Przyznaję się… jestem graczem. Może nie takim, jak większość dzisiejszej młodzieży u której widok wystającej z boku ekranu broni wywołuje szybsze bicie serca, ale przyznaję… czasami lubię sobie pograć.

 

Niestety lata mijają, a czasu coraz mniej… Większość (około) trzydziesto-plus-latków ma ważniejsze sprawy na głowie niż granie w gry, ale ci którzy zaczęli jeszcze w czasach liceum (i wcześniej) w dalszym ciągu czują sentyment do tego typu rozrywki.

Nie jestem może na bieżąco z ostatnimi produkcjami i szczerze: nawet nie chcę być. Gry to straszni pożeracze czasu i funduszy – dlatego moja konsola się kurzy, a komputer starzeje razem ze mną… Mimo tego, pozwoliłem sobie ostatnio na drobny „skok w bok” i zainwestowałem portfelowy grosz w produkcję pewnego niezależnego, polskiego studia…

Punk Punch Games to niewielkie studio z Warszawy, które wzorem innych producentów zaczęło tworzyć gry skupiające się nie na efektach, wartkiej akcji i silnikach wyduszających ostatnie krople z procesora i kart graficznych, lecz na oryginalnej warstwie audiowizualnej i klimacie.

Ten zabieg nie raz udowodnił, że dzięki niemu da się konkurować z grami z najwyższej półki, zapewniając znakomity start dla przyszłych produkcji i…

…ok, do rzeczy.

Gra którą chcę przedstawić to przygodówka pt. Apocalipsis: Harry at the End of the World. Dla niewtajemniczonych: przygodówki to typ gier w których poznajemy fabułę rozwiązują rozmaite zagadki; zbieramy przedmioty i staramy się ich używać tak, aby pchnąć nasz postęp jak najdalej do przodu.

Sterowanie zazwyczaj odbywa się poprzez klikanie kursorem myszy na odpowiednie przedmioty dające się użyć/połączyć w odpowiedniej kombinacji.

Wspomniana już Apocalipsis jak najbardziej wpisuje się w ten nurt. Jest to gra przygodowa klimatem przypominająca niektóre produkcje z drugiej połowy lat 90-tych. Niezbyt rozbudowane, uproszczone, ale dające masę zabawy i satysfakcji z rozwiązywania kolejnych zagadek.

Do gry zaproszono Adama Darskiego, który wcielił się w rolę lektora przedstawiającego fabułę. Robi to zarówno po polsku, jak i angielsku – w zależności od tego jaką wersję językową przyjdzie nam wybrać. Dla mnie wypada to średnio. Z powodzeniem mógłby go zastąpić ktoś inny, ale to marketing… Jego nazwisko to dodatkowy magnes przyciągający do zakupu; choć przyznam, że dostrzegłem je znacznie później. W chwili gdy zrywałem folię z pudełka…

No właśnie… co wokalistę zespołu “Behemoth” skusiło do tego by wziąć udział w tej produkcji? Wynagrodzenie? Hmm… na pewno. Tematyka? Tak, bo jest mu bliska i … zahacza (fabularnie) o tematykę okultyzmu.

Zaraz… Okultyzm?! Tak. Apocalipsis opowiada o mrocznych czasach średniowiecza w którym czarna magia, sabaty czarownic i inkwizycja były na porządku dziennym. Brzmi strasznie? Być może… ale wszystkich oburzonych, chwytających w tej chwili za widły i ustawiających kosy na sztorc pragnę uspokoić, że tak nie jest.

Gra wbrew pozorom jest ciekawą przygodówką w której aż chce się poznawać coraz to nowe plansze i zadania jakie stawiają przed nami twórcy. Zagadki może nie są jakieś specjalnie wymagające – wprawny znawca gatunku nie będzie miał z nimi problemu; są za to dość ciekawe i dobrze skonstruowane.

Grając nie ma się uczucia frustracji czy zagubienia w stylu: „co ja tu mam kur…de zrobić?!”; wszystko w tej mechanice jest lekkie i przyjemne.

Nie będę się rozpisywał na temat fabuły – ta praktycznie nie ma w sobie jakiejś większej głębi czy twistu. Na szybko: wcielamy się w młodzieńca imieniem Harry, który do szaleństwa jest zakochany w swojej przyjaciółce Zuli. Niestety, któregoś dnia okazuje się, że jego sympatia znika, a co gorsza, zostaje posądzona o czary…

Aby odzyskać swą ukochaną Harry musi zawrzeć pakt z samym diabłem i wybrać się do 9 kręgów piekła, gdzie groteskowe kreatury na wespół z kościotrupami pląsającymi w dans macabre sprawują swe mroczne rządy. Czy uda mu się odzyskać ukochaną? To zależy już tylko od nas, czyli od gracza. Apocalipsis ma dwa zakończenia – warto poznać oba.

Otoczka fabularna gry jakoś specjalnie mnie nie interesowała i w zasadzie, nie zwracałem na nią większej uwagi. Rzeczą dla której grałem była muzyka i warstwa graficzna. Delikatny i niekiedy mroczny ambient ładnie komponował się z tym co było widać na ekranie.

Grafika… to właśnie przez nią nie zauważyłem nazwiska Darskiego na okładce.

Mogę powiedzieć o niej jedno: pod względem plastycznym jest to małe arcydziełko. Komiksowa, stylizowana na średniowieczne ryciny (twórcy podają iż inspirowali się min. Albrechtem Dürerem, Michealem Wolgemutem, czy Hansem Holbeinem. Odkryłem również pewne nawiązania do wczesnego Hieronima Boscha,  Pietera Bruegela czy nawet ilustracji Marii Heidrichowej z „Żywotów diabłów polskich” Bunkiewicza) sprawia, że każdy kadr; każda scena stanowi ruchomy, średniowieczny drzeworyt.

A zaczyna się już od samego pudełka.

Dla miłośnika sztuki, komiksów i klimatów gotyckiej grozy to prawdziwa uczta dla oczu. Sam przyłapałem się na tym, że lubiłem oczami przeczesywać ekran w poszukiwaniu rozmaitych detali narysowanych przez grafika. W tą grę się nie gra… tą grę się ogląda i czerpie przyjemność z tego, co ma się przed oczami.

Przez całą grę przyjdzie nam min. przemierzyć średniowieczne miasto ogarnięte zarazą, galeon atakowany przez krakena, brzeg morza czy nawet samo piekło. Jest tego mnóstwo… nawet jak na tak krótką grę.

No właśnie. Apocalipsis powstał głównie z myślą o niedzielnych graczach. Jej pełne przejście zajmie nam jakieś 2… maksymalnie 3 godziny. Nie powinno to dziwić. Najwięksi twórcy już od dawna serwują graczom rozdmuchane tytuły na max 5 godzin – są oczywiście wyjątki (tak, wiem… Wiedźmin 3), ale panuję jakaś niezdrowa tendencja do tego by przy maksymalnych kosztach zakupu dać graczom minimalną radość z grania.

Tu tego nie czułem. Wszystko zostało ładnie zrekompensowane pudełkową wersją i tym, co mogłem zobaczyć już bezpośrednio w grze.

Jeśli chodzi o samo wydanie to jestem jak najbardziej usatysfakcjonowany.

W wydaniu kolekcjonerskim prócz płyty z grą otrzymujemy kilka kart stylizowanych na średniowieczne ryciny oraz niewielki artbook przedstawiający grafikę z gry. Wszystko zamknięte w bardzo klimatycznym pudełku.

A to wszystko za niecałe 40 złotych… panie, prawie jak za darmo! No prawie…

Gra nie ustrzegła się paru błędów i niedogodności np. interfejs ekwipunku znajdujący się w prawym górnym rogu bywa czasami nieczytelny. Zebrane przedmioty takie jak kupka pyłu, deska czy belka są czasami niewidoczne, co sprawia że w paru momentach przez dłuższą chwilę głowiłem się co zrobić.

Czasami zdarza się, że niektóre zagadki mogą się zawiesić (miałem tak pod sam koniec gry). Problem rozwiązało wyjście do pulpitu i jej ponowne uruchomienie – gra przy każdorazowym opuszczeniu rozgrywki automatycznie zapisuje postęp, także nie ma obaw o jakąkolwiek utratę danych.

Trafiłem również na niewielkie błędy, które nie mają większego wpływu na komfort grania: w planszy z katem można zebrać nieskończoną ilość środków usypiających – do wypełnienia zadania potrzebny jest tylko jeden. Zadanie z wężową wagą można wręcz pominąć i metodą prób i błędów znaleźć właściwą kombinację uprawniającą nas do otrzymania klucza.

Mimo tego, grało się bardzo przyjemnie. To produkcja również dla osób, które nigdy nie miały styczności z grami video.

Ach… zapomniałbym. Gra przeznaczona jest dla osób powyżej 12 roku życia. Klasyfikacja wiekowa bywa okrutna, ale po coś w końcu jest…

Gry mają to do siebie, że wciągają… jak ruchome piaski. Ale to jedyne ruchome piaski w które chce się wejść z przyjemnością.

Moja ocena gry: mocne 7/10

Apocalipsis: Harry at the End of the World

Producent: Punk Punch Games

Data premiery (PL): 1 marca 2018

Wydawca: Klabater

Sugerowana cena: 39.99zł (Empik)

 

Minimalne wymagania gry:

Procesor: 2.66 GHz

Pamięć: 2 GB RAM

Karta grafiki: 512 MB

2 GB wolnego miejsca na dysku twardym

System: Windows 7/8/10

Łącze internetowe

Gra wymaga zainstalowania platformy Steam i założenia na niej darmowego konta.

 

 

Autor: Dominik Wiśniewski

 

Dominik Wiśniewski – dziennikarz i fotograf.  Fan motoryzacji i historii wojskowości. Nie obca mu literatura i sztuka – zarówno tych wyższych jak i niższych lotów. Czasami szyderczy i lekko stronniczy. Niepoprawnie polityczny kinomaniak i miłośnik podróży wszelakich.