wolno pasących się wiewiórek, gdyż tylko w takich można wyprać muślinowe pieluszki dla ciągle ulewającego szkraba. Do tej krainy zawitałam jakiś czas temu i ja, jednakże otrzeźwienie nastąpiło wraz z przyjściem rachunku za te wszystkie jakże zupełnie mi zbędne rzeczy dla dzidziusia.

 

Mamusie zaczynają również mówić w dialekcie, który znany jest tylko nielicznej grupie zaawansowanej w tematy dzidziusiowo- rodzicielskie. Koleżanki, które jeszcze wiernie trwają przy ciężarnej, nagle nie potrafią zrozumieć zwrotów, które są kierowane w ich stronę. „Cały czas zastanawiam się,czy lepsze będzie sn czy cc, poza tym po urodzeniu to całe kape może nie do końca mi będzie odpowiadać i przerzucę się na mm?” (przypis od  biegłego tłumacza mamusiowego: poród siłami natury czy cesarskie cięcie, karmienie piersią czy mleko modyfikowane?) – takie zdanie może wprowadzić niepokój i konsternację u osoby postronnej, nie rozumiejącej danego narzecza, a to tylko podstawowe terminy, bardziej zaawansowane zwroty typu „vbac” (vaginal birth after cesarian, czyli poród siłami natury po cesarce) lub „7-5-3” (metoda odciągania mleka przez matkę) mogą zupełnie zniechęcić do kontynuowania rozmowy w niezrozumiałym języku przez kogoś, kto ma ledwo mgliste pojęcie o niemowlaku i problemach świeżo upieczonej mamy.

 

Apeluję do wszystkich, którzy mają w swoim otoczeniu ciężarne kobiety – pamiętajcie, że my nadal jesteśmy tymi samymi osobami, przynajmniej próbujcie podjąć próby normalnej rozmowy, niektóre z nas nadal chcą być zapytane także o samopoczucie i stan psychiczny, a nie tylko o to, „który to miesiąc/czy mocno kopie”. A do wszystkich ciężarnych – warto pamiętać, że Wy nadal jesteście sobą, a nie tylko nosicielką. Można przynajmniej spróbować bez wyrzutów sumienia wobec dziecka porozmawiać o czymś innym niż pieluszki i mleko, chociażby po to, by nie zwariować. Rola mamy, chociaż najpiękniejsza i możliwe, że najważniejsza w waszym życiu, nie jest jedyną, którą przyjdzie nam spełniać na naszej drodze, a zapominając o tym tracimy część swojej osobowości, którą może być trudno odnaleźć, gdy dziecko podrośnie i nie będzie już tak bardzo nas potrzebować.

 

Autorka: Anna Bajus

O autorce: Anna Bajus –   absolwentka psychologii klinicznej oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Żyje z pasją i uważnością. Mama żywiołowego dwulatka. Zawodowo zgłębia problematykę „mindfulness”, prywatnie rodzicielstwa bliskości. Odpręża ją lektura książki „Ania z Zielonego Wzgórza” i spacery po lesie.