ŚWIĘTA NA KAŻDĄ OKAZJĘ

Spotkałam się dotąd z kilkoma nietypowymi świętami – dwa dla mnie najważniejsze to Dzień Psa (1 lipca) i Światowy Dzień Książki (23 kwietnia). Poza tym wiedziałam, że jest Dzień Świstaka (2 lutego), Międzynarodowy Dzień Teatru (27 marca) i Światowy Dzień Lalkarstwa (21 marca) – wiedzę o tych dwóch ostatnich zawdzięczam kilkuletniej pracy w teatrze. Kojarzyłam też Światowy Dzień AIDS (1 grudnia) i Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego (21 lutego). Jednak jeszcze do niedawna nie miałam pojęcia, jak dziwnymi i zabawnymi świętami wypchany jest nasz kalendarz.

Ostatnio szukałam na potrzeby fejsa jakichś świąt. Znalazłam australijski Narodowy Dzień Harmonii (19 marca), o którym pisałam poprzednio; znalazłam też Dzień Pandy (16 marca). I gdy, zaciekawiona, ile jeszcze zwierzaków ma swoje święto, zaczęłam zagłębiać się w temat, okazało się, że kalendarz nie zna granic…

wielkanoc

Niektóre święta bawią, inne zachwycają, jeszcze inne wywołują głębokie „że co, że jak?”. Spójrzcie choćby na ten przykład: 1 stycznia to nie tylko pierwszy dzień Nowego Roku, to także Światowy Dzień Kaca (jakże stosownie, prawda?). Problem w tym, że jest to jednocześnie Światowy Dzień Pokoju, a jakoś trudno mi wyobrazić sobie pokojowe nastawienie do świata na kacu. No, chyba że kac jest tak wielki, że człowiek zrobi wszystko, byle tylko zostawiono go w spokoju…

7 stycznia to Dzień Dziwaka. Wcale nie takie najdziwniejsze święto, szczerze mówiąc. Obawiam się jedynie, że w epoce indywidualistów, oryginałów i ekscentryków poczciwy dziwak może się nie cieszyć zbyt dobrą opinią. Być dziwakiem – to nie brzmi ani poważnie, ani oryginalnie. Dziwakiem może być podstarzała Ciotka Klotka, która w płaszczu z równie podstarzałego koca karmi w parku gołębie. Nowoczesna kobieta pozwoli sobie co najwyżej na bycie dziwną, ale za nic – na bycie dziwaczką. Ktoś nie dopilnował nomenklatury przy nadawaniu nazwy temu świętu.

8 stycznia jest Dniem Sprzątania Biurka. To mnie urzekło. Moje biurko bywa na zmianę miejscem ascetycznego porządku (poza blatem nie ma na nim nic) oraz tornada zderzonego z tsunami (poza nogami biurka nie widać nic, a czasem i nogi giną pod stertami papierów), ale skoro ma własne święto, postaram się w przyszłym roku posprzątać je w odpowiednim czasie. Swoją drogą, zastanawiam się, czy takie obchody wpisał do kalendarza ktoś, kto potrzebował motywatora, by choć raz na dwanaście miesięcy ogarnąć bajzel nie do ogarnięcia?

12 stycznia – Dzień Całowania Złotowłosych. Jako urodzona brunetka uznaję to święto za dyskryminujące i od dziś dwunasty dzień pierwszego miesiąca roku będę traktować tak, jakby go nie było.

5 lutego – Światowy Dzień Nutelli. Nie, nie kłamię. Wprawdzie wietrzę w tym chwyt marketingowy, ale w porządku, każdy powód, by zjeść bułkę z kremem czekoladowym albo lody o tym smaku, jest dobry. Wszyscy czekoladożercy, 5 lutego jest naszym dniem!

25 lutego to Światowy Dzień Powolności. Nie pamiętam, co w tym roku robiłam 25 lutego, ale podejrzewam, że byłam w biegu i ścigałam się z czasem oraz samą sobą. Nie miałabym nic przeciwko, by taki dzień powolności był w każdym miesiącu, najlepiej oficjalny i obowiązkowy; nie jestem tylko pewna, czy umiałabym go świętować. Bardziej prawdopodobne, że przez cały czas myślałabym o tym, ile mogłabym zrobić, gdyby nie ta moja dzisiejsza powolność…

Jakby w ramach kontry – 4 marca jest Dniem Walki z prokrastynacją. Prokrastynacja, niestety, bardzo mnie lubi (ja ją mniej), więc to święto zdecydowanie sobie zaadoptuję. Później.

12 marca powinien trafić do obowiązkowego kalendarza oficjalnych obchodów: to Światowy Dzień Drzemki w Pracy. Kto się w tej chwili kpiąco uśmiecha, ten nigdy nie doświadczył wartości takiego „przekimania” kilku lub kilkunastu minut przy biurku. Zdarzyło mi się wielokrotnie zdrzemnąć w pracy, na kwadrans lub dwa, zwykle w okolicach południa; i za każdym razem, gdy mogłam sobie na to pozwolić, budziłam się z nową energią, ochotą i motywacją do roboty. Naprawdę nie mogę się doczekać chwili, gdy niemożność ucięcia sobie w pracy drzemki będzie takim samym barbarzyństwem jak brak bieżącej wody lub prądu.

Dziś, 26 marca, jest Dzień Janosika, Dzień Niedźwiedzia Grizzly i Międzynarodowy Dzień Szpinaku. Nieszczególnie się to ze sobą łączy, ale wygląda całkiem sympatycznie (chyba że nie lubicie ulubionej potrawy marynarza Popeye’a). Najwięcej sympatii wzbudza we mnie niedźwiedź, nawet jeśli towarzystwo szpinaku jest bezpieczniejsze.

12 kwietnia – Dzień Czekolady. Święto dla mnie! Co za szczęście, że odkryłam je z wyprzedzeniem, w tym roku będę świętować jedzeniem czekolady od rana do nocy. Płacz z powodu skutków takiego obżarstwa słodyczami zostawię sobie na 13 kwietnia, który powinien stać się Dniem Czekoladowego Kaca.

17 kwietnia to Międzynarodowy Dzień Paskudy. No cóż, znam ludzi, którzy to święto obchodzą siedem dni w tygodniu przez cały rok…

5 maja jest Światowy Dzień Nagiego Ogrodnictwa. Nie mogę rozgryźć tej nazwy: czy chodzi o ogrody bez zbędnych ozdób, czy o ogrodników bez zbędnych ubrań? W obu przypadkach jestem na tak.

Światowy Dzień Kangurowania – naprawdę, coś takiego możemy świętować 15 maja. Miałam wizję skaczących po ulicach tłumów ludzi z torbami przyczepionymi do brzucha – taka forma kangurojoggingu – ale strona internetowa Radia Zet zniszczyła moją piękną wizję: chodzi o kładzenie wcześniaków na brzuchach matek, co między innymi wzmacnia system immunologiczny maluchów. Idea oczywiście piękna i ważna, lecz mój kangurojogging był zabawniejszy.

25 maja to Dzień Królewny. Przydatna wiadomość dla wszystkich książąt, nawet tych bez białego konia – 25 maja lecicie po prezenty dla swoich królewien! Bo inaczej zostaniecie rzuceni smokom na pożarcie.

Światowy Dzień Jazdy Nago na Rowerze obchodzimy 10 czerwca. To kontrowersyjne święto ma szczytny cel: zwrócenie uwagi na zanieczyszczenie środowiska naturalnego i związane z tym kwestie. Mogę jednak z czystym sumieniem stwierdzić, że do Szczecina jak dotąd nie zawitało, bo ani razu w czerwcu nie poraził mnie widok golasa na dwóch kółkach. Chyba że rowerzyści wybierali akurat te trasy, którymi ja nie chodzę. No cóż, niektórzy po prostu mają pecha.

19 czerwca to Dzień Kota Garfielda. Znajomi kociarze powiadają, że kot ma swój dzień każdego dnia. Właśnie dlatego wolę świętować 1 lipca Dzień Psa, bo pies nawet w Dniu Psa obchodzi Dzień Człowieka.

7 lipca jest Światowy Dzień Czekolady. Nie, nie pomyliłam się, wiem, że podobne pojawia się w kwietniu. Po prostu przebiegle daję Wam znać, że aż trzy razy w roku można opychać się czekoladą przy wykorzystaniu wymówki „ależ dziś jest jej święto”. To rozumiem.

12 sierpnia to Dzień Pracoholików. Niestety nigdzie nie udało mi się znaleźć informacji, czy z tej okazji pracoholicy w ogóle rzucają pracę (nieprawdopodobne), pracują mniej (mało realne), czy zostają w pracy jeszcze dłużej (to pewnie to). Szkoda, że odkryłam owo święto dopiero teraz, gdy się trochę z pracoholizmu wyleczyłam i już nie mogę go obchodzić. Zostają mi dni czekolady.

13 września jest Dniem Całowania Chłopaków w Usta. Można śmiało świętować, bo chwilę wcześniej, 12 września, obchodzimy Światowy Dzień Zdrowia Jamy Ustnej, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że pozostaną jeszcze resztki zapachu gumy miętowej i płynu do płukania ust.

15 września – Dzień Olewania Systemu. Jacy mądrzy ludzie ustanowili niektóre z tych świąt! Gdyby tylko politycy postanowili zająć się czymś naprawdę pożytecznym, mogliby zacząć od ustanowienia 15 września oficjalnym świętem państwowym.

23 września jest Dzień Spadającego Liścia. To z kolei jakiś błąd w matriksie, bo dzień spadającego liścia zaczyna się gdzieś na początku września, a kończy pod koniec listopada. Wiem, bo w ogrodzie zalegają mi liście, które zeszłej jesieni tak intensywnie świętowały, że do dziś kac nie pozwala im stanąć na nogi i wynieść się z mojej posesji.

Tak marudziłam, że faceci mają dwa święta – Dzień Chłopaka 30 września i Dzień Mężczyzny 10 marca – a kobiety tylko jeden Dzień Kobiet, tymczasem kalendarz właśnie mi uświadomił: 11 października jest Międzynarodowy Dzień Dziewczynek! Wspaniale! I niech tylko ktoś mi spróbuje powiedzieć: „Nie jesteś już dziewczynką”, to ja mu uprzejmie uświadomię, że chłopakiem też już dawno przestał być i teraz co najwyżej może obchodzić Dzień Nosorożca (22 września) z racji swojej gruboskórności.

21 października to piękna data: Międzynarodowy Dzień Odpoczynku od Świętowania. Odradzam ustalanie daty ślubu na 21 października, do końca życia się nie doprosicie rocznicowego prezentu (w końcu jest dzień odpoczynku od świętowania, no nie?).

22 PAŹDZIERNIKA. DZIEŃ CAPS LOCKA. COŚ POTWORNEGO, NIE CIERPIĘ NADUŻYWANIA CAPS LOCKA, A WY?

31 października powinien otrzymać nazwę Dnia Paradoksu, bo wówczas obchodzimy dwa kompletnie przeciwstawne święta: Dzień Rozrzutności i Światowy Dzień Oszczędzania. Ktoś miał poczucie humoru, gdy przydzielał tym świętom daty. Albo jeszcze nie doszedł do siebie po celebrowanym 30 października Święcie Napojów Wyskokowych…

22 listopada to Dzień Kredki. Pamiętacie kredki? To to coś do kolorowania, tylko nie w Paincie, a w drewnie. Przyznajcie się z ręką na sercu: kiedy ostatnio miałyście kredkę w dłoni i kolorowałyście? (Matki małych dzieci, ręka w dół – Wy stosujecie doping w postaci malucha, więc się nie liczy).

24 listopada obchodzimy Święto Buraka. To oznacza, że gdzieś na początku wakacji możemy zacząć robić listę ludzi, którym z tej okazji chcemy złożyć życzenia. Do końcówki listopada powinnyśmy się wyrobić.

16 grudnia to Dzień Pokrywania Wszystkiego Czekoladą. Nie, ja tego wcale nie wymyśliłam, takie święto naprawdę istnieje! Czwarta impreza pod czekoladowym znakiem! W ramach świętowania można (czytaj: należy) jeść każde danie oblane czekoladą i oblewać czekoladą każde danie. Czekolada na śniadanie, obiad (ewentualnie lunch), podwieczorek, kolację i pięć przegryzek pomiędzy. Nawet hardkorowe połączenia, typu kotlety schabowe z czekoladą, homar w czekoladzie czy ruskie pierogi z czekoladą, tego dnia się obronią. Smacznego!

A ponieważ po całym dniu opychania się czekoladą w różnych postaciach i połączeniach zrobi Wam się koszmarnie niedobrze, pamiętajcie, żeby przy komentowaniu swojego świątecznego obżarstwa lub poświątecznego samopoczucia gryźć się w język, bo 17 grudnia to Dzień bez Przekleństw. Jakieś takie nieżyciowe święto, nie sądzicie?

31 grudnia to Dzień bez Bielizny. No cóż, w trakcie sylwestrowej imprezy różne rzeczy mogą spaść lub zniknąć, bielizna też. Zresztą przypomnijcie sobie, co jest 1 stycznia. Czymże są zniknięte majtki, gdy poimprezowy kac zniknąć nie chce?

Prześliczne mamy święta w kalendarzu. Trzeba by je huczniej obchodzić, zwłaszcza niektóre, zwłaszcza te czekoladowe. Jednak wbrew pozorom kalendarz nie jest jeszcze do końca zapchany, są dni zupełnie bez świąt, takie puste przebiegi pomiędzy kolejnymi wydarzeniami. Może dałoby się je zapełnić jakimiś własnymi, mikrolokalnymi świętami? Warto pomyśleć.

I od razu uprzedzam: nie było, nie ma i nie będzie najmniejszego powodu, by nie powstało piąte święto czekolady. Wierzcie mi, z czego jak z czego, ale z czekolady żartów sobie nie stroję.

Barbara Popiel. Doktor nauk humanistycznych, pracownik naukowy, edukator, redaktor i korektor, czasem tłumacz polsko-angielsko-niemiecki. Wielbicielka psów, herbat i wysokich obcasów, miłośniczka kryminałów, opowieści grozy i książek dla dzieci. Zainteresowania: tematy genderowe, rozwój osobisty, szeroko rozumiany lifestyle, języki obce, psychologia, blogosfera. Blogerka, która po kilku latach poszukiwań i zmianach adresu znalazła swoją przystań na „Dwóch ćwiartkach” (barbarapopiel.blogspot.com). Czasem nieopanowany Potwór Czekoladowy.

 

Zapraszamy za tydzień.