Tym razem muszę sięgnąć pamięcią trochę głębiej, ale nie będzie to aż tak trudne… bo nigdzie nie smakowały mi arbuzy tak jak w Maroku! ☺
Do Maroka będę mieć zawsze sentyment, gdyż była to moja pierwsza podróż z plecakiem na własną rękę. Mimo wielu obaw ze strony bliskich, udało nam się objechać całe Maroko dookoła bez żadnych przykrych przygód, za to z tuzinem niezapomnianych przeżyć i kulinarnych rozkoszy 😉 jadłam zarówno w restauracjach hotelowych, przydrożnych knajpkach, ulicznych straganach, a nawet w osadzie u Nomadów na środku pustyni ☺ i jak zawsze będę powtarzać, że najlepsze jedzenie to te, które przygotowywali nam Marokańczycy, w warunkach daleko odbiegających od hotelowych standardów. Co więc musicie spróbować i gdzie się udać będąc w Królestwie Marokańskim?

1. Marrakesz- bezwarunkowo najważniejszy punkt na mapie, który trzeba zobaczyć. Odwiedzenie Medyny i wyjście na plac Dżemaa el-Fna wieczorową porą to przeżycie, które zapadnie w waszej pamięci na długo. Eksplozja kolorów, zapachów, dźwięków i smaków to mało, żeby opisać, co tam się dzieje ☺ Nocne stragany uginają się od nadmiaru jedzenia, które oferowane jest turystom, a okrzyki sprzedawców typu „Magda Gessler tonight”, „Robert Makłowicz gotuje”, „taniej niż w Biedronce” każdego wprowadzą w dobry nastrój ☺ Osobiście zakochałam się w przepysznych owocach morza, rybach i świeżo wyciskanym soku pomarańczowym, który smakował o niebo lepiej, niż to, co podawane jest w polskich knajpach za niebotyczne sumy 😉 Dodatkowo próbowaliśmy ślimaków gotowanych w wielkim garze oraz zachwycaliśmy się smakiem świeżo zerwanych fig.

2. Agadir- nadmorski kurort, zagospodarowany tak, że czujemy się tam bardziej jak w Europie niż Afryce. Jest to świetne miejsce dla osób chcących wypocząć nad atlantyckim wybrzeżem Maroka. Lokalizacja tego miasta oraz obecność portu lotniczego doskonale sprawdzi się, jako punkt wypadowy do Marrakeszu lub na Saharę. Kalmarów które tam jadłam, nigdy nie zapomnę! A oliwki na ciepło i dziwna ryba, usmażona w całości, która „gryzła swój ogon” to kulinarne przeżycie, które z pewnością trzeba będzie powtórzyć 😉

3. Warzazat- każdy z Was oglądał „Gladiatora”, lecz nie każdy wie, że to nie w Rzymie film został nakręcony ☺ część scen była kręcona właśnie w Maroku, w miejscowości o trudnej dla Polaka nazwie ☺ I chodź kulinarnie niewiele pamiętam z tamtej destynacji, to z pewnością jako punkt wypadowy, warto go Wam polecić.

4. Dwa dni na Saharze- chodź wymieniam je na końcu swojej listy, jako przeżycie, jest to zdecydowaniepustynia2 mój numer 1! Bardzo opierałam się temu pomysłowi i właściwie zdecydowaliśmy się na niego dopiero będąc na północy Maroka w Fezie. Do dziś jestem wdzięczna współtowarzyszom, że mnie do niego przekonali. Kupując bilety u pana „Potato”, który sprzedał je nam wciskając się do taksówki, którą jechaliśmy na dworzec, dziwię się sama sobie, że bez najmniejszych obaw uwierzyliśmy mu na słowo i pojechaliśmy 700 km dalej, aby jakaś obca osoba odebrała nas i wywiozła na środek pustyni… ale tak właśnie było ☺ Podróż na wielbłądach przez pustynię w towarzystwie Berbera, wizyta w osadzie Nomadów, najpiękniejszy zachód Słońca, jaki kiedykolwiek widziałam i noc pod gołym niebem to wspomnienia, które do dzisiaj wywołują u mnie ciarki. Do tego wszystkiego proste posiłki, przygotowywane z kilku składników, którymi dysponowali nasi gospodarze oraz butelka whisky, wywołująca zachwyt u reszty grupy… dla takich chwil naprawdę warto żyć 😉

Dodatkowo krótkie podsumowanie, czego musicie spróbować:
– arbuzy!!! Przepyszne, pełne, przerośnięte i bosko różowe ☺
– tajine (tażin) czyli coś na styl gulaszu z dodatkiem warzyw i przypraw to specjalność marokańskiej kuchni. Zarówno potrawa jak i stożkowe, gliniane naczynie, które służy do jego przyrządzania, noszą tą samą nazwę. W menu znajdziecie tajine z baraniną, kurczakiem, jagnięciną, rybą oraz wege. Pychota!
– Berber whisky- i nie ma to nic wspólnego z alkoholem! ☺ W skrócie jest to parzona zielona herbata z liśćmi mięty i ogromną ilością cukru. Napój ma za zadanie chłodzić w upalne dni (czy w Polsce delektujemy się gorącą herbatę w upalny, letni dzień? ☺ ), pity jest wszędzie i na potęgę, a każde ubijanie targu z Marokańczykiem nie obędzie się bez rytuału wypicia z nim tejże herbatki 😉 Polecam zwrócić uwagę na sposób, w jaki nalewany jest ten napój do filiżanek. Pamiętajcie także, że ta ekstremalnie słodka herbatka bardzo dobrze działa na trawienie.
– olej arganowy- wszyscy wracający z Maroka, zabierają ze sobą ten cud natury. Ma zastosowanie zarówno kulinarne, jak i kosmetyczne, sprawdzi się praktycznie wszędzie. Olej arganowy jest teraz hitem w naszych polskich kosmetykach, ale ja uważam, że warto mieć go z pierwszej, marokańskiej ręki 😉 jako ciekawostkę mogę Wam zdradzić sposób pozyskiwania ziaren owoców z Arganii żelaznej do produkcji oleju- ponieważ gałęzie drzewa są cierniste, a ziarna trudno się otwiera, zbiera się je wyplute lub wydalone w odchodach kóz, które bez trudu wspinają się po skręconych pniach tego drzewa. Następnie oczyszcza się je, rozłupuje, suszy, praży, dodaje wodę i dopiero mieli 😉 Szacunek dla kóz, które odwalają za nas czarną robotę! ☺
– kofta na trasie- co tu dużo mówić… chyba każdy, kto widzi warunki panujące w przydrożnych barach, ma obiekcje przed zjedzeniem czegokolwiek, jeśli nie jest sterylnie zapakowane. Ja jadąc do Maroka postanowiłam sobie, że zostanę na ten czas wegetarianką, bo jak można jeść mięso, które leży cały dzień na słońcu, a warunki jego przechowywania pozostawiają wiele do życzenia. Po kilku dniach podróży poczułam jednak tak wielką ochotę na mięso, że spróbowałam kofty z przydrożnej knajpy… i wiecie co, chyba lepszej nigdy nie jadłam! Od tamtego czasu wsuwałam już wszystko, a mimo to czułam się rewelacyjnie.

Na co jeszcze musicie być przygotowanym?
– śniadania- niezbyt urozmaicone. Jajecznica, naleśniki, serek topiony , miód i chleb (zdecydowanie inny, niż nasz), a wszystko należy jeść… rękoma! Bo widelce to rzadkość. Poproszenie o sztućce może wywołać u obsługi szyderczy uśmiech… ☺
– prawie wszystko do jedzenia jest słodkie. Cukier jest wszędobylski (przyjrzyjcie się ząbkom Marokańczyków). Po kilku dniach brakowało nam soli tak bardzo, że paczka solonych chipsów była dla nas niczym zbawienie.
– menu- często brak czegokolwiek w języku angielskim (przykład na zdjęciu). Bardziej niż po angielsku, marrakesz1dogadasz się po francusku. Nie denerwuj się jednak, na migi też dasz radę załatwić większość spraw 😉
-sposób podawania posiłków- nie przyglądajcie się zbytnio temu, jak przyrządzane są wasze posiłki 😉 nie oburzajcie się na panią, która przewraca naleśniki palcami, oraz na kelnera, który jedną ręką podaje wasze talerze, a drugą odpędza koty ze stołu, które w najlepsze pałaszują resztki po gościach, którzy właśnie wyszli. Oni wszyscy chcą dla Was dobrze ☺
– alkohol- większość Europejczyków spija codziennie małą ilość alkoholu w celu „odkażenia”. Jeśli należysz do tej grupy, zaopatrz się w spore ilości, bo na miejscu alkohol jest raczej mało dostępny (oprócz Marrakeszu, gdzie obok medyny znajduje się Carrefour..:) ), a w dodatku drogi (np. 0,5 wódki to ok. 80 zł). Ponadto stoiska alkoholowe znajdują się w piwnicach sklepów, za kratami, a każda butelka przed sprzedaniem jest dokładnie zapakowana w szarą gazetę…☺
– jeśli podasz rękę Marokańczykowi na targu lub w jego sklepie, dla niego to znak, że zawarłeś już umowę zakupu, nawet jeśli ceny końcowej jeszcze nie wynegocjowałeś. I chodź targowanie się z nimi należy raczej do przyjemnych, to zrezygnowanie z zakupu może skończyć się niezłą aferą!
– ustalaj dokładnie trasę podróży i miejsca, w których się zatrzymasz. Marokańczycy to zżyty naród, pomagają sobie nawzajem. Wioząc Cię z punktu A do B, mogą zrobić jeszcze kilka przystanków na straganach lub w restauracjach swoich przyjaciół, stawiając Cię często w niezręcznej sytuacji wymuszonych zakupów lub nadprogramowych wydatków.

Jeśli chcielibyście wyskoczyć gdzieś na długi weekend, zachęcam do rozważenia destynacji Agadir i Marrakesz. Możecie pomyśleć, że to słaba propozycja, ale ja z pewnością wybrałabym ją chętniej, niż np. Wyspy Kanaryjskie 🙂 Dla osób szukających przygody i wyzwań, polecam samodzielną wycieczkę dookoła Maroka. Z pewnością nie pożałujecie!

Autor: Magda Zarębska