Tu nie trzeba komentarza, leadu i zapowiedzi. Ta historia przywraca naszemu życiu właściwe proporcje.

„Może zacznę od początku, od moich korzeni. Gdy byłam dzieckiem, bodajże będąc w czwartej klasie szkoły podstawowej, trafiłam wraz z siostrą do domu dziecka właśnie w Trzcinsku-Zdroj.

 Cały ten okres czasu wspominam wspaniale. Paradoksalnie było to wówczas jedno z moich marzeń. Chciałam trafić do  domu dziecka w wyniku sytuacji panującej w domu.
Wychowawców wspominam z uśmiechem na twarzy. Pamiętam, że już wtedy wiele rzeczy w Domu Dziecka brakowało, jednakże braki te wynagradzała nam czułość i opieka Wychowawców. Do dnia dzisiejszego pracuje tam Pani Elżbieta Janke – wspaniała, wymagająca kobieta. Dzieci ją kochają.
Z domu dziecka trafiłam do rodziny zastępczej, do dziadków. Wówczas moim marzeniem było zostać policjantką, by móc pomagać dzieciom, działać prewencyjnie, zapobiegać sytuacjom takim jak ta, aby dzieci trafiały do domu dziecka. Wiemy jednak, że często jest to jedyny ratunek, konieczność aby dzieci mogły czuć się bezpiecznie, aby mogły właściwie się rozwijać, koniecznym jest zagwarantowanie im pokoju w Domu Dziecka.
 Zostałam policjantką
Od 6 lat pomagam komu tylko mogę. Oczywiście jest to mądra pomoc. Dotychczas pomagalam mamom samotnie wychowujących dzieci, tym którym na prawdę było ciężko. Śledząc stronę domu dziecka w Trzcińsku Zdrój postanowiłam skontaktować się z Panią Elą -wychowawczynią podopiecznych. Po długiej rozmowie wskazała, że od zawsze brakowało dzieciom, oprócz rodziny rzecz jasna, także podstawowych rzeczy, bielizny i butów. Postanowiłam, że przeprowadzę zbiórkę butów zimowych i sportowych, podano mi konkretne numeracje.
Akcja cieszyła się uznaniem. Zebraliśmy ponad 90 par butów. 21 października wybrali się ze mną przyjaciele m.in. Kasia Otoka, która również bardzo zaangażowała się w zbiórkę, nie znając mnie. Zabrałam ze sobą moją miłość, także moją córcię Wiktorie. Wiktoria ma 7 lat. Zabierając ją do Domu Dziecka chciałam jej pokazać, że nie wszystkie dzieci mają wszystko to czego potrzebują, przede wszystkim nie mają rodziców przy sobie…uczę ją, że należy pomagać, a podziękowaniem dla nas jest uśmiech, radość dzieci.
Ofiarowując dary, zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci
Usiedliśmy w kręgu z dziećmi, na podłodze, aby każdy z nas był sobie równy. Każdy powiedział coś o sobie. Kolejnym etapem było pytanie każdego z osobna, czego potrzebują, czego nie mają. Ku naszemu zaskoczeniu dzieci mówiły o środkach higieny osobistej tj, podpaski, dezodoranty, anty perspiranty, szampony, odżywki.
Popłakałam się…
Nie mogłam opanować łez. Dzieci czynnie uprawiają sport, a brakuje im piłek do grania w piłkę nożną, korków (butów) Pani Elżbieta wspomniała, że ciężko jest z przyborami szkolnymi tj. zeszyty, papier biały, kolorowy, linijki, farby itd. Pomyśleć, że gdy nasze dzieci tego potrzebują nie myślimy o tym, że nie mamy pieniędzy, Po prostu idziemy i to kupujemy, ot tak, bo tak trzeba.
Tymczasem dzieci starsze mają 17 zł kieszonkowego na miesiąc,  dzieci młodsze 12 zl.
Ja sama niewiele byłabym w stanie pomóc, jednakże jest tyle ludzi dobrych, wystarczy do nich dotrzeć i pokazać, że można mądrze pomagać. Jestem pod wrażeniem, że tyle firm wyraziło chęć wzięcia udziału w akcji”.
Na plakacie szczegóły, jak możecie pomóc dzieciakom z Trzcińskiego Domu Dziecka
 
 foto: archiwum prywatne