Może zabrzmi to dziwnie, ale dzisiaj jest moje ulubione święto w roku. Zawdzięczam w dużej mierze kobietom – duże szczęście, sukces i miłość. Przysłużyły ( znamienne) się w ciągu mojego życia do wypracowania niesamowitego schematu…z którego jestem zadowolony.”

Cudowna laurka, nieprawdaż?

Takie oto dziś treści krążą po internetach. Czuję się wspaniale, wspieram mężczyzn by odnosili sukcesy i zarabiali mnóstwo kasy! Jestem wspaniałym mentorskim… tłem. Siądę sobie zatem skromnie w kącie i powalczę….. o bardziej kobiece rejony.

 

 

Wkładam kij w ogromne, rozwścieczone mrowisko. Wiem, ale może warto?
Po wielu miesiącach promowania kobiecości odkrywam, że choć Michalina Wisłocka zrobiła kawał dobrej roboty, niestety zdołała dać kobietom jedynie skrawek wstydliwej wówczas wolności.

Nadal, po kilkudziesięciu latach nie wierzymy w siebie. To znaczy, owszem wierzymy ale na tyle, na ile nam mężczyźni pozwolą – powie któraś.  O nie, moje drogie my same stawiamy sobie usłużne granice kobiecych obszarów, bo to brutalny, męski, świat i my jesteśmy zbyt delikatne. Niechaj oni tam sobie te wojenki toczą, to nie dla mnie. Jest coś w tym?

Mimo wychodzenia na ulice, odezw o macice, kobiece ciała, wolność, oddajemy walkowerem mężczyznom to co ważne i bez czego każda wolność jest zwyczajnie udawana – prawdziwie i godnie duże pieniądze. Wyobraźmy sobie, że nagle rzucamy tych naszych „szefów”. Jak myślicie bez nas też tak dobrze będzie im szło?

Nie zauważyłam na żadnym kobiecym marszu transparentu dotyczącego szklanych sufitów. Wiele rozmawiam z kobietami, na rożnych szczeblach ich zawodowej ścieżki. Jedno jest bardzo widoczne, im dalej i wyżej zaszły, tym bardziej bronią się przed swoją kobiecością. Czy wiecie, że czasem nie chcą się pokazywać w mediach, bo boją się rozdrażnić swoich szefów?

Nawet jeśli wywalczymy swoje prawa do  in vitro, do aborcji, godnego rodzenia oraz jedno miejsce przy erystycznym do bólu stole w „Kawie na lawie”, nadal ograniczać nas będą w naszych wolnościach męskie zarządy, partie, męscy szefowie. I tu niespodzianka. W ogóle nie jest to ich wina. To nasza, absolutnie nasza, pełna zgoda na tę rzeczywistość jest przyczyną.

Same jesteśmy sobie winne! Co więcej, gdy rozmawiam z kobietami, o kobiecych biznesach co słyszę? Pogódź się z tym, że kobiecością niewiele ugrasz. Już samo słowo „kobieca” absolutnie i na zawsze dyskwalifikuje w kontekście zarabiania dużych, poważnych, realnie dających wolność i swobodę pieniędzy. Słyszę, że kobieca może być (z natury rzeczy) macica, pierś, szminka, salon fryzjerski, masaż i fitness ale nie wielki biznes. A kto to mówi? Właśnie kobiety!

Gdy dotrą na stanowiska kierownicze i funkcjonują wśród męskiej większości, każdego ranka zawstydzają się w swojej kobiecości, uznając ją za wadliwie miękką, dyskredytującą. Codziennie przed wyjściem łykają mentalny testosteron, aby przetrwać w męskim świecie. Męskim na własne życzenie. Osobiście, konsekwentnie każdego dnia w służalczych gestach i kokieteryjnych minach „w czym mogę pomóc prezesie, dyrektorze, kierowniku kochany”, pozycjonujemy się na  drugim planie.  Gdy uda się sprytnie ugrać swoje i wejść wyżej, natychmiast stajemy się łagodzącym balsamem, by wódz nie zorientował się, że wygrywając, przegrał. Bo mu się przykro zrobi. Nie wolno synunia rozdrażniać, niech się skupi i zrobi tę swoją upragnioną karierę. Same się chowamy na zapleczu, w obwodach, jak sanitariuszki, a gdy jednej się to przestaje podobać, inne ją zakrzykują, wyśmiewają, uznają za płaczliwą histeryczkę. Bo psuje wygodny dla wielu schemat. Nie bądź babą, to słabe!

A dlaczego ma nią nie być? Dlaczego ma się wyrzec tego co ją konstytuuje i czym właśnie karmią się mężczyźni? Dzięki naszej emocji, kobiecej inteligencji, sprycie, intuicji i wreszcie subtelnej miękkości oni wygrywają, czerpią z nas garściami. Dlaczego zatem dla własnego dobra nie możemy z tego korzystać?

W świetle tym (przykro to stwierdzić, ale jednak) mało poważne wydają się być niektóre tzw. organizacje kobiece promujące swoje biznesy. Ulegle podpinają się pod rzędy garniturów i radośnie ogłaszają, że coś ugrały. Tylko co? Medale, dyplomy, możliwość użycia logotypu na swojej stronie, poklepanie prezesa?

A komu rośnie kasa na koncie? O głupie, nie my wygrałyśmy! Oni nami grają na nasze własne, osobiste życzenie. Każdy by to wykorzystał! Proszę uprzejmie spojrzeć na statystyki. Mówi się, że kobiety w około 50 % obejmują stanowiska kierownicze. Propagandowy sukces doprawdy. Medialne mydlenie oczu, a gra toczy się dalej. Wiecie jaka jest różnica między średnią a medianą w kontekście średnich zarobków w Polsce? Podobnie właśnie koloryzuje się nasze sukcesy. Po głębszym przestudiowaniu danych widzę, że owszem wiedziemy prym, ale w jednoosobowych działalnościach gospodarczych lub w hipermarketach, kierując kasami i zdając raporty męskiemu zarządowi. Proszę przejrzeć wielkie gale biznesowe, kto odbiera nagrody, a kto jest kwiatkiem do kożucha w cudnych, brokatowych sukniach? Widzicie to?

Słyszę każdego dnia, że finansowym światem rządzą panowie, mam się z tym pogodzić, bo tak jest i już. A wiecie od kogo to słyszę? Od kobiet! Te same, które wychodzą na czarne marsze krzycząc: „uwolnić moje jajniki!” Po czym wracają grzecznie do pracy z automatu przyjmując rolę: „czekam na polecenie szefie”. Tak to się robi moje drogie.

Żaden marsz nam nie pomoże, jeśli kobiety, którym incydentalnie udało się przebić ponad szklany sufit, kapitulacyjnie będą chowały spódnice, wkładały męskiego bąbla do nosa, kija w tyłek i udawały facetów.

Nie trzeba walczyć z mężczyznami, bo nie ma takiej potrzeby. Jeśli tylko im w tym pomożemy zaakceptują nas jako godne zaufania ale nadal kobiece partnerki biznesowe, a nie pomocnice. Obecnie biorą, co im dajemy. Absolutnie zrozumiałe! Zupełnie nie mam problemu, że wychodzimy na ulice, wolna wola.   Dumnie się patrzy na to pospolite ruszenie, czuje się wielką moc. Bardzo chciałabym tę kobiecą moc i solidarność zobaczyć w prawdziwym, codziennym świecie, opartym chciał nie chciał na pieniądzu.

A może jednak wolimy pokrzykiwać na wiecach (de facto często moderowanych przez nieparytetowych polityków) niż naprawdę bronić swojej kobiecości. Wykorzystać w sobie to, co właśnie wykorzystują mężczyźni pnąc się ekspresowo w górę. Gra nie toczy się na ulicy, a w gabinetachw których nas nie ma. Tak mi przyszło na myśl, że może tak szumnie i głośno się mówi o kobietach sukcesu, bo jest ich tak nikły odsetek, że stanowią znakomity materiał do badań nad anomaliami?

Warto się nad tym zastanowić:)

Dobrego Dnia Kobiet!

Kobieta