Marzysz, planujesz, planujesz, marzysz, pragniesz coraz bardziej i decydujesz się wreszcie zrobić ten krok – krok w stronę zmian, w stronę spełnienia swoich marzeń. I co? Na początek czujesz euforię, potem strach przed tym, co zupełnie nieznane i niepewne, ale próbujesz, brniesz do przodu. Głowę masz przepełnioną niezliczoną ilością pomysłów.

Wyobrażasz sobie jak cudownie będzie, gdy zdobędziesz to, co upragnione, wymarzone, zgodne z sercem, wartościami i predyspozycjami. Potem nadchodzą pierwsze trudności, nie zrażasz się, machasz ręką, że jutro będzie lepiej, ale jutro nie jest lepiej. Okazuje się, że nie jest wcale tak prosto, jak ci się wydawało, a każdy kolejny krok wydaje się nie do przebrnięcia stąpaniem po bagnie. Nikt nie obiecał, że będzie lekko, ale nie zdawałaś sobie sprawy z wielu rzeczy. Twoje idealistyczne podejście do świata i ludzi powoli przesłania twarda rzeczywistość. Na drodze do spełniania swoich marzeń stają nie tylko ci, którzy obserwowali cię od początku i stukali się po głowie, ale też ci, którzy przeszkadzają w osiągnięciu zamierzonego celu.

Dlaczego?

Czasem z zazdrości, czasem z zawiści. Masz ochotę odpuścić, wrócić do tego co stare, znane, bezpieczne i zapomnieć o tym, czego pragnie twoje serce. Nie masz sił na dalszą walkę. Już sama nie wiesz komu bardziej chciałabyś udowodnić, że się uda: sobie, czy innym. Jest tak cholernie trudno na tej nowej drodze. Już nawet od najbliższych nie czujesz wsparcia, bo przecież swoimi decyzjami o zmianie, również w ich życie wdarł się codzienny niepokój. Miotasz się w sobie, zmieniasz zdanie codziennie i sama już nie wiesz, które myśli  są twoje, a które wszystkich twoich „doradców”. Zatrzymaj się. Zapytaj się jeszcze raz siebie:
Czego pragniesz?
Gdzie jesteś?
Dokąd zmierzasz?
Po co to wszystko zaczęłaś?
I nie rezygnuj, bo może właśnie przed tobą ostatnia prosta, bo może ten kryzys jest już ostatnim i za chwilę ujrzysz to, do czego dążysz. Nie warto rezygnować. To właśnie dziś sobie powtarzam.

Kobieta