Jak k…wa dalej żyć?

Rano:

Z dosłownie takim pytaniem budzę się dziś rano. Moja głowa podpowiada mi szereg rozwiązań, właściwie gotowych do zaimplementowania. Ubieram buty, szykuję się na spacer z psem, myślę: to może się udać. Nadal pełna energii, myślę, że to może ten dzień i w końcu ten tydzień, gdy wszystko będzie szlo zgodnie z planem, zacznie mi znowu wychodzić. Jestem pełna nadziei, że wrócę do swojego poniedziałku, gdzie poziom mojej efektywności jest co najmniej zadawalający.

Update:

Jest 15.53 – muszę uczciwie powiedzieć, że kończy się mój dzień, a ja nadal jestem w czarnej d…

Zawsze miałam się za mistrza multitasku, obecna rzeczywistość brutalnie zweryfikowała moje prawdziwe umiejętności. Otóż z przykrością stwierdzam, że nie jestem wielozadaniowa.

Wolę jednak myśleć, że multizadaniowość to mit niż to, że jest ona przeznaczona dla osób młodych. Bo ostatnio podczas wspólnego oglądania wiadomości, dowiedziałam się, że młoda już nie jestem.

Pani z telewizji wspominała o osobach w średnim wieku, które narażone są na niezbyt przyjemne powikłania związane z zarażeniem wirusem. 

Głośno pytam, zupełnie niechcąco: „ jakie to są osoby w średnim wieku?” i już chwilę później żałuję.

Mój syn, lat 9 bez zastanowienia, natychmiast odpowiada patrząc na mnie ze zdziwieniem – mamo przecież Ty jesteś osobą w średnim wieku…

Jak to??? Nie rozumiem, nie godzę się z tym! Jednak z niewiadomego powodu robi mi się smutno, trochę jak kiedyś, gdy ktoś pierwszy raz w życiu zwrócił się do mnie: proszę Pani.

Mam wrażenie, że wszystko robię po łebkach. Z poczuciem: oby do przodu, by dalej.

Finał jest taki, że przypalam ziemniaki, zapominam dodać główny składnik – uwaga: jeden z trzech, do ciasta, a w obszarze zawodowym, nie zamknęłam od dwóch tygodni, żadnego bardziej złożonego zadania, wymagającego dłuższej koncentracji. 

Życie statystycznej kobiety w tzw wersji domowej, koncentruje się na średnio docenianych zajęciach: ogarnięciu domu, zrobieniu zakupów, sprzątnięciu domu, przyszykowaniu posiłku, zadbaniu o ogólny ład.

Jak to zrobić, gdy oprócz tego co powyższe zaznaczam – bardzo ważne, trzeba w tym samym domu, znaleźć kąt na rzeczy o innym, zawodowym charakterze, często wymagające zgoła odmiennego rodzaju skupienia niż obieranie ziemniaków.

Przez pierwszych kilka dni było nawet zabawnie, gdy w kadrze u klienta pojawiła się jego żona, pytając namiętnym głosem – czy czas na drugie śniadanie?:)  Dzieci biegające między nogami, koniecznie w trakcie spotkania online – pragnące natychmiast zakomunikować, że chcą siku.

Jednak to co było zabawne już nie jest.

Obecnie trwa walka o przetrwanie.

Walka o zakupy, by upolować żywność jednak tylko samą żywność – bez zbędnego kolegi wirusa, z tak trochę abstrakcyjną nazwą „Korona”, walka o kawałek przestrzeni w mieszkaniu, gdzie nikt nas nie szuka, walka o skupienie, o namiastkę dawnego życia…

Podsumowując, chcę wiedzieć – ile to jeszcze potrwa.

Umiem naprawdę zaciskać zęby gdy znam odpowiedzi na pytania – po co?, ile czasu?, kiedy koniec? jakie etapy?

W tej sytuacji, najbardziej denerwuje mnie, że nie ma terminu końcowego. Wszystko ma przecież termin ważności.

Zatem kobiety – życzę nam wytrwałości, od jutra ruszają zajęcia online mojego 9 latka.

Dlatego na pewno od jutra wszystko się zmieni, będzie cudownie, prawie jak dawniej.

Z wyjątkiem tego wieku średniego, tego już nic nie zmieni…:)

Wytrwałości!

Paulina Podolska

Chwilowo managerka od wszystkiego i niczego.

CEO w Enterroom.pl