Spotkanie po latach

Zawsze marzyłam, żeby moja rodzina była wielką, kochającą się i wspierającą grupą ludzi, którzy na święta zjeżdżają się do domu dziadków, babci, cioci ze swoimi mężami, żonami, dziećmi, gdzie przy rodzinnym stole siada nie pięć osób, ale dwadzieścia, gdzie wspominamy czasy, gdy byliśmy dziećmi, gdzie bracia i siostry, kuzyni i kuzynki mają ze sobą kontakt i cieszą się na wspólne spotkanie. Marzyłam… Pewnie naoglądałam się seriali, w których wszyscy się kochają i jak u Mostowiaków pomimo przeróżnych tragedii, smutków, żali nadal zjeżdżają się do Grabiny. Życie przyniosło zupełnie co innego. Z kuzynami kontaktu nie utrzymujemy, ciotki, wujki mają swój świat i nie spotykamy się wcale. Odkąd zabrakło dziadków nikt o to nie zabiega, nikt się nawet nie stara. Nieporozumienia urosły do rangi poważnych waśni rodzinnych, których nie da się zażegnać.  Więzi rodzinne zostały mocno rozluźnione i zamykają się tylko w relacjach: rodzice -dzieci-wnuki. Tak to wygląda już od dobrych kilkunastu lat. Nic nie wskazywało że, cokolwiek się w tym temacie zmieni, ale jednak cuda się zdarzają…

Nagle po 30 latach nieobecności i braku kontaktu w drzwiach pojawił się mój wujek nota bene również Chrzestny – brat taty. Zniknął gdy miałam 10 lat, wyjechał na drugi koniec świata i zerwał kontakty ze wszystkimi. Pamiętałam go jako młodego człowieka z gęstą czupryną, a tu teraz stanął przede mną siwiutki starszy Pan – sobowtór śp. Dziadka. Chwila konsternacji, nie wiadomo czy rzucić się na szyję z radości, czy pytać gdzie był przez całe życie. Nie obyło się również od myśli, że skoro tak nagle się pojawił to zwiastuje jakieś kłopoty, złe wieści. Pierwsze chwile były trudne. Tyle lat minęło od ostatniego spotkania. Trudno rozmawiać, trudno się otwarcie cieszyć. W głębi duszy pragnęłam i wierzyłam, że przyjechał z prawdziwej potrzeby serca, że chce nawiązać znowu kontakt i nadrobić stracony czas. Kiedyś myślałam, że jeśli go kiedykolwiek jeszcze spotkam to będzie we mnie tylko żal, że nie był ze mną, że nie interesował się  moim dorastaniem, że nie uczestniczył w najważniejszych chwilach mojego życia. A jednak tak nie było. Nie było żalu, nie pojawił się we mnie nawet na chwilę. Patrzyłam na wujka staruszka, zniszczonego przez życie, jego smutny wzrok i wzbudził we nie tylko wzruszenie, tkliwość. Dziwne to bardzo, bo tak bliski i tak daleki jednocześnie stał się znowu kimś ważnym. Cieszę się, że jest, że wrócił. Nie chcę znać powodów dlaczego kiedyś postąpił tak jak postąpił. Każdy popełnia błędy, ale każdy ma prawo do drugiej szansy.

Kobieta