Wydawać by się mogło, iż zawieszenie przymusowego poboru do wojska pogrzebie armię i znacznie zredukuje ilość osób chętnych związać swoją przyszłość z Siłami Zbrojnymi Rzeczpospolitej Polskiej. Nic bardziej mylnego, po dość długim okresie przestoju popularność wojska przeżywa prawdziwy renesans odkąd w życie weszły przepisy o możliwości odbycia służby przygotowawczej, czy wstąpieniu do Narodowych Sił Rezerwowych. Dużą popularnością cieszą się również świeżo utworzone wojska Obrony Terytorialnej. Niechęć przed wojskiem zniknęła, ale jeszcze kilka lat temu otrzymanie karty powołania, co poniektórym, kojarzyło się z karą pozbawienia wolności…

 

Osiem lat temu, dokładnie 1 stycznia 2010 roku oficjalnie zawieszono obowiązek poboru w ramach zasadniczej służby. Fakt ten ucieszył wielu młodych ludzi, którzy w końcu mogli odetchnąć z ulgą, żyjąc bez strachu przed Wojskową Komendą Uzupełnień.

 

Niektórzy uważali, iż był to strach uzasadniony, wszak nie raz opowieści ojców i dziadków przedstawiały wizerunek wojska jako coś z pogranicza łagru i zakładu karnego. Z tą różnicą, że wszystko było obleczone w moro i opinacze, a więzienne cele zastępowały żołnierskie izby. Blady strach u młodych chłopców wywoływała tzw. fala – nieformalna subkultura w wojsku opierająca się na wykorzystywaniu młodszych poborowych przez ich starszych służbą rówieśników. Dodatkowo strach przed wojskiem podsycały takie film jak min. Kroll (1991), Władysława Pasikowskiego, Samowolka (1993), Feliksa Falka czy nawet radziecki Na mój rozkaz! (1989), Andrieja Maljukowa.

 

Skąd przywędrowała fala? W okresie PRL-u system szkoleń był oparty na wzorcach z ZSSR, więc wiadomym było, iż ta swoista subkultura zostanie zaszczepiona na polski grunt jako „efekt uboczny” wojskowego nauczania. W armii radzieckiej funkcjonowało pojęcie tzw. diedowszczyzny  – od niej wzięło się określenie „dziadków”, czyli żołnierzy mających za sobą największy okres przebytej służby, zbliżającej ich do rychłego opuszczenia koszar. Diedowszczyzna opierała się głównie na poniżaniu i biciu młodych rekrutów, co w połączeniu z dwuletnią służbą stawało się katorgą porównywalną do ciężkiego więzienia. Jej najgorszy okres przypadał na pierwszą połowę lat 90tych XX wieku, gdy rozpad Związku Radzieckiego i pogłębiający się kryzys gospodarczy nowej rzeczywistości odbijał swe piętno na transformującej się armii. W Polsce sytuacja nie była aż tak drastyczna, choć poborowi byli zmuszani do wielu ośmieszających i nierzadko upokarzających ich rzeczy. Warto podkreślić fakt, iż niekiedy młodym żołnierzom pozostawiano wybór systemu w jakim mieli przebyć swoją służbę po ukończonej tzw. unitarce (okresie poprzedzającym przysięgę wojskową): falowo lub regulaminowo. Paradoksalnie służba regulaminowa była niekiedy znacznie cięższa niż podporządkowanie się fali. Regulamin jasno określał zasady i funkcjonowanie żołnierskiej społeczności, dlatego każde nawet najmniejsze odstępstwo od określonych norm było odpowiednio karane. Fala cechowała się szeregiem absurdów, lecz nie była już tak rygorystyczna w kwestii regulacji wojskowego życia. Oczywistym było, że podstawą jest regulamin, lecz w wielu kwestiach pozwalano na szeroką i wolną interpretację niektórych przepisów. Temat ten zasługuje na znacznie szersze opracowanie, lecz posłuży tylko jako tło do przedstawienia obecnej sytuacji związanej z aktualnymi reformami związanymi z obronnością RP.

Pomimo tego, iż pobór może zostać przywrócony w każdej chwili, to na chwilę obecną do armii przyjmowani są tylko ochotnicy. Przykładowo, aby spełnić wymogi służby w wojsku kandydat ubiegający się o stanowisko szeregowego zawodowego musi spełnić następujące kryteria:

  • wykształcenie – co najmniej gimnazjum,
  • stosunek do służby wojskowej – uregulowany,
  • stopień wojskowy – warunkiem jest posiadanie stopnia wojskowego szeregowy lub starszy szeregowy, po zasadniczej (lub nadterminowej) służbie wojskowej. Stopień wojskowy kaprala i wyżej eliminują kandydata do korpusu szeregowych zawodowych, ale stwarza zarazem możliwość powołania do korpusu podoficerów zawodowych,
  • niekaralność,
  • dobrze widziane są rozmaite kwalifikacje np. mechanika, kierowcy czy nawet kucharza,
  • łączny czas trwania dotychczasowych okresów czynnej służby wojskowej kandydata – z ewentualnie podpisanym nowym kontraktem nie może przekroczyć 12 lat (obecnie trwają próby ku temu by znieść ten limit),
  • kategorię zdrowia A.*

 

Droga awansu i kariery zawodowej jest jak najbardziej możliwa, lecz jest znacznie cięższa niż w przypadku osób kandydujących na stopień podoficera lub oficera. Odpowiednie kwalifikacje sprzyjające awansom można nabyć już w armii, lecz co mogą zrobić osoby, które drogę swojej kariery chcą zacząć od „cywilnej strony”? Wielu z nich chcących wiązać swoją przyszłość z wojskiem odbywa obecnie cztero miesięczne kursy przygotowawcze lub ochotniczo zgłasza się do NSR. Działania te mogę przybliżyć kandydatów do przyszłej zawodowej służby. Mogą, lecz nie muszą. Podstawowym problemem jest nierzadko brak odpowiednich umiejętności potrzebnych w armii. Wojsko to nie tylko silne ręce i nogi. To złożony organizm, który funkcjonuje i musi funkcjonować zarówno na poziomie administracyjnym jak i na poziomie jednostki – ludzkiej i organizacyjnej. Tu każdy ma określoną funkcję i zadanie – zostają tylko najpotrzebniejsi. Czasy przysłowiowego „mięsa armatniego” już dawno odeszły w zapomnienie. Wojsko przestało być „przechowalnią” pasibrzuchów i osób nieradzących sobie w cywilnym życiu, chcących tylko w jak najprostszy i najmniej skomplikowany sposób zarabiać pieniądze. Teraz są stawiane poważne wymagania. Przede wszystkim, wymagana jest specjalistyczna wiedza. Pozostaje pytanie: jak ją zdobyć?

 

Aby sprostać tym wymaganiom szereg uczelni (w tym cywilnych), wyszło naprzeciw z  nowymi systemami nauczania by jak najmocniej wypełnić lukę w dziedzinie obronności. To co było dawniej przeznaczone wyłącznie dla osób związanych z wojskiem jest dziś dostępne dla szerszego grona osób niewtajemniczonych w obronne arkana. Przykładowo, szczecińska uczelnia Collegium Balticum wzorem państw zachodnich oferuje nauczanie związane z dziedzinami bezpieczeństwa i obronności. Cytując oficjalną stronę uczelni dot. kierunku Przygotowanie Obronne i Bezpieczeństwo Militarne:

 

Absolwent tej specjalności będzie miał wiedzę pozwalająca na dokonywanie analizy zewnętrznych uwarunkowań bezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej, w tym bezpieczeństwa europejskiego i euroatlantyckiego. Nabędzie także wiedzę i umiejętności z zakresu roli administracji publicznej w narodowym systemie obronnym, roli Sił Zbrojnych w systemie zarządzania kryzysowego oraz współpracy cywilno-wojskowej, programowania pozamilitarnych przygotowań obronnych i miejsca organizacji pozarządowych w systemie obronnym państwa.”**

 

Jeszcze jakiś czas temu, podobne kierunki na uczelniach cywilnych były czymś niespotykanym, lecz zaskakujące zmiany geopolityczne (aneksja Krymu) i lokalne konflikty gwałtownie wpłynęły na zapotrzebowanie na specjalistów zdolnych rozwiązywać sytuacje kryzysowe. Współczesne konflikty to nie tylko czołgi, rakiety i zmasowane ataki. To wojna informacyjna, prowokacje, sabotaże. Szereg niedostrzegalnych czynników składających się na wielkie zagrożenie. Dlatego wojsko potrzebuje obecnie osób zdolnych poradzić sobie z wyzwaniami jakie stawia przed nim rzeczywistość. Wiele młodych osób sądzi, że sama chęć i dobre zdrowie wystarczą by stać się żołnierzem. Niestety, czasy w których funkcjonowało powiedzenie „nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera” już dawno odeszły w zapomnienie. Dziś nierzadko sama matura to w dalszym ciągu za mało by móc przysłużyć się ojczyźnie. Owszem, można to zrobić z wymaganym minimalnym wykształceniem, lecz droga kariery i możliwości będą wtedy mocno ograniczone, żeby nie powiedzieć zerowe. Osoba „wykształcona” na sieciowych strzelankach, grająca w ASG czy czytająca militarne czasopisma nie jest atrakcyjnym pracownikiem dla armii – może ją zastąpić każdy. Aby uchronić się od nieprzyjemności związanych z odmową przyjęcia do wojska należy podjąć odpowiednie kształcenie – najlepiej już w cywilu. Siły Zbrojne w okresie pokoju mają szereg zadań do spełnienia. Zwalczanie skutków klęsk żywiołowych, pomoc humanitarna, usuwanie katastrof ekologicznych czy wspieranie cywilów to tylko kilka z niewielu wyzwań z jakimi muszą się zmierzyć. Do tego potrzebni są specjaliści, a ci nie biorą się znikąd. Podstawą jest odpowiednie kształcenie, dopiero później zdrowie i chęci. Wielu szeregowych zawodowych nie mogło pogodzić się z faktem, iż armia pozbywała się ich po zakończonym kontrakcie. Wielu z nich narzekało na to, że nie mogli sobie znaleźć pracy w cywilnym życiu… czyja to była wina? Trudno dociec. Każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie, lecz warto zwrócić uwagę na to, czy niektórzy z nich nie oczekiwało zbyt wiele, nie dając z siebie za wiele? Koledzy mogą awansować, więc dlaczego nie Ty?

 

Umiejętne planowanie swojej drogi życiowej jest równoznaczne z drogą kariery. Dobrze móc zawczasu być przygotowanym na jej trudy. Drodzy kandydaci i kandydatki, jeśli rzeczywiście wiążecie swoją przyszłość z wojskiem odpowiedzcie sobie najpierw na pytania: co mogę mu zaoferować? Jak mogę się przydać? Przemyślcie to i znajdźcie odpowiedź. Wiedza i umiejętności to jej podstawy.

 

Autor: Dominik Wiśniewski

Dominik Wiśniewski – dziennikarz i fotograf.  Fan motoryzacji i historii wojskowości. Nie obca mu literatura i sztuka – zarówno tych wyższych jak i niższych lotów. Czasami szyderczy i lekko stronniczy. Niepoprawnie polityczny kinomaniak i miłośnik podróży wszelakich.

 

 

*) źródło: http://www.wojskowe.info/jak-zostac-szeregowym/
**) źródło: https://www.cb.szczecin.pl/kierunek-studiow/bezpieczenstwo-wewnetrzne/

Patron działu „Wiedza i edukacja”