O WYŻSZOŚCI PSA NAD WSZYSTKIM WE WSZECHŚWIECIE

 

Wczoraj – pierwszego lipca – był Światowy Dzień Psa. Na dobrą sprawę w moim domu dzień psa jest codziennie, co nie przeszkadza mi dodatkowo świętować święta oficjalnego. Do tego każda chwila spędzona z psem utwierdza mnie w przekonaniu o wyższości psów nad wszystkim, co istniało, istnieje lub zaistnieje we wszechświecie. Po prostu: stwarzając psa – natura, bogowie lub cokolwiek, co uznajecie czy wyznajecie, osiągnęło arcyszczyt swoich możliwości.

 

Klasyk* mawiał, że „koń jaki jest, każdy widzi”. Z psem na odwrót: pies jaki jest – nie każdy widzi. A w zasadzie mało kto widzi. Bo i co widzicie, gdy patrzycie na psa? Sporo sierści lub futra, cztery łapy, dwoje uszu, mokry nos i merdający ogon. Czasem jeszcze oślinioną piłkę albo obgryziony patyk w pysku. Ale psa? Czy widzicie psa?

 

Czy widzicie psie oczy? Psie oczy to niekończąca się opowieść miłosna, naprawdę miłosna, spełniająca wszelkie wymogi stawiane prawdziwej miłości przez literaturę, kulturę, a nawet niektóre religie. To miłość bezwarunkowa, bezrefleksyjna, pozbawiona podejrzeń, oczekiwań i jakichkolwiek „ale”, „jeśli”, „gdyby”. To miłość dla człowieka wprost abstrakcyjna: kochanie tylko za to, że jesteś i tylko po to, żebyś była. To miłość, która całkowicie się zadowala czymś banalnym i niewymagającym od Ciebie wysiłku – Twoją obecnością. Obserwuję to codziennie rano, gdy z sypialni przechodzę do salonu, codziennie po południu, gdy przychodzę z pracy, codziennie wieczorem, gdy wracam z wizyty, wyjścia, zakupów: szaloną radość, że wróciłam, że jestem. Czasem, gdy Bosman – moje ponadtrzydziestukilogramowe futrzane maleństwo – kładzie się przy mnie, przy kanapie albo przy łóżku, na którym leżę, i wpatruje się we mnie, widzę w tych ciemnych oczyskach niewypowiedziane głośno: jesteś, więc świat znów ma sens. I to mu wystarcza – że jestem.

To miłość dla człowieka wprost abstrakcyjna: kochanie tylko za to, że jesteś i tylko po to, żebyś była. To miłość, która całkowicie się zadowala czymś banalnym i niewymagającym od Ciebie wysiłku – Twoją obecnością.

Nie wiem, czy umiałabym, czy ktokolwiek umiałby przyjąć taką miłość od drugiego człowieka. Jest totalna, przygniatająca i wprost monstrualna w swoich rozmiarach, w swojej sile. Pies to jedyne stworzenie, które potrafi ją dać w tak skromny, lekki i pozornie niezobowiązujący sposób.

 

Czy widzicie psi ogon? Głupie pytanie, prawda? Przecież każdy widzi psi ogon, psie ogony to psi znak rozpoznawczy, psie ogony to wyraz radości i czasem innych emocji. Ale czy przypatrzyłyście się kiedyś, jak rozmowny jest ten ogon? Przede wszystkim ogon, oczywiście, uśmiecha psa. Tak, wykrzywienie składniowe zamierzone – bo to nawet nie pies uśmiecha się ogonem, to ogon przejmuje władzę i uśmiecha psa. Ten ogon, z rana nieco leniwy i zaspany, na widok wchodzącego człowieka wykonuje pierwsze uśmiechnięte podrygi – lekkie uniesienia bokiem, w górę i w dół, sygnał „widzę, cieszę się, kocham” w wykonaniu psiaka, który jeszcze dobrze nie otworzył oczu. Potem psie poranne ukłony, rozciągnięcia ciała i machnięcia ogonem – głośne powitanie. Potem ogon rozhuśtany na różne strony, bo gdy pies ma dobry humor, to ma dobry humor bez przerwy i całym sobą. A potem ogon w pełnej czujności i gotowości bojowej – podczas szczekania, sygnalizowania lub ostrzegania, uniesiony wyżej, bardziej naprężony i machający wolniej, groźniej, z namysłem. A jeśli pogoda kiepska i „o szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny” – ogon psa oduśmiecha, ogon się zawija pod psa, pod psią pupę, ogon robi smutną psią minę i ma doła. Zdołowany psi ogon, smutna psia pupa – naprawdę serce się ściska na ten widok.

 

Czy widzicie psie łapy? Nie w biegu, nie w zabawie, nawet nie podczas słynnego „pies daje łapę – dawaj smakołyk”, tylko podczas snu? Śpiące psie łapy to coś tak uroczego, zabawnego i przykuwającego uwagę, że trudno się oderwać od obserwowania ich, nawet jeśli człowiek sam zasypia na stojąco. Co robią psie łapy w czasie snu? Dobre pytanie. Czasem gonią. Czasem coś od siebie odpychają. Czasem sprawdzają – może zabawkę, może jedzenie. Czasem się gimnastykują. Czasem próbują czegoś dosięgnąć, coś uchwycić. A czasem… czasem po prostu śpią. Przez chwilę, dopóki znów nie zaczną kogoś lub czegoś gonić.

 

Czy widzicie psi pysk? A na psim pysku – psi uśmiech? Kto twierdzi, że psy się nie uśmiechają, ten nigdy psa nie miał albo nigdy psa nie kochał. Psy się uśmiechają – to Wam powie każdy psiofil. Psy się uśmiechają całym pyskiem, nieraz z językiem na wierzchu, nieraz z głębokim dyszeniem, zawsze szczerze – można by powiedzieć: całym psem. Uśmiech na psim pysku i uśmiechający psa ogon dają w połączeniu psa doskonale szczęśliwego.

 

Czy widzicie psie uszy? Obserwowanie ich daje co najmniej tyle uciechy, co przyglądanie się łapom. Psie uszy skaczą, unoszą się i opadają, kładą się płasko, zlewają się na boki, sterczą, okręcają się o ileś stopni w jedną lub drugą stronę – a najlepsze, że potrafią to robić każde osobno! Psie uszy, wersja iście slapstickowa: jedno ucho sztywno wyprostowane i zwrócone przed siebie, drugie ucho – pochylone o trzydzieści stopni, skręcone w lewo, na końcu odrobinę podwinięte i ruszające koniuszkiem to w tę, to we w tę. Po kilku sekundach zamiana. Potem każde ucho wrócone do drugiego plecami. Potem pełna gotowość bojowa, wyprostowane i… i się rozjeżdżąją na boki. A pies patrzy na Ciebie ze zdziwieniem i pewnie się zastanawia, czemu wyjesz ze śmiechu. On tylko łapie dźwięki. I to on się powinien śmiać, bo Twoje uszy takie upośledzone, takie wiecznie w jednym miejscu i bez ruchu, takie niemrawe i niefunkcjonalne. Ale nie będzie się z Ciebie śmiał, jesteś dla niego idealna, nawet ze swoimi beznadziejnymi uszami.

 

Czy widzicie psi nos? Czarna trufla, mokra i zimna – równie nieprzewidywalna jak uszy, jeśli chodzi o ruch. Psi nos może i jest przytwierdzony do psiego pyska, ale nikt nie powiedział, że przytwierdzenie oznacza ubezwłasnowolnienie. O nie, nie, nie – psi nos się tak nie bawi. On musi się ruszać, skręcać i wykręcać, on musi mieć ostatnie słowo. To on prowadzi psa, nie pies jego. W gruncie rzeczy to pies jest przytwierdzony do psiego nosa, nie psi nos do psa. Przynajmniej zdaniem nosa. To dlatego pies podczas węszenia, niuchania i wąchania wygląda czasem tak, jakby ktoś go unosił lub ciągnął. To nos unosi, ciągnie psa – do góry, na dół, na boki, w tył – bo nos wie, czego psu szukać.

 

Tylko ingorant myśli, że pies ma nos. W rzeczywistości nos ma psa – każdy psi nos Wam to powie.

 

Ze swoimi oczami, łapami i uszami, ze swoim nosem, pyskiem i ogonem – pies jest idealny (nawet jeśli nie ma ogona, łapki, ucha lub oka – zresztą z reguły nie ma z winy ludzi, którym oby świat odpłacał stukrotnie za każdą wyrządzoną psom krzywdę). Pies jest doskonały dzięki miłości, którą obdarza człowieka, dzięki powadze, z jaką go broni i pilnuje, dzięki radości, jaką – zwykle nieświadomie – sprawia mu samym sobą. A najbardziej doskonałe w psie jest to, że jest – właśnie psem. Nie jest i nie chce być nikim innym, tylko psem – Twoim, moim psem, który leży przy Tobie, przy mnie i marzy jedynie o tym, aby ta wspólna chwila nigdy się nie skończyła. A gdy się skończy, to żebyś dała trochę szynki. Może być wczorajsza.

 

Szczęśliwego codziennego Dnia Psa wszystkim psom!

 

* Benedykt Chmielowski, „Nowe Ateny”, hasło „Koń”. Warto dodać, że hasło „Pies” rozpoczynają słowa: „Pies z wielu cnót swoich notandus”…

 

Zdjęcia: prywatne archiwum Bosmana.

 

 

 

 

Barbara Popiel. Doktor nauk humanistycznych, pracownik naukowy, edukator, redaktor i korektor, czasem tłumacz polsko-angielsko-niemiecki. Wielbicielka psów, herbat i wysokich obcasów, miłośniczka kryminałów, opowieści grozy i książek dla dzieci. Zainteresowania: tematy genderowe, rozwój osobisty, szeroko rozumiany lifestyle, języki obce, psychologia, blogosfera. Blogerka, która po kilku latach poszukiwań i zmianach adresu znalazła swoją przystań na „Dwóch ćwiartkach” (barbarapopiel.blogspot.com). Czasem nieopanowany Potwór Czekoladowy.