Jesteśmy próżni i zapatrzeni w siebie. Każdy, bez wyjątku, myśli często o tym, co myślą o nas inni. Czy to w kwestii wyglądu, kompetencji, czy też naszych zdolności. Jeśli do naszego wizerunku człowieka próżnego dorzucimy kilka pryszczy, dodamy kilka kilogramów, oraz zanurzymy to wszystko razem w naszej kulturze kultu szczupłości i piękności, otrzymamy typową nastolatkę, marzącą o karierze modelki/ aktorki/ piosenkarki. Taka też byłam i ja, kilka lat temu. Odejmując talent aktorski, chociaż nadal uważam, że zostałam wyjątkowo niedoceniona w liceum, nie dostając głównej roli w spektaklu – Maryi podczas jasełek bożonarodzeniowych. Otrzymałam wtedy dość nikłą szansę na popis swoich zdolności aktorskich jako anioł. Nie ten przewodniczący skrzydlatych, czyli Archanioł Gabriel, zwiastujący radosną nowinę, ale ten niemy, którego jedynym zadaniem jest stanie za kołyską i uśmiechanie się błogo, pochylając się przy tym nad dziecięciem bożym. Poszło mi nieźle, ale rolą życia tego nie nazwę.

Co do talentów wokalnych – objawiają się głównie w łazience podczas kąpieli. Zamiast oklasków słyszę stukanie w kafelki sąsiadów z góry. Bardzo chciałabym wierzyć, że jest to ich błaganie o więcej recitali, ale bądźmy realistami – świat nie jest jeszcze gotowy na taką wokalistkę jak ja. Pozostała mi więc trzecia ścieżka ku światowej sławie – modeling. Predyspozycje w postaci wzrostu i wystających kości policzkowych dostałam wraz z genami. Jednak jak wiadomo, wraz z genami przychodzą do nas różne rzeczy, nie tylko te pozytywne, pożądane, ale również wszystkie negatywne cechy, które niekoniecznie nam się przydadzą. Szczególnie, jeśli chodzi o zachowanie. Sytuacja przedstawiała się nieciekawie – już w przedszkolu dał o sobie poznać mój wybuchowy charakterek odziedziczony po mamusi oraz zawziętość i upór od tatusia. Oczywiście, lata dobrego wychowania poskromiły każdą z tych cech w sposób zadowalający, dzięki czemu mogłam funkcjonować w społeczeństwie, jednak czy było to wystarczające, aby stać się modelką, która z założenia poddaje się pomysłom innych?
Nie od dziś wiadomo, że zawód modelki opiera się głownie na jej plastyczności, elastyczności oraz na tym, czy potrafi dostosować się do panujących warunków. W jednej chwili przemienia się w zmysłową kobietą w krótkiej sukience, by już za moment zmienić się w zawadiacką chłopczycę w ogrodniczkach. Owszem, przez kilka lat udawało mi się, z powodzeniem zresztą, dostosować do tych wymogów. Niczym plastelina w rękach innych, odgrywałam narzucane mi role, czasem z przyjemnością odkrywając swoje nowe nieznane dotąd oblicze, a czasem z niechęcią powielałam znaną mi już i odgrywaną po raz kolejny postać. Jak długo jednak człowiek może żyć wbrew swojej naturze? Czy jesteśmy w stanie przez 26 lat, całe życie udawać kogoś, kim nie jesteśmy? Bycie modelką przyniosło mi wiele ciekawych doświadczeń, miałam dzięki temu szansę na poznanie wielu ciekawych osób, barwnych postaci ze świata show-biznesu i nie tylko. Jednak czułam, że moje przeznaczenie jest inne. Modelka, choć piękna, jest tylko narzędziem w rękach innych. Sesje zdjęciowe, których efektem są piękne zdjęcia, są składową wielu elementów, a uroda i wdzięk modelki jest tylko jednym z tych komponentów. Patrząc na okładkę gazety, widzimy nie tylko osobę na niej widniejącą. Makijaż, strój, odpowiednie oświetlenie, praca grafika, a także układ zdań dookoła modelki mają takie same, o ile nie większe znaczenie dla odbioru całokształtu. Modelka w tym wszystkim jest tylko produktem, który ma pomóc w sprzedaży. Nie przekazuje w ten sposób siebie, jej mimika oraz układ ciała mogą jedynie zdradzać zdziwienie lub znudzenie. Marząc o takiej karierze, tak naprawdę marzy się o byciu kimś, kto stale podlega zmieniającym się warunkom. Chcesz być przez cały czas zależnym od terminów wyznaczanych przez innych, żyć na walizkach, nie wiedząc, co się wydarzy, i nie mieć ostatniego zdania w projektach, w których bierze się udział?

Praca w modelingu jest pod tym względem idealna. Jeśli jednak chcesz mieć władzę nad tym, co się wokół ciebie dzieje, pragniesz mieć wpływ na to, co robisz, zostań redaktorką poczytnego magazynu modowego, światowej klasy fotografem, lub nawet stylistką dobierającą ubrania do sesji zdjęciowych. Albo chociaż zacznij pisać felietony. Może to one, zamiast twojego zdjęcia ukażą się w gazecie. Może też będą miały trochę większą wartość i znaczenie niż udawany uśmiech z okładki.

Autorka: Anna Bajus

O autorce: Anna Bajus –  magister psychologii klinicznej, absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej.Żyje z pasją i uważnością. Mama żywiołowego dwulatka. Zawodowo zgłębia problematykę „mindfulness”, prywatnie rodzicielstwa bliskości. Odpręża ją lektura książki „Ania z Zielonego Wzgórza” i spacer po lesie.