Święta …dla dzieci frajda – nawet gdy nie ma śniegu, bo wolne od szkoły a i przedszkolaki też mają “looz” Małe szkraby  jeszcze non kumato, więc atmosfery świątecznej w pełni nie czują.
Skupię się dziś na uczuciach dorosłych. Kiedy rodzice się rozstają i Święta chcąc nie chcąc spędzają osobno jest smutno i przygniatająco. Przez kilkanaście lat w związku planowali razem Święta /Sylwestra etc, a tu nagle bum – nie ma związku – nie ma wspólnych świąt. Co prawda  jest to naturalną konsekwencją podjętych życiowych decyzji, jednak nie wyobrażam sobie na razie sobie tych i kolejnych świąt, spędzonych osobno. Świąt bez znajomego,  rodzinnego gwaru biegających dzieci, harmidru rodem z placu zabaw. Pamiętam, gdy czasem zmęczeni przygotowaniami czuliśmy ulgę, żegnając rozbrykaną hałastrę, która szła z wujkiem na spacer lub zakupy. Teraz brzmi jedynie smętna cisza. Jak w kościele po śmierci organisty. Nie ma nikogo, bo u nas bez tzw klimatu. Smutno tak jakoś, nie da się wyłączyć emocji jak światła – pstryk i idziemy dalej przez życie innymi drogami …tak się nie da….jestem facetem, ale nie jestem z kamienia.  
Te święta będą bardzo inne niż kilkanaście ostatnich, smutne i przygnębiające. Liczę, że szybko miną.
Ostatnio mam wrażenie – ba – to prawie przekonanie, że gdzie się nie spojrzę i z kim nie rozmawiam, to wieloletnie związki rozsypują się jak domki z kart. Czyżby monogamia miała odejść do lamusa? A może zawsze była nienaturalnym tworem, gniotła w myślach.  Jakoś ciagnelismy ten tandem (przyp.red.- tandem to rower dla dwóch osób) i może stąd te notoryczne zdrady i romanse? Jak zwał tak zwał, ale mam nieodparte wrażenie, że tym co nie wystarcza odwagi, żeby definitywnie się rozstać – zdradzają -myśląc, że jakoś to przejdzie i za chwilę wrócą do starych porządków. Ci odważniejsi decydują się na radykalne rozwiązanie i mówią “koniec” – jednak co dalej ….? Jeśli jest ktoś inny na horyzoncie – sprawa oczywista, ale co jeśli związek się skończył, bo wypaliło się wszystko w nim jak świeczka? 
Nie było nikogo kto by to zburzył. Bardzo samodzielnie dotarliśmy do tego miejsca.
W moim osobistym odczuciu tak jest dużo trudniej, za jakiś czas zapewne będę mógł napisać więcej dobrego, na razie czuję jakbym stanął na minie przeciwpiechotnej, urwało mi nogę. Jestem ranny, resztkami sił stawiam kolejny krok – znów słyszę “klik” i już wiem, że każdy kolejny ruch, obojętnie w która stronę i nie będzie co zbierać.
Mimo mojego mało uroczego nastroju, życzę wszystkim bez wyjątku zdrowych, pogodnych, ciepłych świąt!
Wasz
Johny Bravo