Urodziła się w Przemyślu.  Nie ma muzycznych korzeni, choć rodzice kochają muzykę. Szkoła muzyczna nauczyła ją pokory i pokazała, że często nie pasja jest najważniejsza, a tzw warsztat, precyzja. Na stałe współpracuje z Myrczek & Tomaszewski Band (m. in. podczas koncertów na Festiwalu im. Andrzeja Zauchy w latach 2016, 2018). Tworzyła muzykę dla nieco mrocznych, duńskich twórców filmowych.  w 2017 znalazła się w gronie ośmiu finalistek pierwszej edycji jedynego w Europie, kobiecego konkursu jazzowego o Grand Prix Ladies Jazz Festival w Gdyni. Wzięła udział w konkursie z ciekawości, a to co się później wydarzyło w jej życiu artystycznym przerosło wszelkie oczekiwania. Niedawno została laureatką II miejsca w Tarnów Jazz Contest 2017. Rozmawiam z Polską skrzypaczką, Agatą Zamirską.

 

Agata Baryła: Pani Agato, urodziła się pani w Przemyślu. Gdzie znajduje się pani obecny dom?

Agata Zamirska: Aktualnie mieszkam w Katowicach, gdzie skończyłam studia na wydziale jazzu, tu właśnie rozwijam swoje pasje, projekty i ogólnie „działam” muzycznie.

AB.: Skąd zamiłowanie do muzyki? Czy przysłowiowo grało już w pani duszy od zawsze, czy  może pasja przyszła nagle?

AZ.: Nie, to wyglądało dość nietypowo ponieważ nie miałam żadnych tradycji muzycznych. Nikt w rodzinie profesjonalnie nie zajmował się tym, aczkolwiek rodzice bardzo lubili muzykę i grali trochę po amatorsku – gdzieś coś zawsze wybrzmiewało. Podczas przesłuchań w przedszkolu zostałam wybrana do egzaminów wstępnych do szkoły muzycznej. Zdałam egzaminy wstępne, coś tam zaśpiewałam, coś tam zaklaskałam, to było totalnie spontanicznie. Potem szło różnie, były lepsze i gorsze momenty.

Muzyka mnie interesowała, ale sprostanie wymaganiom klasycznej edukacji chwilami mnie przerastało. Miałam plany aby to rzucić, bo nauka muzyki klasycznej to jest jednak bardzo ciężka sprawa, oczekiwania i presja są bardzo duże.

Czasem człowiek nie czuje tego klimatu; tu jest precyzja i perfekcja i nie ma raczej miejsca na kreatywność w takim stopniu jak grając muzykę improwizowaną.

AB.:  Pani głównym instrumentem w szkole muzycznej były skrzypce?

AZ.:  (śmiech) Zawsze były skrzypce, ale miałam epizod z saksofonem – uczyłam się grać na tym instrumencie jako na dodatkowym trzecim instrumencie (wcześniej był też fortepian), tylko że to trwało bardzo krótko z uwagi na dyplom, maturę; po prostu już nie miałam czasu tego kontynuować… także „zdradzałam” skrzypce, podobnie jak Michał Urbaniak, który powiedział kiedyś: „skrzypce są moją żoną, a saksofon kochanką”.

AB.:  Wracała pani do skrzypiec, czy też była  myśl, że może lepiej spróbować czegoś innego i dać sobie spokój ze skrzypcami?

AZ.: Powiem tak, w czasie mojej nauki w szkole muzycznej ta gra bywała dla mnie niekiedy bardzo nieprzyjemna i był to bardziej obowiązek niż przyjemność; właśnie przez te wymagania i przez to, że nie do końca mogłam iść obraną przeze mnie drogą. Jednak w szkole muzycznej obowiązkiem jest zrealizowanie programu „klasycznego”, także nie mogę narzekać, że mi odebrano te możliwości. Reasumując, nie były przychylnie odbierane te moje „zapędy rozrywkowe”.

AB.:  Zatem gdzie pani mogła realizować „zapędy rozrywkowe”?

AZ.: Zdecydowałam się na kontynuację nauki gry na skrzypcach, bo ukończyłam studia licencjackie na Wydziale Instrumentalnym AM w Łodzi, ale to jednak nie był mój konik i potem postanowiłam zdawać na jazz do Katowic – tam już mogłam rozwijać swoje pasje i też wiele nauczyć się od strony technicznej, ponieważ improwizacja to nie jest tylko i wyłącznie kwestia  kreatywności, improwizacja musi być porządnie osadzona w kontekście harmonicznym i stylistycznym.

AB.: Jak pani postrzega pop-skrzypaczkę Vanessę Mae, czy podoba się pani innowacyjne inni powiedzą: kontrowersyjne podejście do gry na skrzypcach?

AZ.:  Muszę powiedzieć, że nie będę wartościować Vanessy Mae – ani w jedną, a nie w drugą stronę. Akceptuje to co ona robi, ale to jest inna ścieżka niż ta, którą ja idę, ponieważ u niej dużą rolę odgrywa sceniczny performance; dużo tańczy i się porusza. Generalnie wszystko idzie w kierunku show, a ja siedzę w innym gatunku muzyki – zdarza mi się grać muzykę klubową z DJ i wtedy wchodzą oczywiście w grę  rozmaite aspekty sceniczne, ale ogólnie spełniam się jazzie i muzyce około jazzowej, i to jest jakby zupełnie inna droga muzyczna.

AB.: Pani udział w tworzeniu muzyki filmowej dla duńskich kompozytorów był zapewne ciekawym i wartościowym  doświadczeniem. Duńskie kino jest bardzo specyficzne, czy także muzyka jest odpowiednio mroczna?

AZ.:  Tak, jest bardzo mroczna, w ogóle muzyka skandynawska się bardzo tym charakteryzuje; surowością, mrokiem. Nawiązuje do klasyków takich jak Sibelius czy Grieg. To jest muzyka programowa i mocno nawiązująca do natury i korzeni.

AB.:  Jak godzi pani swoją pasję z życiem osobistym? Muzyka wymusza dyscyplinę dla pracy i dnia. Ma pani czas na prywatne życie?

AZ.:  Na szczęście mam narzeczonego, który jest prawnikiem także sam jest bardzo zapracowaną osobą i rozumie to co ja robię. Również to, że występowanie wymaga takich a nie innych nakładów pracy. Nie ogranicza mnie na szczęście. Nie mówi mi, że muszę zostać ugotować obiad tylko rozumie że mam swoje plany. Co nie znaczy, że nie gotuję obiadu… Myślę, że we wszystkim trzeba znaleźć złoty środek. Niestety moi rodzice troszkę na tym cierpią, nie zawsze mogę się z nimi spotkać. Mieszkam daleko od Katowic (ponad 300 km) w Przemyślu i miałam teraz do nich pojechać; niestety nie mogłam, bo znów miałam „granie”. To była Gdynia, festiwal. Bardzo pozytywne wydarzenie, bardzo dobrze je oceniam i lubię sam fakt, że zostałam doceniona jako jedyna instrumentalistka w gronie ośmiu finalistek. To zaowocowało różnymi propozycjami i zostałam zauważona, także cel został osiągnięty.

AB.: Gratuluję! Czasami tak jest, że nie trzeba zająć pierwszego miejsca by osiągnąć ogromny sukces. Zatem, jakie są pani plany na najbliższą przyszłość?

AZ.: Dostałam propozycję występu z zespołem z Gdyni na festiwalu Jazz Bez 2017 w Przemyślu i jeszcze pojedziemy na Ukrainę z dwoma koncertami. To są duże koncerty, bardzo dobrze to wróży. Potraktowałam koncert na Ladies Jazz jako jednorazowy projekt, a urosło z tego coś większego. Bardzo mnie to cieszy.

AB.:  Jakie jeszcze inne pasje są obecne w pani życiu? Co prócz muzyki kocha pani robić?

AZ.:  Co prócz muzyki mnie interesuje? Na pewno fotografia! Otrzymałam kiedyś stypendium i właśnie spożytkowałam je na zakup aparatu cyfrowego, lustrzanki. Od zawsze mi się marzył i zawsze staram się tą pasję,  w zależności od ilości czasu wolnego, realizować. Podobno mi to nieźle wychodzi.

AB.:  Zadam ważne choć przyziemne pytanie, ponieważ wiele kobiet ma obawy przed tym, aby swoje pasje przekuć w biznes: czy granie na skrzypcach może być „finansowo przyjemne”?

AZ.:  Tak, może być tylko potrzeba niezwykle wielkiej odwagi by się rzucić na tą wielką wodę, bo mogłabym posłuchać osób ze starszego pokolenia, które mają inne podejście i że jedyna słuszna opcja to jest etat i w moim przypadku jest to praca w szkole. Miałam już takie propozycje, ale nie jestem jeszcze w takim etapie życia w którym chciałabym osiąść w szkole i spędzać każdy dzień tak samo. Jeśli chodzi o pieniądze to mogę zarabiać nielimitowaną ilość – to tylko zależy ode mnie. Mogę zarobić dużo, lub mogę nie zarobić wcale. Wszystko zależy ode mnie i jest to bardzo motywujące.

AB.: Czy nie miała pani w swoim życiu chwil zwątpienia, w których chciałaby pani rzucić to wszystko i zająć się czymś innym? 

AZ.: Miałam takie chwile, ale dzięki odpoczynkowi i swoim pasjom, zyskiwałam oddech i w dłuższej perspektywie więcej energii do samorealizowacji.

Nie wymagam od siebie niemożliwego. Po kilku intensywnych dniach, funduję sobie kilka dni totalnej laby.

Cieszę się, że gdy przez dłuższy czas nie widzę swojego instrumentu to zwyczajnie za nim tęsknię.

AB.: Czyli empirycznie udowodnione przeznaczenie, któremu nie warto się opierać.

AZ.:  Tak i na pewno takie sytuacje jak w Gdyni, pomimo różnego werdyktu, bardzo motywują. Po prostu dla takich chwil warto żyć. Jeśli to, co się robi, podoba się innym, to jest to znak, żeby nie zbaczać z tej drogi. Wychodzę z założenia, że to publiczność jest najważniejsza.

AB.: Muzyk w swoim życiu jednak trochę jest uzależniony od swoich słuchaczy, ponieważ oni dają mu najważniejszą informację zwrotną – to że publiczność jest porwana to najważniejsze wyróżnienie.

AZ.:  Tak, bo dopóki nie było tej reakcji publiczności to miałam momenty zawahania, ale od jakiegoś czasu widzę, że  idę w dobrym kierunku i bardzo mnie to motywuje. Dawanie radości innym jest czymś najwspanialszym na świecie. Zawsze staram się dać z siebie wszystko.

AB.: To może uzależniać…

AZ.:  Uzależnia (śmiech) ale pozytywnie.

AB.: Ma pani jakieś inne pozytywne uzależnienia?

AZ.:  Oprócz muzyki, uzależniam się od ludzi niestety i kiedyś uzależniłam się od papierosów (śmiech), ale na szczęście już porzuciłam ten nałóg.

AB.:  A jak pani walczy ze słabościami?

AZ.:  Poddaję się (śmiech).

AB.:  Czego mogłabym pani życzyć?

AZ.:  Mogłaby mi pani życzyć takiego odbioru słuchaczy jak wtedy w Gdyni i na innych koncertach. To bardzo motywuje.

AB.: I tego życzymy z całego serca. Dziękuję za rozmowę.

AZ.:  Dziękuję.

Zapraszamy na ucztę zmysłów!

Foto.: archiwum własne

Film: YouTube