Ostatnie 20 lat w Polsce i Europie to czas fatalnego w skutkach zaklinania i czarowania  kulturowej rzeczywistości.

Tak dobrze  jesteśmy nauczeni, głęboko przekonani i nieustannie przez tzw. pokojowe organizacje pozarządowe, polityków i ….biura podróży  uspakajani, że tropiki czekają na nas z otwartymi, bezpiecznymi, ba opiekuńczymi nawet ramionami, że bezwolnie zatraciliśmy całkowicie instynkt samozachowawczy.  Otóż obecnie twierdzi się, że dla przykładu Arabowie kochają nas i czekają w bezkresnej miłości. Dlaczego więc młodzi ludzie nie maja ufać autorytetom z pierwszych stron gazet. Nawet starzy się na to nabierają.

Owszem nasi kurortowi przyjaciele są w tej miłości zatopieni lecz do naszych portfeli. Nikt tam nas nie kocha, bo i nie ma za co. To jest inna kultura i nigdy nie powinniśmy czuć się tam bezpiecznie, bo nigdy nie zrozumiemy ich motywacji, wierzeń, kulturowych uwarunkowań, zwyczajów rodząc się i mieszkając w Europie. Nie ma na to szans. Młode, europejskie pokolenie żyje w utopijnym, wykreowanym przez ich mentorów przeświadczeniu, że będąc poprawnym politycznie będziemy żyć w bezpieczeństwie, pokoju i miłości z bliźnimi z Afryki, Azji i innych zakątków świata. Gdy tylko ktoś odważy się sądzić inaczej Ministerstwo Myśli w postaci politycznie poprawnych urzędów państwowych, fundacji, stowarzyszeń itp natychmiast prostuje nasze umysły wkręcając nam nietolerancyjność, rasizm, szowinizm.

Ostatni przypadek wszystko na to wskazuje, że jednak zamordowanej w Egipcie Magdaleny Żuk  czy historia zawodnika MMA, Dawida Ozdoby, są kolejnymi przykładami, że ta ułuda się kończy, że dociera nawet do młodych ludzi orwellowskie pojęcie miłości wzajemnej krajów islamskich i europejskich. Już dłużej nawet najbardziej zatwardziali obrońcy bezwarunkowej, przyjaźni wielokulturowej nie mogą udawać i zganiać na nas, naszą rozpustność, wyzywający wizerunek, czy swobodny styl zycia. Tak jesteśmy ukształtowani i nauczeni. To poszło za daleko. Nikt nie mówi żeby natychmiast zamykać granice i nie wyjeżdżać ale natychmiast nalezy zmienić retorykę, przestać lekceważyć zagrożenia, przerwać wyszydzanie ostrożności i umniejszanie kluczowym i zgoła niebezpiecznym często różnicom kulturowym.

Ale ja nie o tym. Tu zdaje się temat został nad wyraz wyczerpany na dziś.

Mnie się rozchodzi o biura podróżny, które bez skrupułów wysyłają wczasowiczów w rejony objęte działaniami wojennymi i terrorem. Biura podrózy przyjęły taktykę posredników nie ponoszących odpwiedzialnosci za podjęte przez tutystę decyzji. Nie mniej jednak tę odpowiedzialność powinny ponosić w każdym calu. Rzecz jasna że zasłonią się za każdym razem ( tak było w przypadku Dawida Ozdoby)  zapisami, małym druczkiem, prawem, samostanowieniem owego turysty/ofiary.

I tu dochodzimy do syreniego śpiewu.

Schemat wygląda tak.

Turysta widząc cudowną reklamę gdziekolwiek nie zauważa że małym podpisem:

niniejsza oferta nie stanowi oferty handlowej zgodnie z paragrafem srutututu itd.

syrenka będzie ubezpieczona od jakichkolwiek pretensji.

To jest właśnie syreni śpiew. Kto zna morskie historie o syrenach zna ich koniec. Syreni śpiew zgubił niejednego żeglarza.

Ten więc turysta słucha coraz głośniejszego i piękniejszego śpiewu, wchodzi do biura lub klika na link. Wymęczony codziennym pędem, zafascynowany syrenim mieniącym się ogonem i przecudowną urodą, najmilszym dla uszu głosem, podpisuje umowę, pragnąc natychmiast znależć się w miłosnym uścisku. Syrenka jeszcze jest piękna, jeszcze śpiewa, ale czasem na tym etapie przebija sie jej potworna, wykrzywiona twarz. Tak się dzieje w przypadku np zwrotu wycieczki lub próby zmiany wrunków. Kły oślinione zaczyną pomału zblizać sie do aorty biednego turysty.

Dobrze więc, niech będzie, że ten etap pomniemy, ze turysta zaufał, nie ma pretensji, bo wpatrzony i zakochany, a poza tym syrenka posiada wszelkie atesty państwowe, ubezpieczenia, gwarancje i takie tam.  Więc jak tu nie ufać?

Czy pani Magda Żuk miała prawo zaufać i czuć się pod dobrą opieką renomowanej syrenki, gwarantującej opiekę troskliwego rezydenta? Tak! Nie była ( ze ściśniętym gardłem piszę o niej w czasie przeszłym) bowiem antropologiem, kulturoznawcą, specjalistką ds polityki inter kulturowej,  kulturowych przemian i zagrożeń, socjologiem, dziennikarzem. Była panią Magdą, chcącą odpocząć, jechać  na zasłużony i wymarzony wypoczynek a certyfikowana syrenka śpiewała, że będzie cudownie, bezpiecznie …

Syrenka celowo nie dopowiedziała, że kraj, do którego się wybiera jest w permanentnym stanie wojny, że bomby na plaży i strzały w lobby mogą sie zdarzyć częściej niż sie tego spodziewa, że w pewnych krajach kobieta jest towarem sprzedawanym za wielbłądy, gwałconym, kamienowanym, nie dlatego, że chcą nam zrobić na złość. Magda nie wiedziała, nie zdawała sobie sprawy, że to my jesteśmy dla nich dziwaczną kulturą, która jest innowierstwem. My tu żyjemy w przekonaniu, że świat nas kocha wszystkie internety i telewizory, ba nawet instytucje rządowe i pozarządowe twierdzą wszak, że wszędzie możemy czuć się jak u siebie, życ po swojemu. Dlaczego wiec syrence nie zaufać. Jeśli nawet się coś przydarzy, to widocznie zawinił turysta,  bo nie doczytał, nie dooglądał, był zbyt europejski.

Bardzo polecam esej  „O Ludożercach” Michael de Montigne’a z 1587 roku. Adekwatne. Autor, będący katolikiem, opowiada o żyjącym na terenach Brazylii plemieniu Tupinamba, które rytualnie zjada ciała swoich wrogów. Montaigne moralizuje, że Europejczycy zachowują się w sposób o wiele bardziej barbarzyński, paląc żywych za odmienne zdanie w kwestii religii, implikuje: „Jeden nazwie barbarzyństwem wszystko to, do czego nie jest przyzwyczajony”.

Coś Wam to przypomina?

W eseju „O ludożercach” Montaigne satyrycznie odwołuje się do kulturowego (ale nie moralnego) relatywizmu. Jego ludożercy nie są ani szlachetni ani szczególnie dobrzy. Są jedynie nie gorsi od szesnastowiecznych Europejczyków. W jego poglądach, charakterystycznych dla humanizmu, choć ludzie różnią się zwyczajami, to ich natura (a szczególnie skłonność do okrucieństwa) jest taka sama. Wówczas może i tak, ale dziś?

Nie dajcie się więc zwieść naszym wakacyjnym syrenom. Widać nie można im ufać. Z definicji bowiem syreny, koniec końców wciągają w morską otchłań swoje ofiary i te najczęściej już nigdy nie usłyszą ich pięknego głosu, doznając jedynie niewyobrażalnego cierpienia i bólu tuż przed śmiercią.  Niestety w przypadku pani Magdy nie jest to metafora.

S.A.N.C