Trzynastka to moja ulubiona liczba – niebanalna, mało popularna i do tego pierwsza (liczby pierwsze są najpiękniejsze). Na trzynasty dzień każdego miesiąca cieszę się ogromnie, a gdy zdarza się, że jest to piątek, moja radość nie zna granic. Wbrew pozorom piątki trzynastego są dość rzadkie, przy wielkim szczęściu wypadają parę razy w roku.

W 2017 występują zaledwie dwukrotnie: pierwszy piątek trzynastego był w styczniu, drugi będzie teraz, w październiku, w tym tygodniu. Właśnie dlatego, dla uczczenia mojej ulubionej daty w kalendarzu, dzisiejszy felieton w całości dedykuję piątkowi trzynastego.

Gdy byłam mała i kupowałam jakieś humorystyczne pisemko dla dzieci, cierpiałam ogromnie, bo nie mogłam się zapisać do stworzonego tam „Klubu Szczęśliwej Trzynastki”, czyli klubu dla osób, które urodziły się w trzynastym dniu dowolnego miesiąca. Do prawa członkostwa zabrakło mi raptem trzech dni. Do dziś mam do losu skryty żal. Może stąd moja trzynastkolubność?

Wiem, zgodnie z polskim (i nie tylko) przesądem trzynastka jest pechowa, a piątek trzynastego to tak parszywy dzień, że tylko w łeb sobie strzelić (choć i to pewnie nie wyjdzie zgodnie z planem). Zauważyłam jednak, że przesądy traktowane à rebours, na zasadzie „a właśnie, że przyniesie mi szczęście”, naprawdę potrafią działać w ten sposób. Cieszę się za każdym razem, gdy czarny kot przebiegnie mi drogę. Od podstawówki odczuwam wręcz przymus przechodzenia pod „trójkątami” (prostymi konstrukcjami wsporczymi w kształcie trójkąta; w moim otoczeniu szkolnym panował przesąd, że przejście pod takim słupem przynosi pecha. Więc przemaszerowywałam pod nim zawzięcie w drodze do i ze szkoły). Za życzenia „Powodzenia” zawsze dziękuję. Wstaję lewą nogą. Jeśli tylko mogę, siadam na miejscu o numerze trzynaście. I świętuję piątek trzynastego.

Jest naprawdę wiele powodów, by polubić trzynastkę – wcale nie jest taka parszywa, jak się początkowo wydaje. Udało mi się wynaleźć aż trzynaście (tak!) powodów – mam nadzieję, że choć jeden z nich Was przekona.

Powód pierwszy: jak wspominałam, przesądy traktowane na opak odwdzięczają się zachowaniem na opak. Darujmy sobie analizowanie tego, jak bardzo nasze nastawienie do rzeczywistości tę rzeczywistość kształtuje – zgódźmy się po prostu, że piątek trzynastego witany z uśmiechem też się uśmiecha i przynosi czekoladki. Takie, które w ogóle nie tuczą.

Powód drugi: trzynastka to liczba nieparzysta i liczba pierwsza, a takie (w moim prywatnym liczbowym rankingu) są najpiękniejsze.

Powód trzeci: tworzące liczbę trzynaście jedynka i trójka, dodane do siebie, dają czwórkę – liczbę „kompletną”. Są przecież cztery stron świata, cztery pory roku, cztery wieki ludzkości (według Owidiusza) albo cztery cnoty kardynalne, którymi powinni się wykazywać władcy (roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie i męstwo). Cztery litery (tetragram) tworzą imię Boga; czwórka symbolizuje materialny Wszechświat, równowagę, stałość, logikę, rozum, wolę, mądrość, zrozumienie i ciężką pracę. W mitologiach Bliskiego Wschodu i w Biblii występują cztery święte stworzenia (lew, orzeł, wół i człowiek). Z Edenu wypływały cztery rzeki związane ze zmysłami (Eufrat z ustami, Tygrys z nosem, Gihon z uchem, Pizon z okiem). Arystoteles wymieniał cztery podstawowe żywioły: ogień, wodę, ziemię i powietrze; mamy czterech ewangelistów, czterech Jeźdźców Apokalipsy na czterech koniach, a w mitologii buddyjskiej i hinduistycznej – czterech strażników czterech stron świata (Indra rządzi wschodem, Jama południem, Waruna zachodem, Kubera – północą). Nawet muszkieterów z „Trzech muszkieterów” Dumasa było w rzeczywistości nie trzech, tylko czterech. A czterolistna koniczyna przynosi szczęście. I wszystkie te czwórkowe radości dają nam dodane do siebie jedynka i trójka.

Powód czwarty: trzynastka następuje po dwunastce, która symbolizuje między innymi Słońce, Księżyc, harmonię, miłość, piękno, sprawiedliwość, doskonałość, niesie skojarzenia religijne (dwunastu apostołów, dwunastu bogów w wielu panteonach politeistycznych, dwanaście zwierząt w horoskopie buddyjskim), bohaterskie (dwunastu rycerzy Okrągłego Stołu, dwunastu paladynów Karola Wielkiego) i cykliczne (dwanaście miesięcy w roku, dwanaście godzin na zegarze, dwanaście znaków zodiaku). Skoro dwunastka to kolejna liczba kompletna, tworząca zamkniętą całość, to trzynastkę można uznać za pierwszy krok ku czemuś nowemu, następnemu. Trzynastka zostawia za sobą dotychczasową pełnię i rozpoczyna tworzenie kolejnej.

Powód piąty: wbrew pozorom trzynastka nie symbolizuje jedynie tego, co pechowe, złe czy smutne. W starożytności uznawano ją również za liczbę świętą; Salomon zbudował swój pałac w trzynaście lat; rok żydowski i celtycki mają trzynaście miesięcy; trzynastka symbolizuje śmierć i narodziny – czyli poza destrukcją niesie za sobą też tworzenie. Gdy czarodziej Merlin opuszczał Ziemię, by przenieść się do innych światów, zabrał ze sobą trzynaście przedmiotów o magicznych właściwościach. Żydowska bar micwa odbywa się, gdy chłopiec ukończy trzynaście lat. Według „Słownika symboli” Kopalińskiego trzynastka jest też uważana za pomyślną datę urodzin (wiedziałam w dzieciństwie, czego żałować!), a wyobrażenie tej liczby pojawia się na wielu talizmanach. Co więcej, jeśli przyjrzymy się wielu słynnym dwunastkom, zobaczymy, że tak naprawdę były trzynastkami, bo dwunastoosobową grupę prowadził „ten trzynasty”. Mamy więc dwunastu apostołów z Jezusem, dwunastu rycerzy Okrągłego Stołu z królem Arturem albo dwunastu paladynów z Karolem Wielkim. Skoro król Artur mógł zasiadać przy stole nakrytym na trzynaście osób, to dlaczego my nie?

Powód szósty: w literaturze trzynastka też ma swoje ważne miejsce. Wiersz o trzynastu sylabach to jeden z najczęściej stosowanych w polskiej poezji. Znajdziemy go w epice (z „Panem Tadeuszem” na czele), w utworach dramatycznych, a także w tłumaczeniach: w ten sposób tłumaczono na przykład Homera, Ajschylosa, Wergiliusza i Owidiusza. Kto lubi dawną poezję, powinien też lubić trzynastkę.

Powód siódmy: jeśli dobrze poszukacie, zobaczycie, że trzynastego dnia każdego miesiąca wydarzyło się coś dobrego. Na przykład (z racji moich dawnych astronomicznych sympatii będzie sporo kosmosu): 13 stycznia 1986 roku Voyager 2 zrobił zdjęcia, na których odkryto trzy księżyce Urana – Belindę, Desdemonę i Rozalindę; 13 marca 1781 został odkryty sam Uran; 13 kwietnia 1957 odbyła się premiera genialnego filmu „Dwunastu gniewnych ludzi”, a 13 czerwca 1962 – „Lolity” w reżyserii Stanleya Kubricka (nie uważam tej wersji za dobrą adaptację, ale to była pierwsza ekranizacja powieści Nabokova, i to zrealizowana raptem siedem lat po wydaniu książki). 13 lipca 1973 jeden z moich ukochanych zespołów muzycznych, Queen, wydał swój pierwszy album; 13 września 1501 Michał Anioł zaczął pracować nad rzeźbą Dawida. 13 października okazuje się dniem planetoidowym: w 1773 odkryto Galaktykę Wir w gwiazdozbiorze Psów Gończych, w 1887 –planetoidę Penthesilea, w 1879 – planetoidy Hersilia i Martha, w 1895 – planetoidy Arachne i Fama, w 1898 – planetoidy Ohio i Theodora, a w 1936 – planetoidę Balaton. Uf! Na ostatnie dwa miesiące przenieśmy się do Polski: 13 listopada 1924 Władysław Stanisław Reymont został laureatem Literackiej Nagrody Nobla za powieść „Chłopi”, 13 grudnia w 1860 w Warszawie powstało Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych. A ja 13 grudnia 1985 miałam już trzy dni i dawałam wszystkim dookoła do wiwatu.

Powód ósmy, skoro ciągle powraca temat urodzin: wielu artystów, których lubię, urodziło się właśnie trzynastego. Na przykład: Kim Novak (13 lutego 1933), cudowna w filmie „Czarna magia na Manhattanie”; Daphne du Maurier (13 maja 1907), która napisała „Ptaki” i wiele innych świetnych opowiadań grozy; Dorothy L. Sayers (13 czerwca 1893), jedna z moich ulubionych autorek kryminałów; Harrison Ford (13 lipca 1942) – Ford jest jak wino, im starszy, tym lepszy; Alfred Hitchcock (13 sierpnia 1899) – spójrzcie na dzień urodzin Daphne du Maurier i spróbujcie powiedzieć, że los nie naznaczył z góry, kto nakręci filmową wersję „Ptaków”!; Heinrich Heine (13 grudnia 1797) – to on powiedział, że tam, gdzie palą książki, później zaczną palić ludzi (jedno z najmądrzejszych zdań w dziejach ludzkości).

Powód dziewiąty: trzynastka jest też szczecinolubna. 13 stycznia 1987 roku rozpoczął się cykl „Spotkania z Gryfitami”, a 13 lipca 1988 na Zamku Książąt Pomorskich otwarto wystawę „Związki Pomorza Zachodniego z Polską”. 13 marca 1992 to pierwsza w Szczecinie operacja przeszczepu serca, przeprowadzona w klinice Pomorskiej Akademii Medycznej. W Wojewódzkim Rejestrze Zabytków znajdziemy kamienicę przy ulicy Piastów 13. A jak się nazywa najbardziej znane w naszym mieście miejsce zajmujące się rozwojem i popularyzacją kultury i sztuki? Dom Kultury 13 Muz, oczywiście! Jednym słowem, dla Szczecina trzynastka po prostu nie może być pechowa.

Powód dziesiąty, ekonomiczno-praktyczny: jeżeli trzynastka jest pechowa, to za mieszkanie, pokój czy stolik numer trzynaście, za miejsce numer trzynaście w pociągu, samolocie albo kinie należy nam się zniżka. A za trzynaste miejsce przy stole w czasie imprezy – dokładka. I nagle wszyscy nietrzynastkowicze pozazdroszczą nam trzynastki na drzwiach, fotelach lub biletach.

Powód jedenasty: trzynastka jest indywidualna, oryginalna, samodzielna i niezależna, trudno ją wepchnąć w jakieś schematy czy ramy. Spójrzcie na pojemniki: znajdziecie takie na jeden, dwa, trzy lub cztery przedmioty, z pięcioma czy dziesięcioma przegródkami, podzielone na dwanaście i dwadzieścia cztery komory – ale na trzynaście nie. W zestawach są pary, podwójne pary, połowy tuzinów i tuziny – trzynastek nie ma. Zespoły liczą po trzy osoby, cztery, sześć, dziesięć czy piętnaście – po trzynaście nie. Trzynastka jest nieregularna, nieukładna, nieregulaminowa i nieokiełznana. I, zupełnie jak Hiszpańskiej Inkwizycji z Monty Pythona, nikt się jej nie spodziewa. Już za to warto ją lubić.

Powód dwunasty, antymainstreamowy: lubienie trzynastki jest dość nietypowym upodobaniem, a przecież teraz wszyscy staramy się być niepowtarzalni i jakoś się od innych odróżniać. Sympatia do trzynastki może się tu doskonale przydać – oczywiście pod warunkiem, że nagle nie stanie się sympatią ogólną, powszechnie spotykaną i oczywistą. Nie sądzę jednak, by nam to groziło.

Powód trzynasty: całkowicie indywidualny, tu każdy wstawia to, co chce. Mnie trzynastka podoba się ze wszystkich podanych wcześniej dwunastu powodów i to jest dla mnie wystarczający powód trzynasty. A dla Was?

Jakikolwiek powód znajdziecie – trzynastka na pewno będzie tego warta. Pomyślcie o niej życzliwie pod koniec tygodnia. Szczęśliwego piątku trzynastego!

* Wsparcie merytoryczne odnośnie trzynastki: Władysław Kopaliński, „Słownik symboli”, Warszawa 2012.

Barbara Popiel. Doktor nauk humanistycznych, pracownik naukowy, edukator, redaktor i korektor, czasem tłumacz polsko-angielsko-niemiecki. Wielbicielka psów, herbat i wysokich obcasów, miłośniczka kryminałów, opowieści grozy i książek dla dzieci. Zainteresowania: tematy genderowe, rozwój osobisty, szeroko rozumiany lifestyle, języki obce, psychologia, blogosfera. Blogerka, która po kilku latach poszukiwań i zmianach adresu znalazła swoją przystań na “Dwóch ćwiartkach” (barbarapopiel.blogspot.com). Czasem nieopanowany Potwór Czekoladowy.

 

Zapraszamy za tydzień.