W czasie II wojny światowej militarny sojusz Niemiec i Japonii nie opierał się wyłącznie na dyplomacji, lecz także na wymianie myśli technicznej w dziedzinie uzbrojenia.  W ten sposób do kraju Kwitnącej Wiśni zaczął trafiać sprzęt lotniczy oraz pancerny jakim był min. potężny czołg Tygrys.

 

 

 

Hipotetyczne malowanie czołgu Pzkpfw VI Tiger w japońskiej służbie (rys. Dominik Wiśniewski)

Tiger zrobił ogromne wrażenie na ówczesnym japońskim ambasadorze w Niemczech, generale Oshimie, który po raz pierwszy zetknął się z tym pojazdem podczas wizytacji niemieckich jednostek pod Leningradem.

Potężny czołg oraz niezwykłe właściwości jego uzbrojenia – armaty KwK 36, należały wówczas do czołówki państw Osi. Za namową Oshimy rząd w Tokio postanowił kupić jeden pojazd będący wzorem dla przyszłych japońskich konstrukcji.

W tym czasie japońska broń pancerna należała do najsłabszych na świecie. Pancerz japońskich czołgów oraz ich uzbrojenie znacznie ustępowało tym z jakimi przyszło im się zmierzyć, czyli z amerykańskimi i radzieckimi pojazdami; konstrukcyjnie znacznie przewyższającymi to, co ówcześnie wytwarzały japońskie zakłady.

Dla Japończyków była to okazja w której zastrzyk niemieckiej technologii mógł (przynajmniej w pewnym stopniu) zagwarantować równorzędną walkę z wrogiem.

Biorąc pod uwagę sposób transportu maszyny zakładano, iż czołg trafi do Japonii drogą morską (po wcześniejszym rozmontowaniu) na pokładzie potężnego okrętu podwodnego Typ XIV. Prócz wozu, dodatkowa część umowy obejmowała dokumentację fabryczną utrwaloną na mikrofilmie.

Cena zakupionego Tigera wynosiła wówczas 645 000 reichsmarek.

23 listopada 1943 roku, tokijska firma Tsusho Kaisha Ltd. stała się „właścicielem” Pzkpfw VI Tiger (250455) pochodzącego z zakładów Henschla.

Wypada wspomnieć, iż sprzedaż wspomnianego Pzkpfw VI należała do rzadkości. Pojazd w zasadzie nie był nigdzie eksportowany. Wyjątkiem było przekazanie kilku egzemplarzy węgierskim i włoskim jednostkom pancernym.

Po kapitulacji Włoch, ex-włoskie pojazdy powtórnie zasiliły szeregi niemieckiej Panzerwaffe.

W wyniku działań wojennych „japoński” pojazd nigdy nie trafił do swojego wyspiarskiego odbiorcy. Wedle rozmaitych informacji, czołg tuż obok innych zakupionych maszyn tj. Pzkpfw V Panther, Pzkpfw III N i Pzkpfw III J, został odsprzedany Niemcom.

Transport czołgów do tak odległego kraju, podczas rosnącej przewagi aliantów, był niezwykle niebezpieczny i kłopotliwy. Dlatego wszystkie testy odbywały się już w Niemczech.

 

Typ 5 Chi-Ri był wzorowany na niemieckich konstrukcjach, lecz w żaden sposób nie wpłynął na losy wojny.

Zdobyta wiedza posłużyła Japończykom do opracowania własnego czołgu o zbliżonych charakterystykach: Typ 5 Chi-Ri reprezentował zupełnie nową jakość w japońskiej broni pancernej, lecz nie miał żadnej szansy by odmienić losy wojny na korzyść imperium. Zbudowano tylko prototyp, który po kapitulacji Japonii trafił w ręce Amerykanów.

 

 

 

 

Wbrew ogólnemu mniemaniu, niemiecka pomoc techniczna nie ograniczała się wyłącznie do przekazywania znanych typów wozów bojowych.

 

Kugelpanzer już jako eksponat muzeum w Kubince.

W roku 1945 wojska radzieckie toczące walki w Mandżurii zdobyły niezwykły pojazd, którego losy do dziś pozostają tajemnicą. Nieoficjalnie nazwano go Kugelpanzer.

Wedle rozmaitych plotek, była to konstrukcja z zakładów Kruppa przekazana Japonii w ramach sojuszniczej wymiany technologicznej. Wstępne oględziny wykazały, iż Kugelpanzer był miniaturowym pojazdem rozpoznawczym, wyposażonym w aparaturę radiową do przekazywania meldunków na odległość.

Można domniemać, iż pojazd był wykorzystywany do zwiadu i koordynacji japońskich wojsk.

Ten jednoosobowy pojazd zbudowano w układzie trójkołowym; mobilność zapewniały mu dwa przednie sferyczne dyski.”Ogon” z rolką służył do stabilizacji całej maszyny. Ochronę kierowcy zapewniał 5mm pancerz.

Wedle niepotwierdzonych informacji, pojazd miał być uzbrojony w karabin maszynowy niemieckiej produkcji (MG-34 bądź MG-42), zapewniający większa siłę ognia i bezawaryjność. Japońskie km-y zasilane były słabą amunicją o niskiej balistyce, zatem wybór uzbrojenia wydawał się oczywisty. Ostrzał odbywał się poprzez ruchomy port umieszczony poniżej wizjera kierowcy.

 

Wydawać by się mogło, iż Kugelpanzer był projektem unikatowym, lecz nic bardziej mylnego. Podobny pojazd ukazał się w 1936 roku na łamach amerykańskiego miesięcznika „Popular Science”. Na okładce którego widniał „czołg” do złudzenia przypominający niemiecką konstrukcję.

Czyżby niemieccy inżynierowie wzorowali się na pojeździe z magazynu popularnonaukowego? W odróżnieniu od „kulowego czołgu” z Mandżurii, amerykański „Ball Tank” pozostawał tylko w sferze projektów i zdolności grafików, którzy popuszczając wodzę fantazji opracowywali nowy „czołg przyszłości”.

Doświadczenia wyniesione z I wojny światowej pobudzały wyobraźnie, tworząc nierzadko oderwane od rzeczywistości wizje przedstawiające ogromne tanki zdolne zniszczyć całe miasto. Bądź, jak to w przypadku maszyny z okładki pisma, nowatorskie pojazdy zrywające z klasycznym układem konstrukcyjnym.

Pomimo upływu wielu lat maszyny te w dalszym ciągu pozostają w sferze science fiction.

Warto odnotować fakt, iż ta nietypowa konstrukcja zachowała się do naszych czasów i jest eksponowana w muzeum broni pancernej w podmoskiewskiej Kubince. Niestety, „czołg” jest mocno zdekompletowany.

Pojazd pozbawiono uzbrojenia, wyposażenia radiowego oraz napędu. Pomimo tych braków, nadal przyciąga uwagę i jest powodem do masy spekulacji odnośnie jego prawdziwego pochodzenia.

 

Autor: Dominik Wiśniewski

 

 

Zdjęcia: domena publiczna, grafika: Dominik Wiśniewski

 

 

Dominik Wiśniewski – dziennikarz i fotograf.  Fan motoryzacji i historii wojskowości. Nie obca mu literatura i sztuka – zarówno tych wyższych jak i niższych lotów. Czasami szyderczy i lekko stronniczy. Niepoprawnie polityczny kinomaniak i miłośnik podróży wszelakich.