Młodzi w coachingu

Dzisiaj będzie nietypowo, bo bardziej felietonowo. Od jakiegoś czasu mam czystą i nieskrywaną przyjemność pracować coachingowo z różnymi grupami zawodowymi, osobami z różnym doświadczeniem, wiedzą, potrzebami. I to jest piękno tego zawodu.

Apogeum dla mnie jednak przyszło w momencie zetknięcia się z młodymi ludźmi, najpierw w ramach współpracy z uczelnią a następnie z uczniami. Przez moment kołatało się pytanie o cenzus wiekowy, ale świadomość i mądrość tych młodych ludzi czasami… nie chcę kończyć, by się moim rówieśnikom nie narazić ;). Praca z młodymi jest niezwykle inspirująca. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać z czego to wynika.

Pierwszą myślą było moje projektowanie – ile ja bym dała, żeby w wieku nastu lat ktoś ze mną przepracował moje cele, marzenia, umiejętności, talenty… Nie twierdzę, że życie byłoby lepsze, bo wcale na obecne nie mam prawa narzekać, ale bez wątpienia decyzje byłyby bardziej świadome i sporo czasu można by zaoszczędzić na zastanawianiu się nad nimi już po ich wdrożeniu w życie a czas zaoszczędzony na przyjemności przeznaczyć. 😉

Moją kolejną myślą, która pojawiła się w wyniku zdystansowania się do mojej ukochanej grupy coachingowej, było coś, co mnie uderzyło. Ich szczera wiara, że można, ich szczerość w wyrażaniu swoich celów i marzeń, pragnień i wartości. To chyba domena ludzi młodych, starość to zawoalowanie naszych pragnień i pakowanie naszych marzeń w pudełka wymagań świata, a raczej naszego wyobrażenia o jego wymaganiach. Bo czymże jest ten świat – to Oni, Inni? Nie, to MY. Tylko my go tworzymy i to od nas zależy jak on wygląda i wyglądać będzie, więc pudełka podpisywać powinniśmy MY sami. Ludzie młodzi wierzą, że można, jeżeli bardzo się chce. Że wiara naprawdę góry przenosi, że niebo już nie jest granicą, że… Naiwni? A skąd!!! Wątpiącym proponuję lekturę jakiejkolwiek biografii przedstawiającej losy osób cenionych, ważnych dla tego świata, dla jego historii. Czy to będzie Steve Jobs, czy Albert Einstein, Coco Chanel czy też Benjamin Franklin – oni wszyscy nie pozwolili na to aby dorosłość ograbiła ich z marzeń i wiary, że można zmieniać świat. Że nie trzeba być “dobrze urodzonym”, mieć bogatych rodziców, aby móc tworzyć, realizować siebie w pełni i być szczęśliwym.

To jednak nie koniec. Młodzi ludzi, dopóki ich nie zepsują dorośli, robią wiele rzeczy zupełnie intuicyjnie. I robią je dobrze. W głębi serca wiedzą co jest dla nich dobre. Bałagan zaczyna się dziać, kiedy wkraczają “powinieneś”, “musisz”, “zobacz jak inni…”. Brak akceptacji własnego JA generuje problemy. Zaczynamy się porównywać z innymi nie mając pełnego obrazu ich drogi, myśli, wartości.

Widzimy tylko czubek góry lodowej, ubrania, samochód, dom, telefon komórkowy, oceny w dzienniku. I co z tego wynika? Same problemy. A co by się zadziało, jeżeli zaczęlibyśmy się porównywać do … samych siebie z wczoraj? Cieszyć się, że jesteśmy lepsi od wersji wczorajszej JA?

Wyzywam was na pojedynek, spróbujcie tak przez tydzień, przez miesiąc, a potem zastanówcie się jakie to uczucie. Tak robią sprinterzy, którzy biją rekordy świata, tak robią himalaiści, są lepszą wersją siebie każdego dnia, tak robią mistrzowie sztuk walki… tak robią młode osoby, które mają w sobie dziecko, które cieszy się, że wczoraj jeszcze nie umiało zawiązać butów, a dzisiaj ma na nogach dwie piękne kokardki. Ile masz w sobie jeszcze dziecka? Czy może jednak wolisz umartwiać się i zastanawiać się w czym jeszcze jesteś gorszy od reszty świata? Wybór należy do Ciebie. Pracując z młodymi ludźmi, którzy w tej kwestii “dorośleją”, łatwiej jest obudzić w nich dziecko. My dorośli mamy opory, bo wyniki, bo statystyki…

Na koniec litanii przewagi młodości nad dorosłością wspomnieć chcę o tym, że młodzi nie produkują problemów. Oni je mają, albo nie. Koniec i kropka. Jeżeli mają to możemy się wspólnie zastanowić co z nimi zrobić. Na obronę problemów młodych powiem tylko, że oni mają do tego prawo, bo ich ciało i mózg dopiero się kształtują, więc pewne zachowania, emocje i uczucia są całkowicie poza ich kontrolą – mózg płata niezłe figle i to do 25-go roku życia. Jakie wytłumaczenie masz Ty – człowieku dorosły, który winieneś kontrolować swoje uczucia, emocje, to co przyjmujesz i to jak to odbierasz?

Mój dowód osobisty twierdzi, że dorosłą osobą jestem, ale moje doświadczenia w pracy z młodymi każą mi wierzyć, że dowód może kłamać a my, jako ludzie mamy prawo wybrać sobie to, co dla nas najlepsze z dziecka, rodzica i dorosłego. Jaką miksturę przyrządzisz, jakie decyzje podejmiesz, jaką część siebie zabijesz na rzecz innej, jaką będziesz karmił – takie życie sobie wykreujesz. Chcesz żeby działo się to poza Tobą czy chcesz dzierżyć w ręce pilota z guziczkami, których naciśnięcie wprowadzać będzie świadome zmiany w Twoim życiu? Zmiany, które będą częścią Ciebie i będą współtworzyły świat, który jest nasz i nas otacza. Decyzja należy do Ciebie, ja mam tą przyjemność towarzyszyć w podróży tym, którzy zdecydowali się działać, stawać się lepszymi i z czystą przyjemnością oddawać się podróży życia zachowując w sobie radość dziecka, mądrość rodzica i dojrzałość dorosłego.


Kamila Pępiak – Kowalska

coach, trener, pedagog

www.ProfiCoaching.pl

żródło: Artelis.pl.