Sama, samotna, czy samodzielna mama – singielka?

Sypiam sama, ale nie czuję się samotna, bo codziennie rano budzi mnie tupot małych gołych stópek, które z drugiego pokoju zmierzają w moją stronę. Uśmiechnięty synek gramoli się do mnie, przytula i mówi: Kocham cię mocno mamusiu. Słonko wstało. Robimy kawkę? Taka pobudka raduje moje serce. I nie zastąpiłabym jej niczym innym.

Bycie mamą dało mi więcej siły niż się spodziewałam.
Po pierwsze dorosłam do tego by być samodzielną i z tego jestem najbardziej dumna. Gdy dowiedziałam się o ciąży podjęłam decyzję o zakupie mieszkania w miejscu przyjaznym dla dziecka. Nie było to łatwe, bo kredyt na 30 lat to duże zobowiązanie. Ale to ważna sprawa, by mieć swoje miejsce na ziemi i poczucie bezpieczeństwa. A skoro nie znalazł się w mym życiu mężczyzna , który o to mógłby zadbać wzięłam sprawy w swoje ręce. I nie żałuję. Choć czasem nie jest łatwo zamknąć domowy budżet.
Cierpliwość to cecha, którą doskonalę każdego dnia. Nie będę słodzić, że jestem w tym mistrzem, ale …od kiedy mam syna nie denerwuje się tak łatwo jak kiedyś. A poziom asertywności rośnie mi każdego dnia. Tak to jest gdy kobieta musi czasem być ojcem.
Szacunek do siebie i małego człowieka, który ma swoje zdanie. Nie ma nic ważniejszego w budowaniu relacji dwojga ludzi. I nie ważne, że jeden z nich ma tylko 2, 5 roku. Czym skorupka za młodu…
Zarządzanie czasem opanowałam do perfekcji. Liczy się każda chwila. Nie tylko dla syna…dla siebie również. Każda kobieta powinna mieć chwile dla siebie. Dlatego nie mam wyrzutów sumienia, by na weekend zawieść syna do dziadków. Każdy zasługuje na chwile wytchnienia. Kobiecość. Dopiero jako mama poczułam się w pełni kobieca i ponętna. Jak to możliwe? Przede wszystkim nabrałam kształtów tam, gdzie nigdy ich nie było. Ponadto zaczęłam bardziej świadomie żyć i dbać o siebie. Zdrowy jedzenie, stabilny rytm dnia, mniejszy stres. W dodatku mam w domu małego dżentelmena, który nie raz prawi mi urocze komplementy w stylu: – Wow! czy – Fajnie mama. Czy może być coś lepszego i bardziej szczerego? Nie sądzę…

Przyznam, że nigdy nie szukałam męża. Może dlatego, że nie widziałam w moim otoczeniu kandydata. Tyle wokoło chłopców, a mężczyzn jak na lekarstwo. A dżentelmeni? Wymarli chyba. A moje oczekiwania od lat są niezmienne. Chciałabym, by ktoś mnie kochał, szanował i czasem ponosił na rękach, gdy już nie mam na nic siły…

Zdarza się to coraz częściej. Czas, leci nieubłaganie, a zadań przybywa i pracy też. W szafie leży farba, by pomalować skrawek ściany, w rogu zalega zepsuty zegar, a w kuchni trzeba położyć tapetę. Nadal nie szukam męża, ale malarz, elektryk i spec od tapet mile widziany. A tak serio… liczę, że szczęście w postaci dobrego człowieka znajdzie do mnie drogę. A może po prostu wpadniemy na siebie tak niechcący na mym Zielonym Wzgórzu. Nie jestem singielką z wyboru. Tak się ułożyło. Pomimo wielu starań, kilku szans i nadziei. Ale ponoć ta umiera ostatnia.

Kobieta