Pokłóciłam się z Tobą. Pokłóciłam się o sejm, o POPIS, KOD, .N itp, o reformy, o ich brak, o media, o gimnazja. Pokłóciłam się z Tobą o poglądy lub ich brak. Pokłóciłam się z Tobą o pieniądze, których nie zarobimy i o przyszłe lata, o których nic nie wiemy, o historię i jej interpretację. Kłócimy się o nieprawdę o interpretację rzeczywistości w zależności od kogo o niej słyszymy.  Obiektywizm to iluzja., ułuda. Z natury każdy z nas widzi rzeczywistość przez pryzmat ukształtowanego siebie. Dwie osoby patrząc w tym samym czasie na to samo, widzą inaczej.  Czym więc są fakty, relacje, przekazy, nawet zdjęcia? Są interpretacją rzeczywistości, jej często marnym odbiciem. O co się więc kłócimy i czy w na pewno w naszej sprawie?

Czy o to chodzi, o nasze kłótnie ? O nasze emocje, żale, brak zgody na cokolwiek i szacunku. Wyzywamy się, szydzimy, śmiejemy szyderczo, opluwamy i krzyczymy na siebie. Nic nie mówię – źle, mówię też źle, bo masz swoje w głowie jak ja.  Czy jest możliwe jeszcze się lubić, skoro tak bardzo jesteśmy inni politycznie. No właśnie! Czy profil polityczny jest dziś determinantą naszych uczuć, emocji, przyjaźni, miłości, koleżeństwa. Czy system monetarny jest nasza biblią? Czy gdy wierzę w Boga to już jestem „pisowcem”, czy jak w Sorosa to „kodowcem”?  Czy jak biorę kasę z Sorosowej Fundacji Batorego to lewakiem, a jak daję na tacę to Rydzyk jest mym ojczymem świętobliwym? Czy do cholery muszę się za kimś opowiedzieć?  Co jeśli nie chcę być nimi, chcę być sobą, mieć bardzo swoje, osobiste zdanie i nie być zaszufladkowaną, nie bać się myśleć inaczej? Czy jest to możliwe? Czy istnieje coś pomiędzy? Poza tym śmierdzącym kiślem politycznym? Co nas czeka?

Czy jedynym tak dziś ferowanym środkiem do spokoju jest rewolucja? Komu jest ona potrzebna? Mnie nie, a Tobie? Czy można bez manipulacji i kłamstw, tak po prostu dojść do porozumienia. Czy to jest jeszcze możliwe?

Przyznaję, że jestem sama w rozterce, raz myślę tak, raz inaczej. W zależności, które medium właśnie przeglądam. Ale to dobrze, wyznaję bowiem zasadę,  że należy odważnie bronić swoich racji ale ….się do nich nie przywiązywać. Brzmi paradoksalnie?  Bo życie jest paradoksem, jednym wielkim. Jedyne co powinniśmy w życiu, to nieustannie  wątpić, poddawać rozmyślaniom, analizom, nie wierzyć ad hoc. Nawet fundamentalne dogmaty, które wydają nam się z natury ugruntowanie słuszne, powinny podlegać nieustannej inwentaryzacji, updatowi.

Dlaczego tak mi źle? Może dlatego, że dla wielu, jeśli myślę inaczej niż oni jestem wrogiem, nieprzyjacielem, tylko dlatego, że nie zgadzam się z ich retoryką, swoistą „licencia poetica” polityczną. A ja ich wszystkich zwyczajnie lubię. Nie daj Bóg choć raz jednego czy drugiego pochwalić. Wówczas to nie jeden czy drugi będzie rozliczony tylko tyś, co chwaliła bądź przynajmniej zgodziła się z poglądem.  I tak narasta strach, niby wolność słowa zaczyna nas szyderczo i wrednie atakować. Czy na tym to ma polegać?

I na koniec quiz.

Kim według Ciebie jestem? Antysorosowym pisiorem, może, „kodziarzem”, który pisze o katolickim złodzieju toruńskim (w tle kaczor z kotem rzecz jasna). Więc? Masz już swoją szufladę dla mnie?

Wkurzona Polka