Raz burza, raz słoneczko czyli skoki rozwojowe Gabisia.

W pierwszym roku życia dziecko przechodzi przez 7 tak zwanych skoków rozwojowych. Są to okresy, gdy następuje gwałtowna zmiana w niedojrzałym układzie nerwowym malucha.

Każdy taki skok trwa około tygodnia i poprzedzony jest „trudnym” okresem, kiedy to dziecko jest bardzo marudne, gorzej zasypia i śpi, ciągle chce na ręce, a czasem rodzice mogą nawet odnieść wrażenie, że nastąpił regres i dziecko zapomniało to, czego się do tej pory nauczyło. Natomiast wówczas, gdy ten skok następuje, dziecko w ciągu jednego dnia „nagle” opanowuje to, czego tak mozolnie się wcześniej uczyło.

Początkowo takie okresy nierównowagi trwają krótko, ale z czasem się wydłużają. Uświadomienie sobie, że jest to naturalny etap rozwoju, pomoże nam lepiej zrozumieć zachowanie dziecka: kryzysy poprzedzające skok są bardzo stresujące dla dziecka (którego świat nagle bardzo się zmienia) i dla rodziców, którzy nie rozumieją czemu dość samodzielny maluch zaczyna godzinami wisieć na mamie, domagając się jej nieustannej uwagi.

Ponieważ te skoki są związane z rozwojem mózgu, to dzieci urodzone wcześniej przechodzą je nieco później, a maluchy, które przyszły na świat po terminie, trochę wcześniej, bo przecież ich mózg rozwijał się już w życiu płodowym.

Tyle teorii.

W praktyce mój syn nie dał mi powodu do zmartwień i nerwów. Może po prostu  żadnych skoków nie zauważyłam? Hmm… Zawsze śmiałam się, że jeszcze zdąży dać mi w kość i chyba wykrakałam.

Miałam napisać tekst o umiejętnościach mojego zucha, jaki on grzeczny i samodzielny  ale te plany trafił szlag.

Dlaczego?

Tegoroczną wiosnę na pewno zapamiętam na długo nie tylko z powodu anomalii pogodowych za oknem, ale także przez to co zaczęło się dziać z moim dwuletnim synem. Ni stąd ni zowąd z pogodnego, spokojnego chłopca, syn zmienił się w małego terrorystę. Bicie, plucie, piski, wrzaski, wymuszanie wymiotów, robienie na  na złość to obraz , niczym z horroru. A do tego dom wygląda  jak po przejściu tornado. Na mym Zielonym Wzgórzu zapanowała atmosfera grozy i strachu przed tym, co za chwilę może się wydarzyć.

Ratunku, moje dziecko opętał diabeł!?

Zaczęło się od tego, że Gabiś przyszedł że żłobka pogryziony i zaczął na mnie pluć. Pomyślałam, że to pewnie incydent, bo przecież wcześniej nic takiego się nie działo. Ale to był dopiero początek. Gdy zapytałam  w żłobku, co się stało, panie ze spokojem odpowiedziały, że  to norma i trzeba przeczekać ten czas.  Myślałam, że znam swoje dziecko, a wydaje się jakby ktoś je podmienił. Jak to możliwe? Może to jakiś zły  urok, czy choroba?  Nie  to po prostu bunt dwulatka. Ale gratka! Problemy z szykowaniem do żłobka, kłopoty z jedzeniem,  a do tego napady złości i agresja, której nie jestem w stanie opanować . I żadne rady typu: Unikaj zakazów; Odwróć uwagę; Pokaż alternatywę…nie pomagają.

Jedyne co przychodzi mi do głowy w takich chwilach to uciekać gdzie pieprz rośnie lub udawać, że mnie nie ma. Ale przecież to nie jest rozwiązanie. Mam nadzieje, że dużo miłości, cierpliwości i odrobina sprytu pomogą mi przetrwać ten trudny dla każdej strony czas. A później przyjdzie czas buntu trzylatka, czterolatka i tak do osiemnastych urodzin!

Boże, dodaj mi sił.

———————————————————————————————————

Źródła:

*https://www.babyboom.pl/niemowleta/rozwoj/raz_burza_raz_sloneczko_skoki_rozwojowe_w_pierwszym_roku_zycia_dziecka.html

Zdjęcie tabelki: gogle.