„Cisi żołnierze” – tak w wojennym slangu zachodnich aliantów zwykło się nazywać miny; stanowiły nie lada problem po obu stronach frontu. Do ich zwalczania powstawały rozmaite konstrukcje z czego najbardziej znanymi były samobieżne trały Crab budowane na bazie czołgów Sherman oraz Churchill. Ich nieprzyjacielskie odpowiedniki pomimo dużego wkładu niemieckich inżynierów w dalszym ciągu pozostają mniej znane, choć nie są skazane na całkowite zapomnienie.

 

Pierwszymi pojazdami, które pośpiesznie zaadaptowano do roli „czyścicieli pól” były czołgi rodziny panzer – głównie II oraz IV. Montowano na nich prowizoryczne trały, które stanowiły tymczasowe rozwiązanie do chwili zbudowania odpowiedniego pojazdu zdolnego uporać się z tymi wybuchowymi przeszkodami. Pierwsze próby z pełnoprawnym pojazdem inżynieryjnym zdolnym zwalczać pola minowe przeprowadziła firma Borgward – znana głównie jako producent samochodów ciężarowych; w 1939 roku opracowała pojazd gąsienicowy o nazwie Minenräumwagen. Założenia konstrukcyjne przewidywały, iż Minenraumwägen sdkfz 300 Borgward B I (taka była jego pełna nazwa) wcieli się w rolę ciągnika holującego za sobą trał, który będzie detonował miny pod wpływem jego ciężaru. Do maja 1940 roku wyprodukowano 50 sztuk, lecz ze względu na szereg usterek nie spełniły pokładanych w nich oczekiwań.

 

Aby temu zaradzić, szybko przystąpiono do dalszych prac i opracowano jego następcę – pojazd Borgward B II. W odróżnieniu od swego poprzednika nie służył on za samobieżny trał, lecz był nosicielem 300kg ładunku wybuchowego zdolnego siłą eksplozji detonować miny w promieniu 20m. Pierwszy chrzest bojowy tego pojazdu przypadł na 1941 rok, gdy III Rzesza przystąpiła do ataku na Związek Radziecki w ramach operacji „Barbarossa”. Jak w przypadku swojego „starszego brata”, również i tu nie obyło się bez kłopotów. Już pierwsze dni niemieckiej agresji na ZSRR udowodniły niską skuteczność tego pojazdu. Zawodziły głównie ładunki wybuchowe, które przedwcześnie eksplodowały, bądź… nie eksplodowały w ogóle. Wykazując tym samym niską skuteczność na polu walki. Ciekawym faktem jest zastosowanie nietypowego materiału do budowy kadłuba, mianowicie został on wykonany z… betonu.

Pod koniec drugiej wojny światowej beton miał być materiałem powszechnie wykorzystywanym w produkcji kadłubów do czołgów, a nawet okrętów (sam zamysł budowy betonowych statków nie jest nowy. Pierwsze tego typu jednostki powstały w 1846 roku we Francji. Były to głównie barki rzeczne służące do przewozu towarów). Jedną z zachowanych tego typu konstrukcji w Polsce jest wrak tankowca Ulrich Finsterwalder, zbudowanego w Darłówku; obecnie spoczywającego na wodach jeziora Dąbie w Szczecinie.

Inną przymiarką do produkcji gąsienicowego pojazdu przeciwminowego była konstrukcja na bazie czołgu Pzkpfw III, nosząca nazwę Minenräumpanzer III. Kadłub „trójki” znacznie zmodyfikowano podwyższając zawieszenie, dając tym samym większą przestrzeń pomiędzy kadłubem a gruntem. Miało to uchronić pojazd i załogę przed skutkami min do których detonacji używano potężnego, dwukołowego trału montowanego z przodu pojazdu. Było to niepraktyczne rozwiązanie, gdyż znacznie utrudniało kierowanie już i tak ciężkim pojazdem. Nic nie wiadomo o jego bliższym zastosowaniu. W roku 1945 przejęły go wojska amerykańskie, które jak w przypadku każdego zdobycznego sprzętu odesłały go na poligon badawczy Aberdeen w stanie Maryland. Najprawdopodobniej skończył tak, jak większość nietypowych pojazdów, czyli został zezłomowany.

 

Te niewielkie pojazdy wydają się niewinną igraszką w porównaniu do prawdziwego potwora jaki został opracowany w 1942 roku. To właśnie w tym roku, berlińskie zakłady Alkett, ukończyły prawdziwego Behemota wśród ówczesnych wozów pancernych. Otrzymał on nazwę Minenräumer VsKfz 617, pojazd zaprojektowano jako pancerny kombajn, odporny zarówno na wybuchy min jak i ostrzał wroga. Ważące 50 ton monstrum miało przemierzać pola minowe detonując ładunki pod stalowymi kołami okutymi w pancerne bransolety. Ochronę przed skutkami wybuchów zapewniał 40mm pancerz montowany zarówno pod spodem, jak i po obu bokach kadłuba. Dwuosobową załogę chronił dodatkowy pancerz wewnętrzny o grubości 10 i 20mm. Uzbrojenie pojazdu w porównaniu do jego topornej sylwetki prezentowało się bardzo skromnie. Do ogromnego kadłuba dołączono wieżę z czołgu Pzkpfw I wyposażoną w dwa km-y MG-34.

 

Jak wykazały późniejsze testy, Minenräumer nie był przystosowany do nowoczesnego pola walki, które stworzył blitzkrieg. Niska mobilność i duża sylwetka stanowiła łatwy cel dla artylerii, co stało się głównym powodem do zarzucenia całego projektu. Wydawałoby się, że los „pancernego kombajnu” zakończy się na którymś ze złomowisk, lecz był on z goła inny. W kwietniu 1945 roku, na poligonie w Kummelsdorfie dziwny pojazd odnaleźli Rosjanie, którzy po dwóch latach magazynowania w Dreźnie, odesłali go na testy do Kubinki. Dzięki temu Minenräumer przetrwał do naszych czasów i jest ozdobą rosyjskiego muzeum, razem obok innego eksponatu z Kummelsdorfu – czołgu „Maus”.

Ostatnim „pancernym Behemothem” wartym zapamiętania jest wytwór zakładów Kruppa – pojazd o nazwie Räumer S, zbudowany jako konstrukcja przegubowa, z czego każda część pojazdu (zarówno przód jak i tył) była napędzana dwunastocylindrowym silnikiem Maybach HL90. Załogę stanowiło dwóch kierowców, siedzących w osobnych częściach kadłuba. Takie rozwiązanie miało ułatwić manewrowanie 130 tonowym pojazdem, a w razie ataku, w miarę szybką ucieczkę. Pojazd poruszał się na ogromnych, stalowych kołach. Każde z nich miało 2,7m wysokości i stanowiło sztywne zawieszenie Räumera S. Maszyna swym wyglądem przypominała pojazdy, które bardziej nadawały się do kamieniołomów niż na pole walki. Nie da się ukryć, że ów konstrukcja miała wpływ na powojenne pojazdy przeznaczone do tych celów. W 1945 roku zakłady Krupp zostały zajęte przez wojska amerykańskie, które poddały pojazd wstępnym oględzinom. Dalsze losy pojazdu po dziś pozostają nieznane, a szkoda. Na pewno niejedno muzeum chciałoby mieć takie kuriozum w swoich zbiorach…

 

Autor: Dominik Wiśniewski

Dominik Wiśniewski – dziennikarz i fotograf.  Fan motoryzacji i historii wojskowości. Nie obca mu literatura i sztuka – zarówno tych wyższych jak i niższych lotów. Czasami szyderczy i lekko stronniczy. Niepoprawnie polityczny kinomaniak i miłośnik podróży wszelakich.